Canyon Strive CF 6.0

Szczęśliwie testowaliśmy zarówno ścieżkowce Canyona (Spectral), jak i również bardziej freeride’owe zabawki jak Torque w różnych konfiguracjach. Strive idealnie uzupełnia gamę tych rowerów, będąc jednocześnie tym, który najmocniej reprezentuje kategorię „całego tego enduro”.

Historia

To nie pierwszy Canyon, którego przyszło nam ujeżdżać! Nawet nie drugi! W sumie to nawet nie…ok, nieważne.

Szczęśliwie testowaliśmy zarówno ścieżkowce Canyona (Spectral), jak i również bardziej freeride’owe zabawki jak Torque w różnych konfiguracjach. Strive idealnie uzupełnia gamę tych rowerów, będąc jednocześnie tym, który najmocniej reprezentuje kategorię „całego tego enduro”. Tym razem odświeżony jak pacha po rannej kąpieli, wraca do nas w nowym wydaniu, na prawilnym, dużym kole! Czyli nastawiamy się na rejsing… (nie chodzi o żeglowanie).

Z pudełka

Pudełka nie było, ponieważ rower testowaliśmy dla redakcji Bike, więc rower był już poskręcany. Jednak zdarzyło nam się dostawać Canyony w formie przesyłki i nie było najmniejszego problemu z ich sprawnym złożeniem, tak aby nie zostało zbyt wiele „zbędnych” części w pudełku. Czyli jak z meblami z IKEI.

Normalnie w komplecie z rowerem dostajemy także instrukcję, klucz dynamometryczny z bitami, pompkę do amortyzatora, pastę montażową i lizaka. OK, lizaka nie dostajemy, poza tym nie wolno brać od obcych!

Koło dobrze zbiera ziemię, kurz oraz pył.

Komponenty

Nowy Canyon Strive ma aż sześć wersji wyposażenia, z czego każda bazuje na ramie z carbonium! Czyli tak jakby nie było takiej całkiem bieda wersji.

Nasza testówka to model CF 6.0 w wydaniu całkowicie czarnym, jak to co wam wyskoczy w Google po wpisaniu czarny kogut po angielsku.

Do dyspozycji mamy zawieszenie RockShox, z przodu Lyric RC o skoku 160mm a z tyłu Super Deluxe RCT o skoku 150mm. Oba przyrządy łatwo było wyregulować pod moją wagę i styl jazdy. Właściwie już na drugim wyjeździe dogadywałem się z zawieszeniem jak Sasha Grey z pytonami.

Trzeba przyznać, że detale ramy, w tym obudowa zawiechy, prezentują się całkiem dobrze.

Napęd to najpopularniejszy ostatnio, dwunastkowy GX z korbą Truvativ Descendant 6K. Ta grupa w pełni wystarcza, jedynych problemów może dostarczyć przerzutka, która lubi czasem kaprysić nawet po zderzeniu z motylem a co dopiero po zderzeniu z kamieniem… Za hamowanie, którego należy oczywiście unikać, odpowiadały SRAMy Guide R. Muszę przyznać, że nie są to wprawdzie moje ulubione hamulce, ale działały, jak należy. Nie grzały się jakoś szczególnie, nie zapowietrzyły ani razu i spokojnie dawały radę na szybszych trasach jak w Srebrnej czy Czarnej Górze. W sumie na przód można by było tylko wrzucić większą tarczę. Nowością tutaj jest też sprawie działający system zmiany geometrii roweru – Shape Shifter. Ten system był już wcześniej, tyle że nie był zbyt precyzyjny i przydatny w trakcie jazdy. Obecnie możemy zmienić geometrię z podjazdowej na zjazdową i na odwrót, przestawiając manetkę na kierownicy i wciskając nieco mocniej zawias. Dzięki temu zmian można dokonywać dynamiczne nawet na szybkich odcinkach. Manetka jest zintegrowana z manetką do sztycy a pozycje Shape Shifterowej kamasutry nazwano Click i Clack.

Napinacz e13 razem z taco naprawdę robią robotę!

Podjazdy

To ulubione słowo wszystkich enudrowców – uphill. Ja Strivem podjeżdżałem dużo, dzięki czemu udało mi się w miarę realnie przetestować jego właściwości jezdne w „złą” stronę górki. Tutaj też przychodzi z pomocą wspomniany wyżej Shape Shifter, który w pozycji podjazdowej skraca skok do 125mm i zmienia wysokość środka suportu. Prawda jest taka, że Strive pnie się do góry jak młoda kozica górska. Przód i tył są dobrze dociążone, koła nie myszkują za bardzo nawet na stromych fragmentach. Daje radę zarówno na długich podjazdach nie męcząc pozycją, jak i na szybkich, ostrych dopedałowaniach przy wzniesieniach na odcinkach zjazdowych, gdzie trzeba podjeżdżać na stojąco.

Zjazdy

Tutaj to w zasadzie oczywista oczywistość. Mamy rower z kołem 29 cali, z geometrią nastawioną raczej na zjazd. Nie ma tu wprawdzie jakichś rewolucyjnych kątów czy rozstawów kół – kąt główki to 66 stopni (shape shiter zmienia go na 67,5), baza kół przy testowanej emce to 1196 mm. Prawda jest taka, że nie wszyscy jesteśmy w stanie odczuć jakieś magiczne zabiegi w geometrii. Potrafią to zazwyczaj Ci co spędzają w siodle więcej niż 5 godzin w tygodniu i jeżdżący nieco szybciej niż 20 km/h. Strive’owi niczego nie brakuje na zjeździe. Jedzie pewnie w dół, ale bardzo łatwo poddaje się kładzeniu, szybkim zwrotom i skidom. Jest skoczny i chętny do zabawy jak młody labrador. W testowanym modelu mieliśmy amelinowe koła DT Swiss E1900. Na co dzień jeżdżę na carbonowych obręczach, ale tu nie odczułem jakichś poważnych deficytów związanych z brakiem sztywności. Koła były zamleczone, jeździłem na ciśnieniu ok 1.4 bara przy wadze 72kg. Wgniotów nie stwierdzono. Bardzo mi się podobała płynna praca zawieszenia po dostosowaniu ciśnienia do mojej wagi. Rower nie odbijał się po korzeniach jak dziecko wrzucone do parku trampolin, a jednocześnie nie było problemu z przeskakiwaniem przez różne przeszkody po szybkiej kompresji zawiechy. W sumie nie ma się tu do czego doczepić. Na dodatek dzięki temu, że rower nie jest siłę udziwniony to bardzo szybko się w niego „wjeżdża” i po dwóch dniach jazdy czujemy się jak we własnym siodle.

Strive bardzo łatwo się układa pod jeźdźcem – jest z tych uległych.

Podsumowanie

Jak dla mnie spokojnie można na tym rowerze zarówno wziąć udział w tzw. konkursie rowerowym jak i pojechać na dłuższą wycieczkę. Duże koło i skok w zupełności wystarczają na szybką (szybszą niż 20 km/h) jazdę po dziurach, kamieniach, korzeniach i ogólnie zaśmieconej nawierzchni. Rower jest bardzo zwrotny i poddaje się różnym ewolucjom jak niedoświadczona kochanka w rękach 20 lat starszego faceta. Geometria w połączeniu z dopracowanym Shape Shifterem pozwoli wam na całodzienny trip, w którym znajdą się (o zgrozo!) podjazdy. Rower w wyżej opisanej konfiguracji kosztuje 15 999 zł (brutto bez faktury i rabatu). To całkiem niezła cena jak na config i carbonium. W razie czego jest też tańsza wersja CF5.0 za 13 699 zł! Osobiście zmieniłbym w nim tylko kokpit i może na dłuższą metę hamulce. Kokpit jest po prostu brzydki, wiem że to kwestia gustu ale Strive mi się bardzo podoba a mostek G5 wygląda w nim jak ropiejąca krosta na twarzy Keiry Knighltey… mamy tu kierę 78 cm co jest dobrym pomysłem, sam zastanawiam się czy nie przyciąć swojej osiemdziesiątki, bo drzewa rosną ostatnio jakoś coraz gęściej. Co do hamulców, to nie miałem z nimi problemów, tak na gorąco wrzuciłbym tylko większą tarczę do przodu. Chodzi mi bardziej o późniejsze przelewanie Sramów i części zamienne. Warto też wspomnieć, że jeśli macie trochę większe wymagania sprzętowe to można sięgnąć po jedną z kilku wyższych wersji wyposażenia, które również są przystępne cenowo w porównaniu do innych rowerów z tej kategorii. Na rowerze jeździłem przez ok. miesiąc i się polubiliśmy. Nie dałem mu wprawdzie imienia, ale mógłbym mieć spokojnie Strive’a. Uważam, że to uniwersalny rower z potencjałem do ścigania. Nie jest to butik, nie jest to kobieta, na widok której będzie ślinił się każdy samiec na ulicy a potem leciał na pamięciówie. Ale jest to kobieta, na której zawsze będziecie mogli polegać, a akcje z nią w terenie dostarczą wam wystarczających wypieków. Naturalnie, to samo porównanie możemy zmienić i porównać rower do czarnego faceta z dużym kołem. Ale to już sobie dopowiedzcie, bo czuję się nieswojo.

Plusy

– carbonowa rama,

– dobrze działający Shape Shifter,

– dobrze działające, łatwe w ustawieniu zawieszenie,

– cena.

Minusy

– niezmiennie brzydki kokpit G5 – policja modowa zwracała już na to uwagę.

– bardzo mała odległość od końca koszyka na bidon do górnej obudowy dampera. Przy dłuższych koszykach może lekko obcierać.

Tekst: Krzysztof Pałys

Zdjęcia: Łukasz Kopaczyński, Magazyn Bike

Oklejanie roweru

Jeśli nie chcemy złapać syfa, a często udajemy się w nieznany, niebezpieczny teren to warto się zabezpieczyć.

Po co?

Czy warto się zabezpieczać? Jeśli nie chcemy złapać syfa, a często udajemy się w nieznany, niebezpieczny teren to warto. Syfy nie są fajne i nie są ładne. Potrafią popsuć humor. Skoro istnieją środki ochronne to warto z nich skorzystać aby się przed tym ustrzec. Tym bardziej, że nie jest to strasznie trudne ani strasznie pracochłonne. Oklejanie gotowcami zajmuje ok 1-2h a wycinanie własnych szablonów z arkuszy to ok 3-40h. Skupimy się na drugim wariancie, w którym oprócz samego klejenia dochodzi zabawa w wycinanki.

Ładne rzeczy są ładne gdy o nie dbamy. Jeśli je zaniedbany to staną się brzydkie. Z ludźmi jest podobnie.
Do oklejenia całej ramy zużyłem 20 wykrojów.

Folia zabezpiecza lakier roweru przed rysami i obiciami. Gruba (ok 350um) folia potrafi uchronić przed całkiem mocnymi strzałami kamieni. Rower nie traci tak na wartości, a przede wszystkim cieszy oko nawet po dwóch latach użytkowania. Łatwiej zmienić kawałek zużytej folii niż przemalować rower lub jego element. A zatem rower oklejamy gdyż:

  • Chcemy
  • Możemy
  • Aby dłużej zachował świeżość

Natomiast nie oklejamy go bo:

  • Kupiliśmy rower, na który nas nie stać i będziemy na niego chuchać i dmuchać
  • Rower jest do jeżdżenia, a nie do oklejania
  • Się złamie
  • Diesel musi dymić

Użytkownicy rowerów dzielą się na dwie grupy (tak naprawdę to na więcej), na tych co oklejają i na tych co nie oklejają i głoszą tezy o bezsensie tej czynności. Z reguły im mniejsze kompetencje intelektualne posiada osoba wygłaszająca daną tezę tym ta teza jest bardziej skrajna i mocniej uderza w grupę przeciwną.

Jeśli nic nie popsujemy, oklejony rower będzie wyglądał tak samo atrakcyjnie jak nieoklejony.

Czym?

Na rynku możemy znaleźć dedykowane naklejki do oklejania rowerów. Wśród nich są takie, które są rzeczywiście dedykowane pod konkretną ramę i kosztują krocie (np. Invisiframe, HighFive Styling) oraz takie, które zawierają zestaw “uniwersalnych” wykrojów pozwalających zabezpieczyć newralgiczne miejsca (np. The Trail). 

Możemy też kupić arkusz specjalnej folii do oklejania samochodów i samemu pobawić się w wycinanki. Specjalność owej folii polega na tym, że nie wchodzi w żadne reakcje z lakierem, nie odbarwi go ani nie zostanie z nim na dobre i na złe, a próba rozdzielenia go nie skończy się tragicznie dla lakieru i naszego zdrowia psychicznego. W ten sposób oklejam już trzeci rower z coraz lepszym skutkiem i właśnie tą metodę bliżej przedstawię. Używam folii 3M Scotchgard o grubości 350um oraz 200um, nie jest wcale taniej niż przy użyciu gotowców (chyba, że porównamy koszt do Invisiframe) i jest dużo więcej zabawy. Inni mantenbajkerzy polecają też Orafol Oraguard, jeszcze inni jakąkolwiek folię do oklejania samochodów w dodatku o mniejszej grubości – tylko aby zabezpieczyć lakier przed drobnymi zarysowaniami. W takim wariancie możemy się zamknąć w ok 50zł.

3M Scotchgard 350um

3m Scotchgard 200um

Tak wygląda rolka folii. Zdjęcie ukradłem z allegro. Proszę mnie skuć.

Co potrzebujemy:

  • Folia (serio)
  • Odtłuszczacz (np. benzyna ekstrakcyjna)
  • Spryskiwacz (nie będzie wstydu jeśli będzie do kwiatów)
  • Rakla (opcjonalnie)
  • Nożyczki (dobre)
  • Miarka (dłuższa niż średnie europejskie przyrodzenie)
  • Ołówek (najlepiej miękki, aby łatwiej naszkicować coś na lewitującej folii)
  • Stojak (rowerowy)
  • Suszarka (do włosów lub brody)
  • Oświetlenie (żeby widzieć)
  • Dom (mieszkanie, garaż, strych, piwnica)
  • Czas (lub pieniądze)
  • Spokój (za pozostałe rzeczy możesz zapłacić kartą MasterCard, za spokój nie)
Rama, folia, ołówek, spryskiwacz i inne.

Jak?

Najlepszym scenariuszem jest gdy mamy kompletnie gołą ramę. Z gołą materią lepiej się pracuje, jednak nie jest niemożliwe oklejenie poskładanego roweru. W pierwszej kolejności należy odtłuścić oklejane powierzchnie przy pomocy benzyny ekstrakcyjnej lub innego odtłuszczacza. Warto sprawdzić, czy nie jest agresywny dla lakieru. 

Wygodniej jest jak rower jest zamontowany stabilnie na stojaku jednak zdarzało mi się oklejać rower siedząc na podłodze. Lumbago w gratisie.

Kolejnym krokiem są wstępne pomiary. Mierzymy maksymalną długość elementu, który chcemy okleić oraz szerokość. Wycinamy prostokąt i przykładamy go do ramy aby mniej więcej zobaczyć jak się rozłoży. 

Najsampier wycinamy prosty kształt, który później sobie nieco skomplikujemy.

Trasujemy (od strony papieru) krzywizny i miejsca, których lepiej nie oklejać, gdyż najprawdopodobniej będzie to trudne miejsce i folia zacznie się od niego odklejać (np. wpusty przewodów, krzywizny, spawy, przelotki). Wycinamy, a jeśli czegoś nie jesteśmy pewni zostawiamy mały margines na ewentualne poprawki. Gotowy (prawie) szablon przykładamy raz jeszcze na sucho i sprawdzamy czy rzeczywiście pasuje. Warto też zaokrąglić wszystkie ostre kanty, gdyż one odkleją się jako pierwsze. Zazwyczaj stosuję promień 2-5mm ale robię to “na oko”. 

Należy pamiętać, że elementy symetryczne możemy odrysowywać od razu po stronie papieru. Natomiast wszystkie elementy “lustrzane” musimy rysować w odbiciu lustrzanym. Tzn. jeżeli oklejamy bok rury przedniego trójkąta, a wykrój nie jest zwykłym prostokątem tylko odzwierciedla charakterystyczne krzywizny ramy, przykładając szablon folią do prawego boku i rysując na nim wykrój po stronie papieru będzie ona pasował na lewy bok ramy. Czego nie rozumiesz?

Lustrzane elementy możemy odrysować od siebie metodą ctrl+c – ctrl+v w wersji analogowej.

Zdarzą się też wykroje, które nie będą lustrzane ani symetryczne i wówczas trzeba uruchomić wyobraźnię przestrzenną i widzenie w więcej niż jednym wymiarze.

Jeśli pasuje to spryskujemy ramę wodą (można też użyć specjalnych środków, różnica jest taka jak pomiędzy śliną a żelem durex play, specjalnego środka zazwyczaj nie mamy pod ręką, pachnie i więcej kosztuje, spełnia natomiast taką samą funkcję). 

Podczas rysowania możemy robić wartościowe notatki.

Odbezpieczamy folię i zaczynamy zabawę. Woda ułatwia odklejanie folii jeśli przypadkiem źle przyłożymy. Warto wyznaczyć sobie (hipotetyczną) oś i jej się trzymać lub inne charakterystyczne punkty (krawędzie). Dociskamy folię punktowo tak aby pozbyć się wody i powietrza, ruchami posuwisto zwrotnymi po trajektorii cienkich pasków. Możemy do tego celu użyć specjalnej rakli, jednak mi wygodniej jest pracować bez niej. W miejscach gdzie folia nie chce się przykleić możemy sobie pomóc suszarką. Zazwyczaj są to krawędzie. Podgrzana folia jest bardziej elastyczna i lepiej się wulkanizuje. 

Na nawilżoną ramę, starannie lecz zdecydowanie nanosimy folię. Zręczne palce pomagają w osiągnięciu satysfakcji. Z niezręcznymi trwa to dłużej i niestety w tym wypadku nie jest to zaletą.
Próba generalna.
Wielki finał.
Bis suszarką.

Może zdarzyć się tak, że nie uda się wycisnąć całego powietrza i całej wody  spod folii. Z reguły łatwiej się ją usuwa spod grubszej folii. Jeśli klej już dobrze złapie to próba usunięcia bąbla może skończyć się tym iż folia się w tym miejscu rozciągnie a bąbel i tak zostanie. Zostanie też w tym miejscu babol gdyż rozciągnięta folia już się tak dobrze nie przyklei. Lepszym pomysłem jest przebicie folii cienką igłą lub nacięcie skalpelem. Małe parchokropki, które wyglądają jakby folia się dobrze nie przykleiła z czasem znikną. A jak nie znikną to i tak przestaniemy na nie zwracać uwagi gdy np. porysujemy górne lagi amortyzatora lub urwiemy nowego XTRa.

Nożyczki do paznokci nie są odpowiednim narzędziem do cięcia tego typu folii nawet jeżeli w danej chwili wydaje nam się, że są.

W dobrym tonie jest też nie naklejanie jednej folii na drugą, czym grubsza folia tym bardziej nie warto tego robić. W miejscach krzywizn możemy naciąć folię aby ułatwić wyeliminować marszczenie się. 

Czym więcej miejsc okleimy tym mniej będziemy spać spokojniej. Najważniejsza jest dolna rura od spodu, górna rura od góry, tylne widełki od zewnątrz i od spodu. Ja oklejam praktycznie wszystko gdyż pierwszą ramę okleiłem skromnie i w trzeci dzień przyozdobiłem ją całkiem pokaźną szramą w bardzo głupi sposób. Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję, a Ciebie mantenbajkerze namawiam do oklejenia swojego roweru, oraz każdej części która jego jest. Amen(t)

Oklejony fragment w ujęciu very close up. Prawda, że nie widać?
Czym grubsza folia tym bardziej widać krawędzie. Nawet logiczne.
Wykroje wycinane pod kształty ramy wyglądają mniej chamsko niż prostokątne nalepki.
Lakier najchętniej odpada z ostrych krawędzi.

 

(Paweł Pupiń) Masko Patol