Niner RIP 9 RDO – bikecheck – czyli historia pewnego roweru.

Raz w życiu dobrze jest złożyć DreamBike. Problem w tym, że każdy następny też taki jest, ale co tam 🙂 Przedstawiamy custom project Niner RIP 9 RDO 🙂

Geneza:

No dobra. Ibis Ripmo było super rowerem. Kiedy wyszła zapowiedź o V2, sprzedaliśmy V1 i czekaliśmy na V2, niecierpliwie obgryzając paznokcie swoje i wszystkich domowników. Covid-19 grubo wszystko spieprzył, terminy odwlekły się w kosmos. Obgryźliśmy nawet paznokcie psu zakopanemu w ogrodzie 10 lat temu. 

W tym czasie do ThirtyThree Bicycles Studio  dotarł testowy Niner. Na fotach nie wyglądał jakoś podnietliwie. Rama wydawała się być mega przekombinowaną. Testówka była w wersji L i to dość małe L, więc nie było mowy abym przy moich gabarytach je potestował. Musiałem polegać na chłopakach. Pierwsze ich wrażenia to, że rower na żywo wygląda 100 razy lepiej niż na fotach w necie. Okazało się, że jeździ też na prawdę dobrze. Na tyle dobrze, że po pierwszej jeździe zapadła decyzja o zakupie. Szybki kontakt ze Strange Summit – są w stanie skołować rowery na wczoraj ,yyyyy .. to to jedziemy. Była to decyzja typu no brainer, kiedy porównamy się do jakiegokolwiek testowanego nas roweru, w kontekście tras na jakich śmigamy. Więcej w recenzji tu tylko bikepornujemy. 

Wybory:

Wybraliśmy ramę, to teraz co z resztą sprzętu ? Maciek z ThirtyThree Bicycles Studio  zachęcił nas do Ohlinsa. Argumenty nas przekonywały. Powiedzmy sobie szczerze, są one emocjonalne i subiektywne. Składamy dream bike i na Ohlins jeszcze nie jeździliśmy. Wszystkie topowe zawieszenia działają dobrze, więc bierzemy top Ohlinsa. Czemu nie spróbować. Do tego decydujemy się na XTR, reszta szpeju od E13 (jaramy sie na maxa ich korbą) no i koła Industries Nine. No może nie do końca, bo w momencie zamawiania, I9 nie robi szerokich obręczy z Carbonu, więc chłopaki z Beastie Bikes  polecili nam obręcze Ibisa, plus piasty I9 Hydra. Obręcze znamy i lubimy, a I9 zawsze chcieliśmy ze względu na zajebistość i ilość punktów zazębienia. No i mamy zamówiony set.

O ile kształty ramy zaczęły mi się mega podobać po jej zmacaniu i obejrzeniu na żywo (zabawne, zazwyczaj jest inaczej :)), to kolory już nie bardzo. Występuje w dwóch kolorach BBC (ang. duży czarny kogut, przez producenta zwany satin carbon) i Santa Fe. Nienawidzę czarnych rowerów a Santa Fe (papuga 🙂 ) był dla mnie zbyt kolorowy. Trzeba było coś wymyślić. W sumie czarny z jakimś innym już jest ok. Najpierw telefon do przyjaciela – byłego i sędziwego już grafika – Homofaber. “Marcinku dodaj kolorów do tego zajebistego lecz BBC roweru. Aha i będzie tam Ohlins i nie chce go malować więc zrób coś aby pasowało”. No i stał się taki oto projekt:

Stylujemy:

Potem szybki kontakt z HighFive Styling.  Obczajam ich od kilku lat a rezultaty ich pracy zamiatają. Wysyłam projekt i dostaje pytanie. Malujemy czy kleimy folie. Okazuje się, że chłopaki mają deal z kilkoma firmami rowerowymi które pozwalają im malować i nie kasuje to gwarancji. Mail do Ninera z opisem technologii malowania, tu duże wsparcie dystrybutora Strange Summit , ale niestety odmowa :(.

Dobra to kleimy. Z powodów technologicznych wylatuje kolor szary. Ta rama jest tak skomplikowana, że nie wszędzie da się oklejać.  Dominik z HighFive Styling modyfikuje trochę projekt, ustalamy żeby położyć jeszcze folie ochronną i czekamy na rezultaty. W międzyczasie dostaje foty z produkcji i nie przestaję się ślinić. Oklejamy ramę, koła, widelec i korbę. W widle logo zmieniamy na logo z niższego widła Ohlinsa bo jest fajniejsze, szare logo e13 na korbie idzie w żółć  a akcenty na ramie zmieniamy na żółto. BTW, jeśli macie ochotę ochraniać rower sami, to polecamy wpis z pracy Masko

Składamy:

Teraz trzeba złożyć. Gdzie? No wiadomka w ThirtyThree Bicycles Studio. Leżą tam już pozostałe szpeje jak kokpit, sztyca, napęd. Następnego dnia po odebraniu paczki z HighFive Styling jestem rano w 33  i zaczynamy składanie. Fajnie składać rower w miejscu, gdzie do wszystkiego jest odpowiednie narzędzie i nie trzeba improwizować waląc przez dechę by osadzić stery. Najtrudniej jest zalożyć progresywną sprężynę MRP do dampera Ohlinsa i oponę E13 na obręcz Ibisa. Bartek z 33 po workoucie zakładania opony, ma przedramiona większe niż łydę. 

Dobrze, że chłopaki są autoryzowanym serwisem Ohlinsa, bo muszą przebudować niektóre elementy dampera, aby wsadzić. W końcu sprężyna siada z happy endem, hopefully bez cummingu. Koszmar osadzania gwiazdki na sterówce też jest przyjemny mając odpowiednie narzędzia. Generalnie super siedzieć wśród ludzi, którzy jarają się rowerami i podchodzą z dużym szacunkiem i pietyzmem do każdej części.

Pornujemy:

Jak nas uczyli w szkole, każdą opowieść wieńczy dobre porno, …. więc czas na BikePorno. Uważamy, że efekt końcowy chyba  robi niezłe wrażenie.

XL w niner jest odrobine mniejsza niż inne, co powoduje, że siada mi idealnie. Zawiecha Ohlinsa okazała się strzałem w 10. Zakup był gadżeciarski i emocjonalny, ale okazał się trafny.

Opony to e13 Trail w wersji MoPo (miękka) na przód i Race (twardsza) na tył. Rower nie tylko wygląda, ale też kapitalnie jeździ. Idealny balans między podjazdowością, zwrotnością, skocznością itd. Więcej w recenzji.

Rama jest chyba jedną z lepiej wykonanych. Przyjemne są takie detale jak wskaźnik SAG na piwocie w górnym linku.

Korba się kręci, jest lekka. Chain suck plate wydaje się być porządnie zamontowana.

XTR. Od dziecka o nim marzyłem i był lekki więc jest. Miło by było gdyby się nie urwał.

Heble XTR wyglądają jak obfrezowane z materiału sainty sprzed 3 lat i tak też hamują, czyli kotwice. Na 90kg w pełnym rynsztunku w sam raz.

Piasta Industries Nine. Tego się nie da opisać słowami. Trzeba ją usłyszeć i poczuć jej zazębianie na technicznym podjeździe. Zaskoczeniem jest to, że nie jest głośna.

Górna prowadnica łańcucha od 77 designz, jest jedną z lżejszych na rynku.

Fajnie, że od jakiegoś czasu producenci kleją porządne osłony i nie trzeba już oklejać ram jakimś gównem.

Kokpit od e13. Kiera na prawdę lekka, mostek mniej, ale za to ładny. Gripy ESI superchunky. Feeling wyborny w czasie jazdy. Niebawem w sterówkę wpadnie OneUp EDC.

Wideł to Öhlins RXF36 EVO 29 ze sprężynką. Klei jak szalony, a ilość regulacji jest w sam raz 🙂

3 stopniowa regulacja kompresji w widle. Oh – ach.

Miłym akcentem są stery dorzucone do ramy, w bardzo rozsądnej jakości.

Manetka sztycy e13 robi robotę swoją ergonomią. Duży obszar wciskalny pokryty jakby papierem ściernym.

Jaki jest XTR każdy widzi. Obejma I-spec miażdży ilością płaszczyzn regulacji. W moim przypadku bardzo się to przydało.

Öhlins TTX22M ze sprężyną progresywną MRP. Jej założenie wymagało duużo gry wstępnej.

Trzystopniowa regulacja kompresji z dźwignią typu: trafiamy zawsze pomimo delirium i parkinsona. Serio to jest czad. Zawsze potrzebowałem kilku jazd żeby się nauczyć gdzie trafiać. Tu trafiam w punkt od razu.

Stylowanie HiFive styling robi robotę. Zwłaszcza, że rama najprostszych kształtów nie ma.

Jakiś czas temu wyleczyłem się z drogich pedałów Alu. E13 są z plastiku, są lekkie i je lubię. Sprawdzone, działają dłużej niż konkurencja a ważą dużo mniej.

Osłona korby przed waleniem jest chyba najmądrzejszą ze wszystkich jakie widziałem. Plastikowo – gumowa z absorberem z plastra miodu.

Ciężko stwierdzić czy tarcze ICE tech są ładne czy nie.

Specyfikacja:

Rama: Niner RIP 9 RDO 29, satin carbon, rozm XL

Stery: Niner

Wideł: Öhlins RXF36 EVO 29″ Coil

Damper: Öhlins TTX22M + Sprężyna progresywna MRP, 140mm

Heble: Shimano XTR M9120

Kaseta: Shimano XTR 10-51

Przerzutka: Shimano XTR

Korba: LG1 RACE CARBON CRANKS – GEN4  32z

Napinacz: 77 Designz Freesolo

Siodło: Ergon SM Enduro Comp Men siodło Stealth

Sztyca: E13 vario infinite dropper 180mm

Obręcze: ibis carbon S35

Opony: E13 Trail  mieszanki MoPo/Race

Piasty: Industry Nine Hydra

Kiera: E13 Race Carbon Handelbar gr 35 szer 800mm

Mostek: E13 Plus 35 Stem

Gripy: ESI Super Chunky

Pedały: E13 Base pedal

Inne: One Up EDC, Strap BackCountry

Ibis Ripmo v2 bike check

Po bardzo udanym związku z Ripmo pierwszej generacji przyszedł czas na kolejne.

Pierdololo

Po bardzo udanym związku z Ripmo pierwszej generacji przyszedł czas na kolejne. Plan był taki, aby zbudować je od podstaw dobierając każdy komponent wedle upodobań. W pierwszym wymieniłem sztycę, hamulce i kokpit. Drugi zbudowałem od zera. Sercem roweru jest nowa rama Ripmo v2, która od poprzednika różni się zaledwie kilkoma detalami. Kąt główki został wypłaszczony o 1 stopień, a mocowanie dampera zostało delikatnie przesunięte co ma w teorii wpłynąć na bardziej progresywną kinematykę ramy a co za tym idzie możliwość stosowania dampera sprężynowego. Ta narracja wydaje mi się jednak marketingowym bełkotem, już w poprzednim Ripmo z powodzeniem używałem dampera z progresywną sprężyną. Jedynym celem tej retoryki jest dla mnie otworzenie sobie rynku na zwolenników sprężyn, którzy siali defetyzm za każdym razem widząc fotografię tego modelu z damperem sprężynowym. Oczywiście to tylko moje domysły i spekulacje, nie trzeba ich brać pod uwagę, a jak ktoś chce to może nawet rzucić kamieniem. Zastrzegam sobie prawo do odrzucenia. 

Pierwszym krokiem do zbudowania roweru jest ułożenie wszystkich części na podłodze i zrobienie zdjęcia z góry.
Rama w kolorze Bug Zapper Blue (nie)jednym kojarzy się z Yeti. Kolor wygląda różnie w zależności od oświetlenia, raz wydaje się być bardziej błękitny, a innym razem wpada w turkus.
Oprócz nieznacznie zmienionej geometrii rury dostały nieco inne profilowanie. Ripmo v2 posiada ostrzejsze rysy.

Zawieszka

W rowerze zawieszonym zaraz po ramie najważniejszym elementem jest zawieszenie. Wybór padł na produkty MRP, ponieważ miałem okazję na nich jeździć przez ponad miesiąc w poprzedniej iteracji Ripmo. W mojej głowie zrodziła się myśl budowy roweru w pełni usprężynowanego. Za stalą przemawiało przede wszystkim to, że ją widać. Jak zapewne wiecie powietrza nie widać. Ciężko zaufać czemuś czego nie widać. Dlatego niektórzy nie wierzą w Boga. Poza tymi przesłankami, przekonała mnie praca widelca MRP Ribbon, jego prostota oraz to, że rower stał się bardziej skoczny i skory do leśnych harcy. Więcej o widelcu możecie poczytać tutaj:

https://knurswiny.pl/mrp-ribbon-coil-29/

Korona amortyzatora MRP Ribbon jest odwrócona odwrotnie, przez to może łapać muchy zamiast je odbijać.
Pokrętło wolnego kompresjanu zawsze pod ręką.
Pod korkiem znajduje się regulacja naprężenia wstępnego sprężyny.
Nalepka informuje nas o zakresie regulacji poszczególnych pokręteł. Rebound na dole prawej lagi, Ramp Control na lewej.

 

Na tyłach umieściłem MRP Hazzard w połączeniu ze sprężyną progresywną o twardości 400 czegoś tam (co na moje niespełna 70kg jest optymalnym wyborem). Ten sprzęt również miałem okazję ujeżdżać przez ponad miesiąc i byłem z niego niesamowicie ukontentowany. Żeby nie pisać drugi raz tego samego odsyłam do pełnego testu Hazzarda:

https://knurswiny.pl/mrp-hazzard/

Dzięki tym dwóm artefaktom rower jest w pełni zawieszony i gotowy na akty sowitego wpierdolu. Dystrybutorem marki MRP w Polsce jest Strange Summit.

Blokada dampera działa lepiej niż w Fox X2 co jest miłym zaskoczeniem.
Regulacja wolnej i szybkiej kompresji nie wymaga użycia żadnych narzędzi. Pokrętła chodzą bardzo precyzyjnie z mocno wyczuwalnym kliknięciem.
Pomimo nowej kinematyki, która w cudowny sposób jest przystosowana pod dampery liniowe zastosowałem sprężynę progresywną.

Koła

Ponieważ moje życie jest pasmem nieprzerwanego szczęści i sukcesów, od których czasem mnie już najzwyczajniej mdli postanowiłem skusić trochę los i zdecydowałem się na komponenty marki e*13. Jak wiadomo ta liczba jest powszechnie uznawana za pechową. Jako bazowy zestaw posłużą kółka LG1 Race Carbon Enduro, których komplet waży zaledwie 1810g. Koła zaplecione są na 28 potrójnie cieniowane szprychy a wolnobieg zazębia się co 6 stopni. Producent kusi dożywotnią gwarancją, a gwarancja w przypadku kół karbonowych jest w moim odczuciu kluczowa. Koła obute są w opony E13 All Terrain Enduro w mieszance MoPo. Dystrybutorem marki e*13 w Polsce jest Strange Summit.

Ogumienie e*13 jest u nas popularne jak filmy z Daniką Mori, zazwyczaj każdy o nich słyszał ale na własne oczy nie widział. Możemy wam pomóc w obu przypadkach. Info na priv.
Będzie żarło.
Średnica korpusów piast została ucywilizowana i niestety nie zmieści się już w nich chomik dżungarski.
Sprzęgło wydaje fajny miękki dźwięk. Nie nak*rwia jak rój os.

Jeśli najdzie mnie ochota, to na nieparzyste dni tygodnia oraz na dni które w nazwie zawierają literkę “r” czekają kółka Deore XT z aleminu. Również zaplecione na 28 szprych i ważące niewiele więcej bo 1932g.

Kółka rezerwowe Shimano Deore XT są atrakcyjne wizualnie, cenowo i wagowo. Zostaną obute w opony Continentala i zabezpieczone wkładką Rockstop.
Jak Arni dokręci wentyl to nie ma wiadomo czego wiadomo gdzie.
Wkładka chroni obręcze i opony przed uszkodzeniami oraz wydłuża ich żywotność. Nie pije mleka, a za sprawą ażurowej konstrukcji nie ma problemu ze sprawdzaniem stanu mleka w oponie. Nie trzeba też nic kombinować z wentylami.

Napęd

Od początku mojej przygody z enduro używałem do napędzania roweru komponentów ze stajni Robiękupę. Byłem bardzo zadowolony do momenty gdy pojawił się Eagle. W poprzednim rowerze napęd (GX Eagle) był tym co doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Dlatego piszę dziękczynne peany i chwalę Pana, za to że napełnił Duchem Świętym markę Shimano, a te pod wpływem uświęcającej łaski zrobiło napęd 1×12. W końcu jest wybór. Do nowego buildu trafiła grupa napędowa Deore XT, której czerń i grafit doskonale koresponduje ze stylistyką, którą chciałem uzyskać.

Napęd 1×12 od Shimano zmienia biegi do góry oraz w dół. Tyle samo w każdą stronę.
Zębatka 32T będzie umilała każdy podjazd. Na łańcuchu pojawiły się “sfazowania” aby zmiana biegów była jeszcze łatwiejsza.
Do korby można przykręcić pedało. Polecam.

Hamulce

Za hamowanie będą odpowiedzialne hamulce Shimano XTR, które skusiły niską wagą i bardzo dobrą mocą. Przyzwyczajenie do modulacji po przesiadce z hamulców Hope zajęło jakieś 300m jazdy. Klamka chodzi bardzo lekko i przewidywalni a do uzyskania pełnej siły nie trzeba używać dużo… siły. Dymiony srebrny kolor dodaje całości szlachetnego looku. Postawiłem na klasyczny set “rotorów” 200mm przód i 180mm tył. Tarcze w technologii Ice Tech Freeza również od Shimano. Jak się bawić to się bawić jak Paweł Jumper.

Czterotłoczkowa szara eminencja. Dostojna i brutalna jak Cersei Lannister.
Aby ją uaktywnić wystarczy pociągnąć za warkocz klamkę.
Radiator predator.

Kokpit

Kokpit wyciągnąłem ze starego roweru, ponieważ żeby oszczędzić piniążki. Mostek 1 piece Stem (69g) oraz karbonowa kierownica od 77designz tym razem przycięta do 780mm. Bardzo lubię ten zestaw i na ten moment żaden inny mnie tak nie urzeka. Do rury sterowej tak jak poprzednio wleciał przybornik EDC OneUp Components, tym razem z zestawem do nareperowywania opon. Gripy przełożyłem ze starego roweru bo jeszcze się nadawały a ja nie mam piniędzy. Rolę dystrybutora marki 77designz pełnimy my czyli Knurświny zaś OneUp Components pochodzi od Beastie Bikes (strona w budowie, licznik tyka nieustannie od 1997 roku).

1 piece (of art) Steam i karbonowa kierownica 77designz mają papiery na danhill pomimo ultra niskiej wagi.
Przybornik EDC OneUp Components zawiera niezbędne klucze imbusowe, torx 25, skuwacz do łańcucha, szydło i szczypce do wyciągania kleszczy.
Kierownica została przycięta do 780mm. Do moich gabarytów to optymalna szerokość.
Gripy w spadku po starym Ripmo, mają jeszcze dużo mięsa. Za zaoszczędzone piniążki będę mógł kupić pokarm.

Pozostałe

Za pieszczoty pośladków i prostaty odpowiedzialne jest siodło Fabric na karbonowych prętach. W danym momencie było to jedyne czarne siodełko w Thirty Three Bicycle Studio a Maciek umi przekonywać. Przyczepione jest natenczas do sztycy OneUp Components Droper Post V2.

Siodło jest trochę paradoksem, bo pomimo że nie jest do dupy to jednak trochę jest.
Sztycza o długości 180mm pracuje bardzo gładko. Literki mogą posłużyć jako znaczniki. Ja mam wysuniętą do C ale muszę schować gdzieś do P.
Manetka została przyczepiona do osobnej obejmy, gdyż w zestawie nie było adaptera pod nowy standard Shimano. Dzięki temu mam większy zakres regulacji.
Pedały e*13 base z tworzywa posiadają 11 pinów na stronę. Fajnie, że piny znajdują się także w środkowej części (za przeproszeniem) pedała.
Nauczony doświadczeniem tym razem już na wstępie zamontowałem łożyska ze stali nierdzewnej czyli kit Hellbender 70.
Aby łańcuch dobrze się prowadził zastosowałem prowadnicę Freesolo od 77designz.
Zębatka od spodu chroniona jest przed wulgarnymi uderzeniami kamieni, patyków i liści.
Nie wiem kto to wymyślił ale gdybym nie okleił w tym miejscu ramy to już bym rwał kłaki z dupy. Ten kawałek płetwy poza tym, że jest zupełnie niepotrzebny to mówi naszemu lakierowi w tym miejscu grzecznie aż stanowczo “zapraszam wypierdalać”.

Pełna specyfikacja:

Rama – Ibis Ripmo v2 Bug Zapper Blue rozm. M
Widelec – MRP Ribbon Coil 29”
Damper – MRP Hazzard + progressive coil
Koła – E13 LG1 Enduro Race Carbon / Shimano Deore XT
Hamulce – Shimano XTR M9210
Tarcze – Shimano Ice Tech Freeza
Korba – Shimano Deore XT
Suport – Shimano BSA
Przerzutka – Shimano Deore XT 12s
Manetka – Shimano Deore XT
Kaseta – Shimano Deore XT 12s
Łańcuch – Shimano Deore XT
Stery – Cane Creek Hellbender 70
Gripy – Odi Rough
Kierownica – Handlebar Carbon 77designz
Mostek – 1 Piece Stem 77designz
Sztyca – OneUp Compponent Dropper v2 180mm
Siodło – Fabric Line Pro Shallow
Pedały – E13 Base
Prowadnica – Freesolo 77designz
Wypadek talerz – 77designz

Całość została złożona w 33.Workshop, który jest częścią Thirty Three Bicycle Studio. W tym miejscu pragnę złożyć serdeczne Bóg zapłać wyżej wymienionym oraz pozostałym partnerom dzięki którym powstał ten zacny sprzęt.

PS. Wszystkie komponenty oraz ramę możecie zamówić i złożyć w Thirty Three, a kontakt z nimi to czysta przyjemność.

Mój Ci on.

Tekst i zdjęcia

Paweł Pupiń (Masko Patol)

Hope E4 tech 3

Dekadę temu Hope po raz pierwszy pokazał talerzowe hamulce hydrauliczne. Ich design dobrze korespondował ze strojami obowiązującymi w tamtych latach oraz czeskimi fryzurami

Pierdololo

Dekadę temu Hope po raz pierwszy pokazał talerzowe hamulce hydrauliczne. Ich design dobrze korespondował ze strojami obowiązującymi w tamtych latach oraz czeskimi fryzurami. Minęło 25 lat od tamtej pory, w kwestii czeskich fryzur nie wydarzyło się sporo jednak w temacie hamulców to już inna epoka. Produkty firmy z Barnoldswick zdecydowanie należą do tych przy których sprzętowi onaniści mają pełne ręce roboty. Nie trudno to zrozumieć patrząc na obróbkę CNC wykonaną z pietyzmem. Zarówno klamka jak i zacisk to majstersztyk, a w parze z wyglądem idzie także performance. 

Hamulcy używałem przez półtora roku, z różnymi tarczami, różnymi klockami oraz w różnym terenie. Mieliśmy lepsze i gorsze momenty. Koniec końców zdążyliśmy się już dotrzeć i zrozumieć pewne kaprysy.

Czterotłoczkowy zacisk wykonano z jednego kawała aluminium.

Impresja

Otwierając pudełko w twarz dostajemy sporą ilością “blinku”, jednak nie jest to blink jak z salonu glamour, raczej jak z muzeum lotnictwa. Surowy industrialny wygląd produktów jest znakiem charakterystycznym marki. Zacisk wykonany z jednego kawałka aluminium T6 wygląda bardzo solidnie a zarazem pięknie. Cztery jednakowej średnicy tłoczki wykonane są z fenoplastu, który otrzymuje się w procesie polikondensacji fenoli z aldehydami (głównie z formaldehydem). W zależności od stosunków molowych reagentów, środków modyfikujących, katalizatora kondensacji i temperatury reakcji otrzymuje się fenoplasty niskocząsteczkowe i wielkocząsteczkowe. Warto też dodać, że tłoczki mają 16 mm średnicy a te fancy “korki” możemy wymieniać (dostępne są w 6 różnych kolorach, tak jak pozostałe elementy). 

Korki możemy wymieniać a do wyboru mamy aż 6 kolorów.

Klamka może rodzić skojarzenia ze sportami moto. Wycinany CNC korpus przyczepiamy do kierownicy masywną obejmą. Dźwignia posiada perforację dla lepszego “gripu” a jej bulwiaste zakończenie pozwoli jej się nie wbić w tętnicę przy niefortunnej glebie. Dźwignia porusza się na ślizgach i nie posiada absolutnie żadnego luzu. Pokrętła do regulacji odległości klamki od kierownicy i skoku jałowego są także wykonane z aluminium a wszystko razem jest świetnie spasowane. 

Klamka posiada przydatne i dobrze działające regulacje.
Obsługa

Regulacja klamki odbywa się beznarzędziowo za pomocą aluminiowych pokręteł. Zakres regulacji jest duży, bez problemu można dopasować ją do małych chomiczych łapek jak i wielkich jak bochny dłoni. Klamka stawia delikatny opór ale nie taki jak boston terier, który zaczyna stawiać klocka na środku chodnika a Ty go ciągniesz żeby doszedł na trawnik. To bardziej jak droczenie się z dziewczyną, która i tak da Ci czego chcesz tylko potrzebuje żebyś jej to jasno zakomunikował warkocząc. Wszystkie regulacje są na dźwigni i nie ingerują we wnętrze klamki, a sama dźwignia nie jest trwale połączona z tłokiem więc w przypadku uderzenie nie pociąga to za sobą dalszych uszkodzeń. Do obejmy możemy przyczepić zmieniarkę Shimano w standardzie I-Spec lub dokupić osobno mocowanie kompatybilne ze Sramem (Sram Direct Mount). 

Zacisk dla zwiększenia sztywności został wykonany z jednego kawałka aluminium. Klocki wsadzamy od góry bez konieczności demontowania zacisku a ze zdejmowania sprężynki zabezpieczającej sworzeń mógłbym napisać doktorat. Goście mieli dobrą banię, żeby tak skomplikować ten element ale nie jest on specjalnie potrzebny więc nie ma co się dąsać.

Według zaleceń Hope zacisk najlepiej ustawić centralnie względem tarczy, (w czym pomaga umieszczony na nim znacznik) i pozwolić klockom ustalić się samodzielnie. Życie udowodniło, że to dobra metoda.

Surowy i industrialny design zacisku spodoba się fanom surowego i industrialnego designu (zacisków).
Tłoczki mają średnicę 16mm.

Odpowietrzanie tego hamulca to bajka. Niepotrzebne są żadne specjalne wężyki, przejściówki, strzykawki czy zestaw do defibrylacji. Wystarczy dolać płynu do zbiorniczka wyrównawczego, odkręcić śrubę przy zacisku, nacisnąć klamkę, zakręcić śrubę, puścić klamkę i tak aż do skutku. Poradzi sobie z tym nawet absolwent Wyższej Szkoły Myszki Miki i Kaczora Donalda. A jeśli nie, to nie. 

Używając dedykowanego zestawu do odpowietrzania, który jest w zasadzie zbiornikiem przykręcanym do rezerwuaru na klamce ta czynność staje się nawet odprężająca.

Dla wszystkich, którzy doznali męk i cierpienia podczas odpowietrzania Sram Guide będzie to jak reinkarnacja w ciele śnieżnej pantery po wcześniejszym wcieleniu w żuka gnojownika.

Zestaw nie jest konieczny do odpowietrzenia jednak z nim ta czynność to właściwie przyjemność (jak prasowanie). No i trudniej się uświnić.
Na trasie

To co najbardziej wyróżnia hamulce Hope od konkurencji to ogromna modulacja. Charakterystyczna progresja w dozowaniu siły wymaga zdecydowanej obsługi klamki aby zablokować koło i oddzielać runo leśne od gleby. To sprawia, że a propos in vitros odniosłem wrażenie, iż hamulec legitymuje się mniejszą siłą hamowania niż czterotłoczkowce konkurencji. Na ten wniosek wpłynęła jeszcze jakość oryginalnych metalicznych klocków Hope. Po zmianie na jakieś bliżej nieokreślone zamienniki siła hamowania zdecydowanie się poprawiła. Hebel dalej nie jest zero jedynkowy a intuicyjnie działająca modulacja jest zdecydowanie na korzyść. 

Hamulce Hope kocham za design i modulację, do płynnego i gładkiego wytracania prędkości trzeba się przyzwyczaić. Przy odpowiednio ustawionym zacisku i dobrych klockach (polecam omijać oryginalne metaliki) mocy nie brakuje. Polecam je szczególnie osobom, których jazda nie polega na osuwaniu się z podłożem na zaciśniętej klamce, a cenią sobie kontrolę w dozowaniu siły hamowania.

Fot. Łukasz Kopaczyński
Fot. Łukasz Kopaczyński
Fot. Łukasz Kopaczyński
Podsumowanie

Przesiadając się ze Sram Guide RSC, Saintów czy XTRów możecie odczuć mniejszą siłę jednak nie jest to deficyt siły, który nie pozwoli wam się zatrzymać. Genialna modulacja, prostota odpowietrzania oraz dostępność części zamiennych jest tym co najbardziej wyróżnia hamulce spośród konkurencji. Bardzo przypadła mi do gustu również ergonomia klamki oraz szeroki zakres jej regulacji. Dodatkowym atutem jest niepowtarzalny “dizajn” oraz możliwość tjuningu kolorystycznego powodujący mokre sny wśród rowerowych geeków. 

Plusy

  • Ergonomia
  • Działające i przydatne regulacje klamki
  • Łatwość odpowietrzania
  • Modulacja z kosmosu
  • Dizajn
  • Brak fejdingu

Minusy

  • Oryginalne metaliczne klocki
  • Spadki mocy z niewyjaśnionych powodów

We Wrocławiu znajdziecie je w sklepie ThirtyThreeBicycleStudio:

www.thirtythree.pl

Ibis Ripmo test długodystansowy

Mija pierwsze zauroczenie i można napisać w końcu coś w miarę obiektywnie. Rower przejechał ponad 1500 km więc coś już o nim wiadomo. Latał w każdych warunkach. W polsko-jesiennym gnoju, spędził 10 dni na La Palmie, tydzień na Majroce, co tydzien był wyprowadzany gdzieś na dolnym śląsku. Co by  się miało popsuć, już by się popsuło.

Rok wspólnego mieszkania i macanek to moment w którym na podłodze pomieszczeń pojawiają się brudne gacie, rajstopy i śmierdzące skarpety. Może pojawiać się też pukanie przy nieogolonych nogach czy tropy na muszli klozetowej. 

Dlatego Ripmo ostatnio przestał się myć, co widać na zdjęciach. Ale ja to akceptuje.

Mija pierwsze zauroczenie i można napisać w końcu coś w miarę obiektywnie. Rower przejechał ponad 1500 km więc coś już o nim wiadomo. Latał w każdych warunkach. W polsko-jesiennym gnoju, spędził 10 dni na La Palmie, tydzień na Majroce, co tydzień był wyprowadzany gdzieś na dolnym śląsku. Co by  się miało popsuć, już by się popsuło.

W pigułce – dla zastanawiających się czy było warto – było. Mój kolejny rower to też będzie pewnie Ripmo. 

10 dni na la Palmie to jakieś 40 tyś. metrów w dół i temp od -3 do +30

Nerki i wątroby

Zdecydowałem się na kit na GX + Foxy factory + koła carbon na piastach Ibisa. Korciła wersja na piastach Industries Nine, ale pomyślałem, że mam dwie nerki i nie chce zostać z jedną. Na wątrobę, która ponoć się regeneruje po częściowym wycięciu, jednak nie było akurat chętnych. GX wygląda dobrze cenowo a wersja X01 to jakaś masakra cenowa.

Od razu było wiadomo, że będą zmiany w detalach. 

W modach pomogło bardzo składanie roweru w Thirty Three Bicycles Studio. Wszystkie części które tam się znalazły były u nich na stanie, więc nie trzeba było robić zbieraniny z połowy Polski. W dodatku  chłopaki kumają, że kiedy coś się chce, to chodzi właśnie o tę rzecz i nie próbują przekonywać, że jakieś BBB będzie tak samo dobre.

Kit na GX pozwala kupić rower bez konieczności puszczania się w centrach handlowych za dukaty, jednak wymaga kilku zmian.

Rama

Od początku rower robił zajebiście robotę na zjazdach. Na podjazdach też, tylko trzeba było ustawić odpowiednio zawiechę. 

Bez odpowiedniego setupu ciśnienia ma się ochotę na podjazdach wyj@#ać go w krzaki. Zakres ciśnień pasujący do masy jest bardzo mały. Za mało luftu – gnie się jak zjazdówka, za dużo – jest sztywny jak szosówa. Idealnie – jest zajebiście.

Moje obawy budziły ślizgi zamiast łożysk. Nie ma z tym dramatu. Warto raz na sezon przesmarować, ale nie syfią się i nie zabijają jakości pracy zawiechy. W sezonie i tak odeślecie uginacze na serwis to od razu można się zabawić w smarowanie.

Ślizgi nie są złe. Nie trzeba ciągle lubrykować by jechać. Dobry to więc koń!

Z ramą nic się nie dzieje. 

Suport to wkręcany DUB. Kolejny nowy standard. Miło, że wkręcany bo nie trzeszczy jednak ze względu na podkładki wchodzi na kilka zwojów gwintu. Lepiej uważać i sprawdzać dokręcenie bo jeśli się poluźni to ten gwint rozwalicie.

Doceniamy wkręcany suport, nie doceniamy kolejnego z dupy standardu.

O geo ramy i jej plusach pisaliśmy przy okazji testu. Siedzi się w rowerze, pozycja jest tak idealna, że nie trzeba się spinać z dociążaniem przodu, podczas zjazdów nie ma konieczności drapania się po jajach i wyciągania rodzynów z dupy przy pomocy opony. Niektórzy mogą za tym tęsknić, nam to pasowało. Po roku odczucia się nie zmieniły, więc po więcej zapraszam tutaj:  Ibis Ripmo

Internal routing. Jest i działa. Jezu jakie to jest spoko, że pancerze wymienia się w milisekundach. Z minusów to nie jest za super jeśli zakładamy heble. Trzeba rozpinać przelewy i przelewać. No, ale czego się nie zrobi dla estetyki i piękna.

Internal routing daje rade. Nie potrzeba konkubiny by pomogła ręką.

Uginacze

Całym teamem poszliśmy w wypaśniejszą wersje zawieszenia. Zamiast widła Float 36 performance jest Fox Float 36 Grip 2 Factory 160mm. Jeśli chodzi o damper to w podst. wersji jest Fox Float DPX, a w naszej X2. Ilość ustawień zabija, dobrze użyć toola typu Shock Wizz. Można jechać na ustawieniach z instrukcji i nie jest źle. Ja tak zrobiłem. Otworzyłem tylko bardziej szybka kompresję, bo kamulce na Ślęży tego wymagają. 

Tylko jeden X2 z ośmiu w teamie się wziął i zapowietrzył. W sumie to spoko wynik.

Jednak użycie dedykowanego narzędzia jak ShockWizz czy SusMyBike robi robotę. Żałuję, że zrobiłem to po roku. We Wrocławiu możecie pożyczyć je od Thirty Three Bicycles studio albo pożyczyć za free jak kupicie u nich rower.

ShockWizz pomaga ogarnąć ustawienia zwiechy. Pchnął mnie w obszary do których bym nie dotarł a generują mokre sny.

Przez rok z zawiechą wszystko fporzo. Po około 4 miesiącach przytępiła się trochę kultura pracy foxów i trzeba je było wysłać na przegląd gwarancyjny. Wysłałem do Spidera, dostałem amortyzatory z powrotem po serwisie za miliard złotych i z ich pedalskimi naklejkami których za ch#ja nie mogę odkleić. No ale jak się chce gwarancje to trzeba przeżyć hajs, natomiast kurwica mnie bierze na te naklejki. W przyszłości jednak chętnie szedłbym w sprężynę z tyłu. Pewnie progresywną od MRP. Sprężyna jest przyjemniejsza od powietrza, ale bądźmy szczerzy to jest taka fanaberia troszkę.

W widle jakiś czas temu pojawił się Ramp Control od MRP i zmienił jego charakter, że hoho. Śmigam na o 10 PSI mniejszym ciśnieniu, i dobijam rzadziej a wybieralność liści jest lepsza. Czuje że używam większości skoku. 

Reasumując. Float 36 Grip 2 + MRP ramp control fpytke. Fox X2 też fpytke, jednak sprężynka z tyłu będzie kolejnym krokiem.

Ramp Control pomaga nie dobijać i jeździć na miękkim wacku. Z minusów to nie działa z nim ShockWizz bo nie jest w stanie odczytać ciśnienia w komorze.

Napęd

Poszedłem w GX bo ceny innych kitów zabijały. Na dzień dobry pozbyłem się kasety i korby GX na rzecz XX1 (kaseta) i X0 (Korba). Różnica w masach kasety (447g vs. 265g) i korby (680g vs. 493) daje prawie pół kilo oszczędności, więc wydawało się to zasadne. Do tego kaseta nie dzwoni przy zmianach biegów jak kloszradzki wózek i jest dużo trwalsza.

Kamienie nie robią jej takiej krzywdy jak myślałem, że będą.

Przerzutka GX została. Nie widze sensu ładowania czegoś lepszego przy cenach zmieniarek SRAMa.  A wiadomo, że raz – dwa razy na sezon zmieniarka samoistnie się urwie. Różnica w masie do wyższej grupy to jakiś śmiech. 

Sam napęd działa poprawnie, ale bez szału. Lubię SRAMa za to, że działa nawet jak jest krzywy – dotyczy to nawet eagle. Jednak w Eagle precyzja ustawienia lekko zabija. Niestety napęd rozregulowuje się chętnie i mało kiedy działa idealnie. Można powiedzieć, że mamy napęd odporny na syf, skrzywienia, ale jednak wymagający ciągłej regulacji.

Kaseta 11-52 przy zębatce 32 z przodu załatwia problem ze wszystkimi podjazdami. Przełożeń nigdy nie zabrakło w żadną stronę. Nie szedłbym w mniejszy tył bo to jednak 29 i taka patelnia się przydaje.

Jak odpadnie to nie szkoda.

Manetka w GX jest zapewne zrobiona ze zgrzanych, zużytych kondonów, no, ale działa. Trzeba tylko polubić ten kutasi feeling, w porównaniu do wyższych grup. Następnym upgradem napędu, będzie zmiana na Shimano. Ciekaw jestem, jak to będzie działać, ale opinie są obiecujące. Podobno sam się nie rozregulowuje a przerzutki są tańsze. To oznacza, że po urwaniu mniej będzie bolało a dzieci me będą mogły jeść więcej. Pewnie Shimano będzie mieć inne bolączki. W sumie jeśli komuś napęd zawsze działa idealnie, to znaczy, że nie jeździ lub jeździ po szosie.

Manetka ma ładne logo, ale feeling kutasiarski.

Pedały na jakie się zdecydowałem to Sixpack Menance. Ważą 430g, kosztują 200PLN, mają dużo łożysk i żyją !! W przeciwieństwie do super – ultra – gównianych Spanków za 600PLN które posiadałem razem z Masko wcześniej. Tu, po roku zero luzów. Kultura pracy genialna. Jedynie gwinty w pinach trzeba posmarować jakimś mocniejszym loctite aby nie znikały. Tzn nie znikają gwinty lecz piny.

Niby plastik a zadziwiająco dużo wytrzymują. Generalnie duży plus za trwałość, masę, cenę funkcjonalność.

Napinacz i taco pochodzą od Absolute Black. Wcześniej miałem od nich zębatkę – jajo i było chyba wykonane z borsuczych napletów. Serio – chcecie zębatkę którą noworodek może prostować palcami, kupcie jajo od AB. W kwestii napinacza więc byłem sceptyczny. Niesłusznie. Taco nie raz dostał strzały i żyje. A jazda Kazirodcą czy Żmiją na Ślęży nie go rozpieszcza. Sam napinacz dobrze trzyma, łańcuch spada mega rzadko a waży tyle co nic.

Napinacz z Taco od Absolute black sztosik. Teraz pewnie brałbym 77design bo taki sam a tańszy.

Stery

Domyślnie Canecreek Forty. Super sprawa. Dolna miska leci w takim tempie w jakim dochodzi ksiądz proboszcz po zlizaniu mu śmietany z kolana. Podobnie jak w przypadku kiery, nie kumam czemu ibis nie wrzuci czegoś lepszego. Od razu wymieniłem dolne łożysko na łożysko z Cane Creek 110 i jest git, a koszt znikomy.

Dolne łożysko znika w 3 sek, górne luz.

Kokpit

No fabryczna kiera Ibisa woła o pomstę do nieba. Od razu wyleciała z roweru. Wraz z mostkiem. Chciałem  35mm zamiast 31.8. Przy kole 29”, skoku 160 i szerokości wiosła 80cm, dobrze mieć coś sztywniejszego a ponieważ to dreambike to jeszcze biżuteryjnego. W końcu na tę część patrzę się najwięcej. Chłopaki z Thirty Three zaproponowali Renthala wraz z mostkiem. Nie oponowałem. Kiera jest sztywna, tłumi i lubię jej feeling.

Dobrze trzymać w ręku coś grubego co się nie gnie.

Początkowo irytował mnie mostek z tym jego tytanowym kolorem, ale jakoś to nie boli tak bardzo przy Hopeach w kolorze raw alu. Mam duże łapy więc grupy to ESI super chunky. Spisują się jak odi rogue, ale są niebieskie, wiec jestem zadowolony. Zmiana kiery od razu podniosła przyjemność w spółkowaniu z  rowerem.

Kolor mostka z dupy, ale można się przyzwyczaić.

Heble

W kicie GX były chyba 4 tłoczkowe deore z jakimiś dziwnymi tarczami. Ja nie wiem co to miało być. Same heble hamowały dobrze, ale klocki i tarcze zużyły sie do zera u wszystkich po niespełna miesiącu. To jest jakiś dramat. Tarcze poszły w śmieci, heble do zapasowych rowerow. Całym teamem. Przesiedliśmy się z tarczami i heblem na hope Tech3 E4. Jest to biżuteria. Miło się patrzy. Jakość wykonania sztosik. Hamują dobrze, choć są humorzaste. Kilka osób w teamie co jakiś czas musi je przelewać aby nie kurwić. Ja nie miałem z nimi problemów. Hamują i modulują dobrze. Chrzest miały na LaPalmie, gdzie wysokość zjazdów to 2500m i mnie przy moich 87Kg nie zawiodły.

Ładny Ci on !

Klamki są zajebiście ergonomiczne. Paluch się nie męczy i trafia tam gdzie powinien. Regulacji styka a wygląd powala. Szkoda, że lubią się zapowietrzyć.

Koła

Zajebioza. Szerokość wew 35mm, zew 41. Wungiel. Przy tej szerokości zestaw waży 1710g. Z piastami I9 ważyłyby 110g mniej i hałasowały jak stado os, ale trudno. Z kołami nic się nie dzieje. Jeżdżę bez wkładek.  Nie biją, nie odkruszyły się a piasty nie zdechły. O piasty bałem się najbardziej, bo w poprzednim moim Ibisie, te piasty padły pierwsze. Teraz luz. Łożyska czyste, bębenek po roku używania łapie, jak leśny ssak syfilis czyli dobrze i szybko.

Nie udało się jej połamać. Jeżdżę na ciśnieniu 1.7-1.9  przy 87kg żywca.

Koła są chyba jednym z większych zaskoczeń. Opona na nich ma kosmiczną szerokość i gripa. Do tego 7 lat gwary i ponoć brak wybrzydzania Ibisa przy crash replacement. Z tego też powodu pieprze wszystkie wkładki. Nie po to inwestuje w lekkie koła by im teraz wsadzić 200g jakiegoś gąbkowego gówna.

Piasta Ibisa w Mojo 3 była kupą, tu trzyma się mega dziarsko i u żadnego z nas nic złego się nie działo.

Sztyca

Bike yoke revive 185mm. Nic dodać nic ująć. Wcześniej Ibis ładował KSy. Potem się ogarnęli i zmienili dostawcę. Ja na szczęście dostałem wersję z BY. Więcej o niej pisaliśmy Bike Yoke Revive więc nie będę się rozpisywać. Chyba najlepsza sztyca na rynku.

Manetka daje radę z ergonomią. Teraz mają takie wszyscy, kiedyś nie.

Sztyca zawsze działa, odpowietrza sie w 3 sek, jest łatwa w serwisie i ma 185mm. Co chcieć więcej.

Gadżety – One Up EDC i backcountry strap

Od jakiegoś czasu unikam jazdy z plecakiem za wszelką cenę. Dlatego Dętka i kartusze poszły na ramę, a narzędzia do sterówki. Oba patenty sztosik.

Strap BackCountry. Łapie dwa kartusze 20g, detkę i łychę. Ma wąsy pozwalające na trwałe mocowanie. W przeciwieństwie do różnych alternatyw tu nic się nie przekrzywia i siedzi na miejscu.

Patent na chowanie w sterówce jest czadowy. Szkoda że trzeba nagwintować sterówkę co powoduje że gwara jest dyskusyjna.

Narzędzi jest komplet. Przy fuck-upach nie brakło funkcji, jakość sztosik a szydło do opon najlepsze jakie miałem.

 

Wojciech Królikowski

Siła, masa, pierdolnięcie ep. 02 – Freeletics

Trening w domu nie musi być nudny. Nie zawsze musie być też ciężko się do niego zmusić. Zaczęliśmy używać aplikacji treningowej i okazało się to wcale nie jest śmieszne.

Ogólnorozwojówka i mocny core w enduro przydają się bardzo mocno. Zarówno do długich wycieczek jak i do pociskania w dół, kiedy trzęsie dupskiem i trzeba utrzymać zarówno rower jak i samego siebie w kupie a czasem kupę w sobie. Przy mocnym core łatwiej bawić się wszystkimi ćwiczeniami na równowagę. A o tym, że równowaga jest potrzebna na rowerze chyba nie trzeba nikomu pisać.

Do tego wszystkiego, nie wiem jak u Was, ale większość z nas pracuje w biurze i czas spędza na gapieniu się w monitor. Od pewnego wieku (tak, tak wszyscy 30 mamy już dawno za sobą) to powoduje ciągłe napieprzanie pleców w różnych odcinkach kręgosłupa. To drugi powód dla którego core przydatnym jest. Lepszy core to mniej bólu na co dzień.

Każde z nas ma różne przygody z ćwiczeniami, fitnessami, siłownią. Działaliśmy około 2 lata crossfitowo. Był taki okres dla mnie, że przysiadłem na laurach. No robiłem raz – dwa razy w tygodniu planki by zupełnie się nie rozsypać, ale o reszcie zapomniałem.

Na crossfit już nie chciałem wracać, … pobliski klub z kettlami zamknęli a na kalistenice coś mi sie pieprzyło w szyjnym odcinku powodując, że bolało. Wrocław daje sporo możliwości no, ale nie za bardzo bawi mnie dymanie na drugi koniec miasta na jakiś rodzaj “fitnessu”. Jak by na to nie patrzeć to trening uzupełniający i nie chce mi się mu poświęcać całego życia. Miało być szybko i ciekawie. Do tego czasem jeżdżę w delegacje i fajnie robić w pokoju coś innego niż burpees, pompki, przysiady…

Wszyscy wiemy jak słabo sie trenuje w domu. Zmusić się do tego jest ciężko. Ułożyć sobie plan albo jechać wg jakiejś rozpiski z netu to strasznie nudne.

Okazało się, że moja ekipa z ex-wspinania – trenuje z aplikacją freeletics bodyweight. Na początku z nich polewałem, ale po krótkiej rozkminie uznałem, że to wygląda na prawdę dobrze.

A to dlatego, że:

  • ćwiczymy tylko z własnym ciężarem ciała
  • appka sama układa plan treningowy
  • można ustawić cel treningowy i częstotliwość treningów w tygodniu
  • wprowadza aspekt społecznościowy i można porównywac sobie …. z kumplami 🙂
  • sporą wagę przykładają do rozgrzewki, osobnych ćwiczen na core, strechingu na koniec
  • można ustawiać “wyłączenia” kiedy coś sobie rozwalimy i nie chcemy ćwiczeń na tę partie ciała
  • Mały bonus za który ich pokochałem: zmontowali na Spotify playliste do trenowania: Link do playlisty

Zasadniczo zabawę rozpoczynamy od tego jaki chcemy cel osiągnąć. Możemy żonglować 3 celami i przypisywać im priorytety. Dostępne są:

  • wytrzymałość
  • siła
  • szybkość

Potem wybieramy ile razy w tygodniu chcemy ćwiczyć.  Dostajemy jeszcze kilka pytań typu jak lekko Ci się przebiega 10 km albo jak gruby jesteś. Potem robimy test sprawnośćiowy polegający na robieniu na czas pompek, przysiadów itd.

Na tej podstawie aplikacja proponuje nam tygodniowy plan treningowy. Jest on modyfikowany wg wydajności z jaką wykonujemy poszczególne treningi. A to dlatego że po każdym workoucie opisujemy jak lekko nam szło. Standardowo każdy workout składa się z części właściwej oraz rozgrzewki i strechingu. W zależności od celu co jakiś czas (w moim przypdaku w 2 na 3 workouty) dostajemy jeszcze ćwiczenia na core. Najpierw wiec jęczymy w planko-podobnych pozycjach (moj fizjoterapeuta szczególnie docenia tę część) a potem zaczynamy właściwy fitnessowy workout. Ćwiczenia są urozmaicone i nie ma mowy o nudzie.

Każdy trening oprócz listy  ćwiczeń zawiera też  filmy instruktażowe, które pozwalają nam zapoznać się z tym jak wykonywać dane ćwiczenie aby było skuteczne i nie krzywdziło.  Apka odlicza za nas czas w jakim wykonujemy ćwiczenia, przełącza obrazki z wizualizacją ćwiczeń. Wystarczy po każdym skończonym dotknąć ekranu.
Jeśli mamy gdzieś  odliczać czas (np w plankach) to sie dzieje samo. Jeśli mamy w workoucie bieg, np. mój ulubiony sprint na 400m to wystarcza słuchawki i sami dowiemy się kiedy to przebiegliśmy.

W dzisiejszych czasach mediów społecznościowych nie wypada nie dzielić się tym co robimy. O ile sharowanie na FB info o tym jaki zrobiliśmy trening jest takim sobie pomysłem to już sharowanie z kumplami którzy też ćwiczą z freeletics jest ok bo zrozumieją oni ból i wyzwania. Jak przez 2-3 dni nie poćwiczę dostaję zazwyczaj motywującą wiadomość od kumpli 🙂 Jeśli przy okazji widzę, że i oni ćwiczą to jest to spory motywator.

Wszystkie powyżej opisane funkcje są funkcjami płatnymi. Koszt to około 130pln za kwartał. Nie będę sie zastanawiał czy to dużo czy mało. Za tę kwotę mamy układany plan treningowy, zwracający uwagę na stabilizację i realizujący nasze cele. Dla osób nie chcących płacić jest lista ogólnodostępnych otwartych treningów i ćwiczeń. Aplikacja zapisuje nasze zmagania, nalicza nam punkty i daje wszystkie funkcjonalności społecznościowe.

Jednak znika najważniejszy dla mnie aspekt, który też zachęca mnie do ćwiczeń: niespodziankowy plan treningowy. Ciekawi mnie co będzie w nast tygodniu. Jeśli mam sobie sam wybierać ćwiczenia to mi sie nie chce.

W pigułce:

Aplikacja: freeletics:

www:  https://www.freeletics.com/

koszt: 139PLN za kwartał, w wersji free musisz sam wybierać sobie workouty lub ćwiczenia. Jest ich też mniej.

platformy: Ios, Android, Nokia

Dostępne są 4 aplikacje:

  • freeletics bodyweight – tu opisywana.
  • freeletics nutrition – dodatek do aplikacji treningowej. Za dodatkowe pieniądze mówi nam jak i co żreć. Nie sprawdzaliśmy.
  • freeletics run – treningi biegowe. Próbowaliśmy, przestaliśmy po dwóch bieganiach. Z jakiegoś powodu ma takie oceny jakie ma w AppStore
  • freeletics gym – treningi siłowniane – nie dotykaliśmy, siłownia to zło.

La Palma – subiektywny przewodnik enduro tripa

La Palma – jedna z Wysp Kanaryjskich. Malowana w mediach jako mekka rowerowa…

Wstępniak

La Palma – jedna z Wysp Kanaryjskich. Malowana w mediach jako mekka rowerowa. Z powodu rzekomej infrastruktury i miliona tras rowerowych. Jest w tym część prawdy. Tras jest mnóstwo, ale pieszych,…… które mogą służyć za rowerowe. Wyspa jest jedną wielką górą, a w zasadzie wulkanem … no kilkoma wulkanami, yyyy wyrastającymi z jednego głównego wulkanu. Ciężko to opisać, lepiej popatrzeć:

La Palma Enduro Trasy Przewodnik Knurświny
Rzut wyspy w trójwymiarze.

Na środku jest kaldera wulkanu. Czyli taki główny i stary krater. Na południe wyspy idzie grzbiet, składający się z małych aktywnych wulkanów. Cała wyspa pocięta jest siecią szlaków pieszych. Szlaków rowerowych jest niewiele.

Jadąc tam, obczajalismy Trailforksa i szukaliśmy tras po znajomych z FB. Sporo pomogła nam MyTrail. Po prawie 3 tyg siedzenia tam stwierdzamy, że nie ma co się krygować i jeździć po prostu pieszymi. 95% tras które poniżej opiszemy idzie właśnie tymi szlakami. Powiedzmy sobie szczerze. Jest tam zakaz jazdy po tych szlakach. Lokalni przewodnicy sobie z tego nic nie robią. Sami musicie wybrać czy chcecie być niezgodni z przepisami. Poza jednym przypadkiem nie spotkaliśmy się z kąśliwymi uwagami od piechurów. Staramy się też zawsze ustępować im pierwszeństwa.

https://www.visitlapalma.es/en/vivir-rutas/

https://www.visitlapalma.es/wp-content/uploads/2017/11/Red-de-Senderos-12.pdf

Ekipa.

Trasy i miejscówki

Można powiedzieć, że trasy startują z trzech miejsc:

  • Przełęcz El Pilar i jej okolice
  • Kaldera wulkanu. Taksówkarzom mówicie, że jedziecie na Roque de Los Muchachos (w skrócie Roque)

El Pilar

Przełęcz do której docieracie autem. Taka La Palmowa familijna piknikowania. Miejsca do grillowania, place zabaw, park linowy. Wszystkie sztuczne trasy rowerowe (Mousse, Spanish Fly, 69Beach) startują stamtąd. Mają one zupełnie inny charakter niż trasy piesze.

Miejsce z którego startuje Spanish fly jest kosmosem widokowym. Macie na tak niskiej wysokości to co normalnie dostępne jest w okolicy 1900mnpm

Kaldera

Wjeżdża się na nią drogą. Wjazd z Tazacorte to 1.5h -2h. Droga idzie 100-300 m poniżej krawędzi kaldery. W krawędzi kaldery jest masa szczytów. Największy z nich to Roque de los Muchachos. Krawędź i te wszystkie szczyty są na wysokości 2200-2300 m n.p.m. oprócz tego, , że jest to spoko długi zjazd to może być tam zimno i mokro. Zasadniczo każdy zjazd to jednodniowa wycieczka. Udało nam się robić te zjazdy w 2h jeśli musieliśmy (powiedzieliśmy żonom, że wyskoczyliśmy na chwile) ale zazwyczaj z fotami zejdzie na to dzień.

Charakterystyka

Można złapac tu trzy typy nawierzchni:

  • Lita skała – wygląda to tak, jakby ktoś wylał nieregularny beton przez całe kilometry. Poniekąd wylał wszak to jęzory lawy. Dostępne na Barranco De Los Hombres i 69BeachDrive.
  • Dziwna ziemia wulkaniczna – coś jak mix jazdy po stromej plaży i Mieroszowie. Ciekawie się w tym jeździ. Nie skręcamy kierownicy i nie hamujemy przodem. Znajdziecie to na: Mousse au Chocolat, 69 beach drive, Ruta des Vulcanes
  • Skały i kamienie – dużo technicznej jazdy po stromych odcinkach i dużych zwartych głazach – wszędzie, na trasach startujących z kaldery

Na każdej trasie będzie ekspozycja na jakimś fragmencie. Pooglądajcie filmiki o tym jak robić agrafki – przyda się to Wam.

 

Opisy tras

Północ wyspy i kaldera (Roque de los Muchachos)

Z samego szczytu startują trasy na wschód (po krawędzi kaldery) i zachód (Puerto Tazacorte). Nieco poniżej szczytu na zachód startuje Endless Enduro. Z kolei droga LP-4 biegnąca pod szczytem to punkt startowy dla szlaków na północ (LPFR 100% Natural) i północny wschód wyspy (Barlovento, La Galga, San Andres).

Roque de los Muchachos – Tazacorte

Jest sporo wariantów, my polecamy zjazd grania a potem w dół do koryta rzeki i ostatni kilometr szosa do Puerto de Tazacorte. Chyba najwięcej zjazdu. Macie praktycznie non stop w dół przez 2500m.

Świat zza kierownicy wygląda lepiej. Zwłaszcza tak świat.

 

Oczywiście możecie kończyć agrafkami do Zatoki 

 

piratów czy Puerto de Tazacorte. Obie trasy są piękne widokowo a agrafki są kurewsko fotogeniczne, ale też kurewsko trudne a błąd miejscami może kosztować życie. Wszyscy mają tam foty, ale też pewnie Ci wszyscy w większości te agrafki prowadzili 🙂

Puerto Tazacorte

Napisy na znakach są w obcym języku.

Roque de los Muchachos – wschodnia część kaldery

Jest to szlak pieszy i nie oszukujmy się, że będziemy na nim dużo jechać. Co chwilę trzeba zejść, sprowadzić, podprowadzić, czasem wnieść. Ekspozycja jest taka, że nie ma nad czym się zastanawiać. Widoki jednak są świetne i to dla nich warto ten szlak przejść.. Po Pico de la Sabina (foto musi być) można zjechać albo do El Paso albo szutrem dojechać do El Pilar i tam kontynuować zabawę.

La Galga


La Galga LP5
Startujemy z drogi LP-4 i jak w wielu szlakach na tej wysokości jedziemy agrafkami skalnymi (za którymś razem przestajesz się uśmiechać widząc je na swojej drodze) ale potem wjeżdżamy do lasu – i to nie byle jakiego lasu – to jest las wawrzynowy. Zieloność bije z każdego zakamarka, jedzie się bajecznie kolorowym wąwozem, i do tego jedzie się szybko bo nie ma już rąbanki pod kołami. W naszym przypadku, trafiliśmy tu po nieudanej próbie wjechania na Roque (+3 stopnie, deszcze, gdzieniegdzie leżący śnieg i zamknięty szlaban :(. Wąwóz do La Galgi wyglądał jak z horroru: ciemno, mgliście, mokro i pociągająco szybko. Ten szlak to must see, tylko pilnujcie pogody 🙂

Klimacik jest.

Pirates Bay – Prois Candelaria


Pirate´s Bay
Można tam dojechać odbijając z Endless Enduro albo trasy do Puerto de Tazacorte i o ile sama trasa nie jest szczególna, a agrafki na końcu już zaczynają irytować to wjazd do opuszczonej wioski rybackiej w Cueva de Candelaria urywa….wszystko. Zresztą popatrzcie:

Rudy w kasku w zatoce.

Potem pozostaje tylko 500m ostrego podjazdu do Tijarafe bo taxi jest dla cieniasów 🙂

El Pilar

Z El Pilar na zachód warto zacząć z punktu nad parkingiem (https://www.google.com/maps/@28.6149451,-17.835375,18.25z)

pojechać na Mousse au Chocolat a potem albo 69BeachDrive albo SpanishFly. Z kolei na wschód odchodzi Ramtamtamtam tamtaramtam

Ramtamtamtam


LPFR Rantantan
Telepie, telepie, potem dla odmiany telepie jeszcze bardziej. Szlak momentami prowadzi szutrówkami, wtedy ręce odpoczywają, ale po chwili jest jakiś zakręt i znów rampampampam.

Można spokojnie sobie podarować 🙂

Mousse au Chocolat


Mousse au Chocolat
Krótki odcinek, początkowo dość stromy zjazd wąską rynienką pełną osuwającej się ziemi, potem wjazd do lasu i miękką ściółka. Miejscami wąsko między drzewami. Dobry na rozpoczęcie dnia, nie telepie po rękach i daje dużo uśmiechu.

Trawersik.

SpanishFly


LPFR Spanish fly
Rozpoczyna się na wulkanicznej polanie, obowiązkowe foty i drifty. Potem chwila zjazdu szutrem i zastanawiasz się o co chodzi, przecież to ma być dobra traska a nie jakaś szeroka droga leśna. Na szczęście pojawia się odbicie i wjeżdżasz w lapalmowy odpowiednik Srebrnej Góry. Pełnia zabawy, przygotowana ścieżka co chwile jakaś mała banda, hopka, najbardziej flowowa ścieżka jaką jeździliśmy na wyspie. Są też syte hopy.

Szczecińska szkoła lansu w wykonaniu Szabli.

69BeachDrive


LPFR 69Beachdrive
Jest taki ni to piasek, ni to ziemia. Trochę trzyma, trochę jednak nie. A gdy jest stromiej, to rzeźbi się w nim wąskie rynny, gdzie koło ginie po ośkę. Przy pierwszym przejeździe bardzo dziwne to uczucie, ale za drugim i kolejnym razem jedzie się bardzo przyjemnie. Taka jest pierwsza część trasy, po wyjeździe z lasu reszta prowadzi ścieżką pokrytą rumowiskiem z pumeksu pomiędzy murkami pumeksowych kamieni. Wyobraźnia podpowiada ci, że przy glebie peeling będzie dogłębny, wręcz do kości. Sprawdziliśmy jednak empirycznie, że nie jest tak źle.

Urokliwie.

Barranco De Los Hombres


Barranco de los Hombres
To jest trasa w którą można się wbić po skończeniu tripa z El Pillar. My ją braliśmy na rozgrzewkę bo była 40 min z buta od domu (Las Norias) Nazwa przetłumaczona na polski znaczy “wąwóz mężczyzn” i nie ma się co dziwić, gdy obejrzy się nagrania z lokalnych zawodów DH. Tutaj aby lecieć piecem trzeba mieć jaja z tytanu.To jest koryto, którym zrzygał się wulkan w 1977 roku i faktycznie zjeżdża się po zastygłej lawie (bardzo przyczepna i milusia), która w zagłębieniach ma sypki piasek. Strasznie mieszane uczucie, przyczepna i gładka skała po której wyjeżdżasz w piach, który momentalnie cię wyhamowuje. Do tego dwie strome sekcie które ryją banie. Końcowe 100m to zjazd agrafkami w dół do Puerto Naos. Aha wbijacie się w owe agrafki przejeżdżając przez czyjąś posiadłość z otwartą zawsze bramą.

Mimo wszystko lubimy ten wąwóz bardzo, polecamy przed startem barraquito w speluno w El Jedey dla rozluźnienia rąk 🙂

Zachodzi przy skręcie.

Południe – Ruta de los Vulcanes z Roque de los Muchachos do latarni Fuencaliente

“Polacos locos” – takim komentarzem zostaliśmy skwitowani przy odbiorze w ciemności przy latarni w Fuencaliente. 60 km, 1600m przewyższenia, 3900m zjazdu  i cały dzień. Nie chcemy być buńczuczni ale spora część osób zwyczajnie może nie dać rady zrobić całej trasy. Warto wtedy skończyć w El Pilar. Dużo sił i czasu kosztuje wnoszenie roweru podczas jazdy wokół kaldery. Dla nas pierwsze 2h to było jazdo – noszenie + i – 100m na wysokości 2300m.

Ze szczytu możecie się kierować wg turystycznych drogowskazów najpierw na El Pillar a z El Pilar do Fuencaliente albo Ruta de Volcanos.

Na ta trase warto zaplanować cały długi dzień i wziąć duuzo wody i jedzenia (nie tak jak my 😉

Startuje się z Roque de los Muchachos i początek to jazda po szczytach, wokół kaldery. Jest trochę wnoszenia roweru, ale za to widoki są nieziemskie, a fotki epickie. W tej części trasy jedziemy głównie po skałach. Widzicie Kalderę w jej całej okazałości.

Warto sprawdzić pogodę na wszystkich wysokościach. Startujemy z 2500m i tam może być ślicznie / słonecznie. Albo zero stopni i walić deszczem i śniegiem. Jeśli tak jest to macie pierwsze 2 h trasy w mega dupówie i lepiej pojedźcie coś bardziej w dół np La Galge.  Po 2h zjeżdżamy z kaldery i zjeżdżamy jej zboczem jeśli są chmury to najpewniej w nie wjedziecie – będzie chłodniej / bardziej wilgotno, ale zjazdy będą bardziej w dół. Na koniec wpadacie w pogodę “pod chmurami”. Mniej więcej w połowie trasy trafiamy do El Pilar i tam czeka nas 500m podjazd na szczyt kolejnego wulkanu. Ta część trasy to właśnie Ruta des Vulcanos i ma krajobraz iście księżycowy. Opis poniżej.

Vulcanic slide


LPFR Volcanic slide
Końcowa część naszej wycieczki północ południe. Startujecie w El Pillar i dymacie 500m w górę. Po wjechaniu macie widok który urywa dupę i zjazd po sypkim podłożu wulkanicznym, długie drifty, tumany kurzu i dużo frajdy. No i malowniczy zjazd do latarni – polecamy za dnia, nie jako wyścig ze zmrokiem 🙂 Początkowo jest góra / dół po wulkanach przez pierwsze 7 km. Potem macie około 10km zjazdu po pionowej czarnej plaży, 5 km nakurwingu po wylanej lawie, by znów trafić na 5km jazdę w piasku. Uwaga bo w Santa Cruz do którego traficie trudno wbić się w singla. Do samego Vulcanic slide można dobić się szutrówką po poziomicach z miejscowości Mendo (jak można nie kochać tej nazwy).

Bywa i tak.

Niezbędnik

Rejony do spania:

My spaliśmy po zachodniej stronie w Las Norias. Pomiędzy Los Llanos, Tazacorte i Puerto Naos jest w miarę płasko, co umożliwia powrót do domu o własnych siłach z tras z El Pilar lub trasy Barranco de los Hombres, która jest nieźle pojechana.

Jeśli chcecie mieć sklepy bądź restauracje pod nosem to noclegu trzeba szukać w Tazacorte lub Los Lanos/El Paso. Mając samochód można pokusić się o domek na odludziu 🙂

Warto jechać w 6-8 os.

Wtedy wynajmujecie chatę około 300m2 z basenem w bardzo ludzkich pieniądzach. My zapłaciliśmy za 8 osobowy dom 1200 euro za 10 dni. Daje to jakieś 70 PLN za ryj za noc.  Mieliśmy salon z kuchnią 100m2, 5 sypialni, wielkie tarasy i ogromny grillownik który pozwalał nam piec ryby, krewety i steki w rozsądnym czasie i jeść je w ogrodzie. Kuchnie są zazwyczaj małe więc przy 8 osobach grillownik i jadalnia w ogrodzie wydaje się czymś obowiązkowym.

 

Było nas trzech, a jeden był Rudy.

Żarcie

W knajpach typowe kanaryjskie żarcie. Ziemniaki z ich dipami. Ryby, owoce morza. Poczytacie sobie o lokalnych przysmakach w każdym przewodniku. Z naszej strony  polecamy steki, zwłaszcza Chuleton czyli kanaryjska wariacje Rib Eye. Z lokalnych ciekawostek warto po jeżdżeniu wciągnąć Barraquito – ichnią kawę z likierem i skondensowanym mlekiem. Dla niektórych czad dla innych oblech. W sklepach ceny są spoko. Może z 10-20% drożej niż w PL. Ryby kupicie tylko w większych miastach, natomiast dobrej jakości mięso jest wszędzie. Zwłaszcza wołowina. Szukajcie chat z paleniskiem grilla, bo to mega ułatwia robotę. Na kanarach nie powstają dobre wina, na szczęście dostępne są wina z Rioha i Ribera del duero. My 50% dni żarliśmy w knajpach a 50% grillowalismy sami.

Jeżeli chodzi o lokalizacje ciekawych knajp to używajcie trip advisora. Działa 🙂

Piwo z mlekiem i barszczem.

Co zabrać

Cieplejsze ciuchy na góre jeżeli nie macie pewnej lampy na wszystkich wysokościach.

A przynajmniej Membrana + rękawiczki jesienne

Z plecakiem

Przy nieidealnej pogodzie na 100% trzeba mieć ze sobą na tripie kurtkę puchową i 2 buffy:)

Poza tym reszta to właściwie standard, z zaznaczeniem ze na lekko raczej nie bedziecie jezdzic. Trasy są długie i mało jest miejsc na dotankowanie / dojedzenie – wiec wszystko trzeba mieś z sobą. Rekomendujemy też zabranie z soba lekkiej zbroji i full face; na 3 knurki – wszyscy jeździliśmy w nich i to było bardzo rozsadne podejscie. Poza tym wiadomix: ochraniacze itp… + raczej plecaki.

Na lekko

Ci którzy nie lubią targać za dużo mogą o tym pomyśleć. Zdarzały nam się dni na lekko czyli:

Lekka zbroja, kamel na plecy + bidon. Batony w jedną kieszeń, kurtka w drugą, telefon w kieszeń na dupę. Przy pewnej pogodzie jest to spoko opcja. Jednak wymaga trochę dobrej jakości sprzętu i kondycji aby pociągnąć dzień na 2l wody i 4-5 batonach.

Co nam się sprawdziło na lekko:

  • Bell Super DH mips albo Fox Proframe – tu każdy ma inne preferencje 🙂
  • Kurtka Endura MTR shell 2019 – mega lekka i mała, super krój, mieści się w kieszeni, oddycha wodoodporna
  • Puszek z decathlonu – bardzo tani, ciepły, mały kosztuje 179pln funkcjonalnie odpowiada kurtkom za 1500pln. Ma nawet puch 900 cui.
  • Narzędzia – One Up Components EDC – macie wszystko w sterówce. Żadnego dodatkowego noszenia na plecach. W nim obowiązkowo sznurki do łatania opon.
  • Strap z dętką, łyżką i dwoma kartridżami CO2
  • Lekka zbroja Alpinestars Vector Tech Protection SS – lekka niekrępująca ruchów zbroja. Kieszeń na Camela i dwie kieszenie na nerkach. Na batony i na kurtkę.

Gdy pada deszcz, fajnie mieć kurtkę.

Pogoda

Kiedy na dole mieliśmy 20 stopni i słońce na górze bywało 0 stopni i deszcz a czasem śnieg. Dobrze sprawdzać na La Palmie pogodę dla trzech wysokości, aby się nie zdziwić. Można tego dokonać tu:

https://www.mountain-forecast.com/peaks/La-Palma/forecasts/2426

Zdarzyło nam się startować w deszczu przy +3 i tu każdy pod hard shella wrzucał puszka. Ręce odmawiały posłuszeństwa przez pierwszą godzinę do momentu osiągnięcia wysokości z odpowiednią temperaturą.

Najważniejsze zdanie w tej sekcji: sprawdźcie pogodę na 3 wysokościach na https://www.mountain-forecast.com

Dotarcie na miejsce

Rozsądne opcje są dwie:

  • Lot na Teneryfę 1000pln, wynajęcie fury od Cicar 60 pln/dzień  i prom na La Palma z Fred Olsen 1000pln dwie strony – nie robiliśmy tego bo ceny promów są dość grubaśne a i czasu sporo trzeba poświęcić.
  • Lot z Berlin Schoenefeld (EasyJet)
    • Samolot z rowerem około 1000 PLN za ryj
    • Dojazd do Berlina autem to sobie sami policzcie, Flixbus nie weźmie Was z rowerem
    • Parking 10 dni 60e. My używaliśmy McParking

Uwaga 1 ! Na lotnisku na La palmie zwracają kurewsko mocną uwagę na wagę bagażu. To ze dolecicie tam z 40kg torba na rower nie oznacza, że z nią wrócicie. Wylatywaliśmy stamtąd w trzech różnych terminach, różnymi liniami lotniczymi. Zawsze sprawdzano bagaż co do kilograma. Niestety nie trzymając się wytycznych linii. Przygotujcie się na 32kg na rower, 20kg na duży bagaż nadawany, 15kg na mały.

Uwaga 2 ! – jeśli lot jest opóźniony (nawet o 2-3h) to rejestrowanie bagażu zamykają o porze normalnej. My nadaliśmy bagaże, nie oddaliśmy aut i pojechaliśmy na miasto coś zjeść. Wróciliśmy 1h przed odlotem.

Uwaga 3 ! żarcie po odprawie na La Palmie jest niejadalne. Pojedźcie lepiej na to miasto coś zjeść w uwadze 2 🙂 Hmmmm w Berlinie żarcie po odprawie też jest niejadalne. Jest tam tylko Burger King i jakaś germańska kanapkownia.

Torby z ̶L̶i̶d̶l̶a̶ Chainreaction.

Poruszanie się na miejscu

Po wyspie poruszamy się taksówkami lub wynajętym autem. Transport zbiorowy jest, ale w przypadku rowerzystów jest kompletnie bez sensu – kursują autokary turystyczne, więc wejść trudno, nie ma gdzie roweru postawić a z uwalonym rowerem jesteś na straconej pozycji jeśli chodzi o jakiekolwiek negocjacje z kierowcą.

No chyba, że masz atrybuty przekonujące każdego mężczyznę do chęci pomocy….my nie mieliśmy 😉

Jeśli jedziecie w kilka os to warto wypożyczyć auto abyście mieli czym jeździć na zakupy. Wypożyczalnia Cicar urywa dupę i ich ceny też. Może Wam się udać mieć furę za 50pln / dzień. W dodatku mają fury z bagażnikami rowerowymi bez dopłaty. W tej cenie ubezpieczenie full coverage i fotelik dziecięcy za free na życzenie. Kosmos

Guiding

Naszym zdaniem nie ma sensu. Dotyczy to zarówno gajdingu z Polski lub lokalnego. Decydując się na taką opcję nie wiecie na kogo traficie w grupie. Widzieliśmy grupy z przewodnickie których poziom był zatrważająco niski. Sprowadzali rzeczy które są dostępne dla kobiet w ciąży i starców. Nawet jeśli jeździcie dobrze, możecie trafić na osoby w grupie które znacząco obniżą poziom grupy. Znamy przypadki kiedy my w 8 os robiliśmy jakąś trasę w 1,5h a inna grupa w około 10h. Ta opcja ma sens jeśli bierzecie przewodnika dedykowanego 100% Waszej grupie.

Shuttling

Jest bardzo dużo taksówkarzy z przyczepkami, więc grupy do 8-9 osób mają jak w raju. Przyjeżdża busik, mieścicie się wszyscy w środku w kulturalnych warunkach a rowery jadą porządnie zamocowane. Żadnej partyzantki – a to ma znaczenie o tyle, że w taxi możecie spędzić w ciągu dnia drugie tyle co jeżdżąc. Przy grupie powyżej 5 osób ceny są już takie, że nie zastanawiasz się nad alternatywami.

Przykładowo, wjazd z Todoque na El Pilar to 40 EUR – przy 8 osobach wychodzi trochę więcej niż jednorazowy wjazd tarpanem w Srebrnej.

No i można trafić na świetnych taksówkarzy, którzy są punktualni (nie zapominajmy, że to Hiszpania ;), ściągną cię spod latarni na samym końcu wyspy po zmroku i do tego świetnie się bawią. Aaaaa i jak nie znają angielskiego, a Wy hiszpańskiego to warto używać translatora google.

Uwaga, product placement: Jeśli będziecie lecieć na La Palmę, całym sercem polecamy Juana. Odbierze z lotniska, zawiezie gdzie chcesz i można na nim polegać. Cytując klasyka: Sebix poleca bo jest spoko 🙂

Namiary

Juan Miguel Perez Martin
tel +34 646446630 (najlepiej kontaktować się przez WhatsApp)

La Palma Freeride – inna wersja shuttlingu

XXI wiek na La Palmie. Aplikacja na telefon, kupujesz punkciki, zamawiasz taxi i jedziesz. Jest mapka ze strefami, ceny są znane już przed zamówieniem taxi. Dobra opcja jeśli jesteście małą grupą – przy większych lepiej jest dogadać się taksówkarzem bezpośrednio. Minus jest taki, że trzeba dojechać do jednego z punktów odbioru.
Więcej Info: http://lapalmafreeride.com/ La palma Freeride opłaca się, jeśli jesteście we dwie osoby. Powyżej dwóch lepiej klepnąć taksówkarza.

Podczas zakupu biletów online warto przygotować się na ewentualne problemy z księgowaniem wpłaty/otrzymaniem biletu itp… aplikacja nie działa perfekcyjnie niestety – ale działa.

Wywożenie samemu

Biorąc pod uwagę powyższe opcje wywożenie samemu przestaje mieć sens.

Nie ma pętli takich, aby wrócić do auta więc trzeba mieć osobę dedykowaną do zwiezienia auta ze szczytu. No chyba, że jest akurat ktoś jedzie na górę poszwendać się po El Pilar albo El Roque i weźmie Was ze sobą na doczepkę. Auta wypożyczane przez Cicar.com mają bagażnik na 2 rowery. No dobra 3, ale enduro wejdą dwa. Jeśli jesteście we 3 os i jedna ma pryszcz na dupie lub hemoriody i nie może jeździć to może was wwozić.

Walenie z buta

Da się ale nie wiem czy ma to sens. Bus na górę wjeżdża 1.5-2h. To jest 2500m w pionie i potem więcej niż tyle w dół. Trzeba mieć ultra łydę.

Tak wyglądają chłopcy gdy wali im z buta.

Opcja z familia

W przypadku Królika i Sebixa – po tygodniu pociskania po szlakach na kolejny tydzień doleciały laski z pociechami. Idealnym rozwiązaniem jest jedno auto na rodzinę (koszt wynajęcia na 7 dni to jakieś 500PLN). Eksplorowanie wyspy przez tydzień rowerowo ma tą wielką zaletę, że już dokładnie wiesz gdzie można pojechać z rodziną. El Roque, Pilar, Pirates bay + latarnia morska wydają się must see. Jak macie dzieci a pogoda jest spoko to po południu można wpaść na plażę do Puerto de Tazacorte albo Puerto Naos.

Warto obczaić wąwóz Bosque de los Pilos.

Jeśli trekkingujecie to macie link do mapki. Każdy park ma swoje Visitor Center i warto tam skoczyć po hinty, którymi szlakami warto iść.

Jeśli wasza szacowna małżonka wyląduje z infekcją zatok i będzie trzeba jechać do lekarza to polecamy Los Llanos Health Center – ostry dyżur otwarty 24h/7 z bardzo miłymi lekarzami i paniami na recepcji. Po angielsku właściwie nikt nie mówi ale lokalesi bardzo chcą się dogadać więc problemy właściwie nie ma, pamiętajcie aby zabrać kartę EKUZ.

Warto uczyć dzieci pomagać przy serwisie od najmłodszych lat.

Dzwonki i urwały

No tak jak wszędzie w Hiszpanii. Dobrze mieć ubezpieczenie KL, NNW, ale w szpitalu podstawa jest karta EKUZ. Zdecydowanie przychylniej na nią patrzą niż na komercyjne ubezpieczenia. Po prostu dla nich to mniej papierków i pytania się o zgodę.

Miejcie zapisany numer SAR (search and rescue) +32 922 437 650 albo 112

Dobrze mieć ubezpieczenie KL, NNW w kontekście korzystania SAR. My używamy OEAV i Elvia. Tu trochę o kosztach:

https://www.la-palma24.info/en/emergency-rescue-in-the-Canary-Islands/

Nie wszędzie jest zasięg telefonów. Jeśli jesteście ekipa to zmieńcie sobie piny w tel na czas wyjazdu na 1111 żeby każdy mógł użyć każdego telefonu.  Niech każdy ma zapisany numer SAR pod SAR w książce abyście mogli to łatwo znaleźć. W dobrym tonie jest zawsze umieć określić swoją pozycję w prosty sposób. Nie zakładajcie że centrum 112 dobrze gada po Angielsku czy niemiecku.

Ciekawostka – śmigłowiec używany na La Palmie to nasz polski Sokół 🙂 W 2016 władze wysp kanaryjskich kupiły 3 nowe Sokoły z Polski 🙂

Rudy stosuje gumki z wypustkmi dla zwiększenia doznań.

Sklepy rowerowe

Są – to plus. Czy znajdziesz w nich przerzutkę XX1 na wymianę, jak połamiesz swoją? Możliwe, ale może w 2-3 miejscach. Będąc po zachodniej stronie, zagłębiem rowerowym jest Los Llanos, ratunkiem może też być sklep Bike Station w Puerto Naos. To chyba oczywiste ze klocki, hak, zapasowe szprychy i inne rzeczy charakterystyczne dla roweru warto wziąć ze sobą. A klocków zużyjecie troszkę 🙂

Sebie poszedł łańcuszek.

Ibis Ripmo

Oddajemy do Waszych oczu recenzję Ibis Ripmo. Jeździliśmy na nim dwa udane tygodnie.

Sentyment do twentyninerów pozostał mi po kilkuletniej przygodzie z rowerem Lapierre Zesty 29, ale mały skok 120mm i brak alternatyw zmusił mnie kilka lat temu do zmiany tego świetnego ścieżkowca na Lapierra Spicy – rasowego enduro na kołach 27,5…

2017 rok jednak to co chwila kolejne nowości endurówek na dużym kole. I co ciekawe mniejsze firmy szybciej się ogarnęły i zaproponowły bardzo ciekawe 29tki. Dostaliśmy Whyta S-150, Evila Wreckoninga, Orbeę Rallona, Transitiona Sentinela, YT Jeffsiego czy Yeti SB 5.5…Duzi gracze wolniej podejmują pałeczkę, tu mamy jedynie Speca Enduro 29 i Treka Slasha…

A w tym roku 29 to nawet w DH się zadomowił i szturmem zgarnia top lokaty.

Tym bardziej chętnie wsiadłem na nowy model na dużych kołach ze stajni Ibisa – Ripmo.
Na rowerze jeździłem dwa razy po lokalnych singlach w masywie Ślęży i Radunii, więc poniższy opis to pierwsze wrażenia, zdecydowanie nie jest to test roweru.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test

Budowa

Tak więc pierwsze co sprawdziłem to jak działa zawieszenie DW-Link. Zawsze jeździłem albo na jednym zawiasie albo Horst Linku, więc coś nowego: Kolejna wersja DW-Linka (podobno naj zawieszenia) bardzo mnie ciekawiła. Spuściłem więc powietrze z dampera i po domowych testach na plus: bardzo małe ruchy Linków gdzie łożyska zastąpiono ślizgami.
O ślizgach w ramach rowerowych tyle kontrowersji co o smoleńskiej brzozie, ale jak już tak mało pracują to jest szansa, że rower za 20k cebuljonów po roku tyrania nie złapie luzów jak full z Kerfura na pierwszej jeździe po komunijnym obiedzie.

Miałem w rękach dość standardową specyfikację, czyli Alu koła, zawieszenie FOX Performance, opony Maxxis Exo a i tak rower z moimi pedałami kowadłami Shimano DX poniżej 14kg. Szacun.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check

Rura podsiodłowa jest super krótka a górna rura schodzi bardzo nisko, co niewątpliwie jest zaletą. Na rowerze nie czujesz się jak na jakimś potworze. Ale osoby wysokie lub te które mają długie nogi proporcjonalnie do góry ciała muszą rozważyć sztyce o skoku 170+ bo krótsze sztyce mogą okazać się za krótkie.

Amortyzator FOX Performance o skoku 160mm działał poprawnie, ale przyklejoną tabelkę ciśnień można se w dupę wsadzić, albo wartości PSI podzielić przez 2 – wtedy chyba będzie bliżej realnych. Nie wiem ile tokenów tam Ibis napchał ale amortyzator był bardzo progresywny.

Damper za to niestety akurat miał uszkodzone tłumienie powrotu. Bez zainstalowanych tokenów leciał przez skok nawet przy 240 PSI (normalnie jeżdżę w okolicach 190PSI) Charakterystyka pracy tylnego koła była bardzo liniowa, niestety przez nie działające tłumienie. Co ciekawe nawet przy tej przypadłości rower zachowywał się na Ślężańskiej rąbance dobrze. Zapewne z działającym damperem jest mega fpytkę.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check

Napęd Sram GX Eagle działał… cacy, poza nieszczęsnym blatem 32T. Cóż kolano po kontuzji,  łyda słaba, więc dla mnie na masyw Ślęży 32 zęby w dwudziestodziweięciocalowcu to była przeginka…

O reszcie osprzetu nie ma sie co rozpisywać. Każdy może sobie skonfigurowac rower jak chce. Dostępne jest 5 kitów sprzętowych i dla każdego z nich można wybrać różne opcje zawieszenia, kół. Ciekawą opcją są budżetowe koła carbon. Czyli obręcze ibisa – ich budżetowe piasty. Te same koła są dostępne w wersji wypas, czyli z piastami Industries Nine.

Irytuje plastikowa manetka Kind Shock na kierownicy. Troche do tego roweru nie pasuje i doświadczenie w jej macaniu jest z dupy. Zwłaszcza że konkurencja się ogarnęła i stosuje mega ergonomiczne rozwiązania.

Podjeżdżanie

Słowik:

Dawno tyle nie butowałem. Dzięki dużej przedniej zębatce zaliczyłem piękny spacerek po Ślęży i Radunii…

Na krótkich podjazdach, gdzie było sens się spiąć rower plusował stromą podsiodłówką i pozycją siodełka “nad korbą” co zdecydowanie ułatwiało pedałowanie. Aktywne zawieszenie w połączeniu z oponkami Maxxisa w szerokości 2.5 przód / 2.4 tył dawało tony przyczepności. Techniczne podjazdy miodzo – nawet w ciaśniejszych skrętach.

Rower potencjał podjazdowy ma spory, tymbardziej wymiana na mniejszą zębatkę pozwoli zmierzyć się z każdym technicznym podjazdem.

Seba:

Na Srebrnej postanowiłem podjechać sobie (a co… można przecież 🙂 Z przodu sa 32 zęby, z tyłu max 50. Normalnie jeżdżę na 27.5’’ z kombinacja 32/42. Podjazd wchodzi nadzwyczaj łatwo i przyjemnie. Z największej zębatki prawie nie korzystam. Na górze nie czuje się zmęczony tak bardzo jak przy YT. Super!

Rudy:

Pozycja na rowerze zdecydowanie zachęca do młócenia podjazdów. Eagle daje też duży zapas – podjeżdżając na Radunię nawet nie tknąłem tarczy 50 i, co najważniejsze, po raz pierwszy w życiu podjechałem końcówkę przed szczytem. Z biegu, za pierwszym razem – Mega!

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test stanik fotografia

Zjazd

Słowik:

Rower miałem przez tydzień, ale niestety ten deszczowy… więc po lokalnych singlach: Gangstarze i Świnkołaju, Dolce czy czerwonym ze Ślęży pośmigałem “na mokro”
Generalnie mam zasadę że Ślęża w deszczu to NO GO ZONE jeśli czuję że dziś moja psycha jest miękka.

Tym bardziej cieszyły KOMy i PRy. Rower ma masę trakcji. Żarł glebę, leciał w uślizgu ale ani razu nie puścił. Niewątpliwie zasługa też świetnych i nowych oponek Maxxis DHF 2.5 na przodzie i DHR 2.4 na tyle. Ale generalnie duże koło trzyma doobrze.

Balans roweru. Tu się nie potrafiłem dogadać się z Ripmo. Po każdym zjeździe obniżałem kokpit o 1 spacer aby w końcu wylądować z mostkiem na maxa obniżonym na dole a rower nadal miał bardzo lekki przód. Generalnie kierownica z zerowym wzniosem wskazana.

Co zaskoczyło mnie najbardziej to skrętność roweru. Wydawałoby się, że 29 będzie preferował długie szerokie łuki a pierwsze co zauważyłem, to że na znanych mi singlach rower ma tendencję do wychodzenia z łuku bardzo ciasno. Trzeba się przyzwyczaić i skorygować postawę, ale na pewno było to dla mnie pozytywnym zaskoczeniem.

Rower bardzo zachęca do zabawy, skoków z korzeni i szybkich zmian kierunku jazdy. Dla mnie po mega długim i stabilnym rowerze, na którym jeżdżę na co dzień była to pozytywna odmiana.

Stabilności Ripmo przy dużych prędkościach nie było mi dane sprawdzić, bo na Ślęży i Radunii nie ma singli, gdzie można pójść pełnym piecem.

Z dużych minusów – to linki zawieszenia są tak umiejscowione, że po 2ch dniach jazdy w błocie były całkowicie oblepione. Także prace ręczne i wycięcie plastikowego błotniczka obowiązkowe.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test stanik fotografia

Seba:

Srebrna – trasa A1. Jako że amory zawsze ustawiam tak jak mi sie zdaje, a potem przychodzi redaKnur Wyncel i tu kliknie, tam przekręci i działa fajniej… to i tym razem tradycji stało się zadość. Przód działa spoko, z tyłem coś się dzieje dziwnego… Mimo to mam wrażenie że jadę w dół szybciej niż na Żółtym. W zakrętach łatwo się ustawić do pozycji odpowiedniej i zarzucić biodrami, co jest możliwe dzięki niskiej podsiodłówce. Nie pasuje mi coś w kokpicie… nie do końca wiem co – ale na zestawie od banana bikes jezdzi mi sie po prostu fajniej.

Masko:

Podjazd tarpanem poszedł bardzo sprawnie, praktycznie nie zauważyłem kiedy znalazłem się na górze i kierowca kazał wyskakiwać – wielki plusik tutaj. Serio mówiąc – nie miałem okazji podjeżdżać na tym stworzeniu. Zjechałem tylko raz trasą A. Byłem sceptycznie nastawiony bo rozmiar to L, to nie moja bajka, z moimi gabarytami plasuję się między S a M. Serce me przepełniały lęki gdyż Srebrna jest miejscówką czysto hedonistyczną, gdzie na trasach jest 100% zabawy, a 29″ zupełnie mi się z tym nie kojarzy. No i co się okazało. To bydle pomimo za dużego rozmiaru nie odstawało w kontekście zwrotności od mojej Capry w rozmiarze S. Ilość gripa jaką daje 29 cali jest z kosmosu. Najbardziej czułem to na bandach na samym dole odcinka A, gdzie na Caprze gdy przesadziłem z pochyleniem zdarzało się, że przód chciał odjechać. Długość roweru umożliwia “wchodzenie na pełnej” i stabilizuje nas niczym gimbal. Nawet niesprawny damper nie psuł specjalnie przyczepności, albo po prostu tego nie czułem bo nigdzie jej nie brakowało. Środek suportu jest umiejscowiony w chrześcijański sposób, dzięki czemu pokuta w postaci przyjebania stopą w kamień nie zdarza się często. Nie trzeba notorycznie pamiętać o ustawieniu pedałów w poziomie. Większość małych nierówności połykane jest przez duże koło, resztę roboty załatwia zawias. W Srebrnej tych dużych przeszkód nie ma za wiele, dlatego czułęm jakbym jechł prawie po równej drodzę. To z kolei zachęca do szybszej jazdy więc możemy jeszcze bardziej wjechać w piątek na pełnej i siłą rozpędu dojedziemy gdzieś do środy kiedy to już trzeba myśleć gdzie w piątek wbijemy na pełnej znowu. No k**wa rzeczywiście!

Rudy:

Gdziekolwiek na Raduni i Ślęży nie zjeżdżałem, na Ripmo mam personal best. Stromizny czy kamulce nie stanowią problemu, duże koło robi robotę. Rower jest niski, więc można go pod sobą układać w każdą stronę a nawet robić peeling odwłoka oponą jeśli tylko ktoś ma na to ochotę. W rozmiarze L nie było żadnego problemu żeby powędrować daleko i nisko za siodło. Do pełni szczęścia przydałoby się jeszcze go przepuścić przez bikepark na pełnej, ale i tak już mnie kupił.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test stanik fotografia

Podsumowanie

Słowik:

Spodobał się na tyle, że z łezką w oku pozbyłem się starego i zamówiłem Ripmo. Także przygoda z Ibisem dopiero się zaczyna… i mam nadzieję, że się dogadamy 🙂

Seba:

Rower w rozmiarze L jest dłuuuuuuuugi straszliwie, ale rura podsiodłowa jest niżej niż w mojej Caprze M – bardzo fajowo. Amora z przodu ustawiłem wedle tabelki, z damperem coś jest nie tak – no ale nie za bardzo wiem co 😉 Rower jest ładiuchny. Jest to moja pierwsza jazda na 29’’ i do tego jest Eagle – więc zapowiada się wypasik. Lubimy się 🙂 z sprawnym damperem i innym kokpitem byłoby bajecznie, a tak jest “tylko” super 🙂 Będziemy kontynuować znajomość tylko że w rozmiarze M.

Masko:

Ibis spełnia większość warunków jakie założyłem dla nowego roweru, za którym od jakiegoś czasu się rozglądałem. Między innymi krótka rura podsiodłowa, reach krótszy niż molo w Sopocie, skok w okolicy 150mm, bonusowo załapało się większe koło, którego nie planowałem ale skoro mam już zmienić rower to lepiej na zupełnie inny. Ripmo mnie kupił a ja kupuję Ripmo i będę na nim wchodził na pełnej.

Rudy:

W zeszłym roku jeździłem chwilę na Rose Root Millerze – wtedy poczułem, że mój następny rower będzie miał koło 29”. Jednak zjazdowo czegoś brakowało do pełni szczęści, może trochę skoku, może geometria nie ten teges. Przy Ripmo nie ma już żadnego ale – to jest to! Co prawda niska rama oznacza przy moich długich szkitach wysoką sztycę, ale w myk mykach 170mm+ można już wybierać więc będzie dobrze.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test stanik fotografia

Foty z jazdy dzięki Krzysztof Stanik Fotografia

Rozmiary jeźdźców

Masko:

Wzrost: 171cm
Długość nóg: 75 cm (od prostaty do ziemi)
Długość tułowia: 52 cm (od biodra do obojczyka)
Długość rąk: 64 cm (od pachy do końca fakera)
Masa: 65 kg

Rudy:

Wzrost: 172 cm
Długość nóg:  87cm (od prostaty do ziemi)
Długość tułowia: 46 cm (od biodra do obojczyka)
Długość rąk:  75 cm (od pachy do końca fakera)
Masa: 79 kg

Słowik:

Wzrost: 186 cm
Długość nóg:  86cm (od prostaty do ziemi)
Długość tułowia: 50 cm (od biodra do obojczyka)
Długość rąk:  73 cm (od pachy do końca fakera)
Masa: 84 kg