Testy rowerów

Co zazwyczaj myślicie, gdy zwraca się do was ktoś z pytaniem czy chcecie przetestować jakiś produkt? Standardowo kojarzy się to z próbkami garnków ze sprzedaży wysyłkowej, testowaniem kosmetyków, czasem karmy dla zwierząt i jeśli wasz pupil nie zdechł i jest zadowolony to może daną karmę kupicie.

Dziś żyjemy w dobie tzw. marketingu influencerskiego (eng. influence – wpływ), kiedy to firmy dostrzegły, że największą wartością jest polecenie produktu przez znajomego – zwykłego Kowalskiego, ew. przez trochę mniej zwykłego Kowalskiego, który prowadzi blog, interesuje się tematem i jest czytywany – np. Kowalski on car (lub in car). Czyli dajmy produkt ludziom, niech się wypowiedzą, bo to będzie bardziej wiarygodne niż wmawianie, że daną kawę pija George Clooney.

Podobnie jest w naszym światku rowerowym, w którym marki otworzyły się na testowanie zarówno przez dziennikarzy, blogerów, teamy rowerowe jak i przez potencjalnych kupców (np. demo days).

W trakcie testów dla Canyona.

To bardzo pozytywne zjawisko! Nic tak nie sprzedaje roweru jak złapanie zajawki na dany model po jeździe na nim!

Teraz tylko pozostaje odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Ile powinien trwać taki test roweru, żeby miał sens? Jak porównać jeden rower do drugiego? Jak go zrecenzować i do kogo jest kierowana recenzja? Do początkującego, do kogoś kto posiada już skill rowerowy? Może do kogoś kto co roku zmienia rower i jest bardzo świadomy sprzętu?

My jako team mieliśmy i mamy czasem okazję testować różne modele, więc spróbuję odpowiedzieć w skrócie na te pytania. Po pierwsze, przy naszym codziennym funkcjonowaniu – praca (jeśli nie żyjemy ze sportu), rodzina (jeśli jeszcze jest), mąż lub żona (jeśli jeszcze nie odeszli), nie wspominając o dzieciach (jeśli w ogóle był na nie czas), to w tygodniu mamy czas zazwyczaj w weekend. Czyli mając rower do testów na tydzień damy radę pojeździć na nim przy czarnym scenariuszu raz a przy pomyślnych wiatrach kilka razy. Czyli akurat mniej więcej ustawimy go pod siebie. Czy coś zatem wiemy po takim „teście”? I tak i nie, wszystko zależy, ile razy udało nam się na niego wsiąść. Raczej tyle, że „ogólnie rower jest spoko” Jak to się ma do godzinnej jazdy na demo days to możecie sobie odpowiedzieć sami. To nawet nie jest jak porównanie masturbacji z seksem, tylko bardziej jak porównanie myśli o masturbacji z seksem.

W trakcie testów dla Whyte.

Żyjemy w dobie, kiedy rowery danego segmentu bardzo się do siebie zbliżyły geometrią, wyposażeniem itp. Żeby zatem porównać jeden rower do drugiego warto nim chociaż kilka razy przejechać dobrze nam znane trasy, najlepiej nieco zróżnicowane, po to żeby widzieć w jaki sposób jazda nim różni się od tego poprzedniego. Czyli nie dość, że dość dobrze trzeba znać trasę to jeszcze porównywane ze sobą rowery. Ilu z was jest w stanie zwrócić uwagę na różnicę działania zawieszenia dwóch różnych producentów, ale z tej samej półki? Albo czy lepiej działa X01, XX1 czy XTR? Jak różnica 0,5 stopnia kąta główki wpływa na jazdę? Ile razy danym rowerem trzeba przejechać daną ścieżkę, żeby to wyczuć? Biorąc pod uwagę, że rower jest pod was dobrze ustawiony. Te wszystkie niuanse sprawiają, że jeśli macie przetestować rower, a jeszcze w dodatku go zrecenzować to tydzień w niektórych przypadkach może być za krótkim czasem. Chyba, że jesteście rozwiedzionymi bezrobotnymi – wtedy zgoda. W innym wypadku nic nie wiecie o tym rowerze i równie dobrze możecie wygłaszać opinie na jego temat jedynie na podstawie jego zdjęcia. Chyba, że oczywiście macie więcej czasu i zdążycie na nim pojeździć przynajmniej kilka razy, to zmienia postać rzeczy. Dlatego jak słyszymy hasło „rower do testów na tydzień” to czasem nie podejmujemy takiego tematu, bo to zwyczajnie nic nie wniesie. Naturalnie rozumiem niektóre ograniczenia firm, ale mimo wszystko będąc uczciwym, to czasem nie będzie miało sensu.

A tutej testy dla Rose.

Pamiętam, że testując Canyona Torque, zrozumiałem ten rower mniej więcej w trzecim tygodniu jazdy na nim i byłem w stanie powiedzieć w jakim terenie i zastosowaniu sprawdza się najlepiej. Kolejna rzecz, to warto mieć na uwadze do kogo piszemy. Pisząc, jak zachowuje się rower w danym terenie, o jego aspektach technicznych – to wszystko ok. Ale jak np. piszemy jak się na tym rowerze „leci piecem”, to zastanówmy się co to znaczy np. dla Roberta Piekary, bo pewnie nasz piec przy jego jest raczej skromną farelką. Analogicznie można pomyśleć o tym jak rower skacze, a testować go będziemy lecąc niebotyczne 2 metry itp. Dlatego lepiej testować swoją miarą i nie pozorować tutaj wizerunku pro wymiatacza, bo może wyjść to raczej karykaturalnie.

A ponad wszystko zarówno testując rower po to żeby rozważyć jego zakup czy po to, żeby spłodzić jego recenzję pomyślmy, czy jesteśmy w stanie ocenić po podaniu komuś kilka razy ręki jaki będzie w łóżku.

Krzysztof Pałys

 

Facebook Comments

No Comments

Reply