TEST NINER RIP9 RDO 29

Niner pochodzi z USA i powstał w 2005 roku. Pomysł na złożenie rowerów wyszedł od ludzi z zajawką: Maćka z Thirty Three Bicycle Studio i Jaśka ze Strange Summit

Historia

To ciekawe, bo wcześniej nie znaliśmy za dobrze tej marki. Niner pochodzi z USA, Colorado i powstał w 2005 roku. W Polskich kronikach ludowych pojawiały się bardzo znikome wzmianki. Pomysł na złożenie rowerów wyszedł jak zwykle od ludzi z zajawką: Maćka z Thirty Three Bicycle Studio i Jaśka ze Strange Summit (dystrybutora Ninera w Polsce). Ziarno z kolei trafiło jak zwykle na żyzny i podatny grunt zmanierowanych trzydziestoparolatków, lubiących eksperymenty (anons dodam potem). I tym tropem idąc trafiły do nas 3…ramy Ninerów.

Maciek z 33 postanawia obrzucić ramę Ninera cygańską biżuterią.

Z pudełka

Ramy dostaliśmy mega szybko, pewnie trwało to ok. 3-4 tygodnie, co jak na rowerówkę jest jak prędkość generowana przez Bugatti. Dwie ramy były w satynowym czarnym, ładnie podkreślającym strukturę carbonu i jeden w tzw. kolorze papugowym (Santa Fe Sand). Królik oraz Seba są wybredni, dlatego spersonalizowali dodatkowo swoje rowery w High Five aby były jeszcze droższe. Ja (Krzychu) pozostałem przy klasycznym, czarnym L (brzmi dobrze). Ramy przyjechały elegancko zapakowane, z hakami i damperami Foxa dpx2, oblanymi kashimowym złotem, oraz przedłużeniem do wentyla dampera, który jest skrzętnie ukryty w “koszu” nad suportem. Kable mają wewnętrzne prowadzenia w tunelach, przez co bez problemu je zainstalujecie, dodatkowo Niner dorzuca plastikowe zatyczki do wlotów, żeby przewody nie obijały się w tych miejscach o ramę. 

I tu zaczynała się dopiero zabawa…

Komponenty

W sumie nasze konfiguracje są dosyć podobne, jest kilka niewielkich różnic, żeby nie było już zupełnej nudy. Wszystkie rowery są złożone na zawieszeniach sprężynowych Ohlinsa. Jesteśmy chłopcami, lubimy auta, Ohlins się kojarzy z autami – pasuje. A tak poważnie, nie mieliśmy wcześniej do czynienia z tą marką, a jak wspomniałem jesteśmy otwarci na eksperymenty, więc Maciek z 33 nie musiał nas długo namawiać. Wszyscy też przesiedliśmy się na sprężyny jeżdżąc wcześniej głównie na powietrzu (poza testami sprężynowych MRP), więc same nowości! Z tyłu wylądował więc TTX22, ale z progresywną sprężyną MRP, a z przodu RXF 36. Skoki 140/150mm, czyli obecny trend enduro z nieco mniejszym skokiem (w porównaniu do 29 ze skokiem 170mm). Uwaga! Przy damperze Ohlinsa trzeba było zdemontować pokrętło kompresji, ponieważ haczyło o kosz na damper w ramie.

Tutej siedzi sobie Ohlins. Kosz niestety lubi kolekcjonować błoto.

Wszyscy wrzuciliśmy też napęd i heble Shimano XTR w miksie z carbonową korbą od E13, która nie dość, że jest lekka (425g) to idealnie pasuje do masywnego dołu Ninera. Dwa z rowerów mają carbonowe koła ibisa S35 Carbon Logo, Królik dodatkowo j…e biedę piastami Industry Nine Hydra. Dwa rowery mają kokpity E13, z carbonowymi kierownicami Race Carbon Handlebar, mój z kolei to czarna kiera CandyRay z mostkiem Thomsona (jestem absolutnie zakochany w tym secie i płaczę nad każdą rysą). Do tego wszyscy mamy pedały nylonowe i sztyce od E13. Sztyce są nowym, regulowanym modelem Vario, który pozwala na regulację skoku (ponieważ jest regulowany), moja ma zakres 150-180mm.

Carbonowa korba E13 i prowadnica 77 designz.

Jak widać dużych różnic nie ma między tymi trzema rowerami, raczej kosmetyka, więc odczucia też będą spójne (oprócz Królika, który rozwalił się w środku sezonu…).

Jakbyście z kolei chcieli zamówić gotowy rower bo nie jesteście takimi mrówkoje… pasjonatami jak my, to macie do wyboru 4 sety (nazwane gwiazdkami: 2-5 star), zaczynając od Sram GX na X01 AXS kończąc, z tym że każdy z setów można także skonfigurować na Shimano (XT lub XTR).

Shimano XTR – jedne z lepszych hebli na jakich jeździliśmy.

Podjazdy

Wszyscy ujeżdżający rowery enduro najbardziej lubią uphill, wiadomo.

Niner RIP9 nie jest wybitnym podjazdowcem. Pamiętam, że na Ripmo podjeżdżało mi się lżej. Pozycja nie jest zbyt wyprostowana, mam czasami wrażenie bycia ociężałym na nim. Pozytywem jest z kolei konstrukcja zawiasu. Bardzo rzadko używam blokady (bo potem zapominam odblokować dampera…), a rower mimo to nie pompuje moich kalorii w ziemię. Nie mam też problemu z szybkimi dopedałowaniami przy jeździe interwałowej. Uczucie zmęczenia i niewygody pojawia się przy dłuższych, monotonnych podjazdach. Rozmiary ram są trochę krawędzi, więc raczej będziecie zazwyczaj maksymalnie wykorzystywali swój rozmiar, resztę musicie wyregulować kokpitem i pozycją siodła. Ja w rozmiarze L mam reach 465mm i przy mostku 35mm nadal mam zapas w zgięciu ramion. To będzie miało też znaczenie przy podjazdach.

Niner bywa ociężaly na dłużych podjazdach. Przy szybkim “dokorbieniu” na ścieżce nie ma problemu!

Zjazdy

Tu się zaczyna zabawa! Ten rower plus zjazd to jak napalony nastolatek + premium account na Porn Hubie – pęcherze na dłoniach gwarantowane! RIP9 RDO 29 uwielbia ostrą zabawę. Napędza się szybko, jest zwrotny, dzięki czemu bardzo dobrze kontroluje się go w zakrętach, chętnie robi pivoty i zarzuca kołem. Jest też niezły w ciasne agrafki. Prowadzi się także bardzo stabilnie – pamiętajmy, że ma spory rozstaw kół – 1209 mm przy wersji L, więc nie wyprowadzicie go tak łatwo z równowagi (chyba, że jesteście politykiem).Tutaj wiadomo, że akurat duże znaczenie ma zawieszenie i jego odpowiednie ustawienie pod naszą wagę i styl jazdy. U mnie połączenie ramy Ninera ze sprężynami Ohlinsa jest prawdziwą ucztą. Tutaj smaczek! Zawias w Ninerze ma znacznik sagu na 30%, przez co bez problemu go sobie ustawicie nawet przy sprężynie. Niner potrafi bardzo szybko lecieć po takich sekcjach jak Kambodża w Czarnej Górze, bez wrażenia, że co 2 metry będzie chciał nami miotać o ziemię. Bardzo podoba mi się konstrukcja zawieszenia CVA – Constantly Varying Arc, której główną zaletą jest sztywność i odporność na niepowołane ruchy. Czyli przy szybkich zjazdach nie ma zespołu Tourette’a latając nerwowo we wszystkie strony, nie pompuje przy pedałowaniu i nie zamyka zawiasu przy intensywnym hamowaniu.

Królik w tzw. pozycji RAP.

Konstrukcyjnie to czterozawias, a jednocześnie wirtual właśnie za sprawą CVA. Ważną cechą tego zawieszenia jest też tzw. wsparcie w środku skoku. W efekcie macie wrażenie, że RDO 29 ma więcej skoku niż w rzeczywistości – środek skoku jest jakby przedłużony. Zawias wygląda pancernie i ociężale, na pierwszy rzut oka może się Wam wydawać, że linkiem będziecie haczyli o wszystko jak Lambo o Polskie progi na drogach. Nic bardziej mylnego! Odległość linka od ziemi to…. Poza tym ma on jeszcze masywną nakładkę jako dodatkowe zabezpieczenie, które w sumie powoduje, że nie ma sensu używanie crashplate’a (taco), bo raczej, jeśli już zahaczycie to właśnie obudową linka a nie zębatką – to przynajmniej z moich doświadczeń po ściągnięciu taco. Tutaj warto wspomnieć, że Niner ma też regulowane Geo za pomocą zawiasu(Flip – Chips), podobnie jak w Treku. Wystarczy przełożyć tuleje mocujące link (pozycje Low i High). Możemy obniżyć i podwyższyć środek suportu o 7mm, zmieniając jednocześnie kąt główki w zakresie 66-65 stopni. To ważny feature, ale przy niższej pozycji suportu uważajcie na haczenie pedałami na większych rockgardenach.

Krzychu jedzie po kamieniu.

To jest ten rodzaj roweru, który zachęca do zabawy i odwdzięcza się za odpowiednie traktowanie. Wiem, że pewnie tak można powiedzieć o wielu rowerach, ale niektóre są bardziej „przylepione do ziemi”, niektóre bardziej skore do zabawy. To ten jest zdecydowanie w tej drugiej kategorii. Jeszcze jedna ważna rzecz, pewnie zdarzyło Wam się nieraz obijać kolana albo piszczele przy szybkiej jeździe, manewrując rowerem, kładąc go na boki itp. U mnie przy Ninerze to się nigdy nie zdarzyło, nie wchodzimy sobie w drogę pod tym kątem. Ma dobrze przemyślaną ergonomię ramy i jeśli odpowiednio dobierzecie rozmiar to rower będzie dla Was jak żona w pozycji na łyżeczkę.

Dwie wady ergonomii nie wpływające na jazdę, to kosz na damper, który utrudnia dostęp do niego i zbiera kilogramy błota, oraz problem z zainstalowaniem bidonu przy niektórych damperach (np Ohlins czy EXT).

Reasunmacja

Poznaliśmy się ok. 6 miesięcy temu… Po zdjęciach anonsu nie byłem przekonany, ale pomyślałem, spotkajmy się, zobaczmy się na żywo, może poczujemy chemię… I całe szczęście! Niner RDO RIP 29 naprawdę dobrze się prezentuje na żywo. Konstrukcja została odświeżona w stosunku do wersji 27,5, ale mimo wszystko na pierwszy rzut oka mnie nie przekonywała. Najpierw dosiadłem testówkę od Maćka z Thirty Three, która była złożona na sprężynach MRP i to mnie tylko utwierdziło w przekonaniu, że chce ten rower. Kolejne miesiące upłynęły mi na pogłębianiu tego jeszcze niedojrzałego uczucia. Nie znalazłem na razie terenu, z którym Niner by sobie nie poradził – ok nie jechałem RB Rampage itp., ale niewiele znajdziecie tras gdzie będziecie czuć jakikolwiek deficyt. Konstrukcja, kąty i odpowiednie zawieszenie zapewni Wam wstęp na każdą dziką i bike parkową ścieżkę.

Nie jest mistrzem podjazdów, ale mimo to zrobiłem 2 tys przewyższeń w Sokołowsku i nie zrzuciłem go z Włostowej. Trochę mnie bolały plecy, ale to wszystko. Dążę do tego, że to może być spokojnie rower na tripy, chociaż pewnie jak tripem będzie 60km szutrów to trochę Wam zwiędną pomidory, bo po każdym dłuższym podjeździe Niner chciałby zjechać i mocno się do tego rwie. Nie jest to ultralekki ścieżkowiec, więc warto dostosować nieco zamiary w kontekście terenu. Mój config waży 14,4 kg, pewnie średnia wagi różnych configów wyjdzie Wam w okolicach 15 – 15,5kg. Czyli jeśli Wasza jazda ograniczy się do uphilli to trochę bez sensu. Cała reszta to będzie bajka. Byłem nim w wielu bike parkach i oczywiście na wszelkiej maści dzikich ścieżkach. Nie znalazłem nic co by na nim zrobiło jakieś większe wrażenie, chyba że mówimy o dużych lotach, to tu blokerem jest raczej jeździec… Serwisowanie zawiasu jest też stosunkowo proste, rozkręcenie go i skręcenie to ok. 30 min. Dużą zaletą jest również polski dystrybutor – Strange Summit, który był też dla nas dostawcą komponentów E13. Wszystko załatwiane niemalże od ręki, krótkie terminy i dobra opieka gwarancyjna w razie potrzeby.

Na ramie znajdziemy napis “pedał do cholery”… w wolnym tłumaczeniu.

Już naprawdę podsumowując

Podsumowując, Niner RIP 9 RDO 29 bardzo dobrze się wpisuje w plejadę enudro o skoku 150. To ciekawe, bo w światowej klasyfikacji to w sumie jeszcze nie segment enduro, to w ścieżkowiec. Jednak przez konstrukcję zawieszenia i zjazdową charakterystykę RDO 29 może spokojnie konkurować z kolegami z większym skokiem (jak Megatower czy Capra) bez odczuwania dużych deficytów. To dobry rower na co dzień, do racingu i bike parkowych zabaw. Nie miałem też żadnych znaczących usterek technicznych, warto tylko zwrócić uwagę na sprawdzenie fabrycznego smarowania łożysk w zawieszeniu. Więc gorąco polecam, smacznej kawusi i dobrego dzionka.

Plusy Dodatnie

  • Dystrybucja i obsługa w PL,
  • Zwrotność i duża stabilność na zjazdach.
  • Konstrukcja zawieszenia CVA z dobrze chronionym, masywnym linkiem.
  • Dwie wersje 27,5 i 29 cali, różniące się konstrukcyjnie!
  • Regulowany zawias zmieniający kąt główki (65-66 stopni).
  • Smaczek w postaci znacznika sagu (30%) przy damperze.

Minusy Ujemne

  • Słabo przesmarowane fabrycznie łożyska .
  • Kosz na damper utrudniający dostęp oraz służący jako zbiornik na błoto i wodę.
  • Przy niektórych damperach (jak Ohlins) będzie problem z wrzuceniem bidonu.

zdjęcia: Łukasz Kopaczyński, Wojciech Królikowski

tekst: Krzysztof Pałys

Canyon Strive CF 6.0

Szczęśliwie testowaliśmy zarówno ścieżkowce Canyona (Spectral), jak i również bardziej freeride’owe zabawki jak Torque w różnych konfiguracjach. Strive idealnie uzupełnia gamę tych rowerów, będąc jednocześnie tym, który najmocniej reprezentuje kategorię „całego tego enduro”.

Historia

To nie pierwszy Canyon, którego przyszło nam ujeżdżać! Nawet nie drugi! W sumie to nawet nie…ok, nieważne.

Szczęśliwie testowaliśmy zarówno ścieżkowce Canyona (Spectral), jak i również bardziej freeride’owe zabawki jak Torque w różnych konfiguracjach. Strive idealnie uzupełnia gamę tych rowerów, będąc jednocześnie tym, który najmocniej reprezentuje kategorię „całego tego enduro”. Tym razem odświeżony jak pacha po rannej kąpieli, wraca do nas w nowym wydaniu, na prawilnym, dużym kole! Czyli nastawiamy się na rejsing… (nie chodzi o żeglowanie).

Z pudełka

Pudełka nie było, ponieważ rower testowaliśmy dla redakcji Bike, więc rower był już poskręcany. Jednak zdarzyło nam się dostawać Canyony w formie przesyłki i nie było najmniejszego problemu z ich sprawnym złożeniem, tak aby nie zostało zbyt wiele „zbędnych” części w pudełku. Czyli jak z meblami z IKEI.

Normalnie w komplecie z rowerem dostajemy także instrukcję, klucz dynamometryczny z bitami, pompkę do amortyzatora, pastę montażową i lizaka. OK, lizaka nie dostajemy, poza tym nie wolno brać od obcych!

Koło dobrze zbiera ziemię, kurz oraz pył.

Komponenty

Nowy Canyon Strive ma aż sześć wersji wyposażenia, z czego każda bazuje na ramie z carbonium! Czyli tak jakby nie było takiej całkiem bieda wersji.

Nasza testówka to model CF 6.0 w wydaniu całkowicie czarnym, jak to co wam wyskoczy w Google po wpisaniu czarny kogut po angielsku.

Do dyspozycji mamy zawieszenie RockShox, z przodu Lyric RC o skoku 160mm a z tyłu Super Deluxe RCT o skoku 150mm. Oba przyrządy łatwo było wyregulować pod moją wagę i styl jazdy. Właściwie już na drugim wyjeździe dogadywałem się z zawieszeniem jak Sasha Grey z pytonami.

Trzeba przyznać, że detale ramy, w tym obudowa zawiechy, prezentują się całkiem dobrze.

Napęd to najpopularniejszy ostatnio, dwunastkowy GX z korbą Truvativ Descendant 6K. Ta grupa w pełni wystarcza, jedynych problemów może dostarczyć przerzutka, która lubi czasem kaprysić nawet po zderzeniu z motylem a co dopiero po zderzeniu z kamieniem… Za hamowanie, którego należy oczywiście unikać, odpowiadały SRAMy Guide R. Muszę przyznać, że nie są to wprawdzie moje ulubione hamulce, ale działały, jak należy. Nie grzały się jakoś szczególnie, nie zapowietrzyły ani razu i spokojnie dawały radę na szybszych trasach jak w Srebrnej czy Czarnej Górze. W sumie na przód można by było tylko wrzucić większą tarczę. Nowością tutaj jest też sprawie działający system zmiany geometrii roweru – Shape Shifter. Ten system był już wcześniej, tyle że nie był zbyt precyzyjny i przydatny w trakcie jazdy. Obecnie możemy zmienić geometrię z podjazdowej na zjazdową i na odwrót, przestawiając manetkę na kierownicy i wciskając nieco mocniej zawias. Dzięki temu zmian można dokonywać dynamiczne nawet na szybkich odcinkach. Manetka jest zintegrowana z manetką do sztycy a pozycje Shape Shifterowej kamasutry nazwano Click i Clack.

Napinacz e13 razem z taco naprawdę robią robotę!

Podjazdy

To ulubione słowo wszystkich enudrowców – uphill. Ja Strivem podjeżdżałem dużo, dzięki czemu udało mi się w miarę realnie przetestować jego właściwości jezdne w „złą” stronę górki. Tutaj też przychodzi z pomocą wspomniany wyżej Shape Shifter, który w pozycji podjazdowej skraca skok do 125mm i zmienia wysokość środka suportu. Prawda jest taka, że Strive pnie się do góry jak młoda kozica górska. Przód i tył są dobrze dociążone, koła nie myszkują za bardzo nawet na stromych fragmentach. Daje radę zarówno na długich podjazdach nie męcząc pozycją, jak i na szybkich, ostrych dopedałowaniach przy wzniesieniach na odcinkach zjazdowych, gdzie trzeba podjeżdżać na stojąco.

Zjazdy

Tutaj to w zasadzie oczywista oczywistość. Mamy rower z kołem 29 cali, z geometrią nastawioną raczej na zjazd. Nie ma tu wprawdzie jakichś rewolucyjnych kątów czy rozstawów kół – kąt główki to 66 stopni (shape shiter zmienia go na 67,5), baza kół przy testowanej emce to 1196 mm. Prawda jest taka, że nie wszyscy jesteśmy w stanie odczuć jakieś magiczne zabiegi w geometrii. Potrafią to zazwyczaj Ci co spędzają w siodle więcej niż 5 godzin w tygodniu i jeżdżący nieco szybciej niż 20 km/h. Strive’owi niczego nie brakuje na zjeździe. Jedzie pewnie w dół, ale bardzo łatwo poddaje się kładzeniu, szybkim zwrotom i skidom. Jest skoczny i chętny do zabawy jak młody labrador. W testowanym modelu mieliśmy amelinowe koła DT Swiss E1900. Na co dzień jeżdżę na carbonowych obręczach, ale tu nie odczułem jakichś poważnych deficytów związanych z brakiem sztywności. Koła były zamleczone, jeździłem na ciśnieniu ok 1.4 bara przy wadze 72kg. Wgniotów nie stwierdzono. Bardzo mi się podobała płynna praca zawieszenia po dostosowaniu ciśnienia do mojej wagi. Rower nie odbijał się po korzeniach jak dziecko wrzucone do parku trampolin, a jednocześnie nie było problemu z przeskakiwaniem przez różne przeszkody po szybkiej kompresji zawiechy. W sumie nie ma się tu do czego doczepić. Na dodatek dzięki temu, że rower nie jest siłę udziwniony to bardzo szybko się w niego „wjeżdża” i po dwóch dniach jazdy czujemy się jak we własnym siodle.

Strive bardzo łatwo się układa pod jeźdźcem – jest z tych uległych.

Podsumowanie

Jak dla mnie spokojnie można na tym rowerze zarówno wziąć udział w tzw. konkursie rowerowym jak i pojechać na dłuższą wycieczkę. Duże koło i skok w zupełności wystarczają na szybką (szybszą niż 20 km/h) jazdę po dziurach, kamieniach, korzeniach i ogólnie zaśmieconej nawierzchni. Rower jest bardzo zwrotny i poddaje się różnym ewolucjom jak niedoświadczona kochanka w rękach 20 lat starszego faceta. Geometria w połączeniu z dopracowanym Shape Shifterem pozwoli wam na całodzienny trip, w którym znajdą się (o zgrozo!) podjazdy. Rower w wyżej opisanej konfiguracji kosztuje 15 999 zł (brutto bez faktury i rabatu). To całkiem niezła cena jak na config i carbonium. W razie czego jest też tańsza wersja CF5.0 za 13 699 zł! Osobiście zmieniłbym w nim tylko kokpit i może na dłuższą metę hamulce. Kokpit jest po prostu brzydki, wiem że to kwestia gustu ale Strive mi się bardzo podoba a mostek G5 wygląda w nim jak ropiejąca krosta na twarzy Keiry Knighltey… mamy tu kierę 78 cm co jest dobrym pomysłem, sam zastanawiam się czy nie przyciąć swojej osiemdziesiątki, bo drzewa rosną ostatnio jakoś coraz gęściej. Co do hamulców, to nie miałem z nimi problemów, tak na gorąco wrzuciłbym tylko większą tarczę do przodu. Chodzi mi bardziej o późniejsze przelewanie Sramów i części zamienne. Warto też wspomnieć, że jeśli macie trochę większe wymagania sprzętowe to można sięgnąć po jedną z kilku wyższych wersji wyposażenia, które również są przystępne cenowo w porównaniu do innych rowerów z tej kategorii. Na rowerze jeździłem przez ok. miesiąc i się polubiliśmy. Nie dałem mu wprawdzie imienia, ale mógłbym mieć spokojnie Strive’a. Uważam, że to uniwersalny rower z potencjałem do ścigania. Nie jest to butik, nie jest to kobieta, na widok której będzie ślinił się każdy samiec na ulicy a potem leciał na pamięciówie. Ale jest to kobieta, na której zawsze będziecie mogli polegać, a akcje z nią w terenie dostarczą wam wystarczających wypieków. Naturalnie, to samo porównanie możemy zmienić i porównać rower do czarnego faceta z dużym kołem. Ale to już sobie dopowiedzcie, bo czuję się nieswojo.

Plusy

– carbonowa rama,

– dobrze działający Shape Shifter,

– dobrze działające, łatwe w ustawieniu zawieszenie,

– cena.

Minusy

– niezmiennie brzydki kokpit G5 – policja modowa zwracała już na to uwagę.

– bardzo mała odległość od końca koszyka na bidon do górnej obudowy dampera. Przy dłuższych koszykach może lekko obcierać.

Tekst: Krzysztof Pałys

Zdjęcia: Łukasz Kopaczyński, Magazyn Bike

Ibis Ripmo – Pato(l) bike check

Już pierwszy zjazd pozwolił mi stwierdzić, że chcę ten rower. Jechało mi się na nim szybciej i pewniej, a jeszcze nawet dobrze nie zapamiętałem jego imienia.

Niby nic, a tak to się zaczęło.

Po przeszło 3 sezonach na YT Capra w rozmiarze S zapragnąłem zmienić rower na większy. Dylemat był duży, ponieważ mając możliwość jazdy na różnych rowerach odkryłem, że żaden specjalnie mnie nie zachwyca i nie pociąga a zmiana na Capre w rozmiarze większym była trochę bez sensu. Wiedziałem więc, że jeśli zmienię sprzęt to na całkowicie inny, gdyż 0,5 stopnia na główce, 1cm reachu i zawiecha innego brandu nie sprawi, że odkryję kolarstwo górskie na nowo. Wraz z wiekiem, potrzebne są coraz mocniejsze bodźce, a zatem w mojej głowie pojawił się niecny plan żeby przejść na większy rozmiar koła, co przy wzroście 171cm rodziło pewne obawienia. Mniej więcej w tym samym czasie na rynku pojawił się Ibis Ripmo, które też trafiło w nasze łapska do testów. Już pierwsza jazda na za dużym rowerze (bo w rozmiarze L) utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie ma co się bać dużego koła. Pierwszy zjazd pozwolił mi stwierdzić, że chcę ten rower. Jechało mi się na nim szybciej i pewniej, a jeszcze nawet dobrze nie zapamiętałem jego imienia. Zaznaczę jeszcze, że pierwsze zdjęcia Ripmo totalnie mnie do niego nie przekonywały i przywodziły wspomnienia zabaw na trzepaku w wieku szczeniackim, a teraz uwielbiam na niego patrzeć. To już nie zauroczenie, to miłość.

Tyłobok od strony napędu prezentuje się tak.

Szlachetne i niefastfoodowe dodatki.

Blękitny lakier i pomarańczowe wstawki grają ze sobą idealnie.
Zawieszenie

Pod strzechą zagościł set na GX Eagle z upgradem zawieszenia do Fox X2 i Fox 36 Factory. W międzyczasie na rynek wszedł nowy tłumik Foxa Grip2 i właśnie taki dostałem z rowerem.
Po kilkuletniej przygodzie z BOSem Deville oczekiwania w stosunku do pracy widelca były delikatnie mówiąc wysokie. Tłumik Grip2 dwa posiada wszystkie regulacje świata (HSC, LSC, HSR, LSR, ASF, HBO, SLD, HIV). Kilka zmian w stosunku do “książkowych” ustawień i chodził jak złoto. W późniejszej fazie współżycia dołożyłem MRP Ramp Control, który dodatkowo zwiększył możliwość setupu widelca o płynną regulację progresji oraz sprawił, że widelec stał się jeszcze czulszy w początkowej fazie skoku (przez możliwość obniżenia ciśnienia).

Więcej o MRP Ramp Control możesz przeczytać TUTAJ.

Damper X2 zapowietrzył się już w pierwszym miesiącu użytkowania. Później zrobił to jeszcze dwa razy (na przestrzeni półtora roku). Poza tymi kaprysami to bardzo dobry sprzęt, w którym również możemy ustawić wszystko. Regulacja odbywa się za pomocą klucza imbusowego co potrafi być upierdliwe, ale przynajmniej nie ma się ochoty kręcić gałami na każdym postoju, co nie jest zbyt rozsądne. Najlepiej poświęcić czas raz i mieć to z głowy.

Fox 36 Factory z tłumikiem Grip2 ze 160mm skoku pozwala na wiele w każdym terenie.

A z upgrajdem o Ramp Control na jeszcze więcej.

Fox Float X2 posiada również wszystkie możliwe regulacje i jednego tokena.

Pokrętło do zarządzania kompresjanami.
Koła

Kolejnym upgradem były karbonowe koła na piastach sygnowanych logiem Ibisa. Co do piast to nigdy się nad nimi specjalnie nie spuszczam, nie lubię gdy hałasują więc dopłacanie pierdyliarda monet do części, która w rezultacie będzie mnie w*urwiać uznałem za zbyteczne. Przednia piasta to z kolei korpus i dwa łożyska, więc who cares jaki brand za nią stoi. Piasty okazały się trwałe i po 2500km bez zaglądania do nich kręcą się bez żadnych oporów i niepokojących dźwięków.
Szerokie na 35mm (wewnątrz) obręcze powodują, że opona bardzo fajnie się układa i sprawia wrażenie szerszej. Opony wskakują bez problemu. Asymetryczna budowy obręczy pozwala na zastosowanie w całym rowerze jednej długości szprych, co jest mega w przypadku kupowania szprych zapasowych. Jest to nieco mniej fajne przy stosowaniu niektórych wkładek. Do tylnego koła wrzuciłem wkładkę Rockstopa, której kształt lepiej współgra z obręczami symetrycznymi.
Tylną obręcz udało mi się popsuć, pęknięcie było mikro, nie powodowało utraty ciśnienia, jednak koło zostało wymienione na gwarancji bez żadnych problemów. Wkładka została zamontowana po odkryciu pęknięcia w starej obręczy i siłą rzeczy trafiła do nowej, aby wykluczyć w przyszłości tego typu defekty.

Karbonowe obręcze sprawiają, że rower bardzo precyzyjnie się prowadzi.

Opony bardzo dobrze się układa i sprawia wrażenie szerszej.

Koła oczywiście są przystosowane do zamleczenia.

W tylnym kole mieszka wkładka Rockstop.
Hamulce

W komplecie były heble Shimano, już nawet nie pamiętam jakie. Wymieniłem je na Hope Tech 3 e4. Zawsze podobały mi się klamki i zaciski Hope. Zbierały dobre opinie w sieci, przemawiały za nimi także łatwość serwisu (każda część dostępna osobno). Przygoda z nimi była w moim przypadku dość burzliwa praktycznie przez cały okres użytkowania. Modulacja jest super, siła także wystarczająca, jednak problemem była konsekwencja egzekwowania tej siły. Hebel raz działał super a raz nie działał super. Przyczyną okazały się klocki. Fabryczne metaliki Hope zastąpiły jakieś zamienniki – nie wiem jakie, gdyż ofiarował mi je kolega widząc moją krzywdę. Od tej pory problemy się skończyły. Gdy tarcze Shimano dokonały żywota wrzuciłem zestaw Hope na aluminiowym pająku z akcentem kolorystycznym.

Na zaciski Hope przyjemnie się patrzy.
Zarówno od tyłu jak i od przodu.

Pomarańczowe tarcze pasują do nalepek.

Klamka posiada regulację w przód, tył a nawet w bok.
Kokpit

Ponieważ jestem estetą seryjny kokpit wyleciał zanim jeszcze wyszedł z kartonu. Krzywdy jaką producenci wyrządzają swoim rowerom wrzucając mostki i kiery sygnowane ich logiem nie potrafię zrozumieć. Jednym słowem seryjny kokpit wygląda jak paździerz. Prąciowy feeling kiery i mostek bez wyrazu zastąpił minimalistyczny kokpit 77desigz. Mostek o nietypowej konstrukcji na dwie śruby waży tylko 69g. Kierownica bez przaśnych napisów turbo rejs karbon psikuta(s) jest wykończona bezbarwnym lakierem, a jej włókna lśnią jak czupryna Świtezianki w pełni księżyca, który jak wiadomo świeci światłem odbitym.

W chwili gdy przedstawialiśmy markę 77designz na naszym kanale YT ten innowacyjny kokpit jeszcze nie istniał, ale możecie posłuchać o niej tak czy inaczej dokładnie TUTAJ.

Dzięki kokpitowi 77designz nie musimy iść do galerii aby podziwiać dzieło sztuki.
Pozostałe apgrejdy

Od razu wymieniłem sztycę na Bike Yoke Revive. Posiadałem taką już w poprzednim rowerze i byłem z niej niesłychanie zadowolony. Ripmo posiada krótką rurę podsiodłową więc wpadła sztyca o długości 185mm. Wygodna manetka i całkowita bezobsługowość pozwala wymazać z pamięci przykre doświadczenia z Reverbem i cieszyć się bezproblemową pracą w każdej temperaturze.

Obszerniej o sztycy przeczytasz TUTAJ.

Rower klasycznie przychodzi bez padałów. Od jakiegoś czasu używam wyłącznie pedałów z tworzywa, gdyż aluminiowe pedzie, które nie ważą tony kosztują jakieś chore pieniądze i całkiem szybko zaczynają się chędożyć. Wybór padł na pedalce TAG Metals. Prosta konstrukcja, całkiem niski profil, akceptowalna waga i żywotność za niespełna 200zł.

O pruduktach TAG Metals trochę nawijaliśmy na naszym kanale YT – sprawdź to sprawdź.

Prowadnica łańcucha również od 77designz waży tyle co nic i dodatkowo zabezpiecza łańcuch przed spadaniem.
Zestaw narzędzi chowany w rurze sterowej wymaga nagwintowania tejże. Oprócz najprzydatniejszych kluczy możemy doń przykręcić nabój lub zestaw do reperacji opony (sznurki+szydło).
Łożyska w sterach CC Forty całkiem szybko zaczęły wydawać dziwne dźwięki więc wrzuciłem kit Hellbedner 70 – łożyska z nierdzewki i nastał spokój.

Sztycę Bike Yoke Revieve możemy odpowietrzyć w 5s w terenie.

Manetka jest bardzo ergonomiczna.

Pedała(ły) TAG Metals wytrzymują sporo strzałów.

Prowadnica łańcucha 77designz waży mniej więcej tyle co nic.

EDC One Up Component umożliwia jazdę bez narzędzi w kieszeni.

Posiada niezbędne imbusy, torx 25, skuwacz do łańcucha i możliwość przykręcenia naboju.
Jazda

To jak rower jeździ pisaliśmy już w pierwszym teście oraz w długodystansowym teście Królika. Nie będę powielał ohów i ahów. Jestem z tego sprzętu absolutnie ukontentowany. Zarówno na stukilometrowe tripy po górach jak sesje w bikeparku. Udało mi się na nim wywalczyć trzecie miejsce na czeskiej etapówce MTB Trilogy (na krótszym dystansie) a także mieścić w top 15 w polskiej serii zawodów Enduro MTB Series.

Ripmo chętnie wchodzi na gumę. Fot. Łukasz Kopaczyński

Dostarcza mnóstwo wrażeń na co dzień i od święta. Fot. Łukasz Kopaczyński

Radzi sobie doskonale na długiej etapówce oraz podczas wypadu do bike parku.

PS. Bardzo bym chciał aby mógł nim się teraz cieszyć ktoś inny dlatego rower wystawiony jest na sprzedaż, a ja już czekam na nowe Ripmo 🙂

Link do ogłoszenia:

RIPMO KUP TERAZ