Ibis Ripmo – Pato(l) bike check

Już pierwszy zjazd pozwolił mi stwierdzić, że chcę ten rower. Jechało mi się na nim szybciej i pewniej, a jeszcze nawet dobrze nie zapamiętałem jego imienia.

Niby nic, a tak to się zaczęło.

Po przeszło 3 sezonach na YT Capra w rozmiarze S zapragnąłem zmienić rower na większy. Dylemat był duży, ponieważ mając możliwość jazdy na różnych rowerach odkryłem, że żaden specjalnie mnie nie zachwyca i nie pociąga a zmiana na Capre w rozmiarze większym była trochę bez sensu. Wiedziałem więc, że jeśli zmienię sprzęt to na całkowicie inny, gdyż 0,5 stopnia na główce, 1cm reachu i zawiecha innego brandu nie sprawi, że odkryję kolarstwo górskie na nowo. Wraz z wiekiem, potrzebne są coraz mocniejsze bodźce, a zatem w mojej głowie pojawił się niecny plan żeby przejść na większy rozmiar koła, co przy wzroście 171cm rodziło pewne obawienia. Mniej więcej w tym samym czasie na rynku pojawił się Ibis Ripmo, które też trafiło w nasze łapska do testów. Już pierwsza jazda na za dużym rowerze (bo w rozmiarze L) utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie ma co się bać dużego koła. Pierwszy zjazd pozwolił mi stwierdzić, że chcę ten rower. Jechało mi się na nim szybciej i pewniej, a jeszcze nawet dobrze nie zapamiętałem jego imienia. Zaznaczę jeszcze, że pierwsze zdjęcia Ripmo totalnie mnie do niego nie przekonywały i przywodziły wspomnienia zabaw na trzepaku w wieku szczeniackim, a teraz uwielbiam na niego patrzeć. To już nie zauroczenie, to miłość.

Tyłobok od strony napędu prezentuje się tak.

Szlachetne i niefastfoodowe dodatki.

Blękitny lakier i pomarańczowe wstawki grają ze sobą idealnie.
Zawieszenie

Pod strzechą zagościł set na GX Eagle z upgradem zawieszenia do Fox X2 i Fox 36 Factory. W międzyczasie na rynek wszedł nowy tłumik Foxa Grip2 i właśnie taki dostałem z rowerem.
Po kilkuletniej przygodzie z BOSem Deville oczekiwania w stosunku do pracy widelca były delikatnie mówiąc wysokie. Tłumik Grip2 dwa posiada wszystkie regulacje świata (HSC, LSC, HSR, LSR, ASF, HBO, SLD, HIV). Kilka zmian w stosunku do “książkowych” ustawień i chodził jak złoto. W późniejszej fazie współżycia dołożyłem MRP Ramp Control, który dodatkowo zwiększył możliwość setupu widelca o płynną regulację progresji oraz sprawił, że widelec stał się jeszcze czulszy w początkowej fazie skoku (przez możliwość obniżenia ciśnienia).

Więcej o MRP Ramp Control możesz przeczytać TUTAJ.

Damper X2 zapowietrzył się już w pierwszym miesiącu użytkowania. Później zrobił to jeszcze dwa razy (na przestrzeni półtora roku). Poza tymi kaprysami to bardzo dobry sprzęt, w którym również możemy ustawić wszystko. Regulacja odbywa się za pomocą klucza imbusowego co potrafi być upierdliwe, ale przynajmniej nie ma się ochoty kręcić gałami na każdym postoju, co nie jest zbyt rozsądne. Najlepiej poświęcić czas raz i mieć to z głowy.

Fox 36 Factory z tłumikiem Grip2 ze 160mm skoku pozwala na wiele w każdym terenie.

A z upgrajdem o Ramp Control na jeszcze więcej.

Fox Float X2 posiada również wszystkie możliwe regulacje i jednego tokena.

Pokrętło do zarządzania kompresjanami.
Koła

Kolejnym upgradem były karbonowe koła na piastach sygnowanych logiem Ibisa. Co do piast to nigdy się nad nimi specjalnie nie spuszczam, nie lubię gdy hałasują więc dopłacanie pierdyliarda monet do części, która w rezultacie będzie mnie w*urwiać uznałem za zbyteczne. Przednia piasta to z kolei korpus i dwa łożyska, więc who cares jaki brand za nią stoi. Piasty okazały się trwałe i po 2500km bez zaglądania do nich kręcą się bez żadnych oporów i niepokojących dźwięków.
Szerokie na 35mm (wewnątrz) obręcze powodują, że opona bardzo fajnie się układa i sprawia wrażenie szerszej. Opony wskakują bez problemu. Asymetryczna budowy obręczy pozwala na zastosowanie w całym rowerze jednej długości szprych, co jest mega w przypadku kupowania szprych zapasowych. Jest to nieco mniej fajne przy stosowaniu niektórych wkładek. Do tylnego koła wrzuciłem wkładkę Rockstopa, której kształt lepiej współgra z obręczami symetrycznymi.
Tylną obręcz udało mi się popsuć, pęknięcie było mikro, nie powodowało utraty ciśnienia, jednak koło zostało wymienione na gwarancji bez żadnych problemów. Wkładka została zamontowana po odkryciu pęknięcia w starej obręczy i siłą rzeczy trafiła do nowej, aby wykluczyć w przyszłości tego typu defekty.

Karbonowe obręcze sprawiają, że rower bardzo precyzyjnie się prowadzi.

Opony bardzo dobrze się układa i sprawia wrażenie szerszej.

Koła oczywiście są przystosowane do zamleczenia.

W tylnym kole mieszka wkładka Rockstop.
Hamulce

W komplecie były heble Shimano, już nawet nie pamiętam jakie. Wymieniłem je na Hope Tech 3 e4. Zawsze podobały mi się klamki i zaciski Hope. Zbierały dobre opinie w sieci, przemawiały za nimi także łatwość serwisu (każda część dostępna osobno). Przygoda z nimi była w moim przypadku dość burzliwa praktycznie przez cały okres użytkowania. Modulacja jest super, siła także wystarczająca, jednak problemem była konsekwencja egzekwowania tej siły. Hebel raz działał super a raz nie działał super. Przyczyną okazały się klocki. Fabryczne metaliki Hope zastąpiły jakieś zamienniki – nie wiem jakie, gdyż ofiarował mi je kolega widząc moją krzywdę. Od tej pory problemy się skończyły. Gdy tarcze Shimano dokonały żywota wrzuciłem zestaw Hope na aluminiowym pająku z akcentem kolorystycznym.

Na zaciski Hope przyjemnie się patrzy.
Zarówno od tyłu jak i od przodu.

Pomarańczowe tarcze pasują do nalepek.

Klamka posiada regulację w przód, tył a nawet w bok.
Kokpit

Ponieważ jestem estetą seryjny kokpit wyleciał zanim jeszcze wyszedł z kartonu. Krzywdy jaką producenci wyrządzają swoim rowerom wrzucając mostki i kiery sygnowane ich logiem nie potrafię zrozumieć. Jednym słowem seryjny kokpit wygląda jak paździerz. Prąciowy feeling kiery i mostek bez wyrazu zastąpił minimalistyczny kokpit 77desigz. Mostek o nietypowej konstrukcji na dwie śruby waży tylko 69g. Kierownica bez przaśnych napisów turbo rejs karbon psikuta(s) jest wykończona bezbarwnym lakierem, a jej włókna lśnią jak czupryna Świtezianki w pełni księżyca, który jak wiadomo świeci światłem odbitym.

W chwili gdy przedstawialiśmy markę 77designz na naszym kanale YT ten innowacyjny kokpit jeszcze nie istniał, ale możecie posłuchać o niej tak czy inaczej dokładnie TUTAJ.

Dzięki kokpitowi 77designz nie musimy iść do galerii aby podziwiać dzieło sztuki.
Pozostałe apgrejdy

Od razu wymieniłem sztycę na Bike Yoke Revive. Posiadałem taką już w poprzednim rowerze i byłem z niej niesłychanie zadowolony. Ripmo posiada krótką rurę podsiodłową więc wpadła sztyca o długości 185mm. Wygodna manetka i całkowita bezobsługowość pozwala wymazać z pamięci przykre doświadczenia z Reverbem i cieszyć się bezproblemową pracą w każdej temperaturze.

Obszerniej o sztycy przeczytasz TUTAJ.

Rower klasycznie przychodzi bez padałów. Od jakiegoś czasu używam wyłącznie pedałów z tworzywa, gdyż aluminiowe pedzie, które nie ważą tony kosztują jakieś chore pieniądze i całkiem szybko zaczynają się chędożyć. Wybór padł na pedalce TAG Metals. Prosta konstrukcja, całkiem niski profil, akceptowalna waga i żywotność za niespełna 200zł.

O pruduktach TAG Metals trochę nawijaliśmy na naszym kanale YT – sprawdź to sprawdź.

Prowadnica łańcucha również od 77designz waży tyle co nic i dodatkowo zabezpiecza łańcuch przed spadaniem.
Zestaw narzędzi chowany w rurze sterowej wymaga nagwintowania tejże. Oprócz najprzydatniejszych kluczy możemy doń przykręcić nabój lub zestaw do reperacji opony (sznurki+szydło).
Łożyska w sterach CC Forty całkiem szybko zaczęły wydawać dziwne dźwięki więc wrzuciłem kit Hellbedner 70 – łożyska z nierdzewki i nastał spokój.

Sztycę Bike Yoke Revieve możemy odpowietrzyć w 5s w terenie.

Manetka jest bardzo ergonomiczna.

Pedała(ły) TAG Metals wytrzymują sporo strzałów.

Prowadnica łańcucha 77designz waży mniej więcej tyle co nic.

EDC One Up Component umożliwia jazdę bez narzędzi w kieszeni.

Posiada niezbędne imbusy, torx 25, skuwacz do łańcucha i możliwość przykręcenia naboju.
Jazda

To jak rower jeździ pisaliśmy już w pierwszym teście oraz w długodystansowym teście Królika. Nie będę powielał ohów i ahów. Jestem z tego sprzętu absolutnie ukontentowany. Zarówno na stukilometrowe tripy po górach jak sesje w bikeparku. Udało mi się na nim wywalczyć trzecie miejsce na czeskiej etapówce MTB Trilogy (na krótszym dystansie) a także mieścić w top 15 w polskiej serii zawodów Enduro MTB Series.

Ripmo chętnie wchodzi na gumę. Fot. Łukasz Kopaczyński

Dostarcza mnóstwo wrażeń na co dzień i od święta. Fot. Łukasz Kopaczyński

Radzi sobie doskonale na długiej etapówce oraz podczas wypadu do bike parku.

PS. Bardzo bym chciał aby mógł nim się teraz cieszyć ktoś inny dlatego rower wystawiony jest na sprzedaż, a ja już czekam na nowe Ripmo 🙂

Link do ogłoszenia:

RIPMO KUP TERAZ

MRP Hazzard + sprężyna progresywna

MRP określa przeznaczenie dampera między all mountain a enduro jednak sprężyna do roweru ścieżkowego pasuje jak Zenek Martyniuk do filharmonii.

Pierdololo

Będąc małym chłopcem, często koledzy straszyli mnie, że założą mi sprężynę do Ripmo jak będę im uciekał na zjazdach. To było rok temu, a ja miałem wtedy 34 lata. Dziś, gdy jestem już dorosłym mężczyzną (bez wąsów) postanowiłem sprawdzić czy mój strach przed nieznanym był uzasadniony. Tym sposobem do mojego roweru trafił damper MRP Hazzard.

Sprężyny w rowerach enduro pojawiają się coraz częściej, wystarczy pooglądać fury z EWSu. Jeszcze kilka lat temu trend był zupełnie odwrotny i dominowało powietrze. Zadomowiło się ono nawet w rowerach do tak zwanego danhilu, co może wieszczyć koniec świata i okolic jak czarnoskóry papież. Wiadomo, że powietrze jest za darmo a stal nie, ale z jakiegoś niewyjaśnionego powodu dampery powietrzne wcale tańsze nie są. Prawdą natomiast jest, że największym komplementem dla dampera powietrznego jest przyrównanie jego pracy do sprężyny. Idąc tym tropem, czy może być coś bardziej zbliżonego do pracy dampera sprężynowego niż praca dampera sprężynowego? Nie sondze.

Marka z Colorado określa przeznaczenie dampera między all mountain a enduro jednak chyba chodzi tu o różnice międzykontynentalne w nomen(omen)klaturze gdyż do roweru ścieżkowego sprężyna pasuje jak Zenek Martyniuk do filharmonii. Charakter roweru po zamontowaniu resora zmienił się nie tylko wizualnie. Pierwsze przejażdżki pokazały, że będzie to udany romans z wielokrotnością zbliżeń i bynajmniej nie będą to zbliżenia twarzoczaszki ze ściółką. 

Sprężyna dodaje badassowego looku.

Hazzard występuje w przyrodzie w trzech różnych standardach, w standardzie standardowym, metrycznym oraz trunnion. Łącznie mamy do wyboru 17 różnych “standardowych” długości za co serdeczne Bóg zapłać i na wieki wieków elo branży rowerowej. MRP dokłada do tego możliwość zakupu sprężyny progresywnej co jest w moim przypadku kluczowe i zbawienne, gdyż rower na którym jeżdżę na co dzień po bułki jest policzony pod damper progresywny (w domyśle – powietrzny). Dla fanów tuningu kolorystycznego w komplecie są także różne warianty kolorystyczne nalapek.

Rezerwuar, w którym znajduje się IFP napełniony jest azotem.

Wrażenia

Rzucając w damper okiem można stwierdzić, że jest wykonany bardzo schludnie. Bez zbędnych przetłoczeń i sterczących kutasików. Konstrukcja budzi zaufanie a pomarańczowa anoda cieszy dopiero co wyrzucone oko. Dla fanów stonowanej kolorystyki istnieje też opcja w czarnej anodzie. Pierwowzorem Hazzarda jest damper Elka Stage – amortyzator nad którym kilka lat temu rozpływała się brać rowerowa z zamiłowaniem do grawitacyjnych odmian kolarstwa. 

Regulancje HSC i LSC odbywają się beznarzędziowo. Każda zmiana sygnalizowana jest wyraźnym kliknięciem.

Settingsy

Damper posiada regulację wolnej (12 klików) i szybkiej kompresji (33 kliki), tłumienia powrotu (22 kliki) oraz naprężenia wstępnego (pierścień ściskający sprężynę). Ustawienie HSC i LSC odbywa się przy pomocy pokręteł, które pracują bardzo precyzyjnie z wyraźnym kliknięciem. Do zmiany ustawień reboundu potrzebny jest imbus 3 oraz lewarek samochodowy (żart, ha ha, stop). 

I co najważniejsze (podobno) przy wspinaniu – damper uzbrojony jest w dźwigienkę nieskrępowanego podjazdu, czyli blokadę wolnej kompresji, która działa bardzo dobrze niemal blokując damper. Szybka kompresja przy tym jest wciąż otwarta, dzięki czemu nie ulegniemy rozczłonkowaniu jeśli omyłkowo rozpoczniemy zjazd z wihajstrem w pozycji zablokowanej a na naszej drodze pojawi się duży kamień.

 

Szeroki zakres regulacji pozwala precyzyjnie ustawić damper pod siebie i choć posiada on tylko jedną regulację mniej niż Fox X2 to w moim odczuciu jego ustawienie jest o niebo łatwiejsze. Inaczej mówiąc, dużo trudniej sprawić aby damper pracował jak dębowy kołek. Przy sprężynie odpowiednio dobranej do wagi rajdera i z “fabrycznymi” ustawieniami możemy się cieszyć toną gripu a poświęcając odrobinę więcej czasu precyzyjnie ustawimy ustrojstwo pod siebie. 

Dźwignia Nieskrępowanego Podjazdu nie posiada luzu i nie opadnie nieoczekiwanie sama jak członek 60 latka.

Na co to komu potrzebne?

Jaki był cel montowania sprężyny stalowej zamiast powietrznego dampera? Po pierwsze ciekawość jak to działa. Krążą legendy, że Ripmo nie bangla z tego typu damperem. Zagłębiając się w temat, nie działa nie dlatego, że zła wróżka rzuciła na niego czar “niedziałaniazesprężyna”. Jak wiele ram z VPP Ripmo wymaga progresywnego dampera ze względu na “dźwignię” i liniowo działający damper przelatywałby przez skok. W damperze powietrznym bottom out jest ustawialny poprzez tokeny, w sprężynie ta opcja nie istnieje. W sportach motorowych i samochodowych sprężyny progresywne są stosowane od lat. Teraz możemy się cieszyć tym “wynalazkiem” także w rowerze. Jednak nie samym Ripmo człowiek żyje. Progresywna sprężyna łączy w sobie zalety dampera powietrznego oraz sprężynowego w każdym rowerze, a jest błogosławieństwem w przypadku ram zaprojektowanych pod damper powietrzny.

Przy wadze ok. 72kg w butach, kasku i kluczami od chałupy wybrałem sprężynę 400+. W Rzeczypospolitej Polskiej nazwa ta może być nieco myląca. Nie oznacza ona bowiem 400zł na każdy nowy damper w rodzinie. Należy to odczytać tak, że w początkowej fazie skoku sprężyna działa jak 400lbs natomiast przy wykorzystaniu skoku w  90% jak 450lbs. Jeśli zatem dotychczas używałeś twardszej sprężyny aby zapobiec zapadaniu się dampera, teraz możesz odmienić swoje życie i cieszyć się większą czułością na początku i w środku skoku. Podparcie w środkowej części skoku można naregulować tłumieniem wolnej kompresji w zależności jaki feeleing lubisz.

Rower zyskał przede wszystkim na stabilności i znacznie szybciej uspokaja się po lądowaniu. Momentalnie czuć przyklejenie do Matki Ziemi przez co reakcja na kolejne przeszkody zachodzi szybciej. Przewagę czuć także na trawersach i podczas jazdy po luźnym podłożu czyli wszędzie tam gdzie małe nierówności potrafią skutecznie wyprowadzić z równowagi. Co ciekawe zupełnie nie stracił na skoczności, a nawet powiedziałbym że zyskał. Potwierdziła to udana próba skoku przez tyczkę na wysokości 60cm. Pokaźny odbojnik wręcz krzyczy “przypierdol” i powiedz światu jak było a zagęszczone zwoje na końcu mówią “nie dasz rady”.

Prosta konstrukcja wieszczy bezproblemową pracę, serwis nie wymaga tylu narzędzi a interwały serwisowe są dłuższe. Mniejsza ilość uszczelek sprawia, że damper nie grzeje się tak jak powietrzny przez co jego praca jest bardziej konsekwentna na długich zjazdach. Posiada także mniejsze tarcie spoczynkowe, przyłożenie niewielkiej siły powoduje ugięcie sprężyny. Jeśli nigdy nie miałeś okazji poczuć surowego chłodu stali między nogami to zdecydowanie polecam spróbować Hazzarda.

Rebound ustawimy kluczem ampulowym 3.

Podsumowanie

MRP Hazzard to kawał solidnego sprzętu, który budzi zaufanie już przy pierwszym kontakcie wzrokowym. Pomimo, że marka należy raczej do tych mniejszych jakość wykonania zupełnie na to nie wskazuje. Szeroki zakres “standardów” oraz dostępność sprężyny progresywnej sprawia, że możemy go zastosować prawie do każdego roweru. Jest przy tym tańszy niż konstrukcje konkurencji jak Fox DHX2, EXT Storia czu Öhlins TTX. 

Plusy:

  • Duża czułość na małych nierównościach
  • Większa przyczepność na luźnym i sypkim podłożu
  • Uczucie natychmiastowego sklejenia po lądowaniu
  • Nie grzeje się tak jak damper powietrzny dzięki temu działa bardziej konsekwentnie na długich zjazdach
  • Prosta konstrukcja
  • Dłuższe interwały serwisowe
  • Sprężyna progresywna zapobiega dobijaniu

Minusy:

  • Waga (ok. 870g)
  • Czasem coś hałasuje
  • Trudniej zmienić sprężynę niż upuścić/zwiększyć ciśnienie

Gdzie kupić?

MRP Ramp Control możecie kupić bezpośrednio na stronie dystrybutora:

www. strangesummit.com

We Wrocławiu znajdziecie je także w sklepie ThirtyThreeBicycleStudio:

www.thirtythree.pl

Paweł Pupiń (Masko)

Robin Wallner (Ibis Cycles Factory team) – wywiad

To prawdziwa przyjemność rozmawiać z Robinem Wallnerem, pochodzącym cóż, że ze Szwecji, na co dzień spokojnym ojcem i mężem a w sezonie prawdziwym szatanem on bike w wywiadzie specjalnie dla Knurświnów!

W naszym pierwszym wywiadzie, który otworzy całą ich serię, postanowiliśmy porozmawiać z zawodnikiem z krwi i kości! Uczestnikiem wielu edycji EWS (czyli jeszcze trudniejsze zawody z jeszcze trudniejszych górek niż te w PL). Na dodatek nasz gość reprezentuje team fabryczny IBIS CYCLES, czyli rowerów, na których my jeździmy na co dzień na nieco mniejszych górkach.

To prawdziwa przyjemność rozmawiać z Robinem Wallnerem, pochodzącym cóż, że ze Szwecji, na co dzień spokojnym ojcem i mężem a w sezonie prawdziwym szatanem on bike w wywiadzie specjalnie dla Knurświnów!

Oto i On! fot. Niklas Wallner

Krzysiek Pałys

Cześć Robin, to prawdziwa przyjemność móc z Tobą pogadać, nawet na odległość! Jesteśmy pod wielkim wrażeniem Twojego skilla, wyników na EWS, oglądaliśmy wiele Twoich editów!

Robin Wallner

Cześć, cieszę się, dzięki za zaproszenie!

Krzysiek Pałys

Czy byłeś kiedykolwiek w Polsce? Znasz może jakieś nasze miejscówki rowerowe?

Robin Wallner

Nie, nigdy jeszcze nie byłem w Polsce, ale chętnie tam wpadnę w niedalekiej przyszłości!

KP

Jaka jest Twoja historia pasji rowerowej? Jak to się wszystko u Ciebie zaczęło?

RW

No cóż, zacząłem jeździć wcześnie, jeszcze za dzieciaka. Już w wieku 11 lat startowałem w dualach (slalomach) i pierwszych zawodach downhillowych. Wciągnął mnie mój starszy kuzyn i skutecznie połknąłem bakcyla! I tak to się jakoś toczy do dziś (Śmiech).

Elegancki garaż dla firmowej fury – Ibisa Ripmo. Fot. Niklas Wallner

KP

No ewidentnie! Ścigasz się obecnie wśród największych gwiazd EWS. Każdy kto interesuje się tym sportem zna Ciebie, Twoje koleżanki i kumpli z teamu. Jakie to uczucie? Czy to spełnienie marzeń?

RW

Hmmm… nigdy nie myślałem o tym w ten sposób. Nie postrzegam siebie jako jakiegoś sportowego celebryty. Po prostu robię to co kocham a kocham się ścigać! Ale oczywiście jak spojrzę na to w ten sposób, o którym mówisz z pewnego dystansu to tak… to wspaniałe uczucie. To taki spełniający się i ewoluujący sen, to takie lata, o których będę z dumą opowiadał kiedyś swoim dzieciom jako stary, emerytowany pryk! (Śmiech).

KP

Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w ściganiu się na poziomie EWS, lub ogólnie w ściganiu się?

RW

Obecnie muszę przyznać, że najtrudniejsze są podróże… Szczególnie, że w zeszłym roku urodził nam się syn i żonglowanie czasem i poświęcanie go na życie rodzinne jest bardzo trudne, kiedy przez pół roku jesteś w podróży.

KP

Fakt, łatwo nie jest, gratuluję syna!

RW

Dzięki wielkie, jestem dumny!

KP

Który z wyścigów w tym sezonie był dla Ciebie najtrudniejszy i dlaczego?

RW

W tym roku najtrudniejsza była dla mnie Madera. Głównie ze względu na to jak wyglądały OSy, byłem nimi trochę rozczarowany. Nie dałem rady też jechać na 100% moich możliwości, więc cały ten wyścig był dla mnie walką z samym sobą. Potem miałem też kilka wyścigów, na których po prostu miałem pecha – jak np. na Northstar albo DNF w Zermatt. Te wyścigi też były dla mnie totalnie do dupy, ale w innym sensie…

Robin umi w rower! fot. Niklas Wallner

KP

No właśnie co się stało w Zermatt, czemu miałeś DNF, śledziłem tam Twoje wyniki a tu nagle koniec po pierwszym etapie!

RW

Zaczęło się rozciętą oponą na pierwszym Osie, co nie jest masakrą, ale potem opona całkiem spadła z obręczy… Dziesięć dni przed wyścigiem miałem dzwon, w którym wybiłem sobie bark. I ten bark mi wyskoczył znowu w Zermatt. Czyli opona poza obręczą i bark, który nie był na swoim miejscu spowodowały, że musiałem odpuścić po pierwszym Osie… Miałem już kilkuminutową stratę, a nie chciałem ryzykować jeszcze większych uszkodzeń barku goniąc czołówkę, więc się wycofałem…

KP

Racja, czasem trzeba podjąć takie bolesne, ale rozsądne decyzje. Jak jesteśmy już przy wypadkach i ryzyku.

Jeździsz na 100% swoich możliwości, skaczesz duże hopy, jedziesz piecem po naprawdę stromych i trudnych trasach. Co ze strachem? Jakie są granice Twojego strachu? Czy czasem się boisz jeżdżąc na rowerze, a jeśli tak to jak sobie z tym radzisz?

RW

Prawie nigdy nie odczuwam strachu w trakcie jazdy, ale staram się zawsze zachować uwagę i mieć respekt dla trasy i nigdy nie „opuszczać gardy” nawet jeśli coś wygląda na pozornie łatwe.

Myślę też, że taka jazda na krawędzi wymaga od ciebie 100% skupienia na tym co robisz, na tym jak przejechać dany fragment, więc to skupienie powoduje, że nie masz czasu myśleć o strachu.

Ale zdecydowanie mam czasem po przejechaniu trudnych odcinków myśl typu „ja jebie, to było przerażające!” (Śmiech)

KP

Jaki był Twój najpoważniejszy dzwon i ile dochodziłeś po nim do siebie?

RW

Wydaje mi się, że najpoważniejszy dzwon miałem na dowhillowych mistrzostwach świata w Val di Sole w 2008 roku. Pękła mi tam kierownica w trakcie jazdy! Fizycznie w miarę szybko doszedłem do siebie, bo jakimś cudem byłem tylko poważnie poobijany i miałem wstrząs mózgu. Gorzej było z psychiką, trochę czasu zajęło mi odzyskanie pewności siebie na rowerze…

KP

Czy ściganie się w Enduro jest obecnie Twoim głównym zajęciem w życiu?

RW

Obecnie tak.

KP

A jaki typ ścieżek lubisz najbardziej? Wolisz dzikie, leśne ścieżki czy może bardziej te w bike parkach?

RW

Zdecydowanie wolę dzikie ścieżki! Oczywiście lubię jeździć po wszystkim. Ale uwielbiam się ścigać po naturalnych, technicznie trudnych ścieżkach, w sumie nawet wkurzam się, kiedy jakieś OSy na wyścigu biegną trasami w bike parku (Śmiech)

KP

Tym bardziej, że Skandynawia ma powalająco piękną przyrodę, domyślam się, że macie tam mnóstwo malowniczych miejsc do jazdy?

RW

O tak! Tu gdzie mieszkam w Are jest mnóstwo fajnych tras w bike parku ale też cała masa dzikich ścieżek w okolicy. No i dwie godziny jazdy autem od nas jest norweskie wybrzeże z pięknymi trasami i widokami w okolicach Trondheim.

Robin w swoim naturalnym środowisku. Fot. Niklas Wallner

KP

Jak trenujesz do wyścigów? Jak wygląda twój plan treningowy, oczywiście poza samą jazdą na rowerze?

RW

Poza Sezonem staram się trenować w bardzo różny sposób i mocno urozmaicać trening próbując po trochu wszystkiego. Zazwyczaj trzy razy w tygodniu jestem na siłowni, a tuż przed sezonem dołączam do tego bieganie, narty – klasyczne i ski toury. W zimie mniej jeżdżę na rowerze, ale staram się spędzać choć trochę czasu na krytym pump tracku lub jakichś ramapach czy jump hallach – przynajmniej kilka razy w tygodniu.

KP

No dobrze, to teraz może trochę bardziej filozoficzne pytanie, czym jest dla Ciebie rower?

RW

Wolnością!

KP

Pięknie powiedziane! A jakie są Twoje inne pasje poza rowerem?

RW

Kocham narty i deskę! Uwielbiam też motocross ale niestety mam teraz trochę mało czasu na to. Lubię też poświęcać czas na kopanie własnych ścieżek i hop. Ostatnio spędzam też dni na różnych domowych projektach.

KP

Czyli pełny focus na sport! Jak wyglądają Twoje plany na najbliższe lata? Masz jakieś ustalone cele? Rozumiem, że pozostajesz przy ściganiu? Będziesz dalej w teamie Ibisa?

RW

Tak, zostaje z Ibisem na następny rok. Staram się teraz raczej planować z roku na rok, a nie w dłuższych perspektywach czasu. Po każdym sezonie staram się wyczuć czy ściganie dalej mi sprawia frajdę czy mam odpowiednią motywację itp. A teraz mam akurat spory apetyt na powrót w przyszłym sezonie w jeszcze lepszej formie! Po raczej miernym sezonie 2019 zobaczymy co się wydarzy w przyszłości. Chce wrócić w formie i z wynikami, które pozwolą mi myśleć o zwycięstwie. To moje marzenie!

KP

No dobra, nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie zadali jakiegoś głupiego pytania. Czy myślisz, że Twój skill i to co robisz na rowerze może być magnesem na laski (eng. pussy magnet).

Nie martw się, wywiad będzie po Polsku, więc twoja żona nie zrozumie o czym gadamy!

RW

(Śmiech) Nie, nie uważam, że to magnes na laski (Śmiech), ale byłoby naprawę super gdybym się mylił! (Śmiech).

KP

Miałbyś ochotę wpaść kiedyś na nasze podwórko, powłóczyć się po naszych dzikich ścieżkach w Polsce? Służymy przewodnictwem!

RW

Jasne! To byłoby naprawdę super!

KP

Dzięki Robin, to była mega przyjemność móc z Tobą pogadać. Trzymaj się i powodzenia w robocie, którą robisz naprawdę świetnie!

RW

Dzięki, stary! Dzięki za wywiad!

Rozmawiał Krzysiek Pałys, zdjęcia: Niklas Wallner.

Ibis Ripmo

Oddajemy do Waszych oczu recenzję Ibis Ripmo. Jeździliśmy na nim dwa udane tygodnie.

Sentyment do twentyninerów pozostał mi po kilkuletniej przygodzie z rowerem Lapierre Zesty 29, ale mały skok 120mm i brak alternatyw zmusił mnie kilka lat temu do zmiany tego świetnego ścieżkowca na Lapierra Spicy – rasowego enduro na kołach 27,5…

2017 rok jednak to co chwila kolejne nowości endurówek na dużym kole. I co ciekawe mniejsze firmy szybciej się ogarnęły i zaproponowły bardzo ciekawe 29tki. Dostaliśmy Whyta S-150, Evila Wreckoninga, Orbeę Rallona, Transitiona Sentinela, YT Jeffsiego czy Yeti SB 5.5…Duzi gracze wolniej podejmują pałeczkę, tu mamy jedynie Speca Enduro 29 i Treka Slasha…

A w tym roku 29 to nawet w DH się zadomowił i szturmem zgarnia top lokaty.

Tym bardziej chętnie wsiadłem na nowy model na dużych kołach ze stajni Ibisa – Ripmo.
Na rowerze jeździłem dwa razy po lokalnych singlach w masywie Ślęży i Radunii, więc poniższy opis to pierwsze wrażenia, zdecydowanie nie jest to test roweru.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test

Budowa

Tak więc pierwsze co sprawdziłem to jak działa zawieszenie DW-Link. Zawsze jeździłem albo na jednym zawiasie albo Horst Linku, więc coś nowego: Kolejna wersja DW-Linka (podobno naj zawieszenia) bardzo mnie ciekawiła. Spuściłem więc powietrze z dampera i po domowych testach na plus: bardzo małe ruchy Linków gdzie łożyska zastąpiono ślizgami.
O ślizgach w ramach rowerowych tyle kontrowersji co o smoleńskiej brzozie, ale jak już tak mało pracują to jest szansa, że rower za 20k cebuljonów po roku tyrania nie złapie luzów jak full z Kerfura na pierwszej jeździe po komunijnym obiedzie.

Miałem w rękach dość standardową specyfikację, czyli Alu koła, zawieszenie FOX Performance, opony Maxxis Exo a i tak rower z moimi pedałami kowadłami Shimano DX poniżej 14kg. Szacun.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check

Rura podsiodłowa jest super krótka a górna rura schodzi bardzo nisko, co niewątpliwie jest zaletą. Na rowerze nie czujesz się jak na jakimś potworze. Ale osoby wysokie lub te które mają długie nogi proporcjonalnie do góry ciała muszą rozważyć sztyce o skoku 170+ bo krótsze sztyce mogą okazać się za krótkie.

Amortyzator FOX Performance o skoku 160mm działał poprawnie, ale przyklejoną tabelkę ciśnień można se w dupę wsadzić, albo wartości PSI podzielić przez 2 – wtedy chyba będzie bliżej realnych. Nie wiem ile tokenów tam Ibis napchał ale amortyzator był bardzo progresywny.

Damper za to niestety akurat miał uszkodzone tłumienie powrotu. Bez zainstalowanych tokenów leciał przez skok nawet przy 240 PSI (normalnie jeżdżę w okolicach 190PSI) Charakterystyka pracy tylnego koła była bardzo liniowa, niestety przez nie działające tłumienie. Co ciekawe nawet przy tej przypadłości rower zachowywał się na Ślężańskiej rąbance dobrze. Zapewne z działającym damperem jest mega fpytkę.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check

Napęd Sram GX Eagle działał… cacy, poza nieszczęsnym blatem 32T. Cóż kolano po kontuzji,  łyda słaba, więc dla mnie na masyw Ślęży 32 zęby w dwudziestodziweięciocalowcu to była przeginka…

O reszcie osprzetu nie ma sie co rozpisywać. Każdy może sobie skonfigurowac rower jak chce. Dostępne jest 5 kitów sprzętowych i dla każdego z nich można wybrać różne opcje zawieszenia, kół. Ciekawą opcją są budżetowe koła carbon. Czyli obręcze ibisa – ich budżetowe piasty. Te same koła są dostępne w wersji wypas, czyli z piastami Industries Nine.

Irytuje plastikowa manetka Kind Shock na kierownicy. Troche do tego roweru nie pasuje i doświadczenie w jej macaniu jest z dupy. Zwłaszcza że konkurencja się ogarnęła i stosuje mega ergonomiczne rozwiązania.

Podjeżdżanie

Słowik:

Dawno tyle nie butowałem. Dzięki dużej przedniej zębatce zaliczyłem piękny spacerek po Ślęży i Radunii…

Na krótkich podjazdach, gdzie było sens się spiąć rower plusował stromą podsiodłówką i pozycją siodełka “nad korbą” co zdecydowanie ułatwiało pedałowanie. Aktywne zawieszenie w połączeniu z oponkami Maxxisa w szerokości 2.5 przód / 2.4 tył dawało tony przyczepności. Techniczne podjazdy miodzo – nawet w ciaśniejszych skrętach.

Rower potencjał podjazdowy ma spory, tymbardziej wymiana na mniejszą zębatkę pozwoli zmierzyć się z każdym technicznym podjazdem.

Seba:

Na Srebrnej postanowiłem podjechać sobie (a co… można przecież 🙂 Z przodu sa 32 zęby, z tyłu max 50. Normalnie jeżdżę na 27.5’’ z kombinacja 32/42. Podjazd wchodzi nadzwyczaj łatwo i przyjemnie. Z największej zębatki prawie nie korzystam. Na górze nie czuje się zmęczony tak bardzo jak przy YT. Super!

Rudy:

Pozycja na rowerze zdecydowanie zachęca do młócenia podjazdów. Eagle daje też duży zapas – podjeżdżając na Radunię nawet nie tknąłem tarczy 50 i, co najważniejsze, po raz pierwszy w życiu podjechałem końcówkę przed szczytem. Z biegu, za pierwszym razem – Mega!

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test stanik fotografia

Zjazd

Słowik:

Rower miałem przez tydzień, ale niestety ten deszczowy… więc po lokalnych singlach: Gangstarze i Świnkołaju, Dolce czy czerwonym ze Ślęży pośmigałem “na mokro”
Generalnie mam zasadę że Ślęża w deszczu to NO GO ZONE jeśli czuję że dziś moja psycha jest miękka.

Tym bardziej cieszyły KOMy i PRy. Rower ma masę trakcji. Żarł glebę, leciał w uślizgu ale ani razu nie puścił. Niewątpliwie zasługa też świetnych i nowych oponek Maxxis DHF 2.5 na przodzie i DHR 2.4 na tyle. Ale generalnie duże koło trzyma doobrze.

Balans roweru. Tu się nie potrafiłem dogadać się z Ripmo. Po każdym zjeździe obniżałem kokpit o 1 spacer aby w końcu wylądować z mostkiem na maxa obniżonym na dole a rower nadal miał bardzo lekki przód. Generalnie kierownica z zerowym wzniosem wskazana.

Co zaskoczyło mnie najbardziej to skrętność roweru. Wydawałoby się, że 29 będzie preferował długie szerokie łuki a pierwsze co zauważyłem, to że na znanych mi singlach rower ma tendencję do wychodzenia z łuku bardzo ciasno. Trzeba się przyzwyczaić i skorygować postawę, ale na pewno było to dla mnie pozytywnym zaskoczeniem.

Rower bardzo zachęca do zabawy, skoków z korzeni i szybkich zmian kierunku jazdy. Dla mnie po mega długim i stabilnym rowerze, na którym jeżdżę na co dzień była to pozytywna odmiana.

Stabilności Ripmo przy dużych prędkościach nie było mi dane sprawdzić, bo na Ślęży i Radunii nie ma singli, gdzie można pójść pełnym piecem.

Z dużych minusów – to linki zawieszenia są tak umiejscowione, że po 2ch dniach jazdy w błocie były całkowicie oblepione. Także prace ręczne i wycięcie plastikowego błotniczka obowiązkowe.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test stanik fotografia

Seba:

Srebrna – trasa A1. Jako że amory zawsze ustawiam tak jak mi sie zdaje, a potem przychodzi redaKnur Wyncel i tu kliknie, tam przekręci i działa fajniej… to i tym razem tradycji stało się zadość. Przód działa spoko, z tyłem coś się dzieje dziwnego… Mimo to mam wrażenie że jadę w dół szybciej niż na Żółtym. W zakrętach łatwo się ustawić do pozycji odpowiedniej i zarzucić biodrami, co jest możliwe dzięki niskiej podsiodłówce. Nie pasuje mi coś w kokpicie… nie do końca wiem co – ale na zestawie od banana bikes jezdzi mi sie po prostu fajniej.

Masko:

Podjazd tarpanem poszedł bardzo sprawnie, praktycznie nie zauważyłem kiedy znalazłem się na górze i kierowca kazał wyskakiwać – wielki plusik tutaj. Serio mówiąc – nie miałem okazji podjeżdżać na tym stworzeniu. Zjechałem tylko raz trasą A. Byłem sceptycznie nastawiony bo rozmiar to L, to nie moja bajka, z moimi gabarytami plasuję się między S a M. Serce me przepełniały lęki gdyż Srebrna jest miejscówką czysto hedonistyczną, gdzie na trasach jest 100% zabawy, a 29″ zupełnie mi się z tym nie kojarzy. No i co się okazało. To bydle pomimo za dużego rozmiaru nie odstawało w kontekście zwrotności od mojej Capry w rozmiarze S. Ilość gripa jaką daje 29 cali jest z kosmosu. Najbardziej czułem to na bandach na samym dole odcinka A, gdzie na Caprze gdy przesadziłem z pochyleniem zdarzało się, że przód chciał odjechać. Długość roweru umożliwia “wchodzenie na pełnej” i stabilizuje nas niczym gimbal. Nawet niesprawny damper nie psuł specjalnie przyczepności, albo po prostu tego nie czułem bo nigdzie jej nie brakowało. Środek suportu jest umiejscowiony w chrześcijański sposób, dzięki czemu pokuta w postaci przyjebania stopą w kamień nie zdarza się często. Nie trzeba notorycznie pamiętać o ustawieniu pedałów w poziomie. Większość małych nierówności połykane jest przez duże koło, resztę roboty załatwia zawias. W Srebrnej tych dużych przeszkód nie ma za wiele, dlatego czułęm jakbym jechł prawie po równej drodzę. To z kolei zachęca do szybszej jazdy więc możemy jeszcze bardziej wjechać w piątek na pełnej i siłą rozpędu dojedziemy gdzieś do środy kiedy to już trzeba myśleć gdzie w piątek wbijemy na pełnej znowu. No k**wa rzeczywiście!

Rudy:

Gdziekolwiek na Raduni i Ślęży nie zjeżdżałem, na Ripmo mam personal best. Stromizny czy kamulce nie stanowią problemu, duże koło robi robotę. Rower jest niski, więc można go pod sobą układać w każdą stronę a nawet robić peeling odwłoka oponą jeśli tylko ktoś ma na to ochotę. W rozmiarze L nie było żadnego problemu żeby powędrować daleko i nisko za siodło. Do pełni szczęścia przydałoby się jeszcze go przepuścić przez bikepark na pełnej, ale i tak już mnie kupił.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test stanik fotografia

Podsumowanie

Słowik:

Spodobał się na tyle, że z łezką w oku pozbyłem się starego i zamówiłem Ripmo. Także przygoda z Ibisem dopiero się zaczyna… i mam nadzieję, że się dogadamy 🙂

Seba:

Rower w rozmiarze L jest dłuuuuuuuugi straszliwie, ale rura podsiodłowa jest niżej niż w mojej Caprze M – bardzo fajowo. Amora z przodu ustawiłem wedle tabelki, z damperem coś jest nie tak – no ale nie za bardzo wiem co 😉 Rower jest ładiuchny. Jest to moja pierwsza jazda na 29’’ i do tego jest Eagle – więc zapowiada się wypasik. Lubimy się 🙂 z sprawnym damperem i innym kokpitem byłoby bajecznie, a tak jest “tylko” super 🙂 Będziemy kontynuować znajomość tylko że w rozmiarze M.

Masko:

Ibis spełnia większość warunków jakie założyłem dla nowego roweru, za którym od jakiegoś czasu się rozglądałem. Między innymi krótka rura podsiodłowa, reach krótszy niż molo w Sopocie, skok w okolicy 150mm, bonusowo załapało się większe koło, którego nie planowałem ale skoro mam już zmienić rower to lepiej na zupełnie inny. Ripmo mnie kupił a ja kupuję Ripmo i będę na nim wchodził na pełnej.

Rudy:

W zeszłym roku jeździłem chwilę na Rose Root Millerze – wtedy poczułem, że mój następny rower będzie miał koło 29”. Jednak zjazdowo czegoś brakowało do pełni szczęści, może trochę skoku, może geometria nie ten teges. Przy Ripmo nie ma już żadnego ale – to jest to! Co prawda niska rama oznacza przy moich długich szkitach wysoką sztycę, ale w myk mykach 170mm+ można już wybierać więc będzie dobrze.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test stanik fotografia

Foty z jazdy dzięki Krzysztof Stanik Fotografia

Rozmiary jeźdźców

Masko:

Wzrost: 171cm
Długość nóg: 75 cm (od prostaty do ziemi)
Długość tułowia: 52 cm (od biodra do obojczyka)
Długość rąk: 64 cm (od pachy do końca fakera)
Masa: 65 kg

Rudy:

Wzrost: 172 cm
Długość nóg:  87cm (od prostaty do ziemi)
Długość tułowia: 46 cm (od biodra do obojczyka)
Długość rąk:  75 cm (od pachy do końca fakera)
Masa: 79 kg

Słowik:

Wzrost: 186 cm
Długość nóg:  86cm (od prostaty do ziemi)
Długość tułowia: 50 cm (od biodra do obojczyka)
Długość rąk:  73 cm (od pachy do końca fakera)
Masa: 84 kg