Canyon Strive CF 8.0

Strive jest troszkę jak rozleniwiona macierzyństwem Marit Bjoergen. Będzie szedł powolnym i z nonszalanckim luzem, ale jeśli go skłonisz do reakcji do dopier#*oli do pieca.

Pudełkowo

Kolorki kolorki – ciekawe jaki tym razem? Niebiesko-niebieski? Czerwono-czerwony? A może oczojebny? No to otwieram, a tam czarno-czarno. Czarno mat i piano czarno, jedno i drugie przyjmuje nasz dotyk i zostawia na sobie odciski na długo 🙂
Składanie to sama przyjemność – w pudełeczku jest komplet kluczy, w tym dynamometryczny, biblia do poczytania i pompka do pompowania.
Jest nawet pasta montażowa – nie odstawiać na półeczkę obok lubrykanta, pomyłka może boleć ( zarówno w jedną jak i drugą stronę )

Mimo, że wszystko jest dokręcone z fabryki warto przy pierwszej jeździe sprawdzić momenty i nie lecieć na KOM’a. Niedokręcona kierownica albo manetka może sprawić niemałą niespodziankę.

Sprzętowo

Pełna grupa Shimano XT robi robotę – w sumie to żadne zaskoczenie. Hamulce Deore XT M8120 przedstawiane są jako lżejsze Sainty i faktycznie nie można im nic zarzucić. Siła jest bardzo w porządku, do modulacji trzeba się przez pierwsze parę zjazdów przyzwyczaić szczególnie kiedy przesiadamy się z naszych starych Hope.

W napędzie zestawienie tarczy 32T z kasetą 10-51 nie jest niczym dziwnym i w zupełności wystarcza aby wmielić każdy podjazd i dokręcić na zjeździe jeśli jest taka potrzeba. XT po prostu działa, i to jest w nim super. Po przygodach z GX-em jest to miłe zaskoczenie.

Za uginanie się odpowiedzialne są powietrzne Foxy z linii Performance Elite: 36 z przodu i DPX2 z tyłu. Zarówno przód jak i tył ustawiałem wedle tabelek… i to działa. Po 2-3 zjazdach i dostosowaniu o 1-2 clicki wszystko działa jak należy. Ilość pokręteł jest jakby mniejsza niż w ich złotych braciach – to upraszcza sprawę.

Pod siodełkiem siedzi Fox Transfer – i to jest jedna z słabszych części w rowerze. Manetka jest bardzo przyjemnie wykonana, natomiast działanie sztycy jest po prostu kiepskie. Jestem osobą która używa jej w dwóch położeniach: góra albo dół – i już tu jest problem gdyż aby wysunęła się do końca trzeba ostatni centymetr podciągnąć ją ręką. Przy rowerze tej klasy chciało by się nie myśleć o takich dodatkowych czynnościach.

Ameliniowy cockpit jest sygnowany znakami G5 i jest po prostu wizualnie brzydki. Może to wynikać z przyzwyczajenia do jazdy na carbonowym sprzęcie, ale za każdym razem jak się na niego patrzy to na twarzy gości ten sam niesmak. Całości dopełniają cienkie gripy tej samej marki, od nich po prostu na zjazdach łapy bolą – najlepiej od razu wymienić je na ODI/ESI.

Koła to podobnie jak w Spectralu 8.0 to DT Swiss E1700 w rozmiarze… no właśnie – koła 29” w wszystkich rozmiarach ramy. O ile Spectral goni Strive i zbliża się do segmentu Enduro to koło jest pierwszą poważną różnicą (Spectral jeździ na 27,5), a drugą jest Shapeshifter.

Shapeshifter jest wisienką na torcie dzięki której można w big black bike absolutnie się zakochać. Po poprawkach, jazda na wersji 2.0 to bajka. Wciskasz guziczek Click i zmienia się charakterystyka: zawieszenie się usztywnia, skok skraca a kąty główki są nieco bardziej strome. Od razu, bez zbędnego bujania, zastanawiania się, sprawdzania czy już czy jeszcze nie? Wystarczy na chwilę odciążyć tył i ciach. Działa, i jest to miłe.

Przed zjazdem wciskasz Clack i sztywna maszynka do podjeżdżania staje się enduro-potworem. Jeśli zapomnisz o tej czynności – to po pierwszych kamieniach sobie przypomnisz 🙂 Rower powraca do 66′ przy główce ramy a skok zawieszenia do 150mm i bziuuuuuu w dół.

Centrum kontroli (wszechświata) miękkości poddupnej Fot. Łukasz Kopaczynski

Podjazdowo

“Aby zjechać trzeba podjechać” – powtarzam za każdym razem mojemu synkowi… co nie znaczy ze przy 2 podjeździe nie zaczynam klnąć i wściekać się na wszystko wokoło. Przed podjazdem trzeba wcisnąć na manetce przycisk “Click” i odciążyć tył. Pierdolnik przy damperze odskoczy i skok się zmniejszy, nie trzeba już sięgać do blokady w amorze. I bardzo dobrze, bo przy tak zamontowanym damperze jest to prawie stunt. Podjazdy stają się bardzo przyjemne (jak na podjazdy). Przy ostrzejszych sekcjach koła nie myszkują, nie trzeba wstawać ani wbijać siodła pomiędzy pośladki a pozycja nadal jest komfortowa.

 

Uśmiech na podjeździe? Niemożliwe. Fot. Łukasz Kopaczynski

Zjazdowo

Wciskasz “Clack” aby uruchomić Shred mode i wio! Zjazd to wielka frajda – rower naturalnie układa się w zakrętach, nie trzeba koncentrować się na dociążaniu przedniego koła albo pilnować się z utrzymaniem neutralnej pozycji. Wszystko co potrzebne do udanego zjazdu składa się ładnie w całość:

  • Zawieszenie oparte na Foxíe 36 DPX2 Performance Elite z tłumikiem FIT4 i damperze DPX2 Performance Elite
  • Koła 29” obute w Miniony w dwóch wersjach mieszanki: klejąco z przodu i trochę mniej na tyle.
  • Hamulce Shimano Deore XT

Bardzo szybko można osiągnąć pierwszą nadświetlną, drugą i trzecią w sumie też. I tu jest pies pogrzebany – rower daje takie poczucie pewności, że bardzo łatwo przekroczyć granice swoich umiejętności i katapulta gotowa 🙂
Na szczęście heble nie zawodzą, da radę wyhamować emocje i utrzymać jeźdźca na galopującym rumaku.

Subiektywne porównanie Specrtal vs. Strive

W obu rowerach mocno wkurzają obydwa powyżej opisane komponenty – współdzielony kokpit/gripy G5 oraz sztyca – więc nie ma co pisać ponownie tego samego. Z mojej perspektywy (pokurcz o raczej standardowych wymiarach poniżej 180cm) w ramie wyczuwalne są 2 różnice:

  • rura górna w Strivie jest ok 27 mm dłuższa
  • podsiodłówka w Spectralu jest ok 25 mm wyższa

Dla mnie te różnice są odczuwalne i dość znaczące dla ogólnego feelingu roweru na korzyść Striva. Jazda na Spectralu była dla mnie jak udział w wyścigach konnych… ale na kucyku. Porównując roweru na zjazdach Strive szybciej się napędza, łatwiej przelatuje przez kamienie i jest pewniejszy w zakrętach. Podjazdy na obu maszynach wchodzą porównywalnie choc Spectral lubi je szybsze i to ułatwia – w Strive shapeshifter jest potrzebny i jeszcze stykla by zupełna blokada w Spectralu włączasz blokadę dampera i masz rower XC. Dyskutując o przewagach rowerów z Krolikiem odniosłem wrażenie ze zaczynamy rozmawiać w podobnym tonie jak porównując AMG A35 i Audi S3… za dużą rolę zaczynały tu odgrywać indywidualne preferencje i styl jazdy.. albo jego brak 😀

Pi razy drzwi można powiedzieć, że Spectral jest troszkę bardziej racingowy. Podjeżdza pod górę jak szalony, na zjazdach wymaga pracy ciałkiem i skupienia, lekko wali po łapkach, ale jest skoczny i skrętny. Jednak jeśli posadzisz dupę na siodle w czasie zjazdu to Cie zrzuci. Zdecydowanie dla tych co lubią wyginać śmiało ciało w dół i w górę.

Natomiast Strive jest bardziej kanapowy. Dostojnie wjeżdża pod górę (czyt. boli to bardziej niz w Spectralu) i pozwala się wozić na zjeździe. Jeśli chcesz to wykrzesasz z niego ogień, nie strzepnie Cie z grzbietu jeśli się będziesz wieźć. Jest troszkę jak rozleniwiona macierzyństwem Marit Bjoergen. Będzie szedł powolnym i z nonszalanckim luzem, ale jeśli go skłonisz do reakcji do dopier#*oli do pieca. Za to Spectral jest jak Teresse Johaug: zgrabna, szybka, koścista i nie musi golić jaj.

Podsumowanie

To świetny rower enduro – można nim śmiało jechać w najtrudniejszy teren lub na zawody. Jeśli w Spectralu brakowało kół 29 to to jest kolejny krok.
Shapeshifter faktycznie sprawia, że rower ma dwie twarze – zabawową, i XC. Na spokojnie jesteśmy w stanie robić nim dłuższe wyrypy i nie będziemy czuli się na koniec dnia totalnie wypruci. Oprócz drobnych mankamentów które można szybko zmienić dostajemy maszynę do enduro niemal kompletną.

Jeszcze dodając kolejną parabolę, niesprośną tym razem. Strive jest jak auto 4×4 Spectral jak RWD. Spectral daje więcej odczuć z jazdy, ale trzeba uważać. Strive można się wozić bez konsekwencji. Jeśli jednak się przyłożycie Strive pozwoli na więcej.

Fot. Łukasz Kopaczynski

Canyon Spectral CF 8.0

Początkujący oraz zaawansowani zdecydowanie nie powinny go omijać. To kapitalny rower na tripy i do ścigania się. Na zjazdach nie jest super pluszowo, ale coś za coś bo na podjazdach i sprintach jest efektywnie. Do tego w trudnym terenie skręca i prowadzi się idealnie. Nie zabrałbym go do bikeparku na tydzień, ale chętnie kupił jako rower na weekendowe jazdy i polskie zawody enduro.

Pierdollo

Spectral. Jeździliśmy na tym kilka lat temu. Wtedy ni pies ni wydra. Tzn fajny rower, ale taki troszkę rachityczny (patrz tu: Canyon Spectral CF 9.0 EX ) Fajnie podjeżdżał, zjeżdżał nawet spoko. Za to bardzo spoko zaczął zjeżdżać po wsadzeniu mu Foxa 36. Tylko to niekoszerne było, a to ponieważ skok był o chyba 10 lub 20 mm większy niż regulaminowy. Czyli 160 zamiast 140. Dalej jednak, ze względu na niewielki skok z tyłu, nie było idealnie.

Kolor kawa zbożowa może się podobać, a może nie.

Patrzę na nowego Spectrala i cooo ? 160 i 150 🙂 czyli jakby posłuchali.  Zdecydowanie nabrał muskułów. Nie wydaje się już być rowerem, XC dostosowanym do jazdy enduro. Z resztą sam Canyon przesunął go w kategorie cięższych rowerów.  Problemem tego roweru może być to, że wiele osób kojarzy go z XC na sterydach i posiadanie takiego nie przystoi w czasach skokowego i tłentinajnerowego onanizmu 🙂

Jezu jezu, wsadzili mu całe 160mm i do tego foxa 36

Z pudelka

Nie lubię brązowo – kawowych kolorów. Unikam ich w życiu, jak ognia. No i przychodzi taki canyon, wyciągam go z pudełka, jest brązowo – kawowo -mleczny i ….. wyjebuje mnie z butów 🙂 Bardziej z laczków marki waterexpert no, ale co zrobić.  Na plus oczywiście. Ładny, że hoho. Nazwa koloru nadana przez producenta – Wasteland. Ciekawe czemu nie np Chernobyl czy jakoś tak. 

Kolor kawowy sprzyja drapaniu się po jajkach o górną rurę gdy inni patrzą. Fot. Łukasz Kopaczynski

Składanie przyjemne. Przychodzi wyregulowany z fabryki. W ramach bycia ostrożnym, dobrze po pierwszej jeździe dokrecić newralgiczne punkty jak wahacz, przerzutkę, obejmy, linki. Razem z rowerem przychodzi pompka do amora, klucz dynamometryczny. Do tego dostajemy odblaski i kapitalny talerz za kaseta. Odblaski można przykleić gumą do żucia do psa lub dziecka, a talerz ofiarować żonie / kochance  w ramach zadośćuczynienia, gdy jedziecie na rower. Na pewno będzie wniebowzięta i poda na nim obiad atrakcyjnemu Ryśkowi.

Rychu jadłby chętnie z talerza wstydu (ang. dork disc) po dmuchnięciu żono/kochanki. Dlatego lepiej go nie zdejmować, aby mu nie dała.

W kartonie mamy pompkę do amora, klucz dyno, paste do lubrykacji …. yyyyyy adhezji karbonu i worek dla psa dla obiektów trzyworkowych.

Komponenty

Lubię spójne rozwiązania. Tu nie ma co wybrzydzać. Za napęd odpowiada pełne Shimano XT. Przesiedliśmy się w tym roku na Shimano,  XT działa jak należy. Jest zrobiony dla mniejszych palców niż SRAM więc dla dużych łap wymaga precyzyjniejszego ustawienia na kierownicy. Biegi wchodzą bez zarzutów nawet pod dużym obciążeniem, ale tego byśmy się spodziewali. W końcu to przednajwyższa grupa. Jak urwiecie przerzutkę nie będziecie musieli płakać, ani sprzedawać jądra producentom sałat z jajkiem, bo cena przystępna.

XT zmienia biegi dobrze, co nas nie zaskakuje

Heble są znane i lubiane. Na maxa przypominają stare Sainty i tak też hamują. Mocno, bez jakiejś kosmicznej modulacji, ale akurat mi to odpowiada.

Koła to DT Swiss M1700. Bardzo przyzwoita waga, 30 mm szerokości wew. Przeżyły moją jazdę na Ślęży a zazwyczaj 90 kg żywca robi delikatnym kołom swoje. Fajną sprawą jest brak mechanizmu zapadkowego i zastosowanie Ratcheta. Do niedawna było to dostępne tylko w najdroższych piastach DT. Rozwiązanie niezawodne i ciche. Pierwsze prowadzenie roweru budzi konsternację, bo jest ciche jak Lech na wawelu.

Ratchet jest cichy, spuszcza po sobie wodę i zamyka klapę.

W uginanie się odpowiada Fox DPX2 Performance elite i analogiczny lis 36 z przodu. Miło, że nie jest to Fox 34 który niby bebechy ma takie same, ale daje feeling gięcia się wszystkiego. Zawiecha działa poprawnie. Nie zabija milionem regulacji. Trzymaliśmy SAG w zakresie 25%-30%. Każde z ustawień miało swoje plusy i minusy, ale o tym później.

Fox 36 jest odpowiednio gruby by było nam przyjemnie.

Za frykcyjne połączenie naszego tyłka (ang. anus) z rowerem odpowiada sztyca Fox Transfer. No i to jest jedyna porażka w tym rowerze. Biorąc pod uwagę cenę tego rozwiązania, jest ona słaba. Dysponuje przyjemną i ergonomiczna manetką, ale już jakość pracy sztycy w tym przedziale cenowym to masakra. Nie działa precyzyjnie. Nie opuścicie jej o np 5mm. Początkowe tarcie jest tak duże, że po naciśnięciu manetki trzeba lekko strzelić z dupy by ją ruszyć.

Sztyca foxa zrobiona jest z lisów i to leniwych i zatartych, z chowu klatkowego.

W efekcie czego jest to mało precyzyjne i sztyca opuszcza się 2-3 cm. W dodatku lubi nie wysunąć się w 100%. Zostaje 1-1,5cm, które trzeba złapać udami i wyciągnąć. Skill przydatny jeśli żyjecie obszarach, gdzie jesteście narażeni na gwałt. Tam należy umieć mocno złapać sprawcę udami i odprowadzać na policje. My tam jesteśmy otwarci, więc ten aspekt treningowy jest nam zbędny. Drugim plusem oprócz manetki jest to, że baryłka linki łapie przy sztycy a śruba blokuje linkę w manetce. Jakie to oczywiste. Linke do sztycy zakłada i napręża się w 5 sek.

Są tylko dwie rzeczy których w Spectralu nie lubimy. Sztyca i kiera z AL.

Kokpit… tak jak stare dobre niemiecki filmy bazowały na Heidi to tu, jak zwykle w Canyonowskich produkcjach, występuje  mostek i kiera  G5. Przyzwyczailiśmy się przez ostatnie lata do kier carbonowych, więc nie lubimy tego feelingu AL. Wydaje się też bardziej wiotki. Nie przeszkadza w sterowaniu a raczej w macaniu w czasie jazdy. Po prostu daje low costowy feel, a to w sumie rower za 18k. Oczywistym minusem są cienkie gripy. Odi Rogue czy Esi Super chunky poprawiają feeling roweru o 200%.

Rama jest podgumowana gdzie trzeba więc jest cicho na zjazdach.

Rama jest wykonana z Carbonium, wahacz jest z alu i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Nie wiemy czy wungiel do ramy wydobyto na Śląsku, ale możemy tak założyć, aby wmówić drugiej połówce / mamie / tacie / sponsorowi / sponsorce, że wspieramy polski przemysł. 

Podjazdy

Podjeżdża ! I to dobrze. Chyba jest to najlepiej podjeżdżający full Trail / Enduro jakiego ujeżdżałem. Zwłaszcza napompowany do 25% SAGu. Wogóle ta kwestia czy 25% czy 30% sagu to jest istotny temat dla tego roweru. Przy 25% wali to to w górę jak maszyna XC. Koszt jaki ponosimy, to że wali po łapach na zjazdach. Rower jest dość krotki, więc na podjazdach wystarczy się pochylić, aby przód się nie odrywał od ziemi. Sprinty na stojąco nie zabijają go i zawiecha nie siada do ziemi.

Skubaniec lubi podjazdy jak Sasin wybory korespondencyjne. Fot. Łukasz Kopaczynski

Bałem się, że stanie się ociężały po tym jak go Canyon nasterydował. Przy 30% SAGu robi się bardzo lekko ociężały. Bez blokady suport siada lekko w dół i zamula podjazd. Nie ma dramatu, ale nie jest już taką kozicą. Oddajmy mu to, nawet zamulający jest jednym z lepiej podjeżdżających fulli enduro.

Generalnie nie czuć zupełnie tego, że to jest rower ze skokiem 160/150. Na feeling podjazdowy dałbym mu 130mm

Zjazdy

Jest szybki. Zaskakuje, zwłaszcza że to 27,5. Tak jak pisałem wcześniej, istotne jest czy ustawimy 25% czy 30% SAGu. W jednym i drugim przypadku jest dobrze. Przy 25% nie jedzie się super pluszowo. Wali po łapach na małych nierównościach, ale jestem mu to w stanie wybaczyć bo zapierdala.

Rower zjeżdża dobrze. Chyba, że akurat nie zjeżda to wtedy nie zjeżdża wogóle. Fot. Łukasz Kopaczynski

Serio ten rower jest szybki. Jest szansa, że to dlatego, że zawiecha nie zamula. Jest skoczny, lubi stawianie na koło, skręca nawet na mega stromym. Na trasach typu Swiniołaj (czyli kręto, mocno stromo i luźno) daje pełną kontrolę. Przy SAGu 30% robi się pluszowo, ale dalej sprężyście. Dobrze czyta się podłoże, rower nie pływa. Jak dla mnie petarda.

Skoczny jest jak Sebix na weselu Angeli i czwartym brudziu. Fot. Łukasz Kopaczynski

Podsumowanie

Ten rower jest jak Danika Mori po treningu do triathlonu. Fit, kształtna, rozciągnięta, dobrze ciągnie pod górę. W dół też zbiega, czasem coś jęknie, że boli ją kostka, ale zbiegnie z gracją i miło będzie na to patrzeć. Nie spoci się zbytnio, nie poobciera i na dole będzie pachnieć truskawkami.

Uważam go za kapitalny rower dla osób które chcą zacząć w enduro a zastanawiają się co kupić. Dla doświadczonych też, ale o tym później.  W sumie zazwyczaj ktoś kto zadaje pytanie jaki rower wybrać:

1 – nie jest przesadnie doświadczony, czyli nie nakurwia piecem na zjazdach a jak mu się wydaje że nakurwia to pewnie i tak nie nakurwia

2 – podjeżdżał mało, więc jest słaby kondycyjnie. Na wycieczkach podjeżdża 500m i płacze jak ma byc 1000.

Też jesteśmy jak Danika i pachniemy i smakujemy truskawkami Fot. Łukasz Kopaczynski

Wobec powyższych, niech se kupi rower na którym nie zdechnie na podjazdach a który spisuje się świetnie na zjazdach. Wiadomo, nie płynie się jak na masełku i nie jest pluszowo i mięciuchno, ale robi robotę na maxa i radzi sobie ze wszystkim. Na pewno nie ogranicza jeźdźca. I nie ma co gonić za skokiem i jarać się 180mm bo taki skok nie jest wykorzystywany jak sie jedzie pooooooowoli, a na podjazdach będziecie płakać. Wobec czego zaryzykowałbym stwierdzenie, że jeśli zadajecie sobie ‘to’ pytanie to Spectral jest rowerem dla Was. A jak urośnie Ci łyda i skill, to se wstawisz większy wideł do przodu i przejeżdżasz sezon – dwa aż uzbierasz hajsiwo na nowy rower.

Nie klei do drzew a klei do gleby 🙂 Fot. Łukasz Kopaczynski

Osoby bardziej zdecydowane też nie powinny go omijać. To kapitalny rower na tripy i do ścigania się. Na zjazdach nie jest super pluszowo, ale coś za coś bo na podjazdach i sprintach jest efektywnie. Do tego w trudnym terenie skręca i prowadzi się idealnie. Nie zabrałbym go do bikeparku na tydzień, ale chętnie kupił jako rower na weekendowe jazdy i polskie zawody enduro.

Jest szansa, że w topowej wersji zawiechy jest już mięciucho i robi nam się rower niemal idealny. Szkoda, że nie 29, ale nie jęczmy.

Cannondale Habit 4

To akurat pierwszy Cannondale jakiego mieliśmy w naszych knurzych racicach. Nie jest to też typowa dla nas endurówka, ponieważ Habit (nie taki na księdzu, to bardziej jak nałóg, nawyk) klasyfikowany jest jako ścieżkowiec.

Historia

To akurat pierwszy Cannondale jakiego mieliśmy w naszych knurzych racicach. Nie jest to też typowa dla nas endurówka, ponieważ Habit (nie taki na księdzu, to bardziej jak nałóg, nawyk) klasyfikowany jest jako ścieżkowiec – czyt. rower do jazdy po ścieżkach. My dla przekory jeździliśmy też poza nimi. To młodszy brat znanego już dosyć dobrze Jekylla, który swoją drogą czeka na odświeżoną konstrukcję.

U nas znalazł się już aluminiowy model Habita na 2020.

(Nie) z pudełka

Rower dostaliśmy pięknie złożony przez Thirty Three Bicycle Studio, które od dawna ma w swojej gamie rowery Cannondale. Jednak, gdyby Wam przyszło składać ten rower samemu, to elementy, które otrzymujecie kartonie są proste do złożenia jak puzzle zawierające 32 kawałki. Kół zaplatać nie trzeba. Kupując z kolei Cannondale’a w 33 rower będziecie mieli profesjonalnie złożony przez nich. Więc ten punkt można pominąć.

Komponenty

Odmian Habitów jest naprawdę sporo, 6 rodzajów na ramach amelinowych (pomalowanych!), 6 na carbonowych, jeszcze modele kobiece. Warto wspomnieć, że topowy model tego ścieżkowca kosztuje 38 tys złotych! A wcale nie ma kryształków svarovskiego w lakierze. Nasz był takim „reasonable price car” (ok 12 600 zł). Habit 4 to amelinowa rama amortyzowana! Za co z przodu odpowiada Fox Float 34 Rythm o skoku 140mm a z tyłu Fox Float Performance DPS Evol ze skokiem 130mm. Napędza go 12-rzędowy NX „orzeł” a za hamowanie (teoretycznie) odpowiadają Guide’y T(ragiczne). Reszta to standardy Cannondale, w tym warto wspomnieć ich sztycę, która bardzo przyzwoicie działa nawet w niskich temperaturach. Habit ma podstawowe obręcze 29” WTB STi 25, które okryte są Minionem DHF oraz Highrollerem z tyłu, co bardzo szanujemy, albowiem te opony robią robotę w terenie. To set będący kompromisem przy niezbyt wygórowanej cenie roweru. Wszystkie te komponenty w zupełności wystarczają. No może oprócz hamulców, które dają wrażenie, że zamiast płynu mają w przewodach gumę od chińskich majtek. Nawet po dotarciu nie można na nich jakoś specjalnie polegać. Do reszty nie ma co się przyczepiać. Pamiętajmy też tutaj o zastosowaniu roweru. To nie jest maszyna downhillowa, a i tak przy naszych testach radził sobie dobrze w terenie trudniejszym niż ten, do którego został przeznaczony przez producenta i stwórcę.

Podjazdy

To co tygryski lubią najbardziej. Wprawdzie nie było tu KOMów uphillowych na Stravie, ale habit naprawdę dobrze podjeżdża. Zawieszenie nie pompuje, nie trzeba go zamykać (mimo, że Fox ma tu aż 3 pozycje pracy!). Środek ciężkości jest w takim miejscu, że na stromych podjazdach odpowiednio dociążony przód nie staje dęba a jednocześnie tylne koło nie gubi przyczepności. Również pozycja jest całkiem wygodna. Rower nie wymaga pozycji embrionalnej albo na zgarbionego i zniszczonego życiem człowieka. Plecy są raczej proste i w moim przypadku (180cm) rozmiar L był idealny do nieodczuwania jakichś większych dolegliwości po całym dniu jazdy. W kontekście szybkich podjazdów na trasie, gdzie trzeba dynamicznie stanąć na pedałach, musiałem utwardzać wcześniej widelec. Fox mocno pompował mimo ustawienia odpowiedniego sagu. W tym przypadku pokrętło na prawej ladze bardziej w stronę pozycji „Firm” rozwiązywało sprawę.

Zjazdy

Habit radził sobie dobrze nawet w bardziej wymagającym terenie i nie mówię tu o trasach typu Superflow na Rychlebach. Przy dobrym ustawieniu zawieszenia połykał też większe kamienie (tak, patyki i liście też!) Tutaj jedna uwaga – obręcze nie są z kryptonitu, więc jadąc 40 km/h albo i więcej po kamienistych ścieżkach nie dziwcie się jak, że pojawią się na nich prędzej czy później… uśmiechy. Habit nie ma też idealnej sztywności bocznej, ale nie jest to coś co Wam zburzy jazdę, chyba że wchodzie w zakręty na pełnej jak Richie Rude. Tak naprawdę przy zjazdach mam do niego tylko jedno większe zastrzeżenie. Habit przelatuje przez skok jak Kamil Stoch na wielkiej krokwi. Przy większych prędkościach i wybiciach dobijanie dampera jest jak wiatry po spożyciu roślin strączkowych – raczej występuje i raczej wkurza. To czasem nawet dzieje się na jakichś głębszych dołach na trasie. Temu da się oczywiście zaradzić, ale wiąże się to z tym, że nawet po odpowiednim ustawieniu dampera będziecie go co jakiś czas dopompowywali. Taki urok tej konstrukcji. Koniec końców jeździłem na środkowej pozycji dampera – czyli półotwartej oraz ze znacznie większą ilością powietrza niż zalecano. Poza tym nie mam do niego innych zastrzeżeń. Jest idealny na trasy typu flow, jest zwrotny i nie boi się większych przeszkód, co robi go dosyć uniwersalnym rowerem. To chyba zresztą taka cecha dzisiejszych ścieżkowców. To co wyprowadzało ten rower ze stabilnej jazdy to prędkości pod 50 km/h na nierównym i kamienistym podłożu, wtedy nie czułem się na nim zbyt pewnie. Ale to nie jest rower do tego! Poza tym w zabudowanym i tak można tylko 50! Natomiast bardzo wygodnie się nim pompuje na zjazdach ziemiste muldy, wybija na korzeniach i balansuje środkiem ciężkości.

Reasunmacja

Mój główny wniosek po około miesięcznym romansie z Habitem 4, mówi, że to przede wszystkim bardzo wdzięczny rower wycieczkowy! Możecie nim spokojnie przejechać 40-50 km w różnym terenie i nie będziecie chcieli zobaczyć co się dzieje po wrzuceniu go pod pociąg. Wasz tyłek, zęby i kręgosłup będą na miejscu. Na podjazdach będzie Wam w większości wygodniej niż na enduro z dużymi skokami. Nie jest to dobry rower do bike parków, ale poradzi sobie w naturalnym terenie, nawet na bardziej wyboistych i kamienistych ścieżkach. Nie jest to maszyna do katowania na schodach i skakania po krawędziach kamieni wielkości samochodów, chyba że macie przyczepę zapasowych obręczy, ale dostarczy Wam banana na twarzy na trasach typu flow i ścieżkach jakie oferują miejsca pokroju Ślęży, Srebrnej Góry czy Rychleb. W samej specyfikacji zmieniłbym tylko hamulce – wrzucacie do niego Shimano XT albo nawet SLX i tyle. Nic więcej nie trzeba. No dobrze trzeba – poświęcić uwagę ustawieniu zawieszenia. Żeby było jasne – to bardzo bazowy sprzęt, nie ma ustawień rodem z wahadłowców NASA, ale zadbajcie o odpowiednią twardość z przodu i z tyły, a zazwyczaj będzie to oznaczało sag mniejszy niż tradycyjne 30%. To oszczędzi Wam nerwów na rzucaniu wymyślnych wyzwisk w stronę amorów jak będą Wam przelatywać przez skok na szybkich zjazdach. Ale to jest do ogarnięcia, po prostu miejcie ze sobą pompkę. Reszta nie sprawi Wam większych problemów. Konstrukcja ramy jest prosta, zawias łatwo się demontuje do czyszczenia. Sram NX też wystarczy, tu jak zwykle kwestia regulacji i unikania rzucania w niego kamieniami, bo po tym robi się kapryśny. A poza tym niczego więcej Wam nie trzeba. No może tylko spokojniejszych czasów na jazdę…

Plusy

  • bardzo wygodny na podjazdach
  • radzi sobie z większością przeszkód, nawet tych wykraczających poza jego „ścieżkowatość”,
  • cena

Minusy

  • słabe hamulce – Sram Guide T (ylko nie to!)
  • tył lubi przelatywać przez skok

zdjęcia: Krzysztof Stanik

Testy roweru przeprowadzone dla Thirty Three Bicycles Studio

Ibis Ripmo – Pato(l) bike check

Już pierwszy zjazd pozwolił mi stwierdzić, że chcę ten rower. Jechało mi się na nim szybciej i pewniej, a jeszcze nawet dobrze nie zapamiętałem jego imienia.

Niby nic, a tak to się zaczęło.

Po przeszło 3 sezonach na YT Capra w rozmiarze S zapragnąłem zmienić rower na większy. Dylemat był duży, ponieważ mając możliwość jazdy na różnych rowerach odkryłem, że żaden specjalnie mnie nie zachwyca i nie pociąga a zmiana na Capre w rozmiarze większym była trochę bez sensu. Wiedziałem więc, że jeśli zmienię sprzęt to na całkowicie inny, gdyż 0,5 stopnia na główce, 1cm reachu i zawiecha innego brandu nie sprawi, że odkryję kolarstwo górskie na nowo. Wraz z wiekiem, potrzebne są coraz mocniejsze bodźce, a zatem w mojej głowie pojawił się niecny plan żeby przejść na większy rozmiar koła, co przy wzroście 171cm rodziło pewne obawienia. Mniej więcej w tym samym czasie na rynku pojawił się Ibis Ripmo, które też trafiło w nasze łapska do testów. Już pierwsza jazda na za dużym rowerze (bo w rozmiarze L) utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie ma co się bać dużego koła. Pierwszy zjazd pozwolił mi stwierdzić, że chcę ten rower. Jechało mi się na nim szybciej i pewniej, a jeszcze nawet dobrze nie zapamiętałem jego imienia. Zaznaczę jeszcze, że pierwsze zdjęcia Ripmo totalnie mnie do niego nie przekonywały i przywodziły wspomnienia zabaw na trzepaku w wieku szczeniackim, a teraz uwielbiam na niego patrzeć. To już nie zauroczenie, to miłość.

Tyłobok od strony napędu prezentuje się tak.

Szlachetne i niefastfoodowe dodatki.

Blękitny lakier i pomarańczowe wstawki grają ze sobą idealnie.
Zawieszenie

Pod strzechą zagościł set na GX Eagle z upgradem zawieszenia do Fox X2 i Fox 36 Factory. W międzyczasie na rynek wszedł nowy tłumik Foxa Grip2 i właśnie taki dostałem z rowerem.
Po kilkuletniej przygodzie z BOSem Deville oczekiwania w stosunku do pracy widelca były delikatnie mówiąc wysokie. Tłumik Grip2 dwa posiada wszystkie regulacje świata (HSC, LSC, HSR, LSR, ASF, HBO, SLD, HIV). Kilka zmian w stosunku do “książkowych” ustawień i chodził jak złoto. W późniejszej fazie współżycia dołożyłem MRP Ramp Control, który dodatkowo zwiększył możliwość setupu widelca o płynną regulację progresji oraz sprawił, że widelec stał się jeszcze czulszy w początkowej fazie skoku (przez możliwość obniżenia ciśnienia).

Więcej o MRP Ramp Control możesz przeczytać TUTAJ.

Damper X2 zapowietrzył się już w pierwszym miesiącu użytkowania. Później zrobił to jeszcze dwa razy (na przestrzeni półtora roku). Poza tymi kaprysami to bardzo dobry sprzęt, w którym również możemy ustawić wszystko. Regulacja odbywa się za pomocą klucza imbusowego co potrafi być upierdliwe, ale przynajmniej nie ma się ochoty kręcić gałami na każdym postoju, co nie jest zbyt rozsądne. Najlepiej poświęcić czas raz i mieć to z głowy.

Fox 36 Factory z tłumikiem Grip2 ze 160mm skoku pozwala na wiele w każdym terenie.

A z upgrajdem o Ramp Control na jeszcze więcej.

Fox Float X2 posiada również wszystkie możliwe regulacje i jednego tokena.

Pokrętło do zarządzania kompresjanami.
Koła

Kolejnym upgradem były karbonowe koła na piastach sygnowanych logiem Ibisa. Co do piast to nigdy się nad nimi specjalnie nie spuszczam, nie lubię gdy hałasują więc dopłacanie pierdyliarda monet do części, która w rezultacie będzie mnie w*urwiać uznałem za zbyteczne. Przednia piasta to z kolei korpus i dwa łożyska, więc who cares jaki brand za nią stoi. Piasty okazały się trwałe i po 2500km bez zaglądania do nich kręcą się bez żadnych oporów i niepokojących dźwięków.
Szerokie na 35mm (wewnątrz) obręcze powodują, że opona bardzo fajnie się układa i sprawia wrażenie szerszej. Opony wskakują bez problemu. Asymetryczna budowy obręczy pozwala na zastosowanie w całym rowerze jednej długości szprych, co jest mega w przypadku kupowania szprych zapasowych. Jest to nieco mniej fajne przy stosowaniu niektórych wkładek. Do tylnego koła wrzuciłem wkładkę Rockstopa, której kształt lepiej współgra z obręczami symetrycznymi.
Tylną obręcz udało mi się popsuć, pęknięcie było mikro, nie powodowało utraty ciśnienia, jednak koło zostało wymienione na gwarancji bez żadnych problemów. Wkładka została zamontowana po odkryciu pęknięcia w starej obręczy i siłą rzeczy trafiła do nowej, aby wykluczyć w przyszłości tego typu defekty.

Karbonowe obręcze sprawiają, że rower bardzo precyzyjnie się prowadzi.

Opony bardzo dobrze się układa i sprawia wrażenie szerszej.

Koła oczywiście są przystosowane do zamleczenia.

W tylnym kole mieszka wkładka Rockstop.
Hamulce

W komplecie były heble Shimano, już nawet nie pamiętam jakie. Wymieniłem je na Hope Tech 3 e4. Zawsze podobały mi się klamki i zaciski Hope. Zbierały dobre opinie w sieci, przemawiały za nimi także łatwość serwisu (każda część dostępna osobno). Przygoda z nimi była w moim przypadku dość burzliwa praktycznie przez cały okres użytkowania. Modulacja jest super, siła także wystarczająca, jednak problemem była konsekwencja egzekwowania tej siły. Hebel raz działał super a raz nie działał super. Przyczyną okazały się klocki. Fabryczne metaliki Hope zastąpiły jakieś zamienniki – nie wiem jakie, gdyż ofiarował mi je kolega widząc moją krzywdę. Od tej pory problemy się skończyły. Gdy tarcze Shimano dokonały żywota wrzuciłem zestaw Hope na aluminiowym pająku z akcentem kolorystycznym.

Na zaciski Hope przyjemnie się patrzy.
Zarówno od tyłu jak i od przodu.

Pomarańczowe tarcze pasują do nalepek.

Klamka posiada regulację w przód, tył a nawet w bok.
Kokpit

Ponieważ jestem estetą seryjny kokpit wyleciał zanim jeszcze wyszedł z kartonu. Krzywdy jaką producenci wyrządzają swoim rowerom wrzucając mostki i kiery sygnowane ich logiem nie potrafię zrozumieć. Jednym słowem seryjny kokpit wygląda jak paździerz. Prąciowy feeling kiery i mostek bez wyrazu zastąpił minimalistyczny kokpit 77desigz. Mostek o nietypowej konstrukcji na dwie śruby waży tylko 69g. Kierownica bez przaśnych napisów turbo rejs karbon psikuta(s) jest wykończona bezbarwnym lakierem, a jej włókna lśnią jak czupryna Świtezianki w pełni księżyca, który jak wiadomo świeci światłem odbitym.

W chwili gdy przedstawialiśmy markę 77designz na naszym kanale YT ten innowacyjny kokpit jeszcze nie istniał, ale możecie posłuchać o niej tak czy inaczej dokładnie TUTAJ.

Dzięki kokpitowi 77designz nie musimy iść do galerii aby podziwiać dzieło sztuki.
Pozostałe apgrejdy

Od razu wymieniłem sztycę na Bike Yoke Revive. Posiadałem taką już w poprzednim rowerze i byłem z niej niesłychanie zadowolony. Ripmo posiada krótką rurę podsiodłową więc wpadła sztyca o długości 185mm. Wygodna manetka i całkowita bezobsługowość pozwala wymazać z pamięci przykre doświadczenia z Reverbem i cieszyć się bezproblemową pracą w każdej temperaturze.

Obszerniej o sztycy przeczytasz TUTAJ.

Rower klasycznie przychodzi bez padałów. Od jakiegoś czasu używam wyłącznie pedałów z tworzywa, gdyż aluminiowe pedzie, które nie ważą tony kosztują jakieś chore pieniądze i całkiem szybko zaczynają się chędożyć. Wybór padł na pedalce TAG Metals. Prosta konstrukcja, całkiem niski profil, akceptowalna waga i żywotność za niespełna 200zł.

O pruduktach TAG Metals trochę nawijaliśmy na naszym kanale YT – sprawdź to sprawdź.

Prowadnica łańcucha również od 77designz waży tyle co nic i dodatkowo zabezpiecza łańcuch przed spadaniem.
Zestaw narzędzi chowany w rurze sterowej wymaga nagwintowania tejże. Oprócz najprzydatniejszych kluczy możemy doń przykręcić nabój lub zestaw do reperacji opony (sznurki+szydło).
Łożyska w sterach CC Forty całkiem szybko zaczęły wydawać dziwne dźwięki więc wrzuciłem kit Hellbedner 70 – łożyska z nierdzewki i nastał spokój.

Sztycę Bike Yoke Revieve możemy odpowietrzyć w 5s w terenie.

Manetka jest bardzo ergonomiczna.

Pedała(ły) TAG Metals wytrzymują sporo strzałów.

Prowadnica łańcucha 77designz waży mniej więcej tyle co nic.

EDC One Up Component umożliwia jazdę bez narzędzi w kieszeni.

Posiada niezbędne imbusy, torx 25, skuwacz do łańcucha i możliwość przykręcenia naboju.
Jazda

To jak rower jeździ pisaliśmy już w pierwszym teście oraz w długodystansowym teście Królika. Nie będę powielał ohów i ahów. Jestem z tego sprzętu absolutnie ukontentowany. Zarówno na stukilometrowe tripy po górach jak sesje w bikeparku. Udało mi się na nim wywalczyć trzecie miejsce na czeskiej etapówce MTB Trilogy (na krótszym dystansie) a także mieścić w top 15 w polskiej serii zawodów Enduro MTB Series.

Ripmo chętnie wchodzi na gumę. Fot. Łukasz Kopaczyński

Dostarcza mnóstwo wrażeń na co dzień i od święta. Fot. Łukasz Kopaczyński

Radzi sobie doskonale na długiej etapówce oraz podczas wypadu do bike parku.

PS. Bardzo bym chciał aby mógł nim się teraz cieszyć ktoś inny dlatego rower wystawiony jest na sprzedaż, a ja już czekam na nowe Ripmo 🙂

Link do ogłoszenia:

RIPMO KUP TERAZ