Antidote Carbonjack

Historia

Karbonowy Jacek wzniósł niejeden namiot z męskich spodenk wśród rowerowych nastolatków. Mała polska marka z Krakowa stworzyła to cudo około 5 lat temu i trzeba przyznać, że pomimo upływu czasu rower dalej robi mega wrażenie. Pierwowzorem była zjazdowa rama Lifeline i sporo jej cech odziedziczył Jacek. Wizytówką Antidote jest wykończenie ramy włóknami Vectran, które połyskując w słońcu subtelnie dają do zrozumienia, że tanio nie jest. O ile karbon jako materiał konstrukcyjny ram stał się już dość popularny, to takie wykończenie dalej jest unikatowe jak czytanie ze zrozumieniem w internecie. W 2016 roku rower zgarnął nagrodę Design & Innovation w Enduro Mountainbike Magazine, a już trzy lata później, pod koniec lipca 2019 trafił w nasze ręce.

Z pudełka

Kształtów ramy Antidote nie sposób pomylić z żadnymi innymi, to Porsche wśród rowerów. Konstruktorzy nie odpuścili w żadnym miejscu. Geometria zdradza zamiłowanie ojców projektu do zjazdu. Płaski kąt główki i pokaźny rozstaw osi (jak na tamte czasy) wskazuje jednoznacznie, że to sprzęt do ostrego gangbagu. Wprawdzie ma regulowaną sztycę i sporo przerzutek ale Sasha Grey też ma usta, a mimo wszystko nie słynie z kwiecistych przemówień, choć można o niej powiedzieć, że jest świetnym oratorem…

Rama występuje tylko w dwóch rozmiarach, także nawet kupując rower w ciemno macie 50% szanszy, że traficie dobrze. Niestety macie tyle samo szansy na to, że nie traficie gdyż 50% to dokładnie pół. Dla semi-karła Mka pasuje prawie idealnie, jednak długa rura podsiodłowa koliduje z krótkimi kończynami dolnymi. Sytuację można ratować sztycą regulowaną o mniejszym skoku, najlepiej jak najkrótszą. Jeśli lubisz wpychać po same pomidory to z ramą Antidode będzie do możliwe tylko ze sprzętem mniejszego kalibru. Podsiodłówka szybko się kończy, gdyż zaraz pod nią rozkokosił się damper.

Karbonowy jest zarówno przedni jak i tylni trójkąt, jedynie rocker jest z alu. Całość z damperem na sprężynie spowodowała wychylenie się cyfrowej wagi o 13,5kg. Z pewnością sporą zasługą tego znamienitego wyniku były lekkie koła. Piasty Soul Kozak słyną z ultra niskiej wagi, a opony WTB w wersji Lekko Szybko Toczenie ważą poniżej 900g.

Pakowanie opon w oplocie z firanki do roweru z takim charakterem to pomysł dość awangardowy. Takie gumy nadają się conajwyżej do jazdy po zrównoważonych ścieżkach. Przy oponach w mocniejszej wersji waga wzrosłaby o ok. 500g i w takim konfigu bezpiecznie można uderzać w teren.

Komponenty

Andtidote to manufaktura, nie posiada w sprzedaży gotowych rowerów a jedynie ramy lub sety rama + zawieszenie. Co za tym idzie, praktycznie każdy rower który spotkacie na szlaku będzie inaczej skonfigurowany. Egzemplarz, który do nas trafił miał całkiem niesztampowe gadżety. Najciekawsze z nich to:

  • damper: EXT Storia Lok
  • hamulce: Formula Cura
  • piasty: Soul Kozak
  • sztyca: OneUp components
  • mostek: OneUp
  • kierownica: Candy Ray

Z przodu za amortyzację odpowiadał popularny Pike eRCeTeczy. Napęd GX Eagle wprawiał w ruch koła zaplecione na obręczach WTB KOM obutymi w opony WTB Vigilante i Trail Boss w wersji (za)lekkiej Light Fast Rolling.

Zawieszenie FDS posiada pięć punktów obrotu a jeden z nich jest umiejscowiony centrycznie ze środkiem osi suportu (pol. saportu). Wynalazcy zapewniają, że jest zupełnie niezaitneresowane tym czy akurat hamujesz czy nie. Cały czas robi swoje.

Podjazdy

Wprawdzie nie wjechaliśmy Carbonjackiem na Elbrus, ale kilka podjazdów udało się zrobić (o zgrozo w siodle!).

W pierwszej chwili ucieszył mnie fakt istnienia blokady dampera, jednak szybko okazało się, że jej obsługa w trakcie jazdy bez specjalnie zaprojektowanej protezy chwytnej stopy nie jest możliwa. Działanie blokady jest odczuwalne podczas uginania na sucho jak i podczas podjazdu. Koła na pełnym Kozaku napędzały się chętnie i lekko (na pewno miały też na to wpływ lekkie gumy). Płaski kąt podsiodłówki wynosi krzesło hen za środek suportu dlatego warto to skorelować przesuwając siodło do przodu. Rower nie jest przedstawicielem modnej rasy „long & slack”, geometria jest raczej klasyczna. Długa rura podsiodłowa wymusza używanie sztyc regulowanych z małym skokiem. To właśnie ten parametr w połączeniu z niezbyt pokaźnym reachem i dostępnością ramy tylko w dwóch rozmiarach sprawia, że to nie Carbonjack musi pasować do Ciebie, tylko Ty do Carbonjacka.

Na kolejne podjazdy nie blokowałem już zawieszenia i muszę przyznać, że nie było wielkiej różnicy w bujaniu a w zasadzie w jego braku. Żwawość roweru zachęcała do krótkich sprintów pod górę, czym w sumie byłem pozytywnie zdziwiony. W tym miejscu porzuciłem mój pomysł na zaprojektowanie protezy chwytnej stopy do obsługi dźwigni blokady dampera EXT Storia i tym samym marzenie na zarobienie pierwszego miliona.

Zjazdy

Przechodzimy do sedna. Nie jest tajemnicą, że ten rower został stworzony do zjeżdżania i na tym polu z założenia ma brylować. Dziwiło mnie połączenie butikowego dampera EXT Storia z powszednim jak hejt w rowerowym środowisku Pikiem. Po pierwszym zjeździe moje obawy na temat Pajka ustąpiły, gdyż ten radził sobie wyjątkowo inaczej niż egzemplarze, które miałem okazję ujeżdżać wcześniej. Storia i Pike stanowiły duet zgrany jak Danika i facet Daniki. Z przyjemnością ładowałem się w każdą dziurę (w ziemi). Sprężyna pozostawała czuła w każdym zakresie, co było najbardziej odczuwalne na wytłuczonych trasach. Rower trzymał się trasy jak przyklejony co zachęcało do gięcia pały na każdym kolejnym zakręcie. Jedynie zbyt wysoko umiejscowione siodło interferowało z wewnętrzną częścią uda i nawet wielokrotne zgłaszanie naruszenia nietykalności cielesnej na milicję nic nie pomogło w tym zakresie. Nie będzie przesadą gdy napiszę iż byłem pod głębokim jak gardło Sashy wrażeniem działania zawieszenia.

Jak już osiągniemy prędkość rzędu „piec” (czyli z zakresu  7 – 80km/h) prawdopodobnie nerwowo będziemy zerkać na kokpit w poszukiwania wajchy hamulca ręcznego. Carbojack był hamowany Curą. Włoską Curą ze stajni Formula. Dotychczas produkty spod szyldu tego producenta leżały raczej w koszyku „weź mi z tym wy****dalaj” ale podobno makaroniarze odrobili już pracę domową. Podczas testu hamulce nie sprawiały żadnego problemu, legitymowały się satysfakcjonującą mocą i łatwo wyczuwalną modulacją. Pomimo, że łapią dość szybko nie można o nich powiedzieć, że są zero jedynkowe. Była to wersja dwu tłoczkowa koloru czarnego. Przy tej okazji zachęcam aby zapoznać się z bardzo ciekawą rasą czarnych kogutów (tak mi się skojarzyło z kurami), wystarczy wpisać w google black cock, żeby podziwiać te piękne stworzenia.

Jako, że rower został zaprojektowany ok 1825 dni temu geometria wpisuje się w nurt klasyczny. 5 lat temu ludzie rosły mniejsze, więc reach w rozmiarze M wynosi 425mm. Prawdopodobnie też ludzie z tej epoki mieli nogi stworzone na podobieństwo Claudii Shiffer, stąd podsiodłówka o długości 440mm. Ja niestety zostałem stworzony na podobieństwo Krasnala Hałabały i o ile z pierwszym parametrem żyłem za pan brat tak drugi mnie niesamowicie drażnił. W czasach gdy Carbonjack był nowością na rynku baza kół (1183mm) robiła ogromne wrażenie i rower był uznawany za ponadnormatywnie długi. Ponieważ ziemia dalej jest okrągła w tej kwestii nic się nie zmieniło, rower dalej jest bardzo stabilny na zjeździe a za sprawą EXT Storia dodatkowo przyssany do gleby jak Doda do loda. Wymaga jednak więcej pracy ciałem a margines błędu przy przerzucaniu ciężaru ciała tył-przód jest mniejszy niż w rowerach z geometrią progresywną. Reasumując właściwości jezdne roweru z górki są świetne, wymaga nieco więcej zaangażowania od jeźdźca niż tylko kurczowe trzymanie się kierownicy i zachęca do świrowania w terenie jak pierwszy śnieg na parkingu pod Lidlem wszystkich Hondziarzy. Zdecydowanie jest to rower stworzony do figli i swawoli aniżeli to pokonywania trasy na pałę na wprost w pogoni za najlepszym czasem.  Jedynie lekkie i delikatne opony stanowiły ograniczenie na trudniejszych sekcjach. W kwestii bieżnika Vigilante i Trail Boss radziły sobie bardzo fajnie jednak w rowerze o takich możliwościach widziałbym opony w bardziej pancernej wersji. 7 dziur na dwóch zjazdach niech będzie wystarczającym świadectwem na to, że pakowanie lekkich gum do roweru z takim rodowodem ma tyle sensu co szczanie w tampon.

Podsumowanie

Antidote Carbonjack plasuje się w segmencie rowerów butikowych, po pierwsze ze względu na cenę, a po drugie ze względu na to, że nie są produkowane masowo. Oprócz nietuzinkowego i generującego produkcję dużej ilości śliny wyglądu oferuje świetne właściwości jezdne. Porównałbym go do klasycznych amerykańskich muscle cars, które pomimo iż nie posiadają wszystkich bajerów świata mają „to coś” co sprawia, że po prostu chcesz chwycić za ster (nie, nie holenderski) i poszaleć. Najbardziej zadziwiła mnie przyczepność w zakrętach, spośród testowanych dotychczas sprzętów śmiało mogę napisać, że Carbonjack znajduję się w ścisłej czołówce. Raczej widzę go w konfiguracji na wymagający teren gdzie można wykorzystać jego potencjał niż w wersji z odlajtowanymi kołami nastawionymi na ścieżki typu Twister. Wyrozumiali koledzy z pewnością wybaczą Ci brak boosta jeśli pozwolisz im się karnąć.

Plusy:

  • wyglont
  • ultraczuła praca zawieszenia
  • stabilność na zjazdach
  • unikatowość
  • skory do figli i swawoli
  • waga

Minusy:

  • wysoka rura podsiodłowa
  • ograniczony dostęp do blokady dampera

 

Paweł Pupiń

Facebook Comments