Whyte Friston

Friston jest odpowiedzią marki Whyte na rowery typu gravel, które w ostatnim czasie stają się coraz bardziej popularne.

Friston jest odpowiedzią marki Whyte na rowery typu gravel, które w ostatnim czasie stają się coraz bardziej popularne. Chcąc dowiedzieć się czym są gravele zazwyczaj słyszymy, że to takie przełaje o trochę innej geometrii. Czy ta “trochę inna geometria” jest na tyle zasadna, żeby wprowadzać nowy typ roweru? Po przejechaniu kilku metrów wyraz mojej twarzy wskazywał na to, że tak.

Całkiem szeroki baran.

Komfort i pewność

Baran o szerokości 480 mm to coś zupełnie niespotykanego, można by powiedzieć nawet, że coś zupełnie niespotykanego. W obliczu obecnych standardów panujących w enduro, gdzie kierownice mają rozmiar zbliżony do wiosła, wydaje się to śmiesznie małą wartością. W porównaniu do standardowych rozmiarów kierownic montowanych w przełajach (ok. 360 mm – 440 mm) różnica w komforcie jest ogromna. W zestawieniu z progresywną geometrią, która jest niejako wizytówką firmy oraz łapami Sram Rival otrzymujemy zestaw, którym bardzo pewnie można poruszać się w terenie. W górnym chwycie operowanie klamkami jest bardzo wygodne a modulacja oraz siła hamowania na zdecydowanie wyższym poziomie niż w przypadku łap shimano (ściślej rzecz ujmując, w porównaniu z mechanicznymi hamulcami trp i klamkami tiagra ).

Zmiana biegów w Sram Rival odbywa się za pomocą jednej dźwigni (Dual Tap), co początkowo sprawiało mi problem. Ciężko było wyczuć zwłaszcza zmieniając bieg na lżejszy, w tym wypadku trzeba wichajster pchnąć głębiej. Zazwyczaj skutkowało to u mnie zmianą o dwa biegi. Zmiana biegu na twardszy jest prosta jak zrobienie selfie w kiblu. Pstryk i jest.

Dbałość o detale jak zwykle na wysokim poziomie. Zintegrowany zacisk sztycy, przewody poprowadzone w ramie. Przewód tylnego hamulca wychodzi z ramy przy samym zacisku. Podobnie zresztą jest z przewodem hamulca przedniego. Wszystkie miejsca, w których przewód wchodzi w ramę są dobrze uszczelnione. Utrzymanie roweru w czystości jest przez to bardzo ułatwione. Nie trzeba lawirować między pancerzami. Anodowane na pomarańczowo piasty również cieszą oko.

Friston obuty jest w opony Maxxis Rambler w rozmiarze 40C. W standardzie koła są przystosowane pod system bezdętkowy. Dodatkowo wyposażony jest w szerokie obręcze WTB Asym i23. W terenie na takim komplecie strome podjazdy nie są wielkim wyzwaniem. W ich pokonywaniu pomaga również kaseta zestopniowana jak w rowerze górskim. W zasadzie to prawie taka sama kaseta jak w napędach 1×11 z rowerów mtb. Różnica jest w najmniejszej zębatce, 11 zamiast 10 zębów i zwykłe sprzęgło (nie xD). Z zębatką 38T z przodu pozwala to na rozwinięcie prędkości ok 45km/h  na płaskim odcinku.

Na grubszej gumie ciężej o snejka choć nie zawsze.

Na asfaltach rower się trochę marnuje, miałem wyrzuty sumienia, gdy na pierwszą randkę zabrałem go na szosę, szybko mi przeszło, gdy wjechałem do lasu.

Zjazdy na Fristonie także zdecydowanie lepiej wychodziły niż na moim treningowym cx’ie. Dużo większa baza kół gwarantuje świetne prowadzenie i stabilność a mocne hamulce i szerokie opony podnoszą poziom pewności blisko takiego jak na mtb.

Podobne do MTB są również inne zastosowane patenty takie jak sztywne osie. Tylna piasta w standardzie 142×12, natomiast przednie carbonowe widełki spięte są osią 15mm. Sztywność jest odczuwalna, rower szybko przyśpiesza i jazda na nim jest przyjemnie lekka.

 

Geometria umożliwia zabawy w terenie.

Reasumując, Friston jako rower do wielu zadań wydaję się bardzo dobrym wyborem. Można na nim komfortowo jeździć w bardzo zróżnicowanym terenie, od szosy po delikatne górki. Jako rower treningowy trochę szkoda jego potencjału, kręcić do odcięcia można na wszystkim i w zasadzie podczas interwałów nie robiło mi różnicy co mam pod tyłkiem. Po zaledwie kilku jazdach mocno się zastanawiam nad zmianą swojego cx’a właśnie na ten model. Mimo wszystko jazdę na rowerze traktuję w kategorii przyjemności a ta na Fristonie wchodzi na wyższy level.

 

Whyte G160S

Reach zbliżony do rozstawu ramion figury Chrystusa Króla w Świebodzinie to cechy charakterystyczne tego modelu.

Whyte G160S trafił do nas w okresie przejściowym zima-wiosna. W tym czasie warunki na trasach nie rozpieszczają, śnieg, błoto i zamarzający reverb wymagają trochę samozaparcia aby wyprowadzić sprzęt na spacer. Ciekawość jak jeździ rower, o którym ostatnio dużo słychać w internetach była większa niż wszechogarniający leń. Mając 171cm wzrostu wybrałem rozmiar S, który przypasował idealnie.

Geometria sprawia, że rower jest skory do zabawy.

W tym rozmiarze dostępna była tylko najniższa wersja wyposażenia. RockShox Yari RC i Monarch Debonair RT to całkiem przyzwoity sprzęt, który nie odbiera przyjemności z jazdy. Jednak sercem roweru jest jego rama z unikalną konstrukcją i geometrią. Sztywny tylny trójkąt, z bardzo szeroko rozstawionymi łożyskami wahacza (co było możliwe dzięki przystosowaniu roweru wyłącznie pod napędy typu 1xXX) oraz reach zbliżony do rozstawu ramion figury Chrystusa Króla w Świebodzinie to cechy charakterystyczne tego modelu (455 w rozmiarze S to tylko 3mm mniej niż YT Capra w rozmiarze XL). Przy klasycznym kącie główki 66* rozstaw kół wynosi prawie 1182mm, z czego tylny trójkąt to tylko 425mm.

Umożliwia nawet zeskok z kamienia.

Właściwości jezdne

Pierwsza myśl to “czy zachodzi przy skręcie?”. Obawy znikają po przejechaniu kilku pierwszych zakrętów, sztywność konstrukcji jest odczuwalna. Nisko osadzony suport, którym ojcowie straszą swoje niegrzeczne dzieci, że urwie im nóżki na pierwszym korzeniu pomaga we wklejaniu się w bandy, a także ułatwia utrzymanie roweru w ryzach przy większych prędkościach. Po przesiadce na swój rower (YT Capra w rozm. S) zanotowałem, że muszę na nim dużo więcej pracować ciałem aby rower jechał po obranej linii. Whyte G160 wymaga zdecydowanie mniejszej gimnastyki, co może być znaczącym argumentem – pewne rzeczy dzieją się same, to na pewno przełoży się na większą pewność siebie i tym samym na szybszy progres. Pomimo długości, rower jest bardzo zwinny, krótki tył sprawia, że postawienie go na kole jest banalne a utrzymanie na nim równowagi nie sprawia problemów.

Oraz jazdę na wprost.

Podjazdy

Dzięki krótkiemu tylnemu trójkątowi łatwo postawić rower na tył.

Podczas podjeżdżania zdarza się przyhaczyć pedałami o przeszkody. Zastosowanie mniejszego SAGu trochę pomoże w tej kwestii (w wyższych modelach dampery posiadają platformę, którą można uspokoić zawias przy podjeżdżaniu). Jednak korzyści wynikające z nisko osadzonego środka suportu moim zdaniem wynagradzają tę niedogodność z nawiązką. Nie ma problemów z odrywającym się przodem na stromych podjazdach. Kwestią indywidualną są preferencje co do zajmowanej pozycji na rowerze. Pomimo mostka 40mm przy moim wzroście pozycja była bardziej leżąca niż wyprostowana, co u mnie powodowało ból pleców w odcinku lędźwiowym. Pojawiał się on szybciej gdy jeździłem z plecakiem niż podczas jazdy z nerką. Są to jednak kwestie indywidualne, wynikające również z proporcji ciała.

Użytkowanie generuje uśmiech.

Podsumowanie

Reasumując, Whyte G160S to rower cechujący się bardzo dobrymi właściwościami jezdnymi, stabilny przy szybkiej jeździe i zwinny w zakrętach. Przy tym wszystkim nie zachowuje się jak typowy czołg do jazdy na wprost, współczynnik zabawowości jest zachowany na wysokim poziomie. Podczas jazdy na nim warto zrewidować swoje podejście do dociążania przedniego koła, tutaj trzeba dużo bardziej pochylić się na przodzie i zaufać magii obfitego rozstawu kół – ta magia naprawdę działa. Celowo nie wspominam o wyposażeniu, gdyż po pierwsze są trzy wersje do wyboru a po drugie, wyposażenie można zmienić wedle upodobań. Warto jednak zwrócić uwagę na to że w standardzie dostajemy:

  • Szerokie obręcze przygotowane pod zamleczenie
  • Tylną piastę z bardzo dużą ilościa punktów zaczepienia
  • Komponenty sygnowane logiem producenta, które nie powodują wstydu na dzielni
  • Dodatkowe uszczelnienie łożysk zawieszenia
  • Gwintowany suport
  • Zintegrowany zacisk sztycy

Rzeczy, do których można się przyczepić to:

  • Waga
  • Cienkie chwyty (gripy)
  • Sztyca z małym skokiem (w rozmiarze S)

Testuj

Polski dystrybutor doskonale rozumie, że kupowanie kota w worku nie jest dobrym pomysłem. Dlatego rowery Whyte mogło przetestować już wiele osób, przekonując się, że hasła o jego wyjątkowości to nie makretingowy bełkot. Informacje zwrotne jakie płynęły od osób wypożyczających rowery podczas Otwarcia sezonu na Ślęży w większości potwierdzały pozytywne opinie krążące po sieci. Przekonaj się o tym sam!

www.whyte.pl 

 

Teamowy test Whyte

Pomimo zimy udawało sie nam jeździć prawie co tydzień. Było miło, pogoda dopisywała i można było ćwiczyć brak przyczepności 🙂

Ok -10 na termometrze. Przy takiej temperaturze sutkami można ciąć szkło, mając odrobinę szczęścia nie zamarznie reverb a przyrodzenia trzeba szukać gdzieś za wątrobą. Ale w dobrym towarzystwie nie zwraca się uwagi na te drobne niedogodności. Zwłaszcza przy pełnej lampie i bajkowej zimowej scenerii. Na szczycie Ślęży słońce tak dogrzewało, że chcieliśmy opalać swoje świśkie tusze ale koszulki przymarzły do cycków. Dodatkową atrakcją było objeżdżanie nowych sprzętów. MotherBiker latała na Whyte G-160 a Masko na T-130. Mroozka wybrała rower z nadwagą.