Sowie, Głuszyca, Mieroszów

Rejon ciekawy i blisko Wrocławia. Sporo militarnych zabytków i kawał historii….ale tu o tym pisać nie będziemy. Wrzucimy Wam listę zjazdów i zaproponujemy kilka tripów. Będzie raczej syto. Wszystkie trzy rejony są tak blisko siebie, że praktycznie każda wycieczka może zahaczyć o każdą z tych miejscówek. Opisujemy całość w podziale na trzy bo tak było łatwiej malować po mapach.  Nie bez znaczenia jest to, że można tam dojechać z Wrocławia w godzinę. Trudno się więc dziwić, że to miejsce zawierające dwa najciekawsze produkty rowerowe w Polsce:

Tras Enduro Srebrna Góra

Strefa MTB Sudety

Najpierw opisujemy każdy z rejonów, po prostu wylistowując wszystkie znane nam sensowne zjazdy. Na końcu artykułu macie propozycje wycieczek je łączących.

Trasy wizualizujemy na dwóch mapach, które warto kupić je jadąc w te rejony. Enduro bez mapy to enduro bez mapy.

Sudety Środkowe

Góry Sowie

Góry Sowie -lista zjazdów

Góry Sowie to dla nas głównie masyw Wielkiej Sowy. Zazwyczaj po prostu pojawiamy się w okolicy i na różne sposoby wjeżdżamy na i zjeżdżamy z Wielkiej Sowy. Większość tych zjazdów jest do siebie podobna. Są to dość szerokie drogi wysypane kamieniami. Coś jak w Beskidzie Żywieckim. Różnica – na plus – polega na tym, że pobocze tych dróg jest osadzone znacznie wyżej , jest korzeniste i można nim jechać i zeskakiwać na środek drogi. Sporo jest też pieńków, z których super się wybija. Podjazdy są bardzo dostępne, zwłaszcza czerwony z Koziego siodła lub fioletowy szlak rowerowy.

Młoda łania na ambonie.

Wielka Sowa – czerwony szlak do schroniska Sowa, potem zielony do Sokolca

Trudność: Średni

Długość: 2,5km

Deniwelacja: 300m

Z Sowy są dwa czerwone zjazdy więc nie popieprzcie ich i nie zjeżdżajcie do Koziego Siodła. Jedziecie do Schroniska Sowa. Szlak to typowa rąbanka i pozornie nic ciekawego….ale, ale!… jeśli będziecie się trzymać lewej strony to zobaczycie, że przez 70% zjazdu towarzyszy Wam z wijący się singiel z korzeniami jak anakondy. Wije się on tak, że czasami trzeba zwalniać do zera. Warto się go trzymać. Kiedy macie ochotę możecie zdropić z niego na drogę by potem znów na niego wpaść. I pamiętajcie: jeśli się Wam wydaje, że go nie ma, to nie prawda! On zawsze gdzieś tam jest.

Jadąc powoli, po prostu Was wytrzęsie, jeśli jedziecie szybko, trzeba się napracować by przeskakiwać pieńki i korzenie, a do tego się mieścić w zakrętach. Singiel znika dopiero w momencie, w którym odbijecie w lewo, w kierunku schronu  – w drogę, która idzie wąwozem obfitym w miejsca do wybijania się.

Od schroniska zmieniacie szlak i wskakujecie na zielony. Jedziecie wąskim, szybkim singlem w trawie. Czycha  tam troszkę niespodzianek. Można wycedzić w conieco leżące tu i ówdzie. Zjazd się kończy zjawiskowym widokowo otwarciem na dolinę. Jedno z ładniejszych miejsc w tych górach.

 

Wykaz zjazdów.

Wielka Sowa – niebieski do Starej Jodły

Trudność: Średni / Miejscami trudny

Długość: 2,5km

Deniwelacja: 330m

Ciężko na niego trafić. Dobrze obserwujcie oznaczenia na szczycie. Początkowo jest to singiel wijący się niczym w labiryncie ze świerkówm gdzie jest sporo zwalonych drzew, przez które trzeba przenosić rower. Po jakimś czasie drzewa zaczynają być wkurzające, ale akurat wtedy się kończą 🙂 Trasa zmienia się w singiel, który potem leci przez polanę, wijąc się tak, że Was nie spowalnia. Na końcu wpadacie w las, gdzie walicie wymytą drogą. Miejscami wymycie jest tak mocne, że obok  jest 2m rów w który nie chcecie wpaść…a ściąga w jego kierunku, zwłaszcza na szybko i po deszczu.

 

Wielka Sowa niebieskim do przełęczy Walimskiej

Trudność: Łatwy, szybki

Długość: 2,5km

Deniwelacja: 330m

Początkowo rzygowaty szuter, potem odbicie w prawo i lecimy szeroką drogą z wąwozem, dropikami i kamyczkami do wybijania się. Jeśli lecicie szybko >45kmh to jest na prawdę fajnie.

Przykład pokonywania zjazdu.

Mała Sowa – żółtym do Walimia

Trudność: Łatwy, szybki

Długość: 2,5km

Deniwelacja: 150m

Nie zjeżdżajcie do samego Walimia ale do trzeciego skrzyżowania z drogą. Potem nie ma sensu jechać a i powrót nieciekawy. Co tu dużo pisać..bałaganik. Szeroko, dużo luźnego i jeszcze więcej luźnego. Da się po bokach wybrać linie bez luźnego, ale za to przez korzenie i pieńki, z których cudownie się skacze.

 

Kozia Równia – czerwonym do Przełęczy Jugowskiej

Trudność: Średni

Długość: 2,5km

Deniwelacja: 250m

Bardzo podobny jak żółty z Małej Sowy do Walimia. Szeroko, po bokach korzenie. Kapitalnie się wjeżdża na boczne sekcje i z nich skacze. A to dlatego, że główna część drogi jest osadzona znacznie niżej i jedzie się jakby wąwozem. Po bokach nie brakuje też korzeni po których pięknie się leci.

Czasem aż rozmazuje się obraz.

 

Kalenica w obu kierunkach

Trudność: Średni

Długość: 1km

Deniwelacja: 100m

W kierunku Koziego Siodła. Charakter typowy, jak wszystkiego wokół Wielkiej Sowy. Czyli szeroko, korzeniasto i szybko. W środkowej części przechodzi to w wąski singiel w krzakach. Ciągle jest szybko.

W przeciwną stronę podobnie, ale bez krzaków, czyli szybko i korzeniasto.

 

Popielak w obu kierunkach.

Trudność: Średni

Długość: 1km

Deniwelacja: 100m

W kierunku Bielawy jedziemy wąską ścieżką, która jest miejscami wypłukana. Na górze są korzenie, za to potem gładko, wąsko z rowem wypłukanym przez wodę, do którego ściąga, że hoho. Spokojnie jak wpadniecie to przeżyjecie 🙂

W przeciwnym kierunku, czyli Kalenicy – standard. Korzenie i możliwość slalomowania między drzewami. Wszędzie ściółka więc naprawdę niezłe trzymanie.

W drużynie jest raźniej.

Zimna Polana – Trzy Buki żółty szlak
Trudność: Średni
Długość: 5km
Deniwelacja: 200m

Zjeżdżając z Kalenicy w stronę Bielawy mamy 5km klasycznego w tych górach zjazdu czyli szybko, z kamieniami i korzeniami. Na Zimnej Polanie trzeba skręcić w prawo i trzymać się żółtego szlaku do Trzech Buków. Zaczyna się szeroko z luźnymi kamieniami by po przecięciu drogi zmienić się w wąwóz, który, niezależnie od pory roku, zawsze jest przykryty dywanem liści (taki klimat, jak kałuża przed Sową 😉 Tu trzeba uważać. Następnie przecina się małą polankę i znowu wpada w wąwóz, w połowie którego pojawia nam się po prawej piękny, naturalnie wytyczony singiel.  Jest gdzie się wybić, są korzenie, a momentami jest tak wąsko, że można zahaczyć kierą o drzewo. Tak wpada się na Trzy Buki.

 

Dzikus – POLECAMY !!
Trudność: Łatwy, ale za to jaki za..isty
Długość: 1,5km
Deniwelacja: 100m

No i właśnie…Do tej pory na Trzech Bukach kończył się fun i do Leśnego Dworku trzeba było zjeżdżać szutrem ostatnie 2km. Otóż jest alternatywny singiel i to nie byle jaki! Nie wiemy kiedy dokładnie powstał Dzikus, ani spod czyjej łopaty wyszedł, ale wiemy na pewno, że ktoś odwalił kawał świetnej roboty. Ścieżka zaczyna się tuż przed Trzema Bukami po prawej stronie. Jest ciężko go zauważyć więc miejcie się na baczności!! Poniżej załączamy segmenty ze stravy. Po około 700m przecina szuter (koniec jej pierwszej części) i dalej wije się po drugiej stronie drogi. Mamy tu hopki, bandy, nawet gapy przez strumyk, i przede wszystkim non stop flow. Uwaga! można tu napotkać dziki 😉



 

Rozdroże pod Moszną – niebieskim do Walimia

Trudność: Łatwy
Długość: 2,5km
Deniwelacja: 150m

Łatwy szybki i przyjemny. Jest wąwóz, jest się z czego wybić. Mamy korzenie. Zjazd nie jest wybitny. Choć w sumie nawet niewybitne zjazdy potrafią być ciekawe. Wszystko jest kwestią prędkości.

Lesistej Wielkiej

Dzięki Dominik Sowa za podesłanie opisu !!

Trudność: Średni
Długość: 1km
Deniwelacja: 150m

Trzeba jechać czerwonym pieszym w kierunku Sokołowska. Na początku wspólnie z Czarnym rowerowym Strefy MTB Sudety ” Czarna Mieroszów ” w kierunku Unisław Śląski. Na pierwszym skrzyżowaniu  Czarny skręci w lewo, natomiast czerwony przetnie skrzyżowanie na wprost. Po około 200-300 m gdy dojedziemy do skrzyżowanie typu T i wydawałoby się, że intuicyjnie powinno się skręcić w lewo, trzeba skręcić prawo. Po około 150-200 metrach trzeba jechać czujnie i obserwować oznaczenia na drzewach, ponieważ szlak ostro skręca w lewo, ostro w dół.
Zjazd zaczyna się od godnego nastromienia okraszonego kilkoma agrafkami. Następny odcinek jest już łagodniejszy i bez agrafek. Po przejechaniu przez niezalesionych odcinek wjeżdżamy ponownie w las gdzie ponownie mamy do czynienia z agrafkami. Późnej łagodniej i prościej. Dojeżdżamy do Czarnego Stefy MTB, skręcamy w lewo, przejeżdżamy koło Pensjonatu Eden i dojeżdżamy do drogi nr 35 ( Wałbrzych – Mieroszów )

 

Głuszyca – Góry Suche – lista zjazdów

Okolice raczej typowo XC. Sporo krótkich lecz stromych podjazdów. Wkońcu to kolebka Strefa MTB Sudety. Sporo też szutrów trawersujących, którymi można omijać mocne podjazdy. Góry ciekawe bez dwóch zdań. Jeśli oleje się szutry, sporo szlaków jest singlowych. Nie jest problemem narypać tu 2000m przewyższeń. Można tu zaczynać, by przemieścić się w okolice Sokołowska lub Wielkiej Sowy.  Oprócz XC jest tu trochę zjazdów, przy których niejeden endurak się napoci 🙂

Wykaz zjazdów.

Ruprechticky Spicak – szlak zielony

Trudność: Średni / Trudny na szybko

Długość: 1km

Deniwelacja: 150m

Początkowo dość zdradliwy singiel w trawie. Zdradliwy bo singiel jest jakieś 20-30cm poniżej trawy po bokach. Można wycedzić pedałem a potem OTB. Zasadniczo jest dość stromawo, czasem można przytrzeć jajcem o oponę. Dlatego zawsze noście obcisłe majtki pod luźnymi spodenkami!! Nie widać wzwodów i jaj sobie nie urwiecie. Zwłaszcza dotyczy to tych mniej doświadczonych.  Potem robi się szerzej, ziemniej i stromiej. Łatwo rozwinąć czwartą nadświetlną. A giąć pałki nie ma co, bo sporo korzeni, drzew, wypłukań a do tego czasem się stok zagina tak, że nie widać co jest za przełomem. Bez dwóch zdań mega ciekawy zjazd.

 

Zielony do Spicaka od Pogranicznej

Trudność: Łatwy / Średni na szybko

Długość: n/d

Deniwelacja: kilka górek po 30-50m

Interwały, interwały, interwały. Strome podjazdy (jednego nigdy do końca nie wjechaliśmy). Trzy znaczące szczyty, reszta mniejsza. Ciekawe single z  każdego z nich, czasem mega szybko i stromo. Jeśli śpicie w Agroturystyka Pograniczna,  to zdecydowanie warto tędy jechać gdziekolwiek dalej.

Czasem trzeba też wepchnąć.

 

Rybnicki Grzbiet – singiel – szlak zielony

Trudność: Łatwy

Długość: 4

Deniwelacja: 300m

Szybki i ciekawy, trawersujący singiel. Pierwsze 60% to dzida w dół z dokręcaniem, końcówka to agrafki i korzenno kamienny bałaganik.

 

Z ruin zamku Rogowiec – szlak niebieski

Trudność: Średni / Trochę trudny

Długość: 1km

Deniwelacja: 250m

Początkowo bardzo wąski trawers na stromym zboczu. Łatwo się obsunąć. Wkoło ciemno. Potem techniczne śliskie i mocno kamieniste ścieżki. Sporo funu po deszczu. Kończycie na drodze szutrowej. Dobrze do samego dołu nie walić szutrem, pojechać na dziko w dół. Po prostu w tej okolicy szukajcie miejsca gdzie las się przerzedza i dzida w dół !!

Dzida.

 

Waligóra – żółty pieszy szlak do Andrzejówki.

Trudność: Trudny w ch..

Długość: 1km

Deniwelacja: 200m

Ołłłłł yeah. Apogeum pornografii. Można oczywiście zjechać singlem z owej góry i jest to miłe,…….. ale my go używamy do …… podjazdu aby zjechać pieszym żółtym. Zaczyna się czymś stromym po korzeniach, który jest coraz stromszy,  zaczyna się wić i dropić. Potem jest tylko gorzej. Dropy robią się większe, trakcję utrudnia morze melafiru czy innego kalafiora a w dodatku trzeba agrafkować. Nie udało się nam tego jeszcze zjechać bez glebienia. Miłej zabawy !!

Włodarz do Walimia – niebieskim

Trudność: Łatwy

Długość: 3km

Deniwelacja: 200m

Długo i fajnie. Szybko, jest wąwóz, kamienie, korzenie. Raczej gładko i skocznie. Jest flow

Czasem pojawiają się trawy.

 

Z Klina – szlak czerwony

Trudność: Łatwy

Długość: 1,5km

Deniwelacja: 100m

Piękny wijący się singiel. Czasem stromo. Żadnej pornografii. Szybko, lesiście. Ech..pięknie.

Sokołowsko (Mieroszów)- lista zjazdów

Sokołowsko – urokliwa mieścina zdrojowa otoczona górami. Wszystkie szczyty sprowadzają do niej. W mieścince kuracjusze nie są świadomi jaki potencjał mają okoliczne szczyty. Praktycznie każdy daje wielką radość z jazdy. Teren jest też wielce różnorodny. Ma zjazdy ziemne, korzenne, melafir, porno stromizny, dropy. Czego dusza zapragnie !! Polecamy. Na koniec dnia koniecznie żarcie w kawiarence. Niestety tylko za gotówkę, ale warto!! Wszystkie zjazdy dookoła Sokołowska były umiejscowione w trasach zawodów EMTB.  Zawody startowały z Mieroszowa dlatego większość osób będzie je kojarzyć z Mieroszowem. Niesłusznie w Mieroszowie były tylko dwa pierwsze OSy w dodatku zupełnie nie warte uwagi. Skupmy się zatem na Sokołowsku i jego okolicach.

 

Suchawa – niebieski szlak 

Trudność: Średni / Trudny

Długość: 1km

Deniwelacja: 150m

Niebieskim szlakiem wjeżdżamy całkiem komfortowo i w miłej atmosferze a potem w dół w kierunku Włostowej i Kostrzyny. Jest stromo, kręto, singlowo, ziemiście i korzeniasto. Wkoło rzadki las i wszędzie borówki. Piękna panorama na okolice. Jak dla mnie najpiękniejszy zjazd w całym rejonie. Mało ludzi, zielono i trudno technicznie. Malina !!

 

Wykaz zjazdów.

Włostowa – niebieski szlak do Sokołowska

Trudność:  Trudny

Długość: 2km

Deniwelacja: 200m

Klasyk. jedziemy w kierunku Sokołowska. Początkowo singiel w zagajniku i trawach, wijący się nieznaczne. Aż chce się przycisnąć. Wpadamy w ciemny las. W nim robi się szeroko, trakcja taka sobie. Łatwo się rozpędzić. Jak pojedziecie szybko – nie wyhamujecie. Szybka jazda sprowadza się tam do tego że miota Wami po 1m w każdą stronę ze względu na luźne podłoże. Do tego dropik. Dropik prosty ale po nim się jeszcze bardziej rozpędza. Jeśli nie możecie zahamować nie walczcie. Zjedźcie na sam dół i skupcie się na kierowaniu. Go with the flow. Potem przekraczacie drogę, 200m po płaskim i wpadacie w legendarną część. Najpierw zakręt w stromym terenie, przez skałkę a potem melafir. Skalna rynna wypełniona kamyczkami. Działa to jak łożysko. Nie hamujemy tu przodem, skręcajcie przez pochylanie i delektujecie się brakiem kontroli nad rowerem. Jest cudnie, jak jazda w puchu. Zwłaszcza w lipcu kiedy wkoło kwitną fioletowe kwiaty. Na koniec ziemna ścieżka z korzeniami i zakrętami, high speed i przyjemność. Ostatni zjazd asfaltem prowadzi do Sokołowska do kawiarenki na super obiad.

Zamek Radosno – szlak żółty

Trudność:  Trudny

Długość: 1km

Deniwelacja: 150m

Początkowo dość płaski singiel. Dojeżdżamy do ruin zamku. Tam wnoszenie. Spokojnie raptem 10m. I zjazd. Stromo, kręto, są korzenie i drzewa. Trakcje upośledzają małe kamyczki kiedy jest sucho a kiedy jest mokro gliniana nawierzchnia. Czyli zawsze się tam lata. Drzewa są w apeksach zakrętów.  Mimo to jest radocha. Na końcu jazda wzdłuż strumienia. Co jakiś czas trzeba kluczyć między kamieniami. Uwaga na pokrzywy. Był to jeden z Osów emtb.

Zielony rower łatwo zgubić jest w trawie.

Garbatka – niebieski

Trudność: Trudny

Długość: 1km

Deniwelacja: 150m

Ostatni OS na zawodach emtb. Wszyscy nazywali go trasą z kamieniem.  Szkoda że kończy się w takim miejscu, że trzeba sporo wracać. Jest sens tam jechać jeśli kończycie w Mieroszowie. Typowy grzbietowy singiel. W pewnym momencie robi się stromiej i trzeba zjechać stromy trawers po skałce. Mało kto to zjeżdzał na zawodach choć jest to relatywnie proste. Ustawcie się i nie hamujcie!! Potem kawałek płaskiego i stromy, sypko ziemna rynna. Leci się nią jak na zjeżdżalni. Szybko i zamaszyście. Jak dla nas jeden z ciekawszych zjazdów. Lubimy go, bo jest szybko, jest flow i trochę pornografii.

Stożek wielki – szlak żółty

Trudność: Bardzo Trudny

Długość: 1,5km

Deniwelacja: 200m

Kolejna pornografia. Zaczyna się stromym zjazdem. Nie zatrzymasz się na nim więc nawet nie próbuj. Skup się aby na jego końcu wyrobić w zakręt w lewo. Pochyl rower w lewo, biodra w prawo i skręcaj. Teraz czeka Cię trawersujący, dość wymagający singiel. Klimat jak w lesie deszczowym. Kilka agrafek i wpadasz w morze melafiru. Do tego masz dropa przed sobą. Za nim jeszcze trochę trawersowania melafiru i znów ziemny singiel którym trzeba walić szybko i między drzewami. Mając kierę 800 łatwo tam o coś zahaczyć. Jest pięknie i trudno. Na prawde trudno go szybko zjechac bez gleby.

Na wycieczkę najlepiej wziąć kolegę lub koleżankę z apetycznym zadkiem.

Tripy

Z powyżej opisanych kawałków poskładaliśmy kilka tripów. Walory każdego ze zjazdów zostały opisane powyżej więc już tego nie robiliśmy w tym miejscu.

Głuszyca Górna – Zielonym na Spicak – Suchawa – Kostrzyna – Włostowa – Zamek Radosno – Andrzejówka – Zamek Rogowiec – Wjazd na Rybnicki Grzbiet – Głuszyca

Długość: 45km

Deniwelacja: 1800m

Trudność: Trudny / B.trudny

Zaczynamy w Pogranicznej w Głuszycy Górnej.  Jedziemy w górę asfaltem do grzbietu granicznego. Częściowo jest to czerwony szlak rowerowy, częściowo żółty. Docieramy do grzbietu i przesiadka na zielony. Czeka nas interwałowy singiel i prawie cały czas jazda ostro w górę, ostro w dół. Każdy zjazd jest spoko. Jeśli jesteście leniwi, możecie interwały ominąć szutrem i pojechać zielonym rowerowym. Musicie tylko potem jakoś dobić się do Spicaka. W ten sposób dobijemy do niebieskiego szlaku, który w przeciwieństwie do zielonego wtrawersowuje Was na Spicaka. Sporą część da się jechać ale na końcu i tak trzeba wrypać rower na plecy. Dobra – ochraniacze i dzida w dół zielonym w kierunku przełęczy pod Spicakiem. Stamtąd czarnym szlakiem do polany z ławką. Możecie coś pochłonąć, podelektować się malowaniem ławki farbą olejną, a następnie pojechać niebieskim szlakiem na Suchawę. Wjazd jest sympatyczny, zjazd sympatyczniejszy. Nasz ulubiony. Po zjeździe możecie dymać dalej niebieskim i wnosić na Kostrzynę a potem na Włostową, albo przeskoczyć na szuter który trawersuje Kostrzynę od południa, dobić do żółtego szlaku i nim wjechać na Włostową. Na szczycie w trawie szukacie niebieskiego szlaku i dzida do Sokołowska. To najdłużdzy i najtrudniejszy kondycyjnie szlak w okolicy. Heble będą się palić !! 🙂

Trip #1

Przejeżdżacie przez Sokołowsko,  potem przeskok na czerwony rowerowy i jedziecie w kierunku ruin Zamku Radosno. Z niego zjazd żółtym. Uwaga na drzewa które kłują w oczy 🙂 Teraz czeka Was podjazd do Andrzejówki. Pojedziecie szutrem, którym idzie szlak niebieski, zielony, żółty. To jest szuter ale stromy i jeśli myślicie, że za pierwszym zakrętem będzie mniej stromo to się mylicie 🙂 – będzie bardziej stromo!! W Andrzejówce popas. Zejdzie Wam ze 40min 🙁 I jedziemy dalej. Żółtym do ruin zamku Rogowiec. Tam przesiadka na niebieski i wymagający trawers w dół. Gdy dojedziecie do szutru, pojedźcie nim kawałek, szukajcie mało gęstego lasu po lewej i gdy go znajdziecie walcie na dziko w dół do drogi. Szkoda marnować wysokość na jazdę szutrami.

Jeśli pojechaliście szutrem to już do końca wycieczki jedźcie zielonym rowerowym. Jeśli pojechaliście na szagę to wróćcie szosą to 500m do zielonego rowerowego. Wjedziecie nim na górę. Będzie troszkę kręcenia a potem w dół również tymże  zielonym rowerowym. Zjechaliście przy źródełku do drogi. Przesiadka na czarny rowerowy i przez Grzmiącą i łąki dobijacie do czerwonego rowerowego. Nim obok pięknego starego kamieniołomu dojedziecie do Pogranicznej. W kamieniołomie warto wykąpać cycki 🙂

 

Wielka Sowa – trasy SGR przez Kalenicę

Długość: 35km

Deniwelacja: 1200m

Trudność: Łatwy

Trip nawigacyjnie prosty tak bardzo, że nie ma co opisywać. Zaczynacie na Wielkiej Sowie. Z niej czerwonym do Koziego Siodła. I tym czerwonym jedziecie do samego końca 🙂 Sporo będzie twardych podjazdów. Jak dla nas da się wjechać wszystkie. Wymiękliśmy tylko w 75% podjazdu na Popielak. W ten sposób dotrzecie do startu trasy D w Srebrnej Górze. Hint jaki Wam możemy dać, to dogadajcie się z chłopakami z Tras Enduro Srebrna Góra żeby Was podrzucili. Taki kurs kosztuje 100PLN, bus zabiera 5-8 osób wiec wychodzi po podziale śmiesznie tanio. Wywalą Was na Sowiej Przełęczy – trzeba się jedynie wcześniej z chłopakami umówić.

Wielka Sowa razy milion 🙂

Długość: 40km

Deniwelacja: 1500m

Trudność: Łatwy

Czasem robimy dość absurdalnego tripa. Zdarza nam się po prostu podjeżdżać na Sowę wiele razy by zjechać za każdym razem inaczej. Podjazdy też są różne. Zaczynamy w Bielawie koło Leśnego Dworku. Podjazd niebieskim rowerowym na górę do Przełęczy Jugowskiej. Stamtąd przez Kozie Siodło na Sowę. Polecamy szuterek czyli czarny rowerowy. Z Sowy zjazd czerwonym przez schronisko Sowa a potem zielony do Sokolca. Kiedy dotrzecie do drogi, odbijacie w lewo i czarnym wracacie na Kozie Siodło. Znów podjazd na Sowę i tym razem zjeżdżacie żółtym w kierunku Walimia. Przy trzecim skrzyżowaniu z szutrem kończycie zjazd i wracacie. Jedziecie szutrem w lewo. Po 1,5km macie ostre odbicie szutra w lewo i dojeżdżacie do fioletowego szlaku. Nim do góry do samej Sowy. Tym razem z Sowy pojedziemy niebieskim do Starej Jodły. Stamtąd dalej niebieskim (Ruska Droga) dobijacie do szosy i albo nią dymacie do przełęczy Jugowskiej albo przesiadka na czerwoną kropkowaną Ścieżkę im. A. Grabowskiego i jesteście na Kozim Siodle. Wjazd na Sowę i zjazd Niebieskim w kierunku przełęczy Walimskiej. Powrót na Sowę fioletowym. Z Sowy czerwony na Kozie Siodło i ciągle czerwonym do Przełęczy Jugowskiej. Jak nie jesteście jeszcze zdechli to wspinacie się czerwonym przez Rymarz na Zimną Polanę i dalej żółtym szlakiem, gdzie tuż przed Trzema Bukami odbijacie w prawo i lecicie Dzikusem do samego Leśnego Dworka. Pamiętajcie, że ścieżka ciągnie się dalej po drugiej stronie szutrowej drogi. Jeśli jednak nie chce Wam się już podjeżdżać to możecie ominąć Rymarz i z Przełęczy Jugowskiej ruszyć niebieskim w stronę Bielawy tylko zamiast skręcić w lewo jedźcie prosto a po ok 300m przetniecie żółty z Zimnej Polany na Trzy Buki.

Tour de Sokołowsko

Długość: 35km

Deniwelacja: 1700m

Trudność: Łatwy

Wycieczka to dość absurdalna. Objechaliśmy wszystkie OSy z zawodów, niektóre dwa razy i jeszcze pyknęliśmy Waligóre. Do dziś nie wiemy co nam strzeliło do łba aby rypać dwa razy pod rząd Stożek i Garbatke. No ale stało się więc jedziemy 🙂

Sporo poruszaliśmy się poza szlakami, więc albo jedźcie tego tripa z naszym śladem albo z mapą patrząc się na ścieżki, na niej oznaczone. Nie będziemy pisać za którym drzewem gdzie skręcić. Raczej będą padały stwierdzenia typu: musisz dobić do takiego czy innego szlaku.

Możecie robić je po jednym razie. Taki tez będzie opis. Zaczynamy w Sokołowsku. Żółtym lecimy na Stożek Wielki. Można częściowo użyć szutra (tak my jechaliśmy i jest na śladzie poniżej). W międzyczasie będziecie jechać obok odbicia na OS4 z zawodów. Możecie się tam wstrzelić choć ciężko to jechać nie mając śladu, albo nie wiedząc gdzie skręcić. Na poniższym śladzie to macie, ale jeśli jedziecie z mapą, jedźcie na Stożek od razu. Koncówka na Stożek Wielki to ok 10min iścia z rowerem na plecach. Na górze warto chwilę odsapnąć bo to co się za chwilę wydarzy będzie jak gangbang ze stadem afroamerykanerów. Pierwsza ścianka już ryje lekko bańkę a wbrew pozorom nie jest to najtrudniejszy element tej trasy. Ale o wrażeniach było wyżej. Zakładamy, że przeżyliście i chcecie jechać dalej. Kierujcie się w stronę Sokołowska i ulicą Parkową walicie na południe. Po ok 1km od centrum Sokołowska odbijacie w prawo w kierunku Garbatki. Dobijacie do niebieskiego szlaku, gramolicie się nim na Garbate i zjeżdżacie 🙂 Dojeżdżacie w pewnym momencie do drogi. Na niej w lewo i do góry. Albo przeskok do Kowalowej i żółtym do Sokołowska z powrotem. My dobiliśmy do zielonego granicznego i nim przez przełęcz pod Spicakiem udaliśmy się na Waligórę. Na niej zakładamy pampersy, wyłączamy mózg i jedziemy w dół. Będzie syto. Nigdzie nie jest syciej 🙂 Przeżyliście ? Jak tak to czas żreć w Andrzejówce. Stamtąd się rozpędzacie i zjeżdżacie żółtym do zamku Radosno. Tu czeka Was miły zjazd z lekkim wchodzeniem. Ładujemy się na niebieski szlak i dymamy na Suchawę a potem na Włostową. Było miło co nie ?? Teraz obiad w Kawiarence i do domu !!

 

Czarny bór – tour de Sowie (Trasa Dominika Sowy za którą dziękujemy)

Długość: 35km

Deniwelacja: 1700m

Trudność: Sredni

Zaczynamy w centum Czarnego Boru, koło kościoła. Jedziemy w kierunku drogi nr 367 następnie skręcamy w prawo w kierunku Wałbrzycha. Po przejechaniu przez most na rzece Lesk skręcamy w prawo na drogę z kostki betonowej ?i jedziemy nią aż do skrzyżowania typu T gdzie skręcamy w lewo, a następnie w prawo na kolejnym skrzyżowani typu T. Jedziemy wzdłuż rzeki aż do momentu kiedy musimy wjechać na drogę asfaltową?. Po przejechaniu koło 100m asfaltem, skręcamy w prawo i trzymając się lewej strony dojeżdżamy do skrzyżowania typu T, na którym skręcamy w lewo. Następnie dojeżdżamy do końca asfaltu, teraz już szutrem ( nareszcie )??zaczynamy się wspinać na nie wielką ale w końcówce sztywną ” przełęcz “, na której skręcamy w prawo. Jedziemy lasem trzymając się lewej strony aż do momentu wyjechania z lasu, po drodze mamy kilka sztywnych podjazdów i szybkich zjazdów. Po dojechaniu do polany skręcamy w prawo i tak jak droga prowadzi jedziemy aż doradzimy do zalewu, który objeżdżamy mając go po lewej stronie. Można również jadąc droga w lesie i widząc zalew w dole, zjechać nieźle nachylonym terenem do zalewu. Po dojechaniu do drogi z płyt betonowych zobaczymy tablicę informacyjną z mapą, która przedstawi tzw. Trasę Widokową. Zaczynamy tą trasę zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Na początku po zajechaniu z płyt betonowych i skręcie w prawo będziemy mieli trochę podjazdów, po czym nasza droga się wypłaszczy. Jadąc Widokową przejedziemy, koło Dzikowca Małego, Dzikowca, Sokółki, Polanki, Wysokiej i Strachonia mijając je po lewej stronie. Następnie dojedziemy do skrzyżowania  w lewo na Lesistą Wielką ( sztywny krótki podjazd bezpośrednio za nim skręcamy w prawo ). Jadąc cały czas pod górę dojedziemy do szczytu Lesistej Wielkiej – 851. Tutaj zaczynamy przyjemny zjazd.  Po dojechaniu do Sokołowska ( centrum, w którym znajdujemy oznaczenia szlaków ) wybieramy jedną z opcji wjazdu na Andrzejówkę. Nasz wybór to czerwony szlak Strefy MTB Sudety. Dojeżdżamy do schroniska Andrzejówka 805, mamy sporo możliwości katowania okolicznych mega nastromionych gór. Nasz wybór pada na następująca kolejność: Ruiny Zamku Radosno, Suchawa i Włostowa. Ich opisy powyżej.

Następnie po dojechaniu do Sokołowska ( centum ) skręcamy w prawo na zielony szlak w kierunku Unisławia Śląskiego, po dojechaniu do drogi nr 35 skręcamy w lewo, po przejeździe pod wiaduktem kolejowym skręcamy w prawo dalej jadąc zielonym szlakiem dojeżdżamy do Polanki oraz Trasy Widokowej ( tej, którą wcześniej jechaliśmy ) Teraz możemy albo skręcić w lewo lub w prawo. Jadąc w prawo wrócimy nad zalew trasą, którą wcześniej podjeżdżaliśmy, jadąc w lewo ponownie przejdziemy w okolicach wjazdu na Lesistą Wielką, który ominiemy i na kolejnym skrzyżowaniu skręcimy ostro w prawo. W tym momencie zaczynamy zjazd w kierunku zalewu. Po dojechaniu do zalewu wracamy do Czarnego Boru trasą, która wcześniej pokonaliśmy.

Oczywiście trasę można zaczynać np. Na końcu asfaltu na tzw. Ptasim Śpiewie w okolicach extra agroturystyki ” Ptasi Śpiew”, gdzie można skorzystać z eleganckiej bazy noclegowej za godziwe dutki. Można również rozpocząć tripa nad zalewem, w którym można po jeździe wymoczyć ” małe co nieco”.

Warto wrócić na Andrzejówkę i eksplorować pozostałe szczyty, jest ich całkiem sporo.

Trasy strefy MTB Sudety – Nasza ulubiona Zielona Głuszyca

Co tu dużo pisać. Wejdź tu: Strefa MTB Sudety i popatrz 🙂

 

Wszystkie etapy z MTB Trilogy

… a zwłaszcza pierwszy bo prowadzi przez opisywane regiony 🙂 Każdy z etapów jest mega syty. Nam ich przejechanie zajmowało 8-10h ciągłej jazdy na zawodach. Jechaliśmy na lekko i żarliśmy na bufetach. Jazda z plecakiem może być wyzwaniem. Do tego często prowadzi wytyczanymi na zawody dzikimi singlami więc jeśli macie słaby GPS to możecie mieć problemy nawigacyjne. Nie mniej jednak, ciągle Wam polecamy.

etap 1

etap 2

etap 3

Baza noclegowa i pokarm

 

Agroturystyka Pograniczna.

Ich FB

Nocleg sprawdzony. Właściciel sam dużo jeździ, biega trailowo, wspina się, skituruje. Pozytywny koleś, czasem możecie go namówić na guidowanie. Uwaga bo nas zajechał 🙂

Standard super. Można myć rowery, jest gdzie je zostawiać, jest smar, jest miejsce na bachory. Są mapki.

 

Kawiarenka Smaków w Sokołowsku

Kapitalne miejsce. Włoskie żarcie. Czadowe pizze, makarony z truflami. Makaron najwyższych lotów. Czeskie piwo, świetne cappucino, a na deser tort bezowy z owocami który przyprawi Was o orgazm. Aha sałaty też kapitalne. A jakieś minusy ?? Jest jeden – weźcie gotówkę bo inaczej nic nie zjecie 🙂

 

Andrzejówka

Typowe polskie żarcie. Schabowy, gulasze, pierogi, naleśniory. Wszystko raczej na piątkę i dużo. Czeskie piwo. Można płacić kartą. Zawsze wpizdylion ludzi i troszkę się czeka w kolejce. Sporo też Andżel i Sebixów i innych dresów z racji dobrej dostępności i tego, że góry są teraz dżezzy.

 

Pałac Jugowice

Jeśli chcecie luksusu, masażu, sauny i macie wolne trzy do pięciu stów za noc możecie tam się pojawić. Miejscówka mało turystyczna, ale jako spa mega spoko. Sauny na dworze, dobra restauracja i spory wybór win zachęcają. Jest to ciekawy odnowiony folwark. Z zewnątrz wygląda właśnie folwarcznie, w środku to ciekawe, minimalistyczne wnętrza.

 

 

Śnieżnik – tips and trips

Śnieżnik jest bez wątpienia miejscówką, którą każdy miłośnik MTB powinien zaliczyć kilka razy.

Można śmiało powiedzieć, że Śnieżnik jest naszą ulubioną miejscówką na Dolnym Śląsku. Na jego atrakcyjność składa się kilka składników. Jest wysoko, więc zjazdy są dłuższe niż gdziekolwiek indziej na Dolnym Śląsku. Niektóre nieprzerwane zjazdy dochodzą do 800m deniwelacji. Wypas, co nie ??  Nastromienie jest słuszne.

Mamy tu mieszankę singli, skał, korzeni – taką, że nie można się nudzić a ręce czasem trzeba po zjeździe odklejać z kierownicy, tak przykurczają się mięśnie 🙂 Całość okraszona jest niesamowitymi widokami.

Większość wierzchołków w okolicy jest już na tyle wysoka, że pojawia się kosodrzewina.

Ta górka jest dość kapryśna pogodowo. Czasem jest tam zimno i wieje nawet w gorące letnie miesiące. Jesienią niemal zawsze jest pizgawa. Ale kiedy już pogoda się uda i jest pewna, zdecydowanie warto ruszyć dupsko.

Trzy najciekawsze szczyty w okolicy to Śnieżnik i Trójmorski Wierch. Oczywiście jest też Czarna Góra z wyciągiem i trasami DH jak również swoją drugą stroną – stroną już bardziej enduro.

Poniższy edit to tylko drobny wycinek tego, co oferuje okolica.

Na filmie pierwszy dzień, to jazda zielonym ze Śnieżnika w kierunku przełęczy Płoszyna, potem zabawy na Mokrym Grzbiecie. Drugi to jazda na Trójmorski Wierch.

 

Poniżej opisujemy trasy posiłkując się wizualizacjami na mapce Compassu i zalecamy ją Wam kupić. Lekko bez sensu jechać w góry bez mapy 🙂

 

Tripy:

Proponujemy trzy tripy. Opisy poniżej. Jest wśród nich jeden syty i dwa średnie. Uważamy, że każdy znajdzie coś dla siebie.

 

Międzygórze – Schronisko pod Śnieżnikiem – Śnieżnik – Przełęcz Płoszyna – Dolni Morava – Snieżnik – Schronisko – Międzygórze

Długość: 60km

Deniwelacja: 2300m

Trudność: Średnio Trudna – Trudna

Żarełko: Schron pod Śnieżnikiem / Przełęcz Płoszyna (tylko w wakacje) / Górna stacja wyciągu w Dolni Moravie / Dolni Morava

Ślad przypomina głowę łosia z porożem lub członka z rozbieganymi jądrami.

Opis:

Trasa raczej z serii sytych i kondycyjnie i technicznie. Mamy na niej mocne zjazdy i podjazdy. Zaczynamy z Międzygórza. Podjazd niebieskim rowerowym szlakiem  pod schronisko, potem wnosimy/wjeżdżamy na szczyt Śnieżnika. Stamtąd zjazd zielonym w kierunku przełęczy Płoszyna. Co tu dużo pisać. Techniczny singiel pośród kosówki. Wąsko, czasem stromo. Mamy dropy z kamieni, progi zieme, trawersy, korzenie niczym anakondy. A wszystko w pięknych widokach – dookoła góry, żadnych miast i wsi. Potem powrót czerwonym w kierunku Śnieżnika, aż do rozdroża pod Śnieżnikiem. Szutrem robimy szybko wysokość i dystans. Na rozdrożu przeskok na niebieski szlak, idący przez mokry grzbiet. Mamy tu techniczny interwał po kamiennej ścieżce. Da się jechać, ale wysysa to troszkę sił. Do tego przez jakieś 500m mamy torfowisko i trzeba uważać na kałuże bo można wpaść po osie a czasem jaja. Za szczytem Podbelka z niebieskiego przeskakujemy na zielony by znów wpaść na inny niebieski. Ów zielony jest mega przyjemnym singlem kolo potoku. Jest też gdzie wycedzić. Dojeżdżacie do górnej stacji wyciągu z Dolni Moravy. Teraz zjazd bikeparkiem do Moravy i moooooozolny pozjazd żółtym do Sedla Pod Kralickim Sneżnikiem. Potem wypych na Śnieżnik (można jechać ale to jest moment 45km na liczniku, kiedy my już pchamy). Ze Śnieżnika zjazd zielonym do schronu a od schronu czerwonym do Międzygórza. Och co to jest za zjazd. Singla nie ma ale jest szeroko a skały i korzenie generują tu przepiękne trudności. Można skakać, dropić, kluczyć i jest ciągła dzida. Uwaga na węże. Czają się wszędzie.

Track do pobrania:

GPX

 

Międzygórze – Schronisko pod Śnieżnikiem – Trójmorski Wierch – Śnieżnik – Międzygórze

Długość: 40km

Deniwelacja: 1200m

Trudność: Średnio Trudna – Trudna

Żarełko: Schron pod Śnieżnikiem /  Dolni Morava – trzeba by zjechać dodatkowe 200m

Śnieżnik MTB Trasy Śnieżnik Enduro Opisy
Krótszy wariant sprawdza się w sytuacji gdy co 15min otrzymujemy wiadomość od żony pt. “kiedy będziesz”.

Opis: Nawigacja jest tu trywialna. Wjazd do Schroniska pod Śnieżnikiem czyli z Międzygórza niebieskim szlakiem do przełęczy pod Śnieżnikiem, potem żółtym do schronu. Tam przesiadka na zielony i jazda nim aż do Trójmorskiego wierchu. Będzie to singiel z interwałem. Daje to w dupsko. Po drodze czeka nas jazda po gruzowiskach, na których mniej doświadczeni mogą prowadzić. Widoki piękne i jazda też piękna. Na trójmorskim wieża widokowa, foty i dzida w dół czymś niesamowitym. 100% pure flow. Ech. Potem teleport do czerwonego szlaku i dymanie a szczyt Śnieżnika. Idzie to mega szybko ponieważ jest to śćieżka dla biegówek. Na koniec staje dęba, ale wszystko do zrobienia w siodle. Po około 40 min jesteście na Śnieżniku i stamtąd dzida zielonym do schronu a od schronu czerwonym do Międzygórza. Walory czerwonego opisaliśmy powyżej więc tu nie będziemy się ślinić 🙂

Track do pobrania:

GPX

 

Międzygórze – Schronisko pod Śnieżnikiem – Śnieżnik -Graniczny stok – Anakondy-Kladskie Sedlo –  Śnieżnik – Żmijowiec – Czarna Góra – Ogród Bajek – Międzygórze

Długość: 40km

Deniwelacja: 1500m

Trudność: Średnio Trudna – Trudna

Żarełko: Schron pod Śnieżnikiem

 

Decydując się na ten trip, z uwagi na wyżej wspomniane smsy lepiej wyłączyć telefon lub uruchomić tryb samolotowy.

Opis: Trasa kapitalna widokowo i zawiera w sobie chyba najtrudniejsze technicznie elementy w rejonie (Anakondy i ścianka na zielonym z Czarnej Góry) Podjazd z Międzygórza niebieskim rowerowym do schroniska pod Śnieżnikeim a potem wnoszonko na szczyt Śnieżnika. Zjazd zielonym do Hranicni Hora (tam gdzxie zielony spotyka się z żółtym do Kamienicy). Walory zielonego opisaliśmy powyżej, ale zasadniczo jest singlowo, technicznie, czasem szybko z pięknymi widokami. Potem przeskok na czerwony i wjazd na Śnieżnik. Z niego zjazd do Schroniska i czerwonym przez Żmijowiec do Czarnej Góry. Dystans robimy szybko, widoki przepiękne. Kiedyś tu było lepiej i węziej –  zanim nadleśnictwo wyrównało te trasę. Na przełęczy Żmijowa Polana przeskok na zielony szlak rowerowy i po chwili kręcimy asfaltem na szczyt Czarnej Góry. Kiedy skonczy sie asfalt, idziemy wydeptaną scieżką wzdłóż ogrodzenia stacji nadawczej i a potem gramolimy się na szczyt. Tam zakładamy ochraniacze i dzida w dół zielonym. Będzie tam wszystko. Dropy, rockgardeny, syte rockgardeny takie, że większość się zastanowi ze 3 razy czy nie zejść z roweru. Hopki z kamieni. Będzie też flow. No i jedna ścianka co ryje beret, ale jest zupełnie zjeżdżalna. Jeśli nie jesteś pewna/pewien to jej nie jedź bo gleba może boleć. No cudo po prostu. Teleport na żółty koło Marii Śnieżnej i jesteście w Międzygórzu.

Track do pobrania:

GPX

 

Zjazdy:

Spróbowaliśmy opisać naszym zdaniem ciekawe zjazdy. Pewnie nie wyczerpujemy 100% opcji i oceny są subiektywne. Numerek na mapce, odpowiada opisowi. Zasadniczo jeśli planujecie wycieczkę to możecie te zjazdy w niej uwzględniać. Większość z nich jest włączona do powyższych wycieczek.

Śnieżnik MTB Trasy Śnieżnik Enduro Opisy
Mapka z zaznaczonymi samymi zjazdami. Jest tego trochę.

1 – Zielony z Czarnej Góry w kierunku Marii Śnieżnej

Długość: 3km

Deniwelacja: 400m

Trudność: Trudny, miejscami bardzo trudny

Opis: Początek stromy po dużych kamieniach i głazach. Czasem niektórzy mogą na nich wymięknąć. Potem przechodzi w czujny singiel z kamieniami i korzeniami. Można się nieźle rozpędzić, ale snejki tylko czekają by wgryźć się Wam w koło. W dolnej części mega techniczna i stroma ścianka, która niejednemu zryła bańkę. kiedy już się wykuma na niej linie przejazdu – jest nawet prosta. Kończy się przy parkingu koło Marii Śnieżnej. Można potem przesiąść się na żółty do Międzygórza który jest rownież przyjemny.

2 – Zielony ze Śnieżnika a potem Czerwony do Międzygórza

Długość: 4km

Deniwelacja: 700m !!

Trudność: Średni

Opis: Zjazd zielonym w kierunku schronu. Szeroko, wiele wariantów, sporo kamieni z których można skakać. Przy kopule szczytowej raczej czujnie i bez flow, w dalszej części korzenie i kamienny flow. Milion miejsc do skakania. Od schroniska czerwony. szlak pieszy. Bardzo szybki i techniczny. Dużo kamieni, skał, grubaśne korzenie. Wszystkie poukładane tak, że można piecować. Poezja. Jest to wisienka na torcie całego masywu. Malo jest tras z takimi trudnościami i jednocześnie pozwalających grzać. No i do tego mamy 700m deniwelacji wykorzystanej niemal w 100%.

3 – Zielony ze szczytu Śnieżnika w kierunku przełęczy Płoszyna

Długość: 4km

Deniwelacja: 600m – interwałowy, są po drodze 3 szczyty

Trudność: Średni

Opis: Singiel z korzeniami i kamieniami. Wije się pośród kosówki. Czasami jest dość stromo i trawa przykrywa niespodzianki. Kawałek płaskim borówkowiskiem by przejść znów w wijącą się w niebanalny sposób ścieżkę jadącą raz grzbietem a raz rowem by w końcu dotrzeć do lasu pełnego korzeni i anakond. Jaka tam jest zabawa zwłaszcza po deszczu :).  Potem wpadamy na interwał jadący przez 3 szczyty. Z każdego zjazd jest inny. Najciekawszy z drugiego – flow z muldami i hopami. Polecamy!! A na przełęczy Płoszyna czeka smażeny syr z frytami !! Ale tylko w wakacje.

4 – Żółty ze Śnieżnika w kierunku Dolni Morava

Długość: 2km

Deniwelacja: 500m

Trudność: Łatwo – Średni

Opis: Trawiasta ścieżka z korzeniami, miejscami stromo. Nic dodać nic ująć. Miło się nią jedzie i mocno ślizga 🙂 Jadąc szybko można wylecieć poza traskę niczym kuna w rabarbar.

5 – Zielony z Małego Śnieżnika w kierunku Trójmorskiego Wierchu

Długość: 2km

Deniwelacja: 250m

Trudność: Łatwy, miejscami b. trudny

Opis: Coś jak początek zjazdu z Czarnej. Wpierw miejsca gdzie jedzie się poprzez rozsypane skały wielkości telewizorów – da się wszystkie przejechać. Ciężko nie urwać przerzutki 🙂 albo przynajmniej nie skrzywić haka. Potem singiel i flow 🙂

6 – Zielony z Trójmorskiego Wierchu

Długość: 1,5km

Deniwelacja: 200m

Trudność: Łatwy, Szybki

Opis: Flow, Flow, Szybko, Flow Flow, muldy, korzenie do skakania, Flow, cudo, Flow :). 50 km/h nie jest trudne do osiągnięcia 🙂

7 – Niebieski / zielony z Podbbelky

Długość: 1,5km

Deniwelacja: 200m

Trudność: Łatwy

8 – Bikeparki w Dolni Morava oraz  Czarnej Górze

Opisy można znaleźć gdzie indziej 🙂

Czarna Góra

Dolni Morava

 

Canyon Spectral AL 5.0 EX

Canyon to firma która od zawsze rozbudzała moją wyobraźnie. Pamiętam czasy, kiedy zaczynali…

Historia

Canyon to firma która od zawsze rozbudzała moją wyobraźnie. Pamiętam czasy, kiedy zaczęli sprzedawać swoje pierwsze rowery, miażdżąc konkurencję stosunkiem osprzęt/cena. Początków nie mieli wybitnych. Ich rowery nie należały do najpiękniejszych, bywały nerwowe. Dlatego byłem mocno ciekawy jaki będzie ten pierwszy kontakt. Nie za często przypada mi testować rowery ze względu na moje gabaryty. XL lub L to nie są najpopularniejsze rozmiary.

Spectral łyka skoki z kamienia.

Tym razem był L. Znalazł się dla mnie najtańszy model Spectrala. Pomyślałem sobie, że będzie ciekawie. Na codzień jeżdżę na maszynie prawie 4x droższej. Sęk w tym że kiedy polecam znajomym którzy chcą zacząć przygodę z enduro jakiś rower, to zazwyczaj oscylujemy w przedziale cenowym właśnie Canyona. Czyli 7-10 tyś. Będę w końcu wiedział co czują 🙂

Z pudełka

Tak jak się spodziewałem zapakowanie roweru to czad. Canyon i inni bezpośrednio sprzedający wyznaczają tu standardy. Takie pudło wspaniale pasuje potem na przewóz roweru samolotem.

Canyon przez te paręnaście lat odrobił zadanie domowe. Jakość wykonania ich ramy stawia go na równej pozycji w szeregu z tuzami. Nasz kolor to Silver Brushed – Grey. Jestem zwolennikiem mega kolorowych rowerów, ale takie raw alu mi się bardzo podoba.

Kiedy podniesie się go do góry nie sposób się nie uśmiechnąć. Lekkie toto. Na dętkach i za 9k a tak miły w podnoszeniu. Ech. No niesamowite to jest. Waży to to 13,5kg w L i jest to masa przyzwoita

Żaden z komponentów nie robi taniego wrażenia. Kokpit na bazie RF Effect cieszy oko i jest sztywny. Biegi chodzą przyjemnie i pewnie. Bałem się o heble. Sam jeżdżę na saintach i są to potwory. Na tej maszynce łapy zaczynały mnie boleć dopiero po dłuższych zjazdach. Można uznać że siła jest wystarczająca. Modulacja tym bardziej. Do bikeparków może się przydać coś mocniejszego. Z drugiej strony właściciel roweru all mountain będzie raczej w parkach sporadycznie.

Ten paragraf jest dla ważących więcej niż 80kg jeśli ważysz mniej możesz pójść dalej.

Troszkę martwi liniowa charakterystyka zawieszenia. Z drugiej strony, jak ktoś nie skacze za wiele a lubi jak się rower kliei do podłoża to to jest dobra cecha.  Te liniowość dało się poczuć podczas obmacanek jak i jazdy. Przy mojej masie (87kg) musiałem przód (Fox Rythm 34 Float ) i tył (Fox Performance Float) pompować o 20PSI ponad zalecenia producenta i dodatkowo ustawiać kompresje na 20%. Początkowo nie mogłem się z tą zawiechą dogadać. Dopiero wcześniej wspomniane zabiegi spowodowały, że rower przestał nurkować a zjazdy kończyłem z oringiem 2cm przed końcem tłoka. Zamykałem zawiechę dopiero po lądowaniach > 1m.

Jeśli nie chcecie trzymać tak dużych ciśnień – a do tego nie zachęcam – wsadźcie tokeny zarówno do przodu jak i tyłu. Oczywiście jeśli ważycie około 70kg to nie róbcie nic. Będzie git.

Różnica w sztywności pomiędzy wersją karbonową jest wyraźnie odczuwalna.

Komponenty

Mam ochotę urwać łby wszystkim producentom za stosowanie wszędzie takich samych gripów. Czy tak ciężko zrozumieć, że człowiek w rozmiarze XL lub L ma dość duże rączki. Te rączki bolą z cienkimi. Do tego brak lock on. Kiedyś na zjeździe w deszczu zostałem z gripami w ręku. Do dziś pamiętam ten ból dupy. Od tego czasu gripów bez obejm nie używam.

Zawiecha działa dobrze jak się z nią dogadałem. Nie jest to Boss czy Fox 36 ale daje rade. Coś za coś. Jak za 9 kpln jest dobrze. Jak ktoś będzie mega ambitny i stanie się wymagający to może po czasie doinwestować jeśli jeździsz mniej niż raz w tyg zostań przy tym co jest. Cała reszta jest super.

Bałem się o to, że koła DT Spline 1850 będą zbyt rachityczne. Przez miesiąc nic im nie zrobiłem. Lekko nie miały, śmigały głównie po Ślęży, gdzie niejedną obręcz połamałem.  30mm wewnętrznej szerokości wystarcza aby nie snejkować zbyt często.

Sztyca Iridium Dropper-Post Stealth chodzi płynnie, manetka daje lekko tani feeling. Wszystko działa bez zarzutu. Jedynie w rozmiarze L stykłoby 150mm skoku. Nie raz na zjazdach zarypałem sobie w dzwonki. Nie tylko ja – Guzior też.

Napęd GX.  Działa tak samo jak wyższe grupy. Jedyny minus to, waga – dość ciężka grupa. Choć masa całego roweru jest w porządku. Jak ktoś chce odchudzać, niech zmieni kasetę i korbę. Jeśłi nie jesteś “masowym onanistą” daj sobie spokój, działa na prawdę dobrze.

Podjazdy

Jest to ścieżkowiec 140 mm skoku tył, 150 przód. Podjeżdża dobrze. Nie trzeba przesadnie wysuwać dupy do przodu. Po zablokowaniu nie pompuje. Na mocnych stromiznach da się skręcać.  Bałem się, że będzie rwał kierę do góry ale na szczęście to nie występuje.

Pomimo małej ilości skoku można nim śmiało wjeżdżać w prawilny teren.

Zjazdy

Nie zjeżdża jak maszyna enduro, czasem lekko brakuje mu stabilności. Nie jest dzięki temu ociężały. Chętnie rwie się do skoku i to solidnie rekompensuje jego delikatna nerwowość. Trudne technicznie, strome i ciasne sekwencje przejeżdża bez bólu. Udawało mi się skręcać tam gdzie w mojej maszynie enduro muszę się napocić. I tak uważam że większość osób jeżdżących nie rozwija takich prędkości w rock gardenach z telewizorów by dotrzeć do limesu tego roweru.

Podsumowanie

Kapitalny rower do rozpoczęcia przygody z enduro. Jak dla mnie nie wymagający wkładu jeśli użyje się tokenów w zawieszeniu. I uwaga to wszystko za jedyne 9kpln. Jak dla mnie to no-brainer. Chcesz zacząć przygode z enduro / all mountain – idź tu: https://www.canyon.com/en-pl/mtb/spectral/spectral-al-5-0-ex.html i kup se rower. Jeśli nie wiesz czy chcesz maszynę enduro czy all mountain, weź tę maszynę i będziesz zadowolony. Zostaniesz przy all mountain nic nie zmienisz. Chcesz enduro i doinwestować załóż cięższe heble może pomyśl o nowym widelcu i będzie git.

Plusy

Komponenty

Jest wszystko co trzeba, nawet sztyca myk-myk co w tej cenie nie jest standardem

Koła. Wytrzymałe i szerokie

Lekki

Siodło jest przyjemne i polubiło się z moim dupskiem

Minusy

Rozmiar L i gripy o grubości XS.

Sztyca 125mm

Ważąc powyżej 80kg będziesz musiał się bawić tokenami albo pompować ponadnormatywnie zawiechę.

O jeźdźcu

Rozmiary Królika

  • Wzrost: 186 cm
  • Długość nóg: 91 cm (od prostaty do ziemi)
  • Długość tułowia: 50 cm (od biodra do obojczyka)
  • Długość rąk: 79 cm (od pachy do końca fakera)
  • Masa: 87 kg

Ibis Mojo HD3 – Recenzja

Od ponad roku śmigam na zielonym Ibisie Mojo HD3. Chyba mogę uznać, że go przetestowałem. Cofnijmy się lekko w czasie.

Na zawody jak znalazł!

W styczniu 2016 nadszedł taki moment, że trzeba było rozstać się z wysłużonym Specialized Pitch. 5 lat wystarczyło byśmy mieli na to ochotę. Wszyscy kumple pozmieniali rowery, tylko ja zostałem z czymś co jest aluminiowe, stare, styrane i już troszkę mi się znudziło. Rozpoczął się żmudny proces poszukiwania roweru doskonałego. W styczniu “tak średnio” można dopaść testówki więc w ruch poszedł excel. Nie dlatego, że jestem zbokiem wszystkich kątów i długości rur. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia o kątach i tym podobnych.
Dla mnie rower ma jeździć, wybierać i skręcać.

Wiedziałem, że Pitch w L był na mnie za mały jeśli chodzi o długość podsiodłówki. Mam 186 CM wzrostu, ale nogi jak ktoś kto ma grubo ponad 195. Dlatego niestety wpadam w kategorie XL. Wszystkie Canyony z geometrią race poszły w niepamięć, ponieważ sztyce musiałbym kijem od miotły przedłużać.  YT Industries nie robiło wtedy jeszcze Capry w XL w Carbonie. Spece uważam za obrzydliwie nudne jeśli chodzi o design (no i fajnie zmieniać producenta).

Na placu boju w zasadzie zostały tylko 3 rowery:

  • Mondraker Dune
  • Santa Cruz Nomad
  • Ibis Mojo HD3

Wysłałem maila do dystrybutorów za zapytaniem o cenę i listę rzeczy, które chciałbym zmienić. Tylko BeastieBikes chciało się przeczytać co napisałem, ze zrozumieniem i ustosunkować się do moich potrzeb. Rozpoczęliśmy więc długą wymianę maili która została zwieńczona przelewem. Ostatecznie zdecydowałem się na HD3 z Fox36 i kitem X01. Zmieniliśmy heble na Sainty. Okazało się, że jako obręcze w 2016 Ibisowcy zaczęli zakładać Eastony Arc 30. Moja ochota na nie została zaspokojona. W ten oto sposób dostałem co chciałem. Obsługa w sklepie urzekała jakością i po dziś dzień tak jest.

Rower dotarł po 3 tyg od przelewu i można było zacząć jazdy.

 

Komponenty i konstrukcja:

Komponenty rzecz indywidualna, zależna od kitu jaki wybierzemy. Ja wybrałem X01. Mamy w tym tylną przerzutkę X01, korby Race Face Turbine chinch. Wideł to Fox 36 RC2. Sztyca KS Lev integra. Szerokie obręcze Easton arc 35 powodują, że opona pięknie się układa i lepi do gruntu. Trudniej też o sneje. Do tej pory wygląda i pracuje to pięknie. I gdybym nie chciał  skupiać się  na detalach to bym nie jęczał. Ale trochę pojęczę: kierownica. Fajnie, że carbonowa ale come on 750 mm w rowerze enduro w rozmiarze XL. No bez jaj. To mój rozstaw bioder prawie jest. Wymieniłem na NS 800 carbon i jest super. Aaa no i gripy. Przeca duzi ludzie mają duże ręce. Po co dawać im małe gripy. Od razu wywaliłem i wsadziłem Odi Rogue – zielone 🙂

Druga rzecz to piasty. Piasty no name w rowerze za około 30k to troszkę nieteges. W dodatku szybko zaczęły siadać tylne łożyska. Pozostałe rzeczy git. No może bym jeszcze sugerował zmianę dolnego łożyska w sterach.

Górne punkty obrotu w wahaczu. No właśnie – siedzą w nich ślizgi, nie łożyska. Trzeba raz na jakiś czas (kwartał) je przesmarować. Inaczej przytępiają prace zawieszenia. Reszta punktów obrotu jest łożyskowana.

Co jest super – to konstrukcja linków. Linki (popychacze) są z alu i w nich osadzone są łożyska. W dodatku zdejmuje się je trywialnie łatwo. Wymiana łożysk i serwis nie należą do pracochłonnych. W dodatku linki mają równoległe do siebie płaszczyzny, wobec czego wprasowywanie i wyjmowanie łożysk jest dziecinnie proste.

Miłym akcentem jest gwintowany suport. Można w nim grzebać często. Łożyska w pakiecie Race Face są wymienne, więc kiedy zdechną nie trzeba zmieniać całego wkładu. Moje wytrzymały sezon i to jest osiągnięcie. Wszystkie pakiety shimano leciały po dwóch miesiącach jazdy.

Konstrukcja tylnego wahacza jest dyskusyjna. Nie chodzi tu o kinematykę tylko o jedno mechaniczne rozwiązanie. Kształtka popychająca damper dochodzi na styk do ramy. Syf który się tam dostaje, rysuje rame niestety. Po roku używania stwierdzam, że wszystko jest ok, ale ludzie którzy na to patrzą mają shizy.

Damper Cane Creek mógłby być mniej awaryjny – beastie bikes wymieniają go w ciągu 2-3 dni więc nigdy żaden trip mi się nie zepsuł, ale CC mogłoby popracować nad tym bardziej. Myśle, że gdyby ten dystrybutor działał jak inni w tym kraju to dostawałbym szału. Tak to luz. Sam damper pracuje pięknie i jest wyznacznikiem standardów dla konkurencji jeśli chodzi o pracę. Poza tym przy ostatnim przeglądzie dostał upgrade bebechów i od tej pory jest spokój.

Bierzcie pod uwage, że ja nie jeżdżę jakoś mało, a często we wrednych warunkach. Zauważyłem, że na tym co rozwalam w kwartał ludzie jeżdżą czasem 2 lata. Więc można uznać mnie za szczególny przypadek. No nieważne. Rower jest spoko.

 

Podjazd:

Jak widać w zakręty wchodzi jak po maśle.

Należę do tych co lubią podjeżdżać – 2000m w pionie na wycieczce to nie problem. Miłuję zarówno długie alpejskie szutry jak i mega krótkie techniczne pornografie, tam gdzie inni nawet nie próbują. Mój rower musi podjeżdżać. Nie ma wała. Wypych to dyshonor jak sprowadzanie.

Ibis podjeżdża 🙂 i to dobrze.

Ten rower jest na prawde lekki. W rozmiarze XL na wadze pokazuje 13,4kg. Pewnie na papierze byłoby 12,5kg :). I to czuć. Do tego cane creek inline po zablokowaniu robi z tego roweru maszynę XC. Ale takie XC z wygodną pozycją. Nie czuję się na tym rowerze jak Jezus. Jest sie wyprostowanym, można skupić się na pedałowaniu a nie walce z bólem. Dzięki tej pozycji, balansowanie na podjazdach jest trywialne.

Pierwsze jazdy odbyłem na Ślęży w styczniu. Śniegu wtedy nie było ale za to gnój panował niesamowity. Na większości podjazdów trzeba było kręcić mega ostrożnie, aby nie zerwać przyczepności. I tu pierwsze zaskoczenie. Na pitchu zabuksowanie koła było równoznaczne z końcem podjazdu. Tu potrafię na pierwszym ever podjeździe na ibisie, zrobić 2-3 pełne obroty korbami. Stojąc w miejscu, nie pałuję się ani troche z balansowaniem. Po prostu w końcu łapię przyczepność i jadę dalej. Nie wymaga to ode mnie wchodzenia w beztlen. Pozycja jest dobrze zbalansowana i techniczne, strome, korzeniaste podjazdy wchodzą jak ta lala. Nie trzeba przyjmować pozycji w której interakcja z siodłem zahacza o anal intrusion, a język liże mostek. Wystarczy ugiąć łokcie i pochylić się do przodu a rower podjeżdża. Zawiecha wybiera co trzeba, więc skupiamy się na pedałowaniu. Jest to przyjemne.

Ze względu na masę i dobrą platformę na mulących alpejskich, szutorwych czy asfaltowych podjazdach jest milusio. Nie mam ochoty rzucić tego roweru w krzaki i przesiąść się na XC. Do tego wolna kompresja w Fox 36 skutecznie zapobiega bujaniu czy zapadaniu się widła.

Zjazdy:

No po to go kupiłem. Skoczne to to jest. Lekkie to i skoczne. Ten rower faktycznie zachęca aby się wybijać z każdego garbika. Na pewno nie jest to typowy amerykański czołg przyklejony do ziemi.

wcale nie trzeba być bardziej czujnym niż zwykle, rower jedzie stabilnie!

W necie pisali, że ze względu na kąt główki na stromiznach trzeba być czujnym. Hmmm. Specialized Pitch był jak autobuso-harley. Zjeżdżał wszystko. Ibis zjeżdża to lepiej. Na niebieskim zjeździe z Raduni na pitchu miałem swoje ulubione drzewa. Czasem od 15 metrów wiedziałem, że w nie wydupce. Pierwsza jazda ibisem nagle okazało się, że mogę wybierać z której strony chcę to drzewo ominąć. Na stromo – pornograficznych zjazdach on na prawdę prowadzi się ultra pewnie, zapewnia zbalansowana pozycje, dociąża przód i  pięknie skręca. Nie trzeba jajami szorować po oponie. Nie wiem skąd te opinie o potrzebie czujności na stromym.

Przy większych prędkościach jest stabilny i pięknie ciśnie w dół. To, że zaczyna się ślizgać czuć wcześniej i wystarczy lekki ruch bioder, mocniejsze pochylenie, żeby go przykleić do ziemi. Te chwile kiedy zaczynasz czuć poślizg, do momentu kiedy wydupisz, trwają tyle, że jest czas na reakcje.

Na poprzednim rowerze tego czasu nie było. Czułeś poślizg, czułeś glebę.

 

Podsumowanie:

Rower który świetnie jeździ. Szybki i skoczny na zjazdach, zapewniający komfort i genialną trakcje na podjazdach. Nie ma maszyn idealnych. Są drobne niedociągnięcia w wyposażeniu jednak wkurzają do momentu pierwszej jazdy..no i zawsze można je zmienić. O tym jak działa zawias pisać za wiele nie ma co. Cane creek i Fox 36 dają takie spectrum regulacji, że tylko od nas zależy jak będzie to wszystko działało. Po kilku zabawach udało się znaleźć jakiś balans. Rower trzyma, łapy nie bolą, nurków nie ma. Tyle. O podjazdach pisałem. Trakcja jest, bujania brak. Zawieszenie jest aktywne przy hamowaniu, kopania w pedały brak.

 

Plusy:

  • Masa
  • Skoczność
  • Kolory dostępne
  • Praca zawieszenia zarówno kinematyka jak i miodność Foxa 36 i CaneCreek
  • Możliwość kontroli i przywracania trakcji
  • Świetna obsługa post-sprzedażowa Beastebikes
  • Komponenty
  • Prostota serwisu zawieszenia
  • Podjeżjdżalność i kontrola na zjazdach

Minusy:

  • Malowanie – nie jest to szczyt designu a szkoda bo kształt ramy wielce jest ciekawy
  • Kiera 750
  • Piasty
  • Cienkie gripy a rower w rozmiarze XL
  • Ślizgi w zawiasie
  • Dumper Cane Creek mógłby być mniej awaryjny
  • Dolne łożysko sterów

Wojciech Królikowski

Sztyca 9point8 Fall Line

Sztyca 9point8 przeszła testy w Ślężańskich mrozach i rąbance w Finale Ligure. Obsługa serwisowa jest banalnie prosta.

Pierdololo

Otrzymaliśmy do testów od Beastie Bikes sztyce 9point8. Przeszła testy w Ślężańskich mrozach i rąbance w Finale Ligure. Poniżej galeria i krótki opis naszych zmagań.
Jeśli nie chce Ci się czytać i chcesz po prostu poznać krótkie podsumowanie, to wiedz, że zamierzamy ją kupić. Wystarczy ? 🙂
Testowaliśmy wersję o średnicy 30.9 i skoku 150 mm. Sztyca posiada sprężynę pneumatyczną, blokada jest mechaniczna. Obsługa serwisowa jest banalnie prosta w obsłudze. My jej nie rozbieraliśmy, ale możliwość prostego serwisu jest zachęcająca.

Wersje:

Dostępne są w najpopularniejszych średnicach. Wersje skoku to  75, 100, 125, 150, 175, 200 mm.  Tak! 200 mm długości jest imponujące i zachęci do zakupu osoby o większych gabarytach. Mamy w teamie takich kilka.
Cena sztycy to: 1999 PLN za 75 do 150mm, 2249 PLN  za 175 i 200mm
Co jest bardzo spoko, to fakt, że można ją zakupić z różnymi wersjami manetki. Od prostej do takiej pozwalającej na operowanie kciukiem. My mieliśmy wersje z prostą.

Konstrukcja manetki pozwala ją zamontować bez misz-maszu na kierownicy. Końcówka nakręcana na linkę i pancerz pozwala na błyskawiczny montarz.

Z pudełka:

Ładnie toto jest zapakowane 🙂 Trójkątne pudełko przykuwa uwagę. Wewnątrz znajdziemy sztyce, manetkę, naklejki i prosty klucz dynamometryczny z instrukcją jego użycia. Pierwsze co rzuca się w oczy to kosmiczne jarzemko. Nie dość, że może pracować jako wersja z offsetem i bez to pozwala na montaż siodła bez ceregieli. Wisienką na torcie jest fakt, że całość jest ładnie wyfrezowana CNC.
Reszta elementów wykonana dobrze tak jak byśmy się za tę cenę spodziewali. Można się dowalić tylko jakości napisu.
Manetka ma sensowny stosunek przełożenia / wielkości. Nie jest wulgarnie wielka i nawet ładna.

Jakość wykonania jest na wysokim poziomie.

Montaż:

Jest prosty. Puszczamy pancerz, na jego koniec przykręcamy dwie końcówki, które wkręcamy w sztyce. Żadnego pałowania się w dobieranie długości linki itd. Jakość wykonania wszystkich elementów jest na prawdę dobra. Nie ma się wrażenia, że coś się może się ułamać jak w kind shockach. Śruby ściskające linkę są rozsądnej wielkości nie ma ryzyka ich ukręcenia.
Zawsze do szału mnie doprowadza konieczność trafienia jarzemkiem miedzy pręty siodła. Kombinowanie co tu zrobić by nie
rozkręcać wszystkiego. Tu sprawa jest prosta. Pręty są łapane z boku nie od góry. Poluźniamy dwie śruby i wkładamy siodło i dokręcamy. Śruby są na imbusa 4 wiec nie ma problemów z tym że podle je ukręcimy.
Sztyca posiada sprężynę pneumatyczną. Producent zaleca przedział 30-50 PSI. Zawór jest od strony jarzemka. Nieważne ile nabijemy, sztyca spowalnia ruch na ostatnich centymetrach zakresu pracy wiec nic nie zostanie urwane i troski o skuteczne ojcostwo można odłożyć na bok.
Czadowy jest montaż manetki. Ponieważ pierścień mocujący jest dwuelementowy, zawsze można ją wcisnąć w ograniczone miejsce, bez konieczności demontażu elementów z kiery.

 

Jazda:

Tu nie będzie zaskoczenia – działa. Ciężko coś więcej napisać bo sztyce działają albo nie. Wyznacznikiem jest ich trwałość, więc zobaczymy jak po roku katowania sprawa będzie się miała. Póki co jesteśmy pełni nadziei.  Praca manetki jest przyjemna. Potrzeba na prawdę niewiele siły aby wprawić siodło w ruch. Co ważne, działa w każdych warunkach. Nawet na zimnie. Zdychalność reverbów w zimnych warunkach, przez całą zimę doprowadzała nas do szału. Tu to się nie dzieje.

Plusy:

  • Jakość wykonania
  • Szybki montaż siodła
  • “Konfigurowalne” jarzemko: z offsetem / bez offsetu
  • Prostota montażu
  • Manetka – montaż i jej praca
  • Różne wersje manetki

Minusy:

  • Cena

Trasy w masywie Ślęży i Raduni

Opisy tras i ślady masywów Ślęży i Raduni. Chcesz pojeździć, ale nie wiesz gdzie – poczytaj.

Nie chce Ci się czytać i nie potrzebujesz GPX? Zrobiliśmy mapę, którą śmiało możesz drukować:

Mapa – przód

Mapa – tył

Trasy są też na trialforks i można smialo na tej podstawie pośmigać. Zmontowaliśmy tam tez kilka przykładowych tripów więc macie tam gotowe wycieczki.

Do niedawna możliwe było jeżdżenie ze szczytu Raduni i trasy te były ciekawe. Jednak ponieważ szczyt objęty jest terenem rezerwatu, prosimy, nie jeździjcie tam. Dotyczy to zarówno poszanowania gatunków roślin i ptaków, jak i niepisanej umowy z Nadleśnictwem.

Ślęża

OS1

Długość: 3km  Deniwelacja: 400m  Kondycja: Trudna  Trudność: Średnia

Klasyk. Około 400m deniwelacji. Początek to typowa Ślężańska rąbanka, w środkowej części szybka jazda rynną a na końcu wijący się singiel z przyjemnym flow. Po drodze jest dość prosta ścianka. Całość trwa około 7 min, więc to najdłuższy zjazd na tej górze.

GPX

Czerwony do Sulistrowiczek

Długość: 3km  Deniwelacja: 400m  Kondycja: Trudna  Trudność: Średni

Na skrzyżowaniu z Czarnym Szlakiem nie skręcamy w lewo, na singla, a jedziemy dalej szlakiem czerwonym. Na początku jest szybko i szeroko. W końcu dojeżdżamy do zwężenia, gdzie zaczyna się fajna sekcja góra-dół. Od tego miejsca szlak jest wąski i bardzo kamienisty. Trasa kończy się gdy dojedziemy do ławeczki po naszej lewej ręce, wtedy najlepiej skręcić w prawo i tym sposobem wrócić na Przełęcz Tąpdała.

OS 2

Długość: 2km  Deniwelacja: 200m  Kondycja: Trudna  Trudność: B. trudny

Z uwagi na jego trudność rzadko uczęszczany. Startuje z przecięcia Ścieżki pod Skałami i niebieskiego szlaku spod wieży widokowej na Ślęży. Sekcja do Drogi Piotra Włosta trudnością przypomina górną część Czerwonego do Sulistrowiczek. Na Drodze Piotra Włosta skręcamy w lewo i jedziemy nią aż szlak niebieski odbije lekko w prawo. Po szybkim łagodnym zjeździe czeka nas krótki lecz dość sztywny podjazd. Jesteśmy w rejonie Polany z Dębem i skręcamy w prawo. Po kawałku płaskiego odcinka znajdziemy się znowu na niebieskim szlaku. Tu zaczyna się najtrudniejsza część trasy zawodów EMTB ze Ślęży. Wjeżdżamy w szeroki rock garden za którym czai się “ścianka”. Sekcja za ścianką jest trudniejsza niż sama ścianka. To bardzo nierówny rock garden z minimalnym spadkiem. Po nim trasa znowu staje się tak łatwa jak górna część Czerwonego do Sulistrowiczek, by w końcu zamienić się w ziemny lej wypełniony liśćmi.

 

Niebieski ze szczytu Ślęży na północ

Długość: 2km  Deniwelacja: 80m  Kondycja: Trudna  Trudność: Trudny

Ruszamy spod schroniska czerwonym szlakiem na Sobotel. Po dosłownie kilku metrach odbijamy w lewo na niebieski szlak. Początek jest ciasny i dość kwadratowy bez flow z kaskadą telewizorów w roli głównej. W środkowej części eksponowane zwężenie. Czym niżej tym łatwiej i szybciej. Tak bawimy się aż do Drogi Piotra Włosta. To koniec naszej zabawy ze szlakiem niebieskim. Teraz można skręcić w lewo, na południe w stronę startu Dolce Vity, albo w prawo, na północ by wdrapać się na Wieżycę, na którą prowadzi wymagający podjazd, a właściwie dla większości jest to wypych. Ze szczytu Wieżycy zjeżdżamy na północ, na Przełęcz Pod Wieżycą, po pozostałości poniemieckich schodów. Zjazd jest bardzo szybki i obficie kamienisty.

GPX

 

Dolce Vita

Długość: 2km  Deniwelacja: 150m  Kondycja: Trudna  Trudność: Średnio – Łatwy

Na start Dolce Vity dotrzemy Drogą Piotra Włosta przykładowo z Polany z Dębem, albo z końca opisanego wyżej zjazdu niebieskim szlakiem.

W górnej części Dolce Vita ma dwie odnogi. Południową – trudniejszą i północną – łatwiejszą. Południowa zaczyna się dropem, którego nie da się po prostu zjechać. Trzeba go skoczyć lub objechać. W dalszej części jest jeszcze jeden mały “drop” i kilka ciasnych miejsc. Po pierwszym przecięciu z drogą ścieżka robi się bardziej ziemista i dużo łatwiejsza, dająca dużo radochy z jazdy nawet początkującym. W dolnej części mamy już samą ziemię, zaskakujące, naturalne sekcje góra dół i bandy jak na amerykańskich filmach o rowerach.

GPX

Poniżej film z przejazdu:

Zjazd z Wieżycy

Długość: 500m  Deniwelacja: 100m  Kondycja: Średnia  Trudność: Trudny

GPX

 

Wzdłuż żółtego

Długość: 500m  Deniwelacja: 100m  Kondycja: Średnia  Trudność: Łatwy

Z Polany z Dębem możemy zjechać na Przełęcz Tąpadła wzdłuż żółtego szlaku, po jego zachodniej stronie. Nie do końca jest to singiel, bo górna część daje bardzo wiele opcji przejazdu. W końcu łączą się w jedną ścieżkę na której nawet początkujący mogą sobie poskakać.

GPX

Radunia

Świńkołaj

Długość: 1km  Deniwelacja: 150m  Kondycja: Średni  Trudność: Trudny

Trasa rodem z zawodów enduro. Trawersy, kamienie, trudno się skręca, czasem jest stromo. w dodatku zaczyna sie lekkim podjazdem. Jeśli chcecie kręcić KOMa, możecie być pewni, że w trudności wpadniecie na bezdechu i odcięciu. Ciężko się na niej zabić, trudno nie jest jeśli jedziecie wolno. Każdy przejedzie. Bardzo trudno jest ją przejechać szybko i czysto. Miłej zabawy. Aha póki co powrót z niej wymaga wrócenia się 150m trasą do drogi. To co fajne dojazd do niej, zjazd i powrót na parking zajmują 15-20 min.

OS 3

Długość: 2,5km  Deniwelacja: 150m  Kondycja: Trudny  Trudność: Średnio-Łatwy

Z szutrówy prowadzącej do szczytu Raduni odbijamy w prawo. Czeka nas krótki zjazd do przełączki przed pagórem z którego startował OS 3. Większość wepcha na pagór, choć może uda Ci się podjechać jak masz nogę z kryptonitu.

Zaczynamy dość stromym, łatwym zjazdem do kolejnej przełączki z której usypaliśmy dla Was podjeżdżalną linię. Na zawodach jej nie było i chyba wszyscy tam podpychali. Podjeżdżalną linią wdrapujemy się na grzbiet, który łagodnie opada w dół. Da się tu fajnie poskakać. W końcu docieramy do podjazdu po którym czeka nas szeroki i szybki zjazd do kolejnego wypłaszczenia. Tu skręcamy w prawo i po 50 metrach, po prawej ręce mamy wygrodzoną metalową siatką, dawną kopalnię chromitu.

Przy kopalni skręcamy w lewo i zaczynamy lustrować prawą stronę naszej ścieżki, bo skręt którego się spodziewamy jest słabo widoczny. Jak już na niego trafimy, czeka nas ziemny zjazd pomiędzy drzewami który przeradza się w pochylony w lewo trawers. To jedna z nielicznych tego typu atrakcji w Masywie Raduni. Po trawersie ścieżka skręca w lewo, rozszerza się i doprowadza nas do płaskiej polany, na której był koniec OS 3.

Na Przełęcz Tąpadła wracamy skręcając w prawo. Jeśli w pewnym momencie oszczeka Was stado psów z domu położonego po prawej stronie od Waszej ścieżki, to znaczy, że jedziecie dobrze. Teraz trzeba się trzymać żółtego szlaku, który doprowadzi Was nad samą Przełęcz Tąpadła.

GPX

 

OS 4

Długość: 1,7km  Deniwelacja: 180m  Kondycja: Średnia  Trudność: Łatwy

Zaczyna się szeroką rynną z kamieniami na której można rozwinąć naprawdę dużą prędkość. Na końcu rynny skręcamy w lewo i redukujemy bieg, bo czekają nas dwie bariery skalne bez spadku, na których trzeba dokręcić.

Następnie czeka nas singiel o małej różnicy nachyleń. W 1/3 jego długości możemy odbić na Tajemnego. Jeśli tego nie zrobimy, dojedziemy grzbietem aż do zakrętu w lewo, na ściankę z brzózkami. Za ścianką mamy wypłaszczenie ze skrzyżowaniem, tu skręcamy w lewo. Zaraz zacznie się Świerkowy. Ziemny singiel wije się między drzewami i wyprowadza nas na 3 dropy z których pierwszy jest najwyższy. Wszystkie da się zjechać bez skakania. Następnie mamy sztuczny rock garden i luźną ściankę, za którą singiel znów wije się między drzewami aż do szerokiej drogi, którą jedziemy w dół do skrzyżowania w kolejną szeroką drogą, skręcamy w prawo i dojeżdżamy do Łąki Sulistrowickiej. To koniec OS 4. Możemy teraz pojechać na wschód, na Suliwoods KROSS TRAIL, albo na zachód, do Przełęczy Tąpadła.

GPX

 

Gangster

Gdy już zjedziemy Niebieskim z Raduni, skręcamy w prawo i już po kilkudziesięciu metrach mamy zakręt naszego trawersu w prawo i dokładnie na tym zakręcie wypatrujemy startu Gangstera, który odbija z trawersu w lewo i jak to najczęściej przy zjazdach bywa, w dół.

Początek jest luźny i kamienisty. Dalej jest ziemnie. W paru miejscach można fajnie zapompować. Zjazd kończy się ścianką, która jest bardziej straszna niż trudna. Najbezpieczniej na niej puścić heble – na dole jest dużo miejsca na wyhamowanie. Ścianka ma chickena z prawej. Chicken wydaje się od niej trudniejszy.

GPX

 

Tajemny

Odbija w prawo z grzbietowego odcinka OS 4. Zaczyna się łatwą ścianką w połowie której można zrobić zygzak prawo – lewo. Następnie, po przecięciu szerokiej i nieuczęszczanej drogi jedziemy singlem w lewo. Tajmeny to dużo ziemi, trochę band i sekcji góra-dół przy przecinaniu strumienia. Jest gdzie pompować.

Świerkowa

To dolna część OS 4 z 2015 roku. Patrzcie wyżej 🙂

Suliwoods KROSS TRAIL

Fajna ścieżka – fajny flow. Można poskakać. Klimaty jak na singletreku pod smrkiem.

Został ładnie opisany tutaj: http://www.suliwoods.pl/

 

 

Baza noclegowa:

Agroturystyka Sady pod Ślężą

Miejsce położone na najbardziej nasłonecznionym, południowo-zachodnim zboczu góry swobodnie można nazwać Ślężańską Toskanią. Jest świetną bazą wypadowa na wycieczki rowerem górskim lub trekkingowym. Przełęcz Tąpadła osiągniesz czarnym szlakiem w 20-30 minut. Stamtąd zaczynają się dojazdy na najlepsze lokalne trasy. Z przełęczy Tąpadłą do agroturystyki powrócisz trasą Dolce Vita lub czarnym szlakiem pieszo-rowerowym.

W agroturystyce bez obaw możesz zostawić szczęśliwą rodzinkę, na hektarowej działce mamy plac zabaw dla dzieci czy leżaczki do podziwiania panoramy. Jest też miejsce na wieczorne ognisko.

Zimowa jazda w Maladze

No to stało się. Chwila rozkminy gdzie by tu polecieć. Początkowo miała by Teneryfa i wylot z Wro. Krótka obczajka cen biletów i opcji i pojawia się:

Tyy a Malaga …

…nooo Malaga

To lecimy. 90 pln za bilety + 570 za przewóz bajka w RyanAir.

Potem przeszukanie Stravy i TrialForks w poszukiwaniu tras. Wybór pada na Benalmadena (od Malagi oddalona o 15 min kolejka). Jest tam gdzie jeździć i jest (o dziwo) Gondola. Potem okaze sie, że gondola podlegać będzie konserwacji przez cały nasz pobyt aleco tam. Nocleg znajdujemy blisko Gondoli na AirBnb. Mega przestronne mieszkanie 60m2 z tarasem o tym samym rozmiarze za 120 pln za dobe. No śmiech.

Z lotniska kolejka jedzie wzdłuż wybrzeża. Za 2e mamy pociąg do Benalmadeny.

Widoczki wynagradzają całkiem wymagający podjazd.

 

Nad miasteczkiem gory. Niby niewielkie – 600mnpm. No ale zjeżdża sie prawie nad morze 🙂 Łatw

 

o dostępne (50 min w siodle z domu do szczytu) są dwie. Ilość ścieżek wystarcza na tydzień smigania. Każdą sie robi 2-3 razy. My śmigaliśmy na około 4. Pewnie z 10 zostało na następny raz. I mówimy tu o najbliższej okolicy.

Stwierdziliśmy, że dwa pierwsze dni pośmigamy z guide. Wybór pada na http://switch-backs.com.

Pomyśleliśmy, że może powiedza nam gdzie jeszcze jeździć. Uwaga – tras z ich listy nie znajdziecie na portalach trasowych bo te opisane są tam po hiszpańsku.

Dostępne trasy po stronie Benalmadeny i zjeżdżające do morza tu:

Trasy w Benalmadena

Ta fioletowa: “Arroyo de la Miel – Lobo” to piękna asfaltowa podjazdówka. Wzdłuż do niej idzie singiel, który często się z nią przeplata. Lokalesi zadbali by dropów i podwójnych na nim nie zabrakło. Trzeba uważać by wylatując na drogę nie dupnąć się z jakimś szosowcem lub XC który pociska w dół 60kmh.

Jest co zjeżdżać.

Każda z zaznaczonych tu tras jest fantastyczna zjazdowo. Jazda typowo śródziemnomorska. Stałe kamienie, skałki, single, agrafki. Więcej niż gdzie indziej piachu na agrawkach. Jest to super. Pozwala wchodzić w nie efektownymi wirażami. Mało beskidzkich stromizn.

Po drugiej stronie masywu jest analogiczna ilość tras. Każda wielce ciekawe, niektóre obfitujące w niespodzianki jak metrowe dropy i double nad strumyczkami. te ciężej znaleźć na stravie itd.

Linki do aktywnosci:

Na trasach najczęściej jest sucho, chyba że akurat jest mokro.

Warto skorzystać z guide. Michael – właściciel SwitchBacks jest mega mocny. Gość koło 50. Kanadyjczyk mieszkający na miejscu od 15 lat. Jeździ świetnie, kapitalnie tłumaczy. 5-6 metrowe gapy wciąga na śniadanie i świetnie potrafi pracować jako trener. Jego jeden dzień guidowania to 50 euro. Pakiet tygodniowy all-inclusive to juz 1000euro choc uważam, że byłyby to swietnie wydane pieniądze. W jego chatce akurat kiedy byliśmy mieszkało dwóch factory riderów z Ibisa
a tydzień wcześniej cały YT Mob wiec jest to gość znany w światku.

Pogoda to 20 stopni i przeważnie słońce. Zazwyczaj wieje – też na podjazdach :(. Dzięki asfaltowym podjazdom robienie dziennie 1500-2000m nie jest problemem.

Andaluzja jest hiszpańskim zagłębiem owoców morza.  Nie mogliśmy sobie odmawiać gotowania ich na różne sposoby. Zawsze były świetne. W sklepach wielki wybór win z Riohy co nas cieszy bo bardzo je lubimy. Zwłaszcza Crianzę która jest w przystępnych cenach.

Myślę że miejscówka warta polecenia. Zimą na pewno. 40 stopni latem i tłumy turystów zniechęcają. A w pobliżu góry Sierra Nevada. Ale to już zupełnie inna bajka. Wysokości dochodzące do 4000m i kosmiczne zjazdy. Ponoć jest tam jeden zjazd co ma 100km. W ciągu dnia robi sie 5000m zjazdów i 2000m podjazdów. Jest szansa, że go jeszcze w te wakacje pykniemy. Nie możemy się doczekać. Warto wspomnieć że całe okolice Malagi są pagórowate. Z naszych doświadczeń wynika, że każdy turystyczny szlak jest zjeżdżalny i daje tony zabawy.

Teamowy test Whyte

Pomimo zimy udawało sie nam jeździć prawie co tydzień. Było miło, pogoda dopisywała i można było ćwiczyć brak przyczepności 🙂

Ok -10 na termometrze. Przy takiej temperaturze sutkami można ciąć szkło, mając odrobinę szczęścia nie zamarznie reverb a przyrodzenia trzeba szukać gdzieś za wątrobą. Ale w dobrym towarzystwie nie zwraca się uwagi na te drobne niedogodności. Zwłaszcza przy pełnej lampie i bajkowej zimowej scenerii. Na szczycie Ślęży słońce tak dogrzewało, że chcieliśmy opalać swoje świśkie tusze ale koszulki przymarzły do cycków. Dodatkową atrakcją było objeżdżanie nowych sprzętów. MotherBiker latała na Whyte G-160 a Masko na T-130. Mroozka wybrała rower z nadwagą.