Hope E4 tech 3

Dekadę temu Hope po raz pierwszy pokazał talerzowe hamulce hydrauliczne. Ich design dobrze korespondował ze strojami obowiązującymi w tamtych latach oraz czeskimi fryzurami

Pierdololo

Dekadę temu Hope po raz pierwszy pokazał talerzowe hamulce hydrauliczne. Ich design dobrze korespondował ze strojami obowiązującymi w tamtych latach oraz czeskimi fryzurami. Minęło 25 lat od tamtej pory, w kwestii czeskich fryzur nie wydarzyło się sporo jednak w temacie hamulców to już inna epoka. Produkty firmy z Barnoldswick zdecydowanie należą do tych przy których sprzętowi onaniści mają pełne ręce roboty. Nie trudno to zrozumieć patrząc na obróbkę CNC wykonaną z pietyzmem. Zarówno klamka jak i zacisk to majstersztyk, a w parze z wyglądem idzie także performance. 

Hamulcy używałem przez półtora roku, z różnymi tarczami, różnymi klockami oraz w różnym terenie. Mieliśmy lepsze i gorsze momenty. Koniec końców zdążyliśmy się już dotrzeć i zrozumieć pewne kaprysy.

Czterotłoczkowy zacisk wykonano z jednego kawała aluminium.

Impresja

Otwierając pudełko w twarz dostajemy sporą ilością “blinku”, jednak nie jest to blink jak z salonu glamour, raczej jak z muzeum lotnictwa. Surowy industrialny wygląd produktów jest znakiem charakterystycznym marki. Zacisk wykonany z jednego kawałka aluminium T6 wygląda bardzo solidnie a zarazem pięknie. Cztery jednakowej średnicy tłoczki wykonane są z fenoplastu, który otrzymuje się w procesie polikondensacji fenoli z aldehydami (głównie z formaldehydem). W zależności od stosunków molowych reagentów, środków modyfikujących, katalizatora kondensacji i temperatury reakcji otrzymuje się fenoplasty niskocząsteczkowe i wielkocząsteczkowe. Warto też dodać, że tłoczki mają 16 mm średnicy a te fancy “korki” możemy wymieniać (dostępne są w 6 różnych kolorach, tak jak pozostałe elementy). 

Korki możemy wymieniać a do wyboru mamy aż 6 kolorów.

Klamka może rodzić skojarzenia ze sportami moto. Wycinany CNC korpus przyczepiamy do kierownicy masywną obejmą. Dźwignia posiada perforację dla lepszego “gripu” a jej bulwiaste zakończenie pozwoli jej się nie wbić w tętnicę przy niefortunnej glebie. Dźwignia porusza się na ślizgach i nie posiada absolutnie żadnego luzu. Pokrętła do regulacji odległości klamki od kierownicy i skoku jałowego są także wykonane z aluminium a wszystko razem jest świetnie spasowane. 

Klamka posiada przydatne i dobrze działające regulacje.
Obsługa

Regulacja klamki odbywa się beznarzędziowo za pomocą aluminiowych pokręteł. Zakres regulacji jest duży, bez problemu można dopasować ją do małych chomiczych łapek jak i wielkich jak bochny dłoni. Klamka stawia delikatny opór ale nie taki jak boston terier, który zaczyna stawiać klocka na środku chodnika a Ty go ciągniesz żeby doszedł na trawnik. To bardziej jak droczenie się z dziewczyną, która i tak da Ci czego chcesz tylko potrzebuje żebyś jej to jasno zakomunikował warkocząc. Wszystkie regulacje są na dźwigni i nie ingerują we wnętrze klamki, a sama dźwignia nie jest trwale połączona z tłokiem więc w przypadku uderzenie nie pociąga to za sobą dalszych uszkodzeń. Do obejmy możemy przyczepić zmieniarkę Shimano w standardzie I-Spec lub dokupić osobno mocowanie kompatybilne ze Sramem (Sram Direct Mount). 

Zacisk dla zwiększenia sztywności został wykonany z jednego kawałka aluminium. Klocki wsadzamy od góry bez konieczności demontowania zacisku a ze zdejmowania sprężynki zabezpieczającej sworzeń mógłbym napisać doktorat. Goście mieli dobrą banię, żeby tak skomplikować ten element ale nie jest on specjalnie potrzebny więc nie ma co się dąsać.

Według zaleceń Hope zacisk najlepiej ustawić centralnie względem tarczy, (w czym pomaga umieszczony na nim znacznik) i pozwolić klockom ustalić się samodzielnie. Życie udowodniło, że to dobra metoda.

Surowy i industrialny design zacisku spodoba się fanom surowego i industrialnego designu (zacisków).
Tłoczki mają średnicę 16mm.

Odpowietrzanie tego hamulca to bajka. Niepotrzebne są żadne specjalne wężyki, przejściówki, strzykawki czy zestaw do defibrylacji. Wystarczy dolać płynu do zbiorniczka wyrównawczego, odkręcić śrubę przy zacisku, nacisnąć klamkę, zakręcić śrubę, puścić klamkę i tak aż do skutku. Poradzi sobie z tym nawet absolwent Wyższej Szkoły Myszki Miki i Kaczora Donalda. A jeśli nie, to nie. 

Używając dedykowanego zestawu do odpowietrzania, który jest w zasadzie zbiornikiem przykręcanym do rezerwuaru na klamce ta czynność staje się nawet odprężająca.

Dla wszystkich, którzy doznali męk i cierpienia podczas odpowietrzania Sram Guide będzie to jak reinkarnacja w ciele śnieżnej pantery po wcześniejszym wcieleniu w żuka gnojownika.

Zestaw nie jest konieczny do odpowietrzenia jednak z nim ta czynność to właściwie przyjemność (jak prasowanie). No i trudniej się uświnić.
Na trasie

To co najbardziej wyróżnia hamulce Hope od konkurencji to ogromna modulacja. Charakterystyczna progresja w dozowaniu siły wymaga zdecydowanej obsługi klamki aby zablokować koło i oddzielać runo leśne od gleby. To sprawia, że a propos in vitros odniosłem wrażenie, iż hamulec legitymuje się mniejszą siłą hamowania niż czterotłoczkowce konkurencji. Na ten wniosek wpłynęła jeszcze jakość oryginalnych metalicznych klocków Hope. Po zmianie na jakieś bliżej nieokreślone zamienniki siła hamowania zdecydowanie się poprawiła. Hebel dalej nie jest zero jedynkowy a intuicyjnie działająca modulacja jest zdecydowanie na korzyść. 

Hamulce Hope kocham za design i modulację, do płynnego i gładkiego wytracania prędkości trzeba się przyzwyczaić. Przy odpowiednio ustawionym zacisku i dobrych klockach (polecam omijać oryginalne metaliki) mocy nie brakuje. Polecam je szczególnie osobom, których jazda nie polega na osuwaniu się z podłożem na zaciśniętej klamce, a cenią sobie kontrolę w dozowaniu siły hamowania.

Fot. Łukasz Kopaczyński
Fot. Łukasz Kopaczyński
Fot. Łukasz Kopaczyński
Podsumowanie

Przesiadając się ze Sram Guide RSC, Saintów czy XTRów możecie odczuć mniejszą siłę jednak nie jest to deficyt siły, który nie pozwoli wam się zatrzymać. Genialna modulacja, prostota odpowietrzania oraz dostępność części zamiennych jest tym co najbardziej wyróżnia hamulce spośród konkurencji. Bardzo przypadła mi do gustu również ergonomia klamki oraz szeroki zakres jej regulacji. Dodatkowym atutem jest niepowtarzalny “dizajn” oraz możliwość tjuningu kolorystycznego powodujący mokre sny wśród rowerowych geeków. 

Plusy

  • Ergonomia
  • Działające i przydatne regulacje klamki
  • Łatwość odpowietrzania
  • Modulacja z kosmosu
  • Dizajn
  • Brak fejdingu

Minusy

  • Oryginalne metaliczne klocki
  • Spadki mocy z niewyjaśnionych powodów

We Wrocławiu znajdziecie je w sklepie ThirtyThreeBicycleStudio:

www.thirtythree.pl

Shimano SLX 1×12 – pierwsze popatrzenie

Oto kilka uwag na temat grupy SLX, poza tym, że na pierwszy rzut oka wszystkie detale są ładne i pachną jak Dobrawa po kąpieli w rumianku.

Pierdololo

Dokładnie 1053 lata po Chrzcie Polski Shimano wypuściło na rynek nową grupę napędowo-hamulcową SLX. Mieszko I nie może się niestety cieszyć tym faktem, ale nam to w żaden sposób nie przeszkadza. Oto kilka uwag na temat grupy SLX, poza tym, że na pierwszy rzut oka wszystkie detale są ładne i pachną jak Dobrawa po kąpieli w rumianku.

Technologia z wyższej półki zstąpiła z trudno dostępnych cenowo wyżyn grupy XT i XTR, i stał się SLX M7100. Różnica tkwi w detalach, w cenie, w wadze materiałów użytych do utworzenia tej zachęcającej kompozycji, a także w mniejszym wyborze rozmiarów zębatek i długości korby, niż w przypadku wyższych grup. Szkoda, że tak późno, ale lepiej późno niż później.

Napęd SLX występuje w wersji 1×12 lub 2×12. Do nas trafiła wersja dla sceptyków przedniej przerzutki.

Nowe Shimano SLX jest jak Arnold Szwancenerker. Może i są na rynku bardziej zaawansowane technologicznie grupy ale co z tego.

Korba

Dla 1×12 może mieć długość 170 lub 175 mm, natomiast w przypadku 2×12 dostępna jest również długość 165 mm. Wykonana z amelinu w technologii Hollow-Tech 2 jest pusta w środku jak siostry Godlewskie oraz sztywna niczym pal Azji. Przy masie zbliżonej do odpowiednika marki o brzydkiej nazwie jest ok 30% tańsza. Prawe ramię korby zintegrowane jest z osią (co jest u Shimano standardem), a zębatka mocowana jest bezpośrednio na oś (kiedyś na 4 śruby do pająka, pamiętamy).

Puste w środku czego nie widać na pierwszy rzut oka jak w przypadku sióstr Godlewskich.

Zębatka

W napędzie SLX występuje w 3 wersjach: 30, 32 i 34 T, jednak jeśli mamy taką potrzebę, możemy użyć zębatek z grupy XT lub XTR, ponieważ występują one odpowiednio w wersjach 28-36T oraz 28-38T i można żonglować, bo są kompatybilne z SLX.

Zęby w zębatce SLX są naprzemiennie wąskie i szerokie, jest to tzw. konstrukcja DYNAMIC CHAIN ENGAGEMENT, a ich profil ma zagwarantować pewne trzymanie łańcucha na tarczy, cichą pracę całego napędu i płynne pedałowanie, co ogranicza ścieranie i zużycie łańcucha.

Sam łańcuch jest pokryty powłoką SIL-TEC, ma to zapewnić większą trwałość i wyciszyć pracę, do napędu 1X12 składa się ze 116 ogniw (liczyliśmy na palcach) i zapina się go spinką quick-link (pol. szybko-łącze).

Arni był zachwycony solidnością wykonania. Pasowała mu nawet do kurtki.

Kaseta 12 biegowa

Jak sama nazwa wskazuje, ma 12 zębatek (też liczyliśmy), w których najmniejsza liczba zębów to 10, a największa 51 (więcej niż *brzydki wyraz* EAGLE), a rozpiętość przełożeń wynosi 510%. Żeby działała najmniejsza zębatka, w tylnej piaście zastosowano bębenek w standardzie Micro Spline. Jest on niezbędny, aby pomieścić kasetę 12-biegową. Zatem aby posiadać taką kasetę trzeba się upewnić czy występuje taki bębenek do naszej piasty., w innym wypadku czeka nas przeplatanie koła. Zębatki w kasecie od 10 do 45 zębów są stalowe, a największa tarcza jest aluminiowa (czarna tarcza na “czarną godzinę” na podjazdach). To jest zasadnicza różnica między kasetami grup wyższych. W grupie XT dwie największe zębatki są z alu pozostałe ze stali, natomiast w XTR grany jest jeszcze tytan. Cała kaseta umocowana jest na aluminiowym 6-ramiennym pająku.

Wszystkie zębatki w kasecie mają “rampy” wycięte po obu stronach zębów, co wpływa na jakość pracy łańcucha przy wrzucaniu i zrzucaniu. Shimano nazwał tę technologię hyperglide plus. Takie tam subtelne profilowanie zębów, czyniące cuda, aby łańcuch ślizgał się po każdym biegu przy zerowej utracie napędu.

Jakby ludzkie zęby miały rampy całe życie byłoby jak rampejdż. A tak to nie jest.

Przerzutka

… jest DUŻA ale nie do końca czarna. Musi być sporych rozmiarów, żeby  ̶d̶a̶w̶a̶ł̶a̶ ̶s̶a̶t̶y̶s̶f̶a̶k̶c̶j̶ę̶ mogła obsłużyć ogromną (ogrooooooomną) rozpiętość kasety. Jej konstrukcja jest identyczna, jak XT i XTR. “Nawet podczas pedałowania pod górę mechanizm przerzutki zmienia się za każdym razem” – zamierzamy to dokładnie zbadać (zakupiliśmy już stetoskop), ponieważ z doświadczeń w poprzednim życiu wynika, że we wcześniejszych generacjach tego sprzętu były z tym spore problemy (przerzutka powinna pracować idealnie niezależnie od tego, na którym biegu się znajduje).

W wózku przerzutki wielkie kółko o 13 zębach na dole ma zapewnić precyzyjne prowadzenie łańcucha po zębatkach. W najniższej grupie kółeczka są na ślizgach, podczas gdy grupy wyższe zostały uzbrojone w łożyska. Jest również i sprzęgło, które służy do tego samego celu oraz stabilizuje łańcuch na nierównościach. Kiedy przerzutka nie posiada sprzęgła, owieczki i baranki nie mogą jej zawierzyć . Przy przerzutce nie ma śrubki baryłkowej – baryłka jest tylko przy manetce.

Arnie z długim wózkiem.

Manetka

Występuje w dwóch wariantach: z własną obejmą lub  ̶z̶ ̶c̶u̶d̶z̶ą̶ mocowana wspólnie na jednej obejmie z klamką hamulcową. Mamy wersję nr 2. Takie mocowanie umożliwia korygowanie położenia nie tylko góra-dół, ale również dodatkowo na boki. Cyngle są perforowane (żeby palce się nie ślizgały). Typ manetki: rapid fire+ (twardszy bieg wrzuca się palcem wskazującym i kciukiem, max 1 klik, natomiast redukcja na miękkie przełożenia kciukiem i max 3 kliki). Względem grup dla bogaczy, hochsztaplerów i cyganów manetka nie posiada gumowego wykończenia cyngli oraz możliwości multi-zmiany biegów w górę. Sam napęd SLX jest wg danych katalogowych cięższy od XT jedynie o ok. 184g.

Manetka i klamka na jednej stali obejmie. Klamka na górze, manetka na dole.

Hamulce

Konstrukcją nawiązują do nowego XTR, ale brak w nich regulacji jałowego skoku dźwigni (czyli odległości, którą ona pokonuje, zanim zetknie się z klockami), tzw. regulatora Free Stroke, co jednak jest OK, ponieważ nie robi to żadnej różnicy w samej pracy hamulca. Dźwignia klamki hamulca jest krótka, i wygląda obłędnie czarno, natomiast korpus jest antracytowy z subtelnymi metalicznymi drobinkami.

4-tłoczkowy zacisk również wzorowany jest na szarej eminencji. Tarcze wykonane w technologii kanapkowej skrywają aluminiowy rdzeń. Dodatkowe odprowadzenie ciepła dzięki Ice Technologi to znany bajer już z poprzednich wersji.

4-tłoczkowe heble zatrzymają Cię szybciej niż kopnięcie Brusa Lego.

Ten zacisk będzie miał sporo pracy aby zatrzymać Joannę Matkę Sobieralską Motherbiker on (the) bike, która waży tyle co 2 dwudziestokilowe kettle. Na szczęście tarcza ma dodatkowe chłodzenie.

Czytała

Joanna Sobieralska i przyjaciele

fot. Masko Patol i Krzysztof Mela

 

Ibis Ripmo test długodystansowy

Mija pierwsze zauroczenie i można napisać w końcu coś w miarę obiektywnie. Rower przejechał ponad 1500 km więc coś już o nim wiadomo. Latał w każdych warunkach. W polsko-jesiennym gnoju, spędził 10 dni na La Palmie, tydzień na Majroce, co tydzien był wyprowadzany gdzieś na dolnym śląsku. Co by  się miało popsuć, już by się popsuło.

Rok wspólnego mieszkania i macanek to moment w którym na podłodze pomieszczeń pojawiają się brudne gacie, rajstopy i śmierdzące skarpety. Może pojawiać się też pukanie przy nieogolonych nogach czy tropy na muszli klozetowej. 

Dlatego Ripmo ostatnio przestał się myć, co widać na zdjęciach. Ale ja to akceptuje.

Mija pierwsze zauroczenie i można napisać w końcu coś w miarę obiektywnie. Rower przejechał ponad 1500 km więc coś już o nim wiadomo. Latał w każdych warunkach. W polsko-jesiennym gnoju, spędził 10 dni na La Palmie, tydzień na Majroce, co tydzień był wyprowadzany gdzieś na dolnym śląsku. Co by  się miało popsuć, już by się popsuło.

W pigułce – dla zastanawiających się czy było warto – było. Mój kolejny rower to też będzie pewnie Ripmo. 

10 dni na la Palmie to jakieś 40 tyś. metrów w dół i temp od -3 do +30

Nerki i wątroby

Zdecydowałem się na kit na GX + Foxy factory + koła carbon na piastach Ibisa. Korciła wersja na piastach Industries Nine, ale pomyślałem, że mam dwie nerki i nie chce zostać z jedną. Na wątrobę, która ponoć się regeneruje po częściowym wycięciu, jednak nie było akurat chętnych. GX wygląda dobrze cenowo a wersja X01 to jakaś masakra cenowa.

Od razu było wiadomo, że będą zmiany w detalach. 

W modach pomogło bardzo składanie roweru w Thirty Three Bicycles Studio. Wszystkie części które tam się znalazły były u nich na stanie, więc nie trzeba było robić zbieraniny z połowy Polski. W dodatku  chłopaki kumają, że kiedy coś się chce, to chodzi właśnie o tę rzecz i nie próbują przekonywać, że jakieś BBB będzie tak samo dobre.

Kit na GX pozwala kupić rower bez konieczności puszczania się w centrach handlowych za dukaty, jednak wymaga kilku zmian.

Rama

Od początku rower robił zajebiście robotę na zjazdach. Na podjazdach też, tylko trzeba było ustawić odpowiednio zawiechę. 

Bez odpowiedniego setupu ciśnienia ma się ochotę na podjazdach wyj@#ać go w krzaki. Zakres ciśnień pasujący do masy jest bardzo mały. Za mało luftu – gnie się jak zjazdówka, za dużo – jest sztywny jak szosówa. Idealnie – jest zajebiście.

Moje obawy budziły ślizgi zamiast łożysk. Nie ma z tym dramatu. Warto raz na sezon przesmarować, ale nie syfią się i nie zabijają jakości pracy zawiechy. W sezonie i tak odeślecie uginacze na serwis to od razu można się zabawić w smarowanie.

Ślizgi nie są złe. Nie trzeba ciągle lubrykować by jechać. Dobry to więc koń!

Z ramą nic się nie dzieje. 

Suport to wkręcany DUB. Kolejny nowy standard. Miło, że wkręcany bo nie trzeszczy jednak ze względu na podkładki wchodzi na kilka zwojów gwintu. Lepiej uważać i sprawdzać dokręcenie bo jeśli się poluźni to ten gwint rozwalicie.

Doceniamy wkręcany suport, nie doceniamy kolejnego z dupy standardu.

O geo ramy i jej plusach pisaliśmy przy okazji testu. Siedzi się w rowerze, pozycja jest tak idealna, że nie trzeba się spinać z dociążaniem przodu, podczas zjazdów nie ma konieczności drapania się po jajach i wyciągania rodzynów z dupy przy pomocy opony. Niektórzy mogą za tym tęsknić, nam to pasowało. Po roku odczucia się nie zmieniły, więc po więcej zapraszam tutaj:  Ibis Ripmo

Internal routing. Jest i działa. Jezu jakie to jest spoko, że pancerze wymienia się w milisekundach. Z minusów to nie jest za super jeśli zakładamy heble. Trzeba rozpinać przelewy i przelewać. No, ale czego się nie zrobi dla estetyki i piękna.

Internal routing daje rade. Nie potrzeba konkubiny by pomogła ręką.

Uginacze

Całym teamem poszliśmy w wypaśniejszą wersje zawieszenia. Zamiast widła Float 36 performance jest Fox Float 36 Grip 2 Factory 160mm. Jeśli chodzi o damper to w podst. wersji jest Fox Float DPX, a w naszej X2. Ilość ustawień zabija, dobrze użyć toola typu Shock Wizz. Można jechać na ustawieniach z instrukcji i nie jest źle. Ja tak zrobiłem. Otworzyłem tylko bardziej szybka kompresję, bo kamulce na Ślęży tego wymagają. 

Tylko jeden X2 z ośmiu w teamie się wziął i zapowietrzył. W sumie to spoko wynik.

Jednak użycie dedykowanego narzędzia jak ShockWizz czy SusMyBike robi robotę. Żałuję, że zrobiłem to po roku. We Wrocławiu możecie pożyczyć je od Thirty Three Bicycles studio albo pożyczyć za free jak kupicie u nich rower.

ShockWizz pomaga ogarnąć ustawienia zwiechy. Pchnął mnie w obszary do których bym nie dotarł a generują mokre sny.

Przez rok z zawiechą wszystko fporzo. Po około 4 miesiącach przytępiła się trochę kultura pracy foxów i trzeba je było wysłać na przegląd gwarancyjny. Wysłałem do Spidera, dostałem amortyzatory z powrotem po serwisie za miliard złotych i z ich pedalskimi naklejkami których za ch#ja nie mogę odkleić. No ale jak się chce gwarancje to trzeba przeżyć hajs, natomiast kurwica mnie bierze na te naklejki. W przyszłości jednak chętnie szedłbym w sprężynę z tyłu. Pewnie progresywną od MRP. Sprężyna jest przyjemniejsza od powietrza, ale bądźmy szczerzy to jest taka fanaberia troszkę.

W widle jakiś czas temu pojawił się Ramp Control od MRP i zmienił jego charakter, że hoho. Śmigam na o 10 PSI mniejszym ciśnieniu, i dobijam rzadziej a wybieralność liści jest lepsza. Czuje że używam większości skoku. 

Reasumując. Float 36 Grip 2 + MRP ramp control fpytke. Fox X2 też fpytke, jednak sprężynka z tyłu będzie kolejnym krokiem.

Ramp Control pomaga nie dobijać i jeździć na miękkim wacku. Z minusów to nie działa z nim ShockWizz bo nie jest w stanie odczytać ciśnienia w komorze.

Napęd

Poszedłem w GX bo ceny innych kitów zabijały. Na dzień dobry pozbyłem się kasety i korby GX na rzecz XX1 (kaseta) i X0 (Korba). Różnica w masach kasety (447g vs. 265g) i korby (680g vs. 493) daje prawie pół kilo oszczędności, więc wydawało się to zasadne. Do tego kaseta nie dzwoni przy zmianach biegów jak kloszradzki wózek i jest dużo trwalsza.

Kamienie nie robią jej takiej krzywdy jak myślałem, że będą.

Przerzutka GX została. Nie widze sensu ładowania czegoś lepszego przy cenach zmieniarek SRAMa.  A wiadomo, że raz – dwa razy na sezon zmieniarka samoistnie się urwie. Różnica w masie do wyższej grupy to jakiś śmiech. 

Sam napęd działa poprawnie, ale bez szału. Lubię SRAMa za to, że działa nawet jak jest krzywy – dotyczy to nawet eagle. Jednak w Eagle precyzja ustawienia lekko zabija. Niestety napęd rozregulowuje się chętnie i mało kiedy działa idealnie. Można powiedzieć, że mamy napęd odporny na syf, skrzywienia, ale jednak wymagający ciągłej regulacji.

Kaseta 11-52 przy zębatce 32 z przodu załatwia problem ze wszystkimi podjazdami. Przełożeń nigdy nie zabrakło w żadną stronę. Nie szedłbym w mniejszy tył bo to jednak 29 i taka patelnia się przydaje.

Jak odpadnie to nie szkoda.

Manetka w GX jest zapewne zrobiona ze zgrzanych, zużytych kondonów, no, ale działa. Trzeba tylko polubić ten kutasi feeling, w porównaniu do wyższych grup. Następnym upgradem napędu, będzie zmiana na Shimano. Ciekaw jestem, jak to będzie działać, ale opinie są obiecujące. Podobno sam się nie rozregulowuje a przerzutki są tańsze. To oznacza, że po urwaniu mniej będzie bolało a dzieci me będą mogły jeść więcej. Pewnie Shimano będzie mieć inne bolączki. W sumie jeśli komuś napęd zawsze działa idealnie, to znaczy, że nie jeździ lub jeździ po szosie.

Manetka ma ładne logo, ale feeling kutasiarski.

Pedały na jakie się zdecydowałem to Sixpack Menance. Ważą 430g, kosztują 200PLN, mają dużo łożysk i żyją !! W przeciwieństwie do super – ultra – gównianych Spanków za 600PLN które posiadałem razem z Masko wcześniej. Tu, po roku zero luzów. Kultura pracy genialna. Jedynie gwinty w pinach trzeba posmarować jakimś mocniejszym loctite aby nie znikały. Tzn nie znikają gwinty lecz piny.

Niby plastik a zadziwiająco dużo wytrzymują. Generalnie duży plus za trwałość, masę, cenę funkcjonalność.

Napinacz i taco pochodzą od Absolute Black. Wcześniej miałem od nich zębatkę – jajo i było chyba wykonane z borsuczych napletów. Serio – chcecie zębatkę którą noworodek może prostować palcami, kupcie jajo od AB. W kwestii napinacza więc byłem sceptyczny. Niesłusznie. Taco nie raz dostał strzały i żyje. A jazda Kazirodcą czy Żmiją na Ślęży nie go rozpieszcza. Sam napinacz dobrze trzyma, łańcuch spada mega rzadko a waży tyle co nic.

Napinacz z Taco od Absolute black sztosik. Teraz pewnie brałbym 77design bo taki sam a tańszy.

Stery

Domyślnie Canecreek Forty. Super sprawa. Dolna miska leci w takim tempie w jakim dochodzi ksiądz proboszcz po zlizaniu mu śmietany z kolana. Podobnie jak w przypadku kiery, nie kumam czemu ibis nie wrzuci czegoś lepszego. Od razu wymieniłem dolne łożysko na łożysko z Cane Creek 110 i jest git, a koszt znikomy.

Dolne łożysko znika w 3 sek, górne luz.

Kokpit

No fabryczna kiera Ibisa woła o pomstę do nieba. Od razu wyleciała z roweru. Wraz z mostkiem. Chciałem  35mm zamiast 31.8. Przy kole 29”, skoku 160 i szerokości wiosła 80cm, dobrze mieć coś sztywniejszego a ponieważ to dreambike to jeszcze biżuteryjnego. W końcu na tę część patrzę się najwięcej. Chłopaki z Thirty Three zaproponowali Renthala wraz z mostkiem. Nie oponowałem. Kiera jest sztywna, tłumi i lubię jej feeling.

Dobrze trzymać w ręku coś grubego co się nie gnie.

Początkowo irytował mnie mostek z tym jego tytanowym kolorem, ale jakoś to nie boli tak bardzo przy Hopeach w kolorze raw alu. Mam duże łapy więc grupy to ESI super chunky. Spisują się jak odi rogue, ale są niebieskie, wiec jestem zadowolony. Zmiana kiery od razu podniosła przyjemność w spółkowaniu z  rowerem.

Kolor mostka z dupy, ale można się przyzwyczaić.

Heble

W kicie GX były chyba 4 tłoczkowe deore z jakimiś dziwnymi tarczami. Ja nie wiem co to miało być. Same heble hamowały dobrze, ale klocki i tarcze zużyły sie do zera u wszystkich po niespełna miesiącu. To jest jakiś dramat. Tarcze poszły w śmieci, heble do zapasowych rowerow. Całym teamem. Przesiedliśmy się z tarczami i heblem na hope Tech3 E4. Jest to biżuteria. Miło się patrzy. Jakość wykonania sztosik. Hamują dobrze, choć są humorzaste. Kilka osób w teamie co jakiś czas musi je przelewać aby nie kurwić. Ja nie miałem z nimi problemów. Hamują i modulują dobrze. Chrzest miały na LaPalmie, gdzie wysokość zjazdów to 2500m i mnie przy moich 87Kg nie zawiodły.

Ładny Ci on !

Klamki są zajebiście ergonomiczne. Paluch się nie męczy i trafia tam gdzie powinien. Regulacji styka a wygląd powala. Szkoda, że lubią się zapowietrzyć.

Koła

Zajebioza. Szerokość wew 35mm, zew 41. Wungiel. Przy tej szerokości zestaw waży 1710g. Z piastami I9 ważyłyby 110g mniej i hałasowały jak stado os, ale trudno. Z kołami nic się nie dzieje. Jeżdżę bez wkładek.  Nie biją, nie odkruszyły się a piasty nie zdechły. O piasty bałem się najbardziej, bo w poprzednim moim Ibisie, te piasty padły pierwsze. Teraz luz. Łożyska czyste, bębenek po roku używania łapie, jak leśny ssak syfilis czyli dobrze i szybko.

Nie udało się jej połamać. Jeżdżę na ciśnieniu 1.7-1.9  przy 87kg żywca.

Koła są chyba jednym z większych zaskoczeń. Opona na nich ma kosmiczną szerokość i gripa. Do tego 7 lat gwary i ponoć brak wybrzydzania Ibisa przy crash replacement. Z tego też powodu pieprze wszystkie wkładki. Nie po to inwestuje w lekkie koła by im teraz wsadzić 200g jakiegoś gąbkowego gówna.

Piasta Ibisa w Mojo 3 była kupą, tu trzyma się mega dziarsko i u żadnego z nas nic złego się nie działo.

Sztyca

Bike yoke revive 185mm. Nic dodać nic ująć. Wcześniej Ibis ładował KSy. Potem się ogarnęli i zmienili dostawcę. Ja na szczęście dostałem wersję z BY. Więcej o niej pisaliśmy Bike Yoke Revive więc nie będę się rozpisywać. Chyba najlepsza sztyca na rynku.

Manetka daje radę z ergonomią. Teraz mają takie wszyscy, kiedyś nie.

Sztyca zawsze działa, odpowietrza sie w 3 sek, jest łatwa w serwisie i ma 185mm. Co chcieć więcej.

Gadżety – One Up EDC i backcountry strap

Od jakiegoś czasu unikam jazdy z plecakiem za wszelką cenę. Dlatego Dętka i kartusze poszły na ramę, a narzędzia do sterówki. Oba patenty sztosik.

Strap BackCountry. Łapie dwa kartusze 20g, detkę i łychę. Ma wąsy pozwalające na trwałe mocowanie. W przeciwieństwie do różnych alternatyw tu nic się nie przekrzywia i siedzi na miejscu.

Patent na chowanie w sterówce jest czadowy. Szkoda że trzeba nagwintować sterówkę co powoduje że gwara jest dyskusyjna.

Narzędzi jest komplet. Przy fuck-upach nie brakło funkcji, jakość sztosik a szydło do opon najlepsze jakie miałem.

 

Wojciech Królikowski

MRP Ramp Cotrol

Prawidłowe ustawienie zawieszenia to kwestia, która diametralnie zmienia feeling roweru…

Gra wstępna

Prawidłowe ustawienie zawieszenia to kwestia, która diametralnie zmienia feeling roweru. Nawet najdroższe zawieszenie z wszystkimi możliwymi regulacjanami, źle ustawione w najlepszym wypadku nas wytrzęsie, a w najgorszym zabije. Jedna i druga opcja skutecznie potrafi zniechęcić do kolejnego wsiąścia na rower, przy czym ta druga trwale. Dlatego poprawne “settingsy” resorów spędzają sen z powiek każdemu niedzielnemu rajderowi. Podstawowe nastawy można “odbyć” podczas parkingowego trash talku z kolegami i nie wymaga to zazwyczaj żadnych narzędzi oprócz pompki czy ewentualnie klucza imbusowego. Gdy już rozgryziecie jak działają wszystkie pokrętła w waszym cacuszku za dwie średnie krajowe i dojdziecie do wniosku, że wolicie ich nie dotykać żeby czegoś nie popsuć z oddali może dotrzeć do was to jedno, ale to za***iście ważne pytanie. Ile masz tokenów? I niestety odpowiedź “Twoja stara” nie jest poprawna, chociaż w chwili jej wypowiadania może pojawić się na Waszej twarzy grymas szyderczego triumfu.

Tokeny albowiem odpowiadają za progresję amortyzatora poprzez zmniejszenie komory powietrznej. Nie jest to żadna magiczna sztuczka ani tłik matetidody, im mniejsza komora powietrzna tym większa progresja, czyli wzrost utwardzania się amortyzatora w dalszej części skoku. Token to zwykły kawałek plastiku, który fizycznie pomniejsza komorę.

Tak wygląda Kontroler Rampy gdy leży na korze.

Zasada działania

Wymiana tokenów na trasie jest upierdliwa (choć nie niemożliwa), oprócz samego wykręcania i wkręcania korka dochodzi jeszcze całkowite spuszczanie powietrza z amortyzatora i ponowne dmuchanie. Zmieniając objętość komory zmienia się również ciśnienie potrzebne do uzyskania odpowiedniego (opracowywanego latami z zespołem kolegów ekspertów) sagu. Więc znalezienie złotego środka pochłania trochę czasu. I tu z pomocą jak rycerz na białym koniu wjeżdża MRP Ramp Cotrol. Mówiąc językiem zrozumiałym dla absolwentów Wyższej Szkoły Myszki Miki i Kaczora Donalda jest to dżings pozwalający na płynną regulację progresji. Montujemy go w miejsce standardowego korka z wentylem i tokenami. 

Oprócz tego MRP Ramp Control działa marginalnie na początek i środek skoku, a krzywa progresji zagina się dopiero w końcowej jego części – czyli odpowiada za tzw. bottom out.

Zasada działania kontrolera rampy jest dość prosta, z pozoru mogłoby się wydawać, że pokrętłem na górze “dżingsu” wysuwamy jakieś tłoczysko, które w fizyczny sposób zmniejsza komorę powietrzną. Jednak wtedy działało by to tak samo jak tokeny i zmieniało charakterystykę amortyzatora w całym zakresie skoku. Inżynierowie z Colorado wymyślili to jednak sprytniej. Na dole kartridża znajduje się otworek (dla absolwentów WSMMiKD – dziurka), a pokrętłem zmieniamy naprężenie wstępne stawiające opór powietrzu, które ma wejść przez port. Im bardziej skręcone pokrętło, tym większy opór i większe ciśnienie potrzebne aby przedostać się do komory kartridża. Ciśnienie rośnie wraz z ugięciem, a to oznacza, że w początkowej i środkowej fazie skoku Ramp Control praktycznie nie ingeruje.

Wykres przedstawiający zmianę charakterystyki ugięcia. Autor: Strange Summit.
Jazda próbna

Punktem wyjścia do testów, było ustawienie takiego samego ciśnienia w amortyzatorze jak dotychczas i całkowite odkręcenie pokrętła progresjanu. Takie ustawienie odpowiada pracy amortyzatora z zainstalowanym jednym tokenem (i tak też było w moim Fox 36). W moim przypadku przy wadze ok 70kg do Foxa dmucham 63PSI. Pozwalało to wykorzystywać cały skok bez dobijania i cieszyć się czułą pracą w całym zakresie. Przy kolejnym zjeździe skręciłem pokrętło do połowy (8 klików) i oddmuchnąłem 5 PSI (czyt. pienć pi-es-aj). Amortyzator stał się dużo bardziej czuły na małych nierównościach (korzenie i skały mniejsze od świńskiej głowy) a po lądowaniu na przodzie z większych przeszkód wciąż zostawał delikatny zapas. Po odjęciu kolejnych 5 PSI i dodaniu 5 klików dalej nie udawało się zamknąć amora. Jazdy próbne odbywały się w większości w Czarnej Górze na trasie Kambodża, jak sama nazwa wskazuje jest tam niezły Sajgon. Odjęcie 10 PSI poskutkowało tym, że małe nierówności praktycznie znikły, korzenie nie waliły po łapach, a grip był z kosmosu. Amor jednak częściej pracował w środkowej części skoku (nawet na małych nierównościach) i trochę brakowało w tej części wyczuwalnego podparcia. Trasy w Czarnej Górze są strome i bogate w uskoki (eng. drop) co skutkuje częstym nurkowaniem amortyzatora. Także wariant pośredni był najlepszy i najbardziej wyśrodkowany w moim odczuciu. Dalej miałem 8 klików w jedną i drugą stronę, czulszy początek i środek skoku oraz dobre podparcie w środku. Jednemu tokenowi odpowiadają 4 clicki, czyli na maksa skręcony “dżings” odpowiada wsadzeniu 5 tokenów. W pytę, czyż nie?

Info dla tych lekko cięższych: (Człowiek)Królik ważący 86kg, dymający w wideł 75psi schodzi teraz do 55-60 psi, podkręcając mocniej kompresje w widelcu i trzymając regulację Ramp Control w połowie klików. Zazwyczaj przy mocniejszych ślężańskich lądowaniach na przód, w takiej konfiguracji, zostaje mu 5-10 mm skoku.

A tak wygląda kontroler zamontowany w amortyzatorze Fox 36.
Montaż

Aby zainstalować Ramp Control potrzebujemy tylko kilku narzędzi, dwóch rąk oraz umiejętności zdobytych w podstawówce na zajęciach z techniki (i nie chodzi mi o bajerowanie nieletnich dziewczyn)

  • grzechotka (opcjonalnie klucz dynamometryczny)
  • nasadka 32mm (najlepiej bez fazowania)
  • nasadka 10mm 
  • klucz do kasety (bez bolca)
  • pompka  

Montaż odbywa się w kilku krokach:

  • spuszczenie powietrza
  • wykręcenie starego korka kluczem 32mm
  • odkręcenie nakrętki zabezpieczającej zawór (nasadka 10mm)
  • wkręcenie nowo nabytego ustrojstwa kluczem do kasety (tu należy nasmarować uszczelkę, smar w zestawie)
  • zakręcenie nakrętki zabezpieczającej zawór
  • napompowanie amortyzatora
Narzędzia potrzebne do montażu.

Podsumowanie

MRP Ramp Control waży tyle co standardowy korek z dwoma tokenami. Poziom wykonania pokrętła nie odstaje od tych z topowych amortyzatorów. Pomarańczowy korek skupia uwagę gapiów i jednoznacznie określa waszą pozycję w stadzie rowerowych świrów.

Dostępne są wersje praktycznie do wszystkich modeli RS i Foxa na rynku, oraz do Marzocchi (od momentu współpracy z Foxem).

Za wersję standardową przyjdzie nam zapłacić ok 580zł czyli tyle co 2,5h masażu Lomi Lomi. Dostępna jest także wersja PRO, która umożliwia dokręcenie zwykłych tokenów, za ten wariant trzeba zapłacić 735zł (to chyba dla tych co bardzo dużo jedzą, ale jak dużo jedzą to ich stać)

Należy mieć świadomość, że Ramp Control nie poprawia jakości pracy amortyzatora. Pozwala na stosowanie mniejszego ciśnienia co przekłada się na poprawę czułości w początkowej i środkowej fazie skoku, ale jeśli wasz amor pracuje jak drewno z innych powodów niż zbyt duże ciśnienie to dalej będzie pracował jak drewno. Jedynym minusem jest to, że wkręcając pompkę zdarza się przestawić ilość klików ze względu na to, że wentyl stanowi wnętrze pokrętła. Da się z tym żyć a jeśli myślisz, że nie to poproś partnerkę aby potrzymała Ci wentyl.

Korzyści z zastosowania Ramp Control są wyraźnie odczuwalne. Zmiany progresji w trybie “live” jest łatwiej wyczuwalna niż niezależna regulacja wolnej i szybkiej kompresji. Zatem jeśli od tygodnia nie zrobiłeś żadnego apgrejdu w swoim sprzęcie jest to dobra propozycja. Inaczej Twoje wolne środki mogą być narażone na defraudację w salonie meblowym Ikea lub innym Rossmannie. Pośrednią korzyścią jest to, że z wycieczki rowerowej wrócisz z mniej odrętwiałymi rękoma co przekłada się na jakość pieszczot jakie możesz zaserwować partnerce/partnerowi, co z kolei pozwala na sformułowanie tezy iż MRP Ramp Control oprócz poprawy właściwości jezdnych roweru przyczynia się także do ocieplenia stosunków w domowym ognisku.

Kolorowy diagram przedstawiający przekrój modeli.
Czy już wszystkie masz, czy już wszystkie masz?!?!

Gdzie kupić?

MRP Ramp Control możecie kupić bezpośrednio na stronie dystrybutora:

www. strangesummit.com

We Wrocławiu znajdziecie je także w sklepie ThirtyThreeBicycleStudio:

www.thirtythree.pl

 

Ibis Ripmo

Oddajemy do Waszych oczu recenzję Ibis Ripmo. Jeździliśmy na nim dwa udane tygodnie.

Sentyment do twentyninerów pozostał mi po kilkuletniej przygodzie z rowerem Lapierre Zesty 29, ale mały skok 120mm i brak alternatyw zmusił mnie kilka lat temu do zmiany tego świetnego ścieżkowca na Lapierra Spicy – rasowego enduro na kołach 27,5…

2017 rok jednak to co chwila kolejne nowości endurówek na dużym kole. I co ciekawe mniejsze firmy szybciej się ogarnęły i zaproponowły bardzo ciekawe 29tki. Dostaliśmy Whyta S-150, Evila Wreckoninga, Orbeę Rallona, Transitiona Sentinela, YT Jeffsiego czy Yeti SB 5.5…Duzi gracze wolniej podejmują pałeczkę, tu mamy jedynie Speca Enduro 29 i Treka Slasha…

A w tym roku 29 to nawet w DH się zadomowił i szturmem zgarnia top lokaty.

Tym bardziej chętnie wsiadłem na nowy model na dużych kołach ze stajni Ibisa – Ripmo.
Na rowerze jeździłem dwa razy po lokalnych singlach w masywie Ślęży i Radunii, więc poniższy opis to pierwsze wrażenia, zdecydowanie nie jest to test roweru.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test

Budowa

Tak więc pierwsze co sprawdziłem to jak działa zawieszenie DW-Link. Zawsze jeździłem albo na jednym zawiasie albo Horst Linku, więc coś nowego: Kolejna wersja DW-Linka (podobno naj zawieszenia) bardzo mnie ciekawiła. Spuściłem więc powietrze z dampera i po domowych testach na plus: bardzo małe ruchy Linków gdzie łożyska zastąpiono ślizgami.
O ślizgach w ramach rowerowych tyle kontrowersji co o smoleńskiej brzozie, ale jak już tak mało pracują to jest szansa, że rower za 20k cebuljonów po roku tyrania nie złapie luzów jak full z Kerfura na pierwszej jeździe po komunijnym obiedzie.

Miałem w rękach dość standardową specyfikację, czyli Alu koła, zawieszenie FOX Performance, opony Maxxis Exo a i tak rower z moimi pedałami kowadłami Shimano DX poniżej 14kg. Szacun.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check

Rura podsiodłowa jest super krótka a górna rura schodzi bardzo nisko, co niewątpliwie jest zaletą. Na rowerze nie czujesz się jak na jakimś potworze. Ale osoby wysokie lub te które mają długie nogi proporcjonalnie do góry ciała muszą rozważyć sztyce o skoku 170+ bo krótsze sztyce mogą okazać się za krótkie.

Amortyzator FOX Performance o skoku 160mm działał poprawnie, ale przyklejoną tabelkę ciśnień można se w dupę wsadzić, albo wartości PSI podzielić przez 2 – wtedy chyba będzie bliżej realnych. Nie wiem ile tokenów tam Ibis napchał ale amortyzator był bardzo progresywny.

Damper za to niestety akurat miał uszkodzone tłumienie powrotu. Bez zainstalowanych tokenów leciał przez skok nawet przy 240 PSI (normalnie jeżdżę w okolicach 190PSI) Charakterystyka pracy tylnego koła była bardzo liniowa, niestety przez nie działające tłumienie. Co ciekawe nawet przy tej przypadłości rower zachowywał się na Ślężańskiej rąbance dobrze. Zapewne z działającym damperem jest mega fpytkę.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check

Napęd Sram GX Eagle działał… cacy, poza nieszczęsnym blatem 32T. Cóż kolano po kontuzji,  łyda słaba, więc dla mnie na masyw Ślęży 32 zęby w dwudziestodziweięciocalowcu to była przeginka…

O reszcie osprzetu nie ma sie co rozpisywać. Każdy może sobie skonfigurowac rower jak chce. Dostępne jest 5 kitów sprzętowych i dla każdego z nich można wybrać różne opcje zawieszenia, kół. Ciekawą opcją są budżetowe koła carbon. Czyli obręcze ibisa – ich budżetowe piasty. Te same koła są dostępne w wersji wypas, czyli z piastami Industries Nine.

Irytuje plastikowa manetka Kind Shock na kierownicy. Troche do tego roweru nie pasuje i doświadczenie w jej macaniu jest z dupy. Zwłaszcza że konkurencja się ogarnęła i stosuje mega ergonomiczne rozwiązania.

Podjeżdżanie

Słowik:

Dawno tyle nie butowałem. Dzięki dużej przedniej zębatce zaliczyłem piękny spacerek po Ślęży i Radunii…

Na krótkich podjazdach, gdzie było sens się spiąć rower plusował stromą podsiodłówką i pozycją siodełka “nad korbą” co zdecydowanie ułatwiało pedałowanie. Aktywne zawieszenie w połączeniu z oponkami Maxxisa w szerokości 2.5 przód / 2.4 tył dawało tony przyczepności. Techniczne podjazdy miodzo – nawet w ciaśniejszych skrętach.

Rower potencjał podjazdowy ma spory, tymbardziej wymiana na mniejszą zębatkę pozwoli zmierzyć się z każdym technicznym podjazdem.

Seba:

Na Srebrnej postanowiłem podjechać sobie (a co… można przecież 🙂 Z przodu sa 32 zęby, z tyłu max 50. Normalnie jeżdżę na 27.5’’ z kombinacja 32/42. Podjazd wchodzi nadzwyczaj łatwo i przyjemnie. Z największej zębatki prawie nie korzystam. Na górze nie czuje się zmęczony tak bardzo jak przy YT. Super!

Rudy:

Pozycja na rowerze zdecydowanie zachęca do młócenia podjazdów. Eagle daje też duży zapas – podjeżdżając na Radunię nawet nie tknąłem tarczy 50 i, co najważniejsze, po raz pierwszy w życiu podjechałem końcówkę przed szczytem. Z biegu, za pierwszym razem – Mega!

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test stanik fotografia

Zjazd

Słowik:

Rower miałem przez tydzień, ale niestety ten deszczowy… więc po lokalnych singlach: Gangstarze i Świnkołaju, Dolce czy czerwonym ze Ślęży pośmigałem “na mokro”
Generalnie mam zasadę że Ślęża w deszczu to NO GO ZONE jeśli czuję że dziś moja psycha jest miękka.

Tym bardziej cieszyły KOMy i PRy. Rower ma masę trakcji. Żarł glebę, leciał w uślizgu ale ani razu nie puścił. Niewątpliwie zasługa też świetnych i nowych oponek Maxxis DHF 2.5 na przodzie i DHR 2.4 na tyle. Ale generalnie duże koło trzyma doobrze.

Balans roweru. Tu się nie potrafiłem dogadać się z Ripmo. Po każdym zjeździe obniżałem kokpit o 1 spacer aby w końcu wylądować z mostkiem na maxa obniżonym na dole a rower nadal miał bardzo lekki przód. Generalnie kierownica z zerowym wzniosem wskazana.

Co zaskoczyło mnie najbardziej to skrętność roweru. Wydawałoby się, że 29 będzie preferował długie szerokie łuki a pierwsze co zauważyłem, to że na znanych mi singlach rower ma tendencję do wychodzenia z łuku bardzo ciasno. Trzeba się przyzwyczaić i skorygować postawę, ale na pewno było to dla mnie pozytywnym zaskoczeniem.

Rower bardzo zachęca do zabawy, skoków z korzeni i szybkich zmian kierunku jazdy. Dla mnie po mega długim i stabilnym rowerze, na którym jeżdżę na co dzień była to pozytywna odmiana.

Stabilności Ripmo przy dużych prędkościach nie było mi dane sprawdzić, bo na Ślęży i Radunii nie ma singli, gdzie można pójść pełnym piecem.

Z dużych minusów – to linki zawieszenia są tak umiejscowione, że po 2ch dniach jazdy w błocie były całkowicie oblepione. Także prace ręczne i wycięcie plastikowego błotniczka obowiązkowe.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test stanik fotografia

Seba:

Srebrna – trasa A1. Jako że amory zawsze ustawiam tak jak mi sie zdaje, a potem przychodzi redaKnur Wyncel i tu kliknie, tam przekręci i działa fajniej… to i tym razem tradycji stało się zadość. Przód działa spoko, z tyłem coś się dzieje dziwnego… Mimo to mam wrażenie że jadę w dół szybciej niż na Żółtym. W zakrętach łatwo się ustawić do pozycji odpowiedniej i zarzucić biodrami, co jest możliwe dzięki niskiej podsiodłówce. Nie pasuje mi coś w kokpicie… nie do końca wiem co – ale na zestawie od banana bikes jezdzi mi sie po prostu fajniej.

Masko:

Podjazd tarpanem poszedł bardzo sprawnie, praktycznie nie zauważyłem kiedy znalazłem się na górze i kierowca kazał wyskakiwać – wielki plusik tutaj. Serio mówiąc – nie miałem okazji podjeżdżać na tym stworzeniu. Zjechałem tylko raz trasą A. Byłem sceptycznie nastawiony bo rozmiar to L, to nie moja bajka, z moimi gabarytami plasuję się między S a M. Serce me przepełniały lęki gdyż Srebrna jest miejscówką czysto hedonistyczną, gdzie na trasach jest 100% zabawy, a 29″ zupełnie mi się z tym nie kojarzy. No i co się okazało. To bydle pomimo za dużego rozmiaru nie odstawało w kontekście zwrotności od mojej Capry w rozmiarze S. Ilość gripa jaką daje 29 cali jest z kosmosu. Najbardziej czułem to na bandach na samym dole odcinka A, gdzie na Caprze gdy przesadziłem z pochyleniem zdarzało się, że przód chciał odjechać. Długość roweru umożliwia “wchodzenie na pełnej” i stabilizuje nas niczym gimbal. Nawet niesprawny damper nie psuł specjalnie przyczepności, albo po prostu tego nie czułem bo nigdzie jej nie brakowało. Środek suportu jest umiejscowiony w chrześcijański sposób, dzięki czemu pokuta w postaci przyjebania stopą w kamień nie zdarza się często. Nie trzeba notorycznie pamiętać o ustawieniu pedałów w poziomie. Większość małych nierówności połykane jest przez duże koło, resztę roboty załatwia zawias. W Srebrnej tych dużych przeszkód nie ma za wiele, dlatego czułęm jakbym jechł prawie po równej drodzę. To z kolei zachęca do szybszej jazdy więc możemy jeszcze bardziej wjechać w piątek na pełnej i siłą rozpędu dojedziemy gdzieś do środy kiedy to już trzeba myśleć gdzie w piątek wbijemy na pełnej znowu. No k**wa rzeczywiście!

Rudy:

Gdziekolwiek na Raduni i Ślęży nie zjeżdżałem, na Ripmo mam personal best. Stromizny czy kamulce nie stanowią problemu, duże koło robi robotę. Rower jest niski, więc można go pod sobą układać w każdą stronę a nawet robić peeling odwłoka oponą jeśli tylko ktoś ma na to ochotę. W rozmiarze L nie było żadnego problemu żeby powędrować daleko i nisko za siodło. Do pełni szczęścia przydałoby się jeszcze go przepuścić przez bikepark na pełnej, ale i tak już mnie kupił.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test stanik fotografia

Podsumowanie

Słowik:

Spodobał się na tyle, że z łezką w oku pozbyłem się starego i zamówiłem Ripmo. Także przygoda z Ibisem dopiero się zaczyna… i mam nadzieję, że się dogadamy 🙂

Seba:

Rower w rozmiarze L jest dłuuuuuuuugi straszliwie, ale rura podsiodłowa jest niżej niż w mojej Caprze M – bardzo fajowo. Amora z przodu ustawiłem wedle tabelki, z damperem coś jest nie tak – no ale nie za bardzo wiem co 😉 Rower jest ładiuchny. Jest to moja pierwsza jazda na 29’’ i do tego jest Eagle – więc zapowiada się wypasik. Lubimy się 🙂 z sprawnym damperem i innym kokpitem byłoby bajecznie, a tak jest “tylko” super 🙂 Będziemy kontynuować znajomość tylko że w rozmiarze M.

Masko:

Ibis spełnia większość warunków jakie założyłem dla nowego roweru, za którym od jakiegoś czasu się rozglądałem. Między innymi krótka rura podsiodłowa, reach krótszy niż molo w Sopocie, skok w okolicy 150mm, bonusowo załapało się większe koło, którego nie planowałem ale skoro mam już zmienić rower to lepiej na zupełnie inny. Ripmo mnie kupił a ja kupuję Ripmo i będę na nim wchodził na pełnej.

Rudy:

W zeszłym roku jeździłem chwilę na Rose Root Millerze – wtedy poczułem, że mój następny rower będzie miał koło 29”. Jednak zjazdowo czegoś brakowało do pełni szczęści, może trochę skoku, może geometria nie ten teges. Przy Ripmo nie ma już żadnego ale – to jest to! Co prawda niska rama oznacza przy moich długich szkitach wysoką sztycę, ale w myk mykach 170mm+ można już wybierać więc będzie dobrze.

knurswiny knurświny ibis ripmo recenzja review bike check test stanik fotografia

Foty z jazdy dzięki Krzysztof Stanik Fotografia

Rozmiary jeźdźców

Masko:

Wzrost: 171cm
Długość nóg: 75 cm (od prostaty do ziemi)
Długość tułowia: 52 cm (od biodra do obojczyka)
Długość rąk: 64 cm (od pachy do końca fakera)
Masa: 65 kg

Rudy:

Wzrost: 172 cm
Długość nóg:  87cm (od prostaty do ziemi)
Długość tułowia: 46 cm (od biodra do obojczyka)
Długość rąk:  75 cm (od pachy do końca fakera)
Masa: 79 kg

Słowik:

Wzrost: 186 cm
Długość nóg:  86cm (od prostaty do ziemi)
Długość tułowia: 50 cm (od biodra do obojczyka)
Długość rąk:  73 cm (od pachy do końca fakera)
Masa: 84 kg

Sztyca 9point8 Fall Line

Sztyca 9point8 przeszła testy w Ślężańskich mrozach i rąbance w Finale Ligure. Obsługa serwisowa jest banalnie prosta.

Pierdololo

Otrzymaliśmy do testów od Beastie Bikes sztyce 9point8. Przeszła testy w Ślężańskich mrozach i rąbance w Finale Ligure. Poniżej galeria i krótki opis naszych zmagań.
Jeśli nie chce Ci się czytać i chcesz po prostu poznać krótkie podsumowanie, to wiedz, że zamierzamy ją kupić. Wystarczy ? 🙂
Testowaliśmy wersję o średnicy 30.9 i skoku 150 mm. Sztyca posiada sprężynę pneumatyczną, blokada jest mechaniczna. Obsługa serwisowa jest banalnie prosta w obsłudze. My jej nie rozbieraliśmy, ale możliwość prostego serwisu jest zachęcająca.

Wersje:

Dostępne są w najpopularniejszych średnicach. Wersje skoku to  75, 100, 125, 150, 175, 200 mm.  Tak! 200 mm długości jest imponujące i zachęci do zakupu osoby o większych gabarytach. Mamy w teamie takich kilka.
Cena sztycy to: 1999 PLN za 75 do 150mm, 2249 PLN  za 175 i 200mm
Co jest bardzo spoko, to fakt, że można ją zakupić z różnymi wersjami manetki. Od prostej do takiej pozwalającej na operowanie kciukiem. My mieliśmy wersje z prostą.

Konstrukcja manetki pozwala ją zamontować bez misz-maszu na kierownicy. Końcówka nakręcana na linkę i pancerz pozwala na błyskawiczny montarz.

Z pudełka:

Ładnie toto jest zapakowane 🙂 Trójkątne pudełko przykuwa uwagę. Wewnątrz znajdziemy sztyce, manetkę, naklejki i prosty klucz dynamometryczny z instrukcją jego użycia. Pierwsze co rzuca się w oczy to kosmiczne jarzemko. Nie dość, że może pracować jako wersja z offsetem i bez to pozwala na montaż siodła bez ceregieli. Wisienką na torcie jest fakt, że całość jest ładnie wyfrezowana CNC.
Reszta elementów wykonana dobrze tak jak byśmy się za tę cenę spodziewali. Można się dowalić tylko jakości napisu.
Manetka ma sensowny stosunek przełożenia / wielkości. Nie jest wulgarnie wielka i nawet ładna.

Jakość wykonania jest na wysokim poziomie.

Montaż:

Jest prosty. Puszczamy pancerz, na jego koniec przykręcamy dwie końcówki, które wkręcamy w sztyce. Żadnego pałowania się w dobieranie długości linki itd. Jakość wykonania wszystkich elementów jest na prawdę dobra. Nie ma się wrażenia, że coś się może się ułamać jak w kind shockach. Śruby ściskające linkę są rozsądnej wielkości nie ma ryzyka ich ukręcenia.
Zawsze do szału mnie doprowadza konieczność trafienia jarzemkiem miedzy pręty siodła. Kombinowanie co tu zrobić by nie
rozkręcać wszystkiego. Tu sprawa jest prosta. Pręty są łapane z boku nie od góry. Poluźniamy dwie śruby i wkładamy siodło i dokręcamy. Śruby są na imbusa 4 wiec nie ma problemów z tym że podle je ukręcimy.
Sztyca posiada sprężynę pneumatyczną. Producent zaleca przedział 30-50 PSI. Zawór jest od strony jarzemka. Nieważne ile nabijemy, sztyca spowalnia ruch na ostatnich centymetrach zakresu pracy wiec nic nie zostanie urwane i troski o skuteczne ojcostwo można odłożyć na bok.
Czadowy jest montaż manetki. Ponieważ pierścień mocujący jest dwuelementowy, zawsze można ją wcisnąć w ograniczone miejsce, bez konieczności demontażu elementów z kiery.

 

Jazda:

Tu nie będzie zaskoczenia – działa. Ciężko coś więcej napisać bo sztyce działają albo nie. Wyznacznikiem jest ich trwałość, więc zobaczymy jak po roku katowania sprawa będzie się miała. Póki co jesteśmy pełni nadziei.  Praca manetki jest przyjemna. Potrzeba na prawdę niewiele siły aby wprawić siodło w ruch. Co ważne, działa w każdych warunkach. Nawet na zimnie. Zdychalność reverbów w zimnych warunkach, przez całą zimę doprowadzała nas do szału. Tu to się nie dzieje.

Plusy:

  • Jakość wykonania
  • Szybki montaż siodła
  • “Konfigurowalne” jarzemko: z offsetem / bez offsetu
  • Prostota montażu
  • Manetka – montaż i jej praca
  • Różne wersje manetki

Minusy:

  • Cena