La Palma – subiektywny przewodnik enduro tripa

La Palma – jedna z Wysp Kanaryjskich. Malowana w mediach jako mekka rowerowa…

Wstępniak

La Palma – jedna z Wysp Kanaryjskich. Malowana w mediach jako mekka rowerowa. Z powodu rzekomej infrastruktury i miliona tras rowerowych. Jest w tym część prawdy. Tras jest mnóstwo, ale pieszych,…… które mogą służyć za rowerowe. Wyspa jest jedną wielką górą, a w zasadzie wulkanem … no kilkoma wulkanami, yyyy wyrastającymi z jednego głównego wulkanu. Ciężko to opisać, lepiej popatrzeć:

La Palma Enduro Trasy Przewodnik Knurświny
Rzut wyspy w trójwymiarze.

Na środku jest kaldera wulkanu. Czyli taki główny i stary krater. Na południe wyspy idzie grzbiet, składający się z małych aktywnych wulkanów. Cała wyspa pocięta jest siecią szlaków pieszych. Szlaków rowerowych jest niewiele.

Jadąc tam, obczajalismy Trailforksa i szukaliśmy tras po znajomych z FB. Sporo pomogła nam MyTrail. Po prawie 3 tyg siedzenia tam stwierdzamy, że nie ma co się krygować i jeździć po prostu pieszymi. 95% tras które poniżej opiszemy idzie właśnie tymi szlakami. Powiedzmy sobie szczerze. Jest tam zakaz jazdy po tych szlakach. Lokalni przewodnicy sobie z tego nic nie robią. Sami musicie wybrać czy chcecie być niezgodni z przepisami. Poza jednym przypadkiem nie spotkaliśmy się z kąśliwymi uwagami od piechurów. Staramy się też zawsze ustępować im pierwszeństwa.

https://www.visitlapalma.es/en/vivir-rutas/

https://www.visitlapalma.es/wp-content/uploads/2017/11/Red-de-Senderos-12.pdf

Ekipa.

Trasy i miejscówki

Można powiedzieć, że trasy startują z trzech miejsc:

  • Przełęcz El Pilar i jej okolice
  • Kaldera wulkanu. Taksówkarzom mówicie, że jedziecie na Roque de Los Muchachos (w skrócie Roque)

El Pilar

Przełęcz do której docieracie autem. Taka La Palmowa familijna piknikowania. Miejsca do grillowania, place zabaw, park linowy. Wszystkie sztuczne trasy rowerowe (Mousse, Spanish Fly, 69Beach) startują stamtąd. Mają one zupełnie inny charakter niż trasy piesze.

Miejsce z którego startuje Spanish fly jest kosmosem widokowym. Macie na tak niskiej wysokości to co normalnie dostępne jest w okolicy 1900mnpm

Kaldera

Wjeżdża się na nią drogą. Wjazd z Tazacorte to 1.5h -2h. Droga idzie 100-300 m poniżej krawędzi kaldery. W krawędzi kaldery jest masa szczytów. Największy z nich to Roque de los Muchachos. Krawędź i te wszystkie szczyty są na wysokości 2200-2300 m n.p.m. oprócz tego, , że jest to spoko długi zjazd to może być tam zimno i mokro. Zasadniczo każdy zjazd to jednodniowa wycieczka. Udało nam się robić te zjazdy w 2h jeśli musieliśmy (powiedzieliśmy żonom, że wyskoczyliśmy na chwile) ale zazwyczaj z fotami zejdzie na to dzień.

Charakterystyka

Można złapac tu trzy typy nawierzchni:

  • Lita skała – wygląda to tak, jakby ktoś wylał nieregularny beton przez całe kilometry. Poniekąd wylał wszak to jęzory lawy. Dostępne na Barranco De Los Hombres i 69BeachDrive.
  • Dziwna ziemia wulkaniczna – coś jak mix jazdy po stromej plaży i Mieroszowie. Ciekawie się w tym jeździ. Nie skręcamy kierownicy i nie hamujemy przodem. Znajdziecie to na: Mousse au Chocolat, 69 beach drive, Ruta des Vulcanes
  • Skały i kamienie – dużo technicznej jazdy po stromych odcinkach i dużych zwartych głazach – wszędzie, na trasach startujących z kaldery

Na każdej trasie będzie ekspozycja na jakimś fragmencie. Pooglądajcie filmiki o tym jak robić agrafki – przyda się to Wam.

 

Opisy tras

Północ wyspy i kaldera (Roque de los Muchachos)

Z samego szczytu startują trasy na wschód (po krawędzi kaldery) i zachód (Puerto Tazacorte). Nieco poniżej szczytu na zachód startuje Endless Enduro. Z kolei droga LP-4 biegnąca pod szczytem to punkt startowy dla szlaków na północ (LPFR 100% Natural) i północny wschód wyspy (Barlovento, La Galga, San Andres).

Roque de los Muchachos – Tazacorte

Jest sporo wariantów, my polecamy zjazd grania a potem w dół do koryta rzeki i ostatni kilometr szosa do Puerto de Tazacorte. Chyba najwięcej zjazdu. Macie praktycznie non stop w dół przez 2500m.

Świat zza kierownicy wygląda lepiej. Zwłaszcza tak świat.

 

Oczywiście możecie kończyć agrafkami do Zatoki 

 

piratów czy Puerto de Tazacorte. Obie trasy są piękne widokowo a agrafki są kurewsko fotogeniczne, ale też kurewsko trudne a błąd miejscami może kosztować życie. Wszyscy mają tam foty, ale też pewnie Ci wszyscy w większości te agrafki prowadzili 🙂

Puerto Tazacorte

Napisy na znakach są w obcym języku.

Roque de los Muchachos – wschodnia część kaldery

Jest to szlak pieszy i nie oszukujmy się, że będziemy na nim dużo jechać. Co chwilę trzeba zejść, sprowadzić, podprowadzić, czasem wnieść. Ekspozycja jest taka, że nie ma nad czym się zastanawiać. Widoki jednak są świetne i to dla nich warto ten szlak przejść.. Po Pico de la Sabina (foto musi być) można zjechać albo do El Paso albo szutrem dojechać do El Pilar i tam kontynuować zabawę.

La Galga


La Galga LP5
Startujemy z drogi LP-4 i jak w wielu szlakach na tej wysokości jedziemy agrafkami skalnymi (za którymś razem przestajesz się uśmiechać widząc je na swojej drodze) ale potem wjeżdżamy do lasu – i to nie byle jakiego lasu – to jest las wawrzynowy. Zieloność bije z każdego zakamarka, jedzie się bajecznie kolorowym wąwozem, i do tego jedzie się szybko bo nie ma już rąbanki pod kołami. W naszym przypadku, trafiliśmy tu po nieudanej próbie wjechania na Roque (+3 stopnie, deszcze, gdzieniegdzie leżący śnieg i zamknięty szlaban :(. Wąwóz do La Galgi wyglądał jak z horroru: ciemno, mgliście, mokro i pociągająco szybko. Ten szlak to must see, tylko pilnujcie pogody 🙂

Klimacik jest.

Pirates Bay – Prois Candelaria


Pirate´s Bay
Można tam dojechać odbijając z Endless Enduro albo trasy do Puerto de Tazacorte i o ile sama trasa nie jest szczególna, a agrafki na końcu już zaczynają irytować to wjazd do opuszczonej wioski rybackiej w Cueva de Candelaria urywa….wszystko. Zresztą popatrzcie:

Rudy w kasku w zatoce.

Potem pozostaje tylko 500m ostrego podjazdu do Tijarafe bo taxi jest dla cieniasów 🙂

El Pilar

Z El Pilar na zachód warto zacząć z punktu nad parkingiem (https://www.google.com/maps/@28.6149451,-17.835375,18.25z)

pojechać na Mousse au Chocolat a potem albo 69BeachDrive albo SpanishFly. Z kolei na wschód odchodzi Ramtamtamtam tamtaramtam

Ramtamtamtam


LPFR Rantantan
Telepie, telepie, potem dla odmiany telepie jeszcze bardziej. Szlak momentami prowadzi szutrówkami, wtedy ręce odpoczywają, ale po chwili jest jakiś zakręt i znów rampampampam.

Można spokojnie sobie podarować 🙂

Mousse au Chocolat


Mousse au Chocolat
Krótki odcinek, początkowo dość stromy zjazd wąską rynienką pełną osuwającej się ziemi, potem wjazd do lasu i miękką ściółka. Miejscami wąsko między drzewami. Dobry na rozpoczęcie dnia, nie telepie po rękach i daje dużo uśmiechu.

Trawersik.

SpanishFly


LPFR Spanish fly
Rozpoczyna się na wulkanicznej polanie, obowiązkowe foty i drifty. Potem chwila zjazdu szutrem i zastanawiasz się o co chodzi, przecież to ma być dobra traska a nie jakaś szeroka droga leśna. Na szczęście pojawia się odbicie i wjeżdżasz w lapalmowy odpowiednik Srebrnej Góry. Pełnia zabawy, przygotowana ścieżka co chwile jakaś mała banda, hopka, najbardziej flowowa ścieżka jaką jeździliśmy na wyspie. Są też syte hopy.

Szczecińska szkoła lansu w wykonaniu Szabli.

69BeachDrive


LPFR 69Beachdrive
Jest taki ni to piasek, ni to ziemia. Trochę trzyma, trochę jednak nie. A gdy jest stromiej, to rzeźbi się w nim wąskie rynny, gdzie koło ginie po ośkę. Przy pierwszym przejeździe bardzo dziwne to uczucie, ale za drugim i kolejnym razem jedzie się bardzo przyjemnie. Taka jest pierwsza część trasy, po wyjeździe z lasu reszta prowadzi ścieżką pokrytą rumowiskiem z pumeksu pomiędzy murkami pumeksowych kamieni. Wyobraźnia podpowiada ci, że przy glebie peeling będzie dogłębny, wręcz do kości. Sprawdziliśmy jednak empirycznie, że nie jest tak źle.

Urokliwie.

Barranco De Los Hombres


Barranco de los Hombres
To jest trasa w którą można się wbić po skończeniu tripa z El Pillar. My ją braliśmy na rozgrzewkę bo była 40 min z buta od domu (Las Norias) Nazwa przetłumaczona na polski znaczy “wąwóz mężczyzn” i nie ma się co dziwić, gdy obejrzy się nagrania z lokalnych zawodów DH. Tutaj aby lecieć piecem trzeba mieć jaja z tytanu.To jest koryto, którym zrzygał się wulkan w 1977 roku i faktycznie zjeżdża się po zastygłej lawie (bardzo przyczepna i milusia), która w zagłębieniach ma sypki piasek. Strasznie mieszane uczucie, przyczepna i gładka skała po której wyjeżdżasz w piach, który momentalnie cię wyhamowuje. Do tego dwie strome sekcie które ryją banie. Końcowe 100m to zjazd agrafkami w dół do Puerto Naos. Aha wbijacie się w owe agrafki przejeżdżając przez czyjąś posiadłość z otwartą zawsze bramą.

Mimo wszystko lubimy ten wąwóz bardzo, polecamy przed startem barraquito w speluno w El Jedey dla rozluźnienia rąk 🙂

Zachodzi przy skręcie.

Południe – Ruta de los Vulcanes z Roque de los Muchachos do latarni Fuencaliente

“Polacos locos” – takim komentarzem zostaliśmy skwitowani przy odbiorze w ciemności przy latarni w Fuencaliente. 60 km, 1600m przewyższenia, 3900m zjazdu  i cały dzień. Nie chcemy być buńczuczni ale spora część osób zwyczajnie może nie dać rady zrobić całej trasy. Warto wtedy skończyć w El Pilar. Dużo sił i czasu kosztuje wnoszenie roweru podczas jazdy wokół kaldery. Dla nas pierwsze 2h to było jazdo – noszenie + i – 100m na wysokości 2300m.

Ze szczytu możecie się kierować wg turystycznych drogowskazów najpierw na El Pillar a z El Pilar do Fuencaliente albo Ruta de Volcanos.

Na ta trase warto zaplanować cały długi dzień i wziąć duuzo wody i jedzenia (nie tak jak my 😉

Startuje się z Roque de los Muchachos i początek to jazda po szczytach, wokół kaldery. Jest trochę wnoszenia roweru, ale za to widoki są nieziemskie, a fotki epickie. W tej części trasy jedziemy głównie po skałach. Widzicie Kalderę w jej całej okazałości.

Warto sprawdzić pogodę na wszystkich wysokościach. Startujemy z 2500m i tam może być ślicznie / słonecznie. Albo zero stopni i walić deszczem i śniegiem. Jeśli tak jest to macie pierwsze 2 h trasy w mega dupówie i lepiej pojedźcie coś bardziej w dół np La Galge.  Po 2h zjeżdżamy z kaldery i zjeżdżamy jej zboczem jeśli są chmury to najpewniej w nie wjedziecie – będzie chłodniej / bardziej wilgotno, ale zjazdy będą bardziej w dół. Na koniec wpadacie w pogodę “pod chmurami”. Mniej więcej w połowie trasy trafiamy do El Pilar i tam czeka nas 500m podjazd na szczyt kolejnego wulkanu. Ta część trasy to właśnie Ruta des Vulcanos i ma krajobraz iście księżycowy. Opis poniżej.

Vulcanic slide


LPFR Volcanic slide
Końcowa część naszej wycieczki północ południe. Startujecie w El Pillar i dymacie 500m w górę. Po wjechaniu macie widok który urywa dupę i zjazd po sypkim podłożu wulkanicznym, długie drifty, tumany kurzu i dużo frajdy. No i malowniczy zjazd do latarni – polecamy za dnia, nie jako wyścig ze zmrokiem 🙂 Początkowo jest góra / dół po wulkanach przez pierwsze 7 km. Potem macie około 10km zjazdu po pionowej czarnej plaży, 5 km nakurwingu po wylanej lawie, by znów trafić na 5km jazdę w piasku. Uwaga bo w Santa Cruz do którego traficie trudno wbić się w singla. Do samego Vulcanic slide można dobić się szutrówką po poziomicach z miejscowości Mendo (jak można nie kochać tej nazwy).

Bywa i tak.

Niezbędnik

Rejony do spania:

My spaliśmy po zachodniej stronie w Las Norias. Pomiędzy Los Llanos, Tazacorte i Puerto Naos jest w miarę płasko, co umożliwia powrót do domu o własnych siłach z tras z El Pilar lub trasy Barranco de los Hombres, która jest nieźle pojechana.

Jeśli chcecie mieć sklepy bądź restauracje pod nosem to noclegu trzeba szukać w Tazacorte lub Los Lanos/El Paso. Mając samochód można pokusić się o domek na odludziu 🙂

Warto jechać w 6-8 os.

Wtedy wynajmujecie chatę około 300m2 z basenem w bardzo ludzkich pieniądzach. My zapłaciliśmy za 8 osobowy dom 1200 euro za 10 dni. Daje to jakieś 70 PLN za ryj za noc.  Mieliśmy salon z kuchnią 100m2, 5 sypialni, wielkie tarasy i ogromny grillownik który pozwalał nam piec ryby, krewety i steki w rozsądnym czasie i jeść je w ogrodzie. Kuchnie są zazwyczaj małe więc przy 8 osobach grillownik i jadalnia w ogrodzie wydaje się czymś obowiązkowym.

 

Było nas trzech, a jeden był Rudy.

Żarcie

W knajpach typowe kanaryjskie żarcie. Ziemniaki z ich dipami. Ryby, owoce morza. Poczytacie sobie o lokalnych przysmakach w każdym przewodniku. Z naszej strony  polecamy steki, zwłaszcza Chuleton czyli kanaryjska wariacje Rib Eye. Z lokalnych ciekawostek warto po jeżdżeniu wciągnąć Barraquito – ichnią kawę z likierem i skondensowanym mlekiem. Dla niektórych czad dla innych oblech. W sklepach ceny są spoko. Może z 10-20% drożej niż w PL. Ryby kupicie tylko w większych miastach, natomiast dobrej jakości mięso jest wszędzie. Zwłaszcza wołowina. Szukajcie chat z paleniskiem grilla, bo to mega ułatwia robotę. Na kanarach nie powstają dobre wina, na szczęście dostępne są wina z Rioha i Ribera del duero. My 50% dni żarliśmy w knajpach a 50% grillowalismy sami.

Jeżeli chodzi o lokalizacje ciekawych knajp to używajcie trip advisora. Działa 🙂

Piwo z mlekiem i barszczem.

Co zabrać

Cieplejsze ciuchy na góre jeżeli nie macie pewnej lampy na wszystkich wysokościach.

A przynajmniej Membrana + rękawiczki jesienne

Z plecakiem

Przy nieidealnej pogodzie na 100% trzeba mieć ze sobą na tripie kurtkę puchową i 2 buffy:)

Poza tym reszta to właściwie standard, z zaznaczeniem ze na lekko raczej nie bedziecie jezdzic. Trasy są długie i mało jest miejsc na dotankowanie / dojedzenie – wiec wszystko trzeba mieś z sobą. Rekomendujemy też zabranie z soba lekkiej zbroji i full face; na 3 knurki – wszyscy jeździliśmy w nich i to było bardzo rozsadne podejscie. Poza tym wiadomix: ochraniacze itp… + raczej plecaki.

Na lekko

Ci którzy nie lubią targać za dużo mogą o tym pomyśleć. Zdarzały nam się dni na lekko czyli:

Lekka zbroja, kamel na plecy + bidon. Batony w jedną kieszeń, kurtka w drugą, telefon w kieszeń na dupę. Przy pewnej pogodzie jest to spoko opcja. Jednak wymaga trochę dobrej jakości sprzętu i kondycji aby pociągnąć dzień na 2l wody i 4-5 batonach.

Co nam się sprawdziło na lekko:

  • Bell Super DH mips albo Fox Proframe – tu każdy ma inne preferencje 🙂
  • Kurtka Endura MTR shell 2019 – mega lekka i mała, super krój, mieści się w kieszeni, oddycha wodoodporna
  • Puszek z decathlonu – bardzo tani, ciepły, mały kosztuje 179pln funkcjonalnie odpowiada kurtkom za 1500pln. Ma nawet puch 900 cui.
  • Narzędzia – One Up Components EDC – macie wszystko w sterówce. Żadnego dodatkowego noszenia na plecach. W nim obowiązkowo sznurki do łatania opon.
  • Strap z dętką, łyżką i dwoma kartridżami CO2
  • Lekka zbroja Alpinestars Vector Tech Protection SS – lekka niekrępująca ruchów zbroja. Kieszeń na Camela i dwie kieszenie na nerkach. Na batony i na kurtkę.

Gdy pada deszcz, fajnie mieć kurtkę.

Pogoda

Kiedy na dole mieliśmy 20 stopni i słońce na górze bywało 0 stopni i deszcz a czasem śnieg. Dobrze sprawdzać na La Palmie pogodę dla trzech wysokości, aby się nie zdziwić. Można tego dokonać tu:

https://www.mountain-forecast.com/peaks/La-Palma/forecasts/2426

Zdarzyło nam się startować w deszczu przy +3 i tu każdy pod hard shella wrzucał puszka. Ręce odmawiały posłuszeństwa przez pierwszą godzinę do momentu osiągnięcia wysokości z odpowiednią temperaturą.

Najważniejsze zdanie w tej sekcji: sprawdźcie pogodę na 3 wysokościach na https://www.mountain-forecast.com

Dotarcie na miejsce

Rozsądne opcje są dwie:

  • Lot na Teneryfę 1000pln, wynajęcie fury od Cicar 60 pln/dzień  i prom na La Palma z Fred Olsen 1000pln dwie strony – nie robiliśmy tego bo ceny promów są dość grubaśne a i czasu sporo trzeba poświęcić.
  • Lot z Berlin Schoenefeld (EasyJet)
    • Samolot z rowerem około 1000 PLN za ryj
    • Dojazd do Berlina autem to sobie sami policzcie, Flixbus nie weźmie Was z rowerem
    • Parking 10 dni 60e. My używaliśmy McParking

Uwaga 1 ! Na lotnisku na La palmie zwracają kurewsko mocną uwagę na wagę bagażu. To ze dolecicie tam z 40kg torba na rower nie oznacza, że z nią wrócicie. Wylatywaliśmy stamtąd w trzech różnych terminach, różnymi liniami lotniczymi. Zawsze sprawdzano bagaż co do kilograma. Niestety nie trzymając się wytycznych linii. Przygotujcie się na 32kg na rower, 20kg na duży bagaż nadawany, 15kg na mały.

Uwaga 2 ! – jeśli lot jest opóźniony (nawet o 2-3h) to rejestrowanie bagażu zamykają o porze normalnej. My nadaliśmy bagaże, nie oddaliśmy aut i pojechaliśmy na miasto coś zjeść. Wróciliśmy 1h przed odlotem.

Uwaga 3 ! żarcie po odprawie na La Palmie jest niejadalne. Pojedźcie lepiej na to miasto coś zjeść w uwadze 2 🙂 Hmmmm w Berlinie żarcie po odprawie też jest niejadalne. Jest tam tylko Burger King i jakaś germańska kanapkownia.

Torby z ̶L̶i̶d̶l̶a̶ Chainreaction.

Poruszanie się na miejscu

Po wyspie poruszamy się taksówkami lub wynajętym autem. Transport zbiorowy jest, ale w przypadku rowerzystów jest kompletnie bez sensu – kursują autokary turystyczne, więc wejść trudno, nie ma gdzie roweru postawić a z uwalonym rowerem jesteś na straconej pozycji jeśli chodzi o jakiekolwiek negocjacje z kierowcą.

No chyba, że masz atrybuty przekonujące każdego mężczyznę do chęci pomocy….my nie mieliśmy 😉

Jeśli jedziecie w kilka os to warto wypożyczyć auto abyście mieli czym jeździć na zakupy. Wypożyczalnia Cicar urywa dupę i ich ceny też. Może Wam się udać mieć furę za 50pln / dzień. W dodatku mają fury z bagażnikami rowerowymi bez dopłaty. W tej cenie ubezpieczenie full coverage i fotelik dziecięcy za free na życzenie. Kosmos

Guiding

Naszym zdaniem nie ma sensu. Dotyczy to zarówno gajdingu z Polski lub lokalnego. Decydując się na taką opcję nie wiecie na kogo traficie w grupie. Widzieliśmy grupy z przewodnickie których poziom był zatrważająco niski. Sprowadzali rzeczy które są dostępne dla kobiet w ciąży i starców. Nawet jeśli jeździcie dobrze, możecie trafić na osoby w grupie które znacząco obniżą poziom grupy. Znamy przypadki kiedy my w 8 os robiliśmy jakąś trasę w 1,5h a inna grupa w około 10h. Ta opcja ma sens jeśli bierzecie przewodnika dedykowanego 100% Waszej grupie.

Shuttling

Jest bardzo dużo taksówkarzy z przyczepkami, więc grupy do 8-9 osób mają jak w raju. Przyjeżdża busik, mieścicie się wszyscy w środku w kulturalnych warunkach a rowery jadą porządnie zamocowane. Żadnej partyzantki – a to ma znaczenie o tyle, że w taxi możecie spędzić w ciągu dnia drugie tyle co jeżdżąc. Przy grupie powyżej 5 osób ceny są już takie, że nie zastanawiasz się nad alternatywami.

Przykładowo, wjazd z Todoque na El Pilar to 40 EUR – przy 8 osobach wychodzi trochę więcej niż jednorazowy wjazd tarpanem w Srebrnej.

No i można trafić na świetnych taksówkarzy, którzy są punktualni (nie zapominajmy, że to Hiszpania ;), ściągną cię spod latarni na samym końcu wyspy po zmroku i do tego świetnie się bawią. Aaaaa i jak nie znają angielskiego, a Wy hiszpańskiego to warto używać translatora google.

Uwaga, product placement: Jeśli będziecie lecieć na La Palmę, całym sercem polecamy Juana. Odbierze z lotniska, zawiezie gdzie chcesz i można na nim polegać. Cytując klasyka: Sebix poleca bo jest spoko 🙂

Namiary

Juan Miguel Perez Martin
tel +34 646446630 (najlepiej kontaktować się przez WhatsApp)

La Palma Freeride – inna wersja shuttlingu

XXI wiek na La Palmie. Aplikacja na telefon, kupujesz punkciki, zamawiasz taxi i jedziesz. Jest mapka ze strefami, ceny są znane już przed zamówieniem taxi. Dobra opcja jeśli jesteście małą grupą – przy większych lepiej jest dogadać się taksówkarzem bezpośrednio. Minus jest taki, że trzeba dojechać do jednego z punktów odbioru.
Więcej Info: http://lapalmafreeride.com/ La palma Freeride opłaca się, jeśli jesteście we dwie osoby. Powyżej dwóch lepiej klepnąć taksówkarza.

Podczas zakupu biletów online warto przygotować się na ewentualne problemy z księgowaniem wpłaty/otrzymaniem biletu itp… aplikacja nie działa perfekcyjnie niestety – ale działa.

Wywożenie samemu

Biorąc pod uwagę powyższe opcje wywożenie samemu przestaje mieć sens.

Nie ma pętli takich, aby wrócić do auta więc trzeba mieć osobę dedykowaną do zwiezienia auta ze szczytu. No chyba, że jest akurat ktoś jedzie na górę poszwendać się po El Pilar albo El Roque i weźmie Was ze sobą na doczepkę. Auta wypożyczane przez Cicar.com mają bagażnik na 2 rowery. No dobra 3, ale enduro wejdą dwa. Jeśli jesteście we 3 os i jedna ma pryszcz na dupie lub hemoriody i nie może jeździć to może was wwozić.

Walenie z buta

Da się ale nie wiem czy ma to sens. Bus na górę wjeżdża 1.5-2h. To jest 2500m w pionie i potem więcej niż tyle w dół. Trzeba mieć ultra łydę.

Tak wyglądają chłopcy gdy wali im z buta.

Opcja z familia

W przypadku Królika i Sebixa – po tygodniu pociskania po szlakach na kolejny tydzień doleciały laski z pociechami. Idealnym rozwiązaniem jest jedno auto na rodzinę (koszt wynajęcia na 7 dni to jakieś 500PLN). Eksplorowanie wyspy przez tydzień rowerowo ma tą wielką zaletę, że już dokładnie wiesz gdzie można pojechać z rodziną. El Roque, Pilar, Pirates bay + latarnia morska wydają się must see. Jak macie dzieci a pogoda jest spoko to po południu można wpaść na plażę do Puerto de Tazacorte albo Puerto Naos.

Warto obczaić wąwóz Bosque de los Pilos.

Jeśli trekkingujecie to macie link do mapki. Każdy park ma swoje Visitor Center i warto tam skoczyć po hinty, którymi szlakami warto iść.

Jeśli wasza szacowna małżonka wyląduje z infekcją zatok i będzie trzeba jechać do lekarza to polecamy Los Llanos Health Center – ostry dyżur otwarty 24h/7 z bardzo miłymi lekarzami i paniami na recepcji. Po angielsku właściwie nikt nie mówi ale lokalesi bardzo chcą się dogadać więc problemy właściwie nie ma, pamiętajcie aby zabrać kartę EKUZ.

Warto uczyć dzieci pomagać przy serwisie od najmłodszych lat.

Dzwonki i urwały

No tak jak wszędzie w Hiszpanii. Dobrze mieć ubezpieczenie KL, NNW, ale w szpitalu podstawa jest karta EKUZ. Zdecydowanie przychylniej na nią patrzą niż na komercyjne ubezpieczenia. Po prostu dla nich to mniej papierków i pytania się o zgodę.

Miejcie zapisany numer SAR (search and rescue) +32 922 437 650 albo 112

Dobrze mieć ubezpieczenie KL, NNW w kontekście korzystania SAR. My używamy OEAV i Elvia. Tu trochę o kosztach:

https://www.la-palma24.info/en/emergency-rescue-in-the-Canary-Islands/

Nie wszędzie jest zasięg telefonów. Jeśli jesteście ekipa to zmieńcie sobie piny w tel na czas wyjazdu na 1111 żeby każdy mógł użyć każdego telefonu.  Niech każdy ma zapisany numer SAR pod SAR w książce abyście mogli to łatwo znaleźć. W dobrym tonie jest zawsze umieć określić swoją pozycję w prosty sposób. Nie zakładajcie że centrum 112 dobrze gada po Angielsku czy niemiecku.

Ciekawostka – śmigłowiec używany na La Palmie to nasz polski Sokół 🙂 W 2016 władze wysp kanaryjskich kupiły 3 nowe Sokoły z Polski 🙂

Rudy stosuje gumki z wypustkmi dla zwiększenia doznań.

Sklepy rowerowe

Są – to plus. Czy znajdziesz w nich przerzutkę XX1 na wymianę, jak połamiesz swoją? Możliwe, ale może w 2-3 miejscach. Będąc po zachodniej stronie, zagłębiem rowerowym jest Los Llanos, ratunkiem może też być sklep Bike Station w Puerto Naos. To chyba oczywiste ze klocki, hak, zapasowe szprychy i inne rzeczy charakterystyczne dla roweru warto wziąć ze sobą. A klocków zużyjecie troszkę 🙂

Sebie poszedł łańcuszek.

Malaga – Benalmadena – przewodnik

Pojeździliśmy w okolicach Malagi. Bez zbytniego smęcenia wrzucamy syntetyczy opis miejscówki.

Pojechaliśmy tam pierwszy raz w 2017, szukając czegoś nowego. Ileż można jeździć do Finale czy San Remo. Okazało się, że jest to dobry strzał. Poza tym chodziło o znalezienie miejscówki z pewną pogodą na zimę i takiej gdzie będzie się dobrze robić podjazdy z buta, ale na miejscu będzie wyciąg albo shuttle jeśli byśmy spiździpączkowali.

Miejscówka jest wielka i niewielka. Zależy jak do tego podejdziemy. Okolice Malagi to same góry i morze. W promieniu 30km jest sporo pagórów do 1000mnpm  i Sierra Nevada około 150km dalej. Po drodze mamy jeszcze El Chorro i rejony, które znają lokalsi.

W każdym razie jeśli chcecie się zabunkrować na tydzień, wyjeżdżać z domu i po 15-40minutach podjazdu zaliczać pierwszy zjazd, to okolice Malagi są dobrym miejscm. Zjazdy tam są łatwo dostępne i skupione w jednym miejscu. Jest ich tyle, że przez tydzień nie będziecie się nudzić. Benalmadena jest dostępna pociągiem z lotniska w Maladze i jest to no brainer, natomiast do Alhaurin trzeba klepać taxi. Opiszemy plusy i minusy obu potem.

Tuż przy Maladze jest rejon, Montes de Malaga. Miejscówka z kosmosu. Trasy strasznie techniczne i dające w dupę. Długie. Czasem 900m deniwelacji. Problem w tym, że tak poukrywane i niezinwentaryzowane, że nie macie szans bez lokalnego guida. Jeździliśmy tam jeden dzień z guide – BadFish i chyba byśmy nie dali rady znów powbijać się w ścieżki. Baaaaa na pewno byśmy nie dali.

Opiszemy Wam dwie bazy noclegowe wraz z trasami. Dwie, czyli:

  • Benalmadena
  • Pinos de Alhaurin

Wizualizacja tras w okolicy Malagi i Tikitaki.

Benalmadena:

Dojazd do niej pociągiem trwa 20 min i kosztuje grosze. Do pociągu można się ładować z rowerem na luzie. Bardzo wygodna forma dojazdu. Noclegi mieliśmy od PlanB4All zlokalizowane koło świetnego marketu. Około 40 min podjazdu do początku tras zjazdowych. Nie bez znaczenia jest fakt, że po skończonym dniu zjeżdżamy do apartamentu. Zero podjazdu 🙂

Do tras dojeżdżamy dwoma podjazdami. Długim i krótkim. 40 min i 1,5h. Oba łagodne i asfaltowe. Krótki – fioletowy na mapie powyżej prowadzi do licznych, krótszych tras – głównie tam jeździliśmy. Długi – niebieski prowadzący do długich i brutalnych tras, jak 9-11.

W Benalmadena jest też kolej gondolowa, która może wynieść Was na szczyt za 13 euro. My z niej korzystaliśmy jak byliśmy zarżnięci i musieliśmy wrócić do Alhaurin.

Minusem Benalmadeny, jak przystało na lokacje nad morzem są ceny noclegów i to, że mamy tylko apartamenty nie domy. Jednak jeśli jedzie Was 2-4 jest to spoko opcja. Jendak jeśli jedziecie w 5-10 os lepiej wybrać Alhaurin lub Pinos i dom z basenem 🙂

Do dyspozycji jest oczywiście także duży basen społeczny.

Alhaurin i Pinos de Alhaurin

Mega urocze miasteczka po drugiej stronie masywu. Brak dostępu do morza czyni te miejscowości mniej popularnymi turystycznie. Ma to same plusy. Mniej ludzi, brak dziesięciopiętrowych bloków na plażową stonkę turystyczną, niższe ceny, domy do wynajęcia. My płaciliśmy 900 euro za chałupę 400m2 z wielkim ogrodem i basenem. Kosmos !! No i bliżej jest do pierwszych zjazdów. Minus to konieczność dojazdu taksówką z lotniska oraz to, że jeśli chcemy wjechać na grzbiet z którego startuje większość tras musimy podjeżdżać wyżej niż z Benalmadeny. Druga połowa podjazdu daje więcej w dupę z racji nierównego terenu. Z Benalmadeny mamy na szczyt asfalt, tu szutrówkę a potem dziurawą szutrówkę. Minusem jest to, że sensowne noclegi są wysoko (dobrze bo bliżej startu tras). Cena jaką za to płacimy to duża odległość do supermarketu. My mieliśmy 20min rowerem ze względu na 150m w pionie. Nie płaczcie. Jeśli jedziecie do Pinos to pewnie po to aby wynająć chatę. Czyli jest Was kilka osób. Wynajem auta to 60-100PLN dzień. Wypożyczcie sobie jakiegoś Citroena C1 jako auto na zakupy i git.

My po raz trzeci wybralibyśmy właśnie Pinos.

Rudy w czapce piramidce.

Ceny:

45 euro – jeden dzien z guide i shuttle np. BadFish Kolesie wymiatają. Swietnie tez trenują.

500 euro – 5 dni z guidingiem, shuttlem i spaniem z Bad Fish. Jazda po najlepszych miejscówkach w okolicy. Benalmadena, Mijas, El Chorro, Montes de Malaga, Gibraltar, Sierra Nevada

120 euro – nocleg w mieszkaniu w Benalmadena Cena za tydzień, chałupka okolo 60m2 dla 4-5os. Szukajcie bliżej góry niż nad morzem.

1000 eur – 5 dni z guidemn ze Switchbacks. Dla zamożniejszych ale warto bo jest żarcie i kapitalnie wyposażony warsztat – tak, że serwis by się nie powstydził. W dodatku jak coś rozdupczycie w rowerze to na noc przyjdzie lokalny mechanik i naprawi za grosze.

900 eur – dom 400m2 z basenem max 14 os (8 idealnie) za 9 dni w Pinos de Alhaurin

10 euro – kilogram świeżych krewetek w markecie

2 euro – wino, 7 euro crianza z Riohy

90 – 300 PLN – Ryanair z Krakowa lub Wro do Malagi (zależy jak późno klepiecie)

100 euro – autobus z przyczepka w obie strony z lotniska do Pinos de Alhaurin. My używaliśmy wyszukiwarki z Suntransfers

570 PLN – bilet w RyanAir za rower w dwie strony (musicie doliczyć do ceny biletu za człowieka 🙁  )

3000 – 4000 PLN – total cost z jazdą autem dla 2 os z Wro do Krk, lotami, 2 dniami guide, żarciem i ubezpieczeniem. W hintach opiszemy na co to poszło.

Wnoszenie gratis.

Hinty:

Ubezpieczenie – Rower ubezpieczony jest w RyanAir na absolutnie śmieszne kwoty. 400 albo 800 eur. Nie starczy na klocki 🙂 Ubezpieczenia sportowe tez nie za bardzo ubezpieczają sprzęt. Za to już zwykłe podróżne i owszem. Najwyższy wariant w Elvia do 5 tys eur. Co my więc robimy. Kupujemy ubezpieczenie podrożne na doby w których lecimy (w te dni i tak się nie jeździ) a na dni w które jeździmy kupujemy sportowe. W ten sposób jesteście kryci i Wy i rower 🙂

Bagaż i torby na rower – chyba wyczerpaliśmy temat tutaj Latanie z rowerem.

Total cost 3k-4k -za pierwszym razem wydalimy 3k za drugim 4k PLN. W obu przypadkach gotowalismy sami, raczej na wypasie, owoce morza codziennie, wino w okolicy 5-10 eur. W obu wyjazdach jeździliśmy z guide. Za drugim razem jednak żarliśmy prawie codziennie w mieście i piliśmy więcej. Troszkę cenę podbił samochód na dojazdy do sklepu.

Łatwe zakupy – No właśnie. W Benalmadenie znajdźcie nocleg koło supermarketu – my tak mieliśmy. 300m od stacji kolejki linowej. W Pinos dobrze mieć furę aby jeździć po zakupy bo czasem jest daleko. Jeśli jest Was kilku to koszt będzie śmieszny. Fura to około 100PLN doba.

Szpitale – Jak coś się stanie – jedźcie od razu do Malagi. W lokalnych szpitalach potrafi nie być RTG 🙂 Aha i oni wolą dużo bardziej leczyć na Karte EKUZ niż na komercyjne ubezpieczenie. Miejcie więc ją przy sobie.

W szpitalu może być całkiem fajnie ale zdecydowanie fajniej jest na trasach.

Trasy

Typowe sróziemnomorskie klimaty. Wąskie single, często trawersujące. techniczne agrafki. Czasem trafi sie jakiś drop. Wiekszość kamieni związana z podłożem. Ciekawostką są miejsca mega piaszczyste w dodatku się wijące. Można tam kapitalnie motać dupskiem. Nie raz nie dwa ten piach jest na agrafkach. Trasy raczej bez hardcore. Znaczy ze każdy przecietny jeździec będzie miał fun i nie będzie ryć sobie dyńki. Wiadomo – jak się przyspieszy to poziom trudności rośnie i jest się gdzie rozwalić.

Trzeba przyznać, że lokalesi kopią sporo i nie raz nie dwa można znaleźć jakieś double. Dobrze za pierwszym razem nie walić wszystkiego w ciemno bo można się zdziwić, że czasem trzeba kawałek przelecieć.  Zasadniczo polecamy miejscówkę każdemu kto jeździ z rok.Postaraliśmy się zinwentaryzować dla Was trasy. Dla każdej, którą jechaliśmy zmontowaliśmy ślad na trailforks. Dla sporej części z nich, wrzucamy filmy z przejazdów. Rejon podzieliliśmy na razie na 3:

  • Benalmadena
  • Pinos de Alhaurin
  • Cerro del Moro

Jeśli na naszej drodze pojawi się nieoczekiwanie kamień, możemy po nim przejechać.

Trasy w Benalmadena:

Mamy XX tras zjazdowych. Wszystkie z widokiem na morze w oddali. Widokowo absolutny kosmos. Część z nich eksponowana i nie warta glebienia. Osoby początkujące mogą się lekko spocić, ale przeżyją. Jadąc z góry na dół mamy około 400m deniwelacji. Niektóre trasy kończą się na asfalcie i może Wam się wydawać że to koniec ale to nie prawda. Od 1/3 wysokości podjazdu asfaltowego wzdłuż drogi idzie singiel, który raz po raz ją przecina. Jest on mega urozmaicony i musicie patrzeć, ponieważ nie ma go na Trailforks. Jest na nim wszystko. Syte dropy, double, rock gardeny. Wszystkie trudne sekcje można ominąć, ale nie walcie w ciemno bo można się zdziwić.

Canada del Lobo

Trasa szybka na początku z dużymi konsekwencjami przy glebie – albo strome zbocze albo kaktusy. Sporo trudnych agrafek. Jedziemy singlem z widokiem na morze. Spora ekspozycja. W miarę gładko, tylko czasem można wydupić pedałem w coś z boku a tego nie chcecie. Dolna część to wykopany w lesie stromy, ciasno kręty flowowaty singiel. Dochodzi do asfaltowej podjazdówki.

Cañada del Lobo on Trailforks.com



Arenosa.

Arenosa ma dwa skrajnie różne początki. Jeden to stroma piaszczysta szybka rynna gdzie pięknie rzuca dupeczką, drugi to singiel z afrafkami. Schodzą się w 2/3 długości. Dolna wspólna i najdłuższa część prowadzi piaszczystym wąwozem serwujących nam dropiki co 100m. Każdy z nich ma nie więcej niż 1m i można walić je w ciemno.

Arenosa upper right on Trailforks.com



Arenosa upper left on Trailforks.com



Arenosa lower on Trailforks.com



Rocosa

Najtrudniejsza trasa po tej stronie. Kręto, kamienie, czasem zdradliwie. Nie jest stromo.  Podłoże tnące opony, że aż miło. Zdecydowanie nasza ulubiona. Do tego dojeżdża dość wysoko na asfaltowy podjazd. Można walić nim do góry albo jechać wzdłuż niego singlem z hopami wykopanym przez lokalesów. Dojazd do niej wprost z przęłęczy szlakiem dla turystów. Dojazd jest szybki i z górki.

Rocosa on Trailforks.com



Hasta Ermitia

Prosty, szybki singiel trawersujący zbocze. Żadnych zakrętów i trudności, za to widoki fpytkę. Dobry dla kobiet w ciąży i starców, ale używany do dojazdu do Rocosa opisanego powyżej.

R1 hasta Ermita on Trailforks.com




Ermitia Nueva

Przyjemny zjazd prostymi agrafkami do początku podjazdów. Dreszczyk emocji dla początkujących którzy pojechali Hasta Ermitia. Ciekawe urozmaicenie dla tych, którzy napylają w drugiej części masywu.

Ermita Nueva on Trailforks.com



A ja jestem, proszę Pana na zakręcie.

Trasy w Pinos de Alhaurin:

Ciekawa miejscowość z ukrytymi singlami. Trasy mają tu zupełnie inny charakter niż w Benalmadena. Podjazd z dołu też solidnie daje w dupę. Z miasteczka macie 600m w pionie dymania. Pierwsze 300m idzie szybko. Mamy tu asfalt i to z urozmaiconymi widokami. Głównie na absolutnie wyjebiaszczo wielki kamieniołom, robiący wrażenie. Po 300m wysokości asfalt przechodzi w kamienista szutrówkę która się robi coraz bardziej stroma. Nie pornograficznie, ale ten podjazd czuć w nogach. Trasy zjazdowe są 3 po tej stronie i kilka niezinwentaryzowanych dzikusów. Arroyo Balquilo to ciekawa opcja aby nie zjeżdzać z przełęczy w dół owym szutrem. Podjeżdżać specjalnie dla niej nie ma sensu. Za to DH Cantera Alhaurin (zwane też happy days) i Ta to paga’o. to petarda,  na maxa. Na trailforks nanieśliśmy dojazdowy singiel z górnej części miasta pozwalający nie zjeżdżać do samego dołu. Wymaga on trochę wpychania, ale jest wart bo wyprowadza nas wprost na Ta to paga’o.

Ta to paga’o

Trasa idzie wąwozem, między dwoma grzbietami. Górna część to flow z dropikami. Jedzie się szybko, trzeba dokręcać. Nie jakoś dużo. Dokręcanie nie odbiera radości z jazdy. W dolnej części, progów jest więcej i pojawiają się rockgardeny. O ile góra to rzedki las iglasty to na dole pojawiają się zarośla, robi się dżunglowato. Nie do konca prosto jest się wbić w początek trasy. Namalowaliśmy na TrailForks jak tam dotrzeć, niestety trzeba troszkę wypchać. Ciekawe jest to, że startujemy z widokiem na dupny kamieniołom. Więc z widoku księżycowego wjeżdżamy w las. Trasa jest prosta i nawet początkujący mogą nią jechać. Z każdego z progów da się zjechać.

Ta to pa na to.

Ta to paga’o on Trailforks.com




DH Cantera Alhaurin (vel Happy Days)

Lokalny klasyk. Każdy kto był w Maladze ma tam zdjęcie. Zazwyczaj na hopie w środku trasy. Wariantów początku jest kilka. Idźcie skrajem drogi asfaltowej z której to startuje i szukajcie ich. Są trzy początki, rozciągnięte na odcinku 500m drogi. Nie zgadzamy się z Trail Forks, że jest to łatwa trasa. Nawet początkujący dadzą radę się nią zwieźć, to fakt. Jednak są miejsca w których gleba przy już średniej prędkości może skończyć się grubo. Główny wariant  zaczyna się stromym wijącym singlem z progami. Trzeba tu sie trochę napocić aby przejechać to płynnie. Potem sekcja z dropo / progami (zjeżdżalne) – niektóre po 1,5m i hopami. Po drodze mamy kilka stromych zjazdów i podjazdów. Uważajcie na nie – zjazdy to takie 3-7m scianki. Trasa kończy się labiryntem wariantów wśród skałek. Bez wątpienia jedna z najbardziej urozmaiconych tras w regionie. Co istotne, wjazd i zjazd, robione z buta zajmują 20 min. Podjazd jest na maxa luźny i przyjemny. Zdarzało nam się dymać, góra – dół przez pół dnia.

DH Cantera Alhaurin on Trailforks.com




Zdecydowanie Happy.

Arroyo Blanquillo

Malownicze i ciekawe miejsce. Biało, jasno. Poziom trudności taki sobie. Warto pojechać raz by obejrzeć stary kamieniołom którym sie trasa zaczyna, porobić foty. Idzie ona wzdłuż podjazdu na przełęcz. I to jest ważne, ponieważ zjeżdżając z przełęczy podczas powrotu z Benalmadeny warto w nią się wbić by nie tracić bez sensu wysokości. Po sekcji z kamieniołomem, lecicie szerokim singlem, przechodzącym w dukt leśny. Na dole krzyżujecie się z Happy Days i wylatujecie na jej końcu.

Arroyo Blanquillo on Trailforks.com


Trasy z Cerro del Moro

Góra nad Benalmadeną. Trasy tu są skrajnie inne, podobnie jak dotarcie do nich. Do ich początku możecie dotrzeć z górnej Benalmadeny kręcąc sporo asfaltem, albo z przełęczy i początku wszystkich tras Benalmadeńskich. Ta druga opcja może się wydawać kusząca Jeśli popatrzycie na niewielką odległość na mapie. To jest mylące. Z przełęczy macie 2-3 h dymania. Podjazdów, wpychów, wnoszenia. Widoki są piękne i zmienne. Warto to podejście zrobić, ale dla mniej wprawionych może z tego wyjść całodniowa wycieczka. Warto! Podjazd asfaltem jest po prostu długi i nudny. Klimaty jak asfalty w Świeradowie.

Team Ride!

9-11

Ja nie wiem jak to opisać. Inaczej niż “Siewca rozkurwu” – się nie da. Trudna, długa, brutalna. Ma 740m deniwelacji i nie daje odpocząć. Jest tu absolutnie wszystko. Małe lecz psychiczne dropy, stromizny, agrafki, korzenie, omijanie drzew, rockgardeny które zagotują każdy zawias, rockgardeny w wąwozie, takie że można zawadzić pedałem . Początkujący niech odpuszczą bo zdechną. Średni do zaawansowanych niech walą jak w dym bo to trzeba przeżyć. I nie róbcie jej na początek dnia jako pierwszą nierozgrzani bo Was zeszmaci 🙂

9-11 on Trailforks.com



R-3

Podobnie długa ale dużo prostsza niż 9-11. Również ma wszystko ale dużo prostsze. Początkujący mogą się pokusić. Przeżyjecie a pewnie będzie się wam podobało. Możecie się do niej dostać jadąc 9-11 ale też idąc z przełęczy między Pinos i Benalmadena. W zasadzie jest sens zaczynać ją jadąc z przełęczy bo do jej początku dojście / dojazd jest latwy. Dopiero od niej zaczyna sie hardcorowe podejście na 9-11.

R3 on Trailforks.com



Nagroda

Gratuluje udało Ci się dobrnąć do końca tego opasłego artykułu. W nagrodę filmik z pierwszego wyjazdu.

Malaga Flow from homofaber on Vimeo.

 

Chorwacja

Dzień przed majówką podejmujemy decyzję- jedziemy! Jako, że zabieramy namiot, niczego nie trzeba bookować…

Miejscówka ani egzotyczna ani kultowa, więc o co kaman…?

Dla mnie była świetnym miejscem na połączenie wakacji rodzinnych z rowerową zajawką. Przesuwam palcem po mapie, ee klikam myszką w mapy google i wyspa Krk jest pierwsza z góry czyli Chorwacką egzotyką najbliżej nas.  Dzień przed majówką podejmujemy decyzję- jedziemy! Jako, że zabieramy namiot, niczego nie trzeba bookować, po prostu pakujemy się, wyjeżdżamy nad ranem i późnym popołudniem jesteśmy na miejscu.
Droga komfortowa, 12 godzin i widoki całkiem odmienne. Niebieska woda, gorące powietrze i stare kamienne miasteczka pamiętające Maximusa z Gladiatora są tu w standardzie.

Kobiety, wino i pizza. To wszystko co jest potrzebne do udanego wyjazdu na rower.
Dużo kobiet i dużo wina. Morze wina. Moja wina.

Na szybko z mapy wyczytałem, że najlepszym kompromisem między potrzebami dzieci (plaża)  a moimi (single)  będzie miejscowość Baśka. Na miejscu okazuje się, że owszem góry z jednej i  drugiej strony, plaża jak z katalogu biura podróży, no ale chyba połowa Europy tak samo stwierdziła i siedzi tu już od stycznia. Niemieckie i Austriackie kampery za pół miliona złotych z pomarszczonymi emerytami zdecydowanie nie zachęcają.

Po krótkim namyśle lecimy do portowego miasteczka Punat. Przydrożny znak zaraz na wjeździe do miasteczka zachęca do zjazdu z asfaltu i po chwili rozbijamy namiot na najlepszym kempingu świata położonym bezpośrednio w gaju oliwnym https://marusinaolivehills.co/.

Samowystarczalność.
Młode wino nie jest tak dobre jak młode kobiety. A stare jest lepsze niż stare kobiety. I weź bądź mądry…

Na szlaku

Następnego dnia czas na rekonesans, także poganiam dzieciaki na ścieżce rowerowej do portu, wcinamy pyszne lody, znajdujemy świetną plażę i… mam wolne na 3 godziny.

Na szczęście asfaltem z Punat w kierunku Baśki ekspresowo można zdobyć siodło Treskavc 300 m npm, z którego już prowadzi bardzo wygodny szlak na drugi najwyższy szczyt wyspy Vely Vrh 520m npm. Nudę asfaltu zabijają świetne widoki a ostatnie metry przed szczytem to już pola ostrych wapieni. Trochę jak na Marsie…

Najsampierw trzeba wyhasać narybek.
Jak już będą mieli dość to usiądą na ławce. A my w tym momencie niepostrzeżenie możemy się wymknąć na jazdę właściwą.

Pierwszy zjazd dość czujny ale jak ślepej kurze ziarno od razu trafiam na lokalną trasę DH prowadzącą wprost na “moją” plażę. Także do końca wyjazdu ostatnim zjazdem będzie Portun DH – Staza https://www.strava.com/segments/13614186 pełna rockgardenów, band i dropów.

Po tej stronie wyspy również polecam trochę mniej nachylony ale za to bardziej naturalny singiel Suha lokva – downhill trail by NR:

https://www.strava.com/segments/16432728

Kolejne dni odbywają się wg podobnego schematu. Z tym, że wyjeżdżam w kempingu wcześnie rano (po 8) i na plaży melduję się koło 12-13. To daje mi możliwość zjeżdżenia sporej ilości wyspy. Tak więc bardzo fajny okazuje się szlak idący po szczytach od Vely Vrh przez Brestovica, Obzova aż po Velki Hlam. Z grani aż prosi się spróbować któregoś ze stromych zjazdów do Baśki. Przetestowałem 2 warianty – z przełęczy Lipica do wsi Batomalj oraz z przełęczy Vratudih również do Batomalj.

 

Na właściwym rowerze typu enduro.
Ogrodzie oliwny, widok w Tobie dziwny.

Pierwszy wariant z przełęczy Lipica zaczyna się po wielkich głazach i można próbować swoich sił jedynie na krótkich odcinkach. Za to dolna część daje dużo satysfakcji. Po wjeździe do lasu leci się świetnym singlem prawie do samej drogi. W przelocie przejeżdża się zaraz obok kościółka i polecam świetną ostatnią sekcję po schodach.

Drugi wariant z przełęczy Vratudih od samej góry jest “zjeżdżalny”. Jak jesteś ekspertem w switchbackach to całość można jechać. Jedynie pierwsze kilka zakosów jest naprawdę trudne, potem szlak ma już łagodniejsze zakręty, ale nie żeby był łatwy, po prostu zaczyna być zjeżdżalny. Wielkie kamienie, luźny i szybkie sekcje w lesie… niestety zabawa szybciej się kończy niż w pierwszym wariancie bo wcześniej dojeżdżamy do asfaltu.

Ze wsi Batomalj jest szybki powrót asfaltem na siodło Treskavc z którego łatwo można dostać się na wcześniej opisany jeden z dwóch singli prowadzących do miasteczka Punat.

Trzeba pamiętać o fotce z jazdy, którą może wykonać np. nasz telefon.

Zgon

Zachęcony pierwszymi dwoma dniami kręcenia w południowo-zachodniej części wyspy zapragnąłem ęduro przez duże E. No i jak wymyśliłem tak pojechałem. Najpierw klasycznie z kempingu na siodło Treskavc, następnie wszystkie szczyty do przełęczy Vratudih, zjazd do Baśki… i tu przegapiłem istotną rzecz.

Plan był taki, żeby z Baśki pojechać dalej na przeciwległy masyw we wschodniej części wyspy. I niestety postanowiłem realizować go mimo, że było tego dnia gorąco, a w Baśce nie natrafiłem na żaden sklep i nie udało mi się uzupełnić wody. Ale pomyślałem, w górach będzie strumień czy źródełko, albo przy kościółku będzie restauracja a był cmentarz…

W oddali majaczą barany.

Podjazd z Baśki to rewelacja. Wiedzie od wioski, przez kościółek Św. Iwana aż na rozległą wyżynę na wysokości ok 400m npm. Na szczęście na podjeździe wyżebrałem od turystów pół litra wody. Chciałem wyżyną dojechać do pięknego nadmorskiego portu Vbrnik otoczonego winnicami, ale brak wody, temperatura i stojące gorące powietrze na wyżynie zmęczyły mnie mocno i niestety byłem zmuszony skrócić trasę i ratować się długim asfaltem do kempingu.

Dlaczego Krk

Wylądowałem tam przez przypadek, ale jazda w nieznane ścieżki, gdzie Trailforks nawet nie pomaga, zdecydowanie przypomniała mi stare czasy, kiedy wszystkie rowery miały koło 26, przerzutki Shimano Altus i 3 zębatki z przodu, z czego największa miała 42T (nie wiem po co).

Teraz mamy wszystko pięknie podane a single wypieszczone i zaprojektowane z niesamowitym “flow”. To taki zajebisty rowerowy burger za 25zł i do tego kraftowe piwo za 12. A z Krk było trochę jak z kosztowaniem nieznanej lokalnej kuchni. Smak na długo zapadł w pamięci. Ale dla jednego to samo danie może być za ostre dla innego zbyt mdłe.

Smacznego!

Siedzę na ławeczce.

Tipy

Dla tych, którzy rozważają rowerowanie na miejscu, na zachodnią część wyspy (od Punat, przez szczyty Vely Vrh i Obzowa) polecam opony cięższe i sprzęt full enduro. Szlaki są tam pełne bardzo ostrych wapieni. Nietrudno rozciąć kilogramową oponę także zapas dętek obowiązkowy.

Wschodnia część wyspy (od Baśki do Vrbnika) jest nieco bardziej łaskawa, co nie znaczy, że w ogóle nie ma tam kamieni. Jest tam po prostu szeroka ciekawie poprowadzona szutrowa droga biegnąca przez wyspowy interior. Podjazd przez Cerkwię Św Ivana jest bardzo malowniczy. Trasę sklasyfikował bym jako ambitną pętlę na każdy rower górski.  Uwaga – powietrze tam stoi więc nagrzewa się dużo bardziej niż w innych częściach wyspy.

Zapas wody (poza sklepami) można go uzupełnić w źródełku przy głównej drodze

Miejscowi i turyści w górach są bardzo rozmowni, więc polecam “poddać się klimatowi” i nie śpieszyć się i oddać się konwersacji. Język polski, słoweński czy chorwacki jest na tyle podobny, że nawet zabawnie pobawić się w tą zabawę językową i spróbować dogadać się niekoniecznie po angielsku czy niemiecku, tylko po swojemu 😉

Bieszczading

A może by tak wszystko rzucić i pojechać w Bieszczady?? Czemu nie, najlepiej zabrać ze sobą rower.

A może by tak wszystko rzucić i pojechać w Bieszczady?? Czemu nie, najlepiej zabrać ze sobą rower.

Te rejony nie są zbyt popularne wśród rowerzystów, przynajm

Charakterystyczne piece smolarzy.

niej takie odnieśliśmy wrażenie jeżdżąc tam przez dwa weekendy. Na szlakach spotykaliśmy bardzo mało turystów i tylko raz grupkę ludzi na rowerach. Jeździliśmy tylko poza Bieszczadzkim Parkiem Narodowym. Szlaki są zatem dzikie, często mocno zarośnięte. To tworzy niesamowity klimat dlatego warto się tam wybrać na dłużej, żeby lepiej poznać teren.

Impulsem do odwiedzenia tego rejonu były zeszłoroczne zawody MTB Enduro series, które zamykały sezon 2016. Bazę noclegową mieliśmy w miejscowości Roztoki Górne, rzut kamieniem do słowackiej granicy.

Trip 1

37,9km; 1074m; Jabłonki – Rabe – Baligród – Jabłonki

GPX

Auto porzucamy w  Jabłonkach (553mnpm) i lecimy na szutrowy, czarny szlak. Po pięciu kilometrach mijamy charakterystyczną dla Bieszczad ‘’instalację” – retorty.

Po ok 7 km – dobijamy do czerwonego, idącego z Wołosania (Przełęcz pod Jawornem). Odbijamy w prawo i po ok 600 m jesteśmy na Jawornem (992 m).

Chwilę się zastanawialiśmy czy jechać w lewo czerwonym, czy żółtym, jednak koniec końców żółty wyglądał atrakcyjniej.  3-kilometrowym zjazdem lecimy do SBN Rabe. Rajcujący, szybki zjazd i jak się okazało po 3 tygodniach od naszej wizyty był tu 2 OS Enduro MTB Enduro Series Baligród, a czerwonym poprowadzona była dojazdówka. Wygraliśmy w życie.
Od bazy asfaltem zjeżdżamy do Rabego gdzie po odbiciu na Roztoki straciliśmy 20 minut na poszukiwanie nieistniejącego szlaku. Spadamy do Baligrodu na ojebunek. Przy stole meldujemy się po ok 4h od wyjazdu z parkingu. Po przerwie z Baligrodu kierujemy się na Stężnicę by po chwili skręcić w prawo w nieoznaczony teren… oczywiście w poszukiwaniu śladu, który podobno, ktoś tutaj zostawił.

Po 2 km przebijania się chaszczami, szczurzenia sarnimi tropami i knurzenia po polach trafiamy na niebieski Baligród – Berdo. Śliczny szlak. Wspinamy się wypychem ok 1km i wracamy niebieskim aż do asfaltówki. Świetny zjazd, w większości techniczny ale momentami szybki. Warto zobaczyć. Z tego miejsca do auta mamy 6,5km.

To jest Oes?
Jadąc on-sight trzeba liczyć się z niespodziankami.

Trip 2

44,2 km;  1904m; Roztoki Górne – Dołżyca – Kalnica – Smerek – Roztoki Górne

GPX

Start z bazy Roztoki Górne w kierunku granicy ze Słowacją. Po 1200 m asfaltowego podjazdu jesteśmy na Ruskim Sedle (801 m n.p.m.) i od tego momentu kontynuujemy wycieczkę już terenem, wspinając się na Okrąglik (1101 m n.p.m.).

Drogowskaz wskazuje drogę.

Bardzo ładny fragment szlaku ale bez większych możliwości obserwacji widoczków. Średnie nachylenie tego odcinka to jedyne 10% ale trasa jest tak ukształtowana, że większość wspinaczki to forma wypychu.

Wpychy bywają przykre.

Na Okrągliku skręcamy w lewo na czerwony, wiodący do Cisnej (Główny Szlak Beskidzki). Jeszcze 1,5 km i jesteśmy na Jaśle (1140 m n.p.m.). Teraz czeka nas ok 8 km jazdy w dół, teoretycznie bo zjeżdżamy na 550m do Cisnej. Teoretycznie, bo okazuje się, że cała trasa to na zmianę zjazd-wypych-zjazd-wjazd-zjazd-wypych-zjazd itd. Istotniejszych ”hopek” naliczyłem po drodze 8.

Ale zjazdy wynagradzają.

Z Cisnej kawałek asfaltem do Dołżycy i tu wsiadamy na czarny. Do Fałowej mamy 3 km i 420m w górę, ciężkie podejście, nie dość że stromo to teren nie do jazdy. Później jeszcze siodło, szczyt i zjazd w stronę schroniska w Jaworzcu. Bardzo fajna szybka trasa leśna ale w pewnym momencie straciliśmy szlak i darliśmy ubitą na kamień zrywkową. Warto się rozglądać, żeby całość zjechać singlem. Dojeżdżamy do Wetliny i odbijamy z czarnego na… nieoznaczony. Jedziemy w ciemno 4km ok do Kalnicy a potem asfaltem do Smereka. Od Smereka coraz bardziej stromo. Wspinamy się na Fereczatą (1102 m n.p.m.) Do szczytu Pod Okrąglikiem mamy 3-kilometrowy odcinek XC czyli góra-dół-góra-dół itd. Trasa bardzo malownicza, odcinki leśne przeplatają się z otwartymi przestrzeniami które przy dobrej pogodzie pozwalają nam podziwiać piękne okolice.

Widoczki urywają dupę.

Zataczając 35-cio kilometrową pętlę wróciliśmy do Okrąglika. Pozostaje nam zjazd do bazy.

Ciężkie podejście z początku wycieczki staje się teraz super zjazdem, krętym, z różną gradacją. Piękne zakończenie na koniec dnia. Można się tu naprawdę nieźle rozpędzić ale trzeba uważać na wyrastające co rusz betonowe słupki.

 

Trip 3

48,8 km; 1571m; Roztoki Górne – Wetlina – Smerek – Cisna

GPX

Start jak poprzednio, przedzieramy się na Okrąglik (1101 m n.p.m.) ale tym razem, kontynuujemy mocno pofałdowanym szlakiem granicznym (niebieski – polski, czerwony – słowacki).

Na podjazd warto zdjąć kurtkę.

Zjazdy co chwilę przeplatają się z krótkimi podjazdami lub „podchodami”. Widoki zmieniają się tak drastycznie jak ukształtowanie terenu. Co chwilę wyjeżdżamy z lasu by przemykać po jagododajnych połoninach by za moment wpaść na leśnego singla którego granice wyznaczają krzaczki dojrzewających jeżyn. Na połoninach radzę nie zbaczać z wąskich singli bo bardzo często w krzaczkach jagód można znaleźć dość duże nory które skutecznie mogą połknąć przednie koło i wysadzić nas z nad kierownika.

Wśród fali łąk szumiących…

Wspinamy się na Dziurkowiec (1115 m n.p.m.) i zaraz za nim na Rabią Skałę (1199 m n.p.m.) W tym miejscu skręcamy w lewo na żółty szlak, krótki zjazd, podjazd, znowu krótki zjazd, kilometrowe podejście i jesteśmy na Jaworniku (1021 m n.p.m.). Na Jaworniku odbijamy w prawo na zielony szlak do Wetliny. Czeka nas prawie trzy kilometrowy zjazd do Wetliny. Urokliwe single zmieniają się w szutrówkę ale nie ma co płakać, okolica jest piękna, trasa leci lekko w dół, można podziwiać widoki lub ćwiczyć manuala.

Góry po horyzont.

Dla zielonego szlaku jest jeszcze alternatywa w postaci kontynuacji żółtego z Jawornika. Wydłuża się lekko odcinek zjazdu leśnego i omija 2 km asfaltu. Jesteśmy na 897 czyli Wielkiej Pętli Beskidzkiej ale, że nie pędzimy na MC tylko na rowerach to dojeżdżamy tylko do Smereka i skręcamy na południowy zachód szlakiem nieoznakowanym wzdłuż potoku Bystry. Po ok 4km i przekroczeniu rzeki skręcamy na zachód w kierunku Cisnej. Cały czas lawirując u podnóża pasma wbijamy na 819 m n.p.m. i zostaje nam ok 8km lekkiego zjazdu do Cisnej zakończonego krótkim, krętym singlem z korzeniami i agrafkami. Cukiereczek 🙂

Na zjazdach można spotkać korzenie i kamienie.

Teraz zostaje nam tylko powrót do bazy w Roztokach Górnych  – asfaltowe 9 km up.

Trip 4

46,9 km; 1210m; Cisna – Baligród – Jabłonki

GPX

Samochód zostaje w Cisnej i robimy 9-cio kilometrową rozgrzewkę po 893. Na „nasz”, czarny szlak wjeżdżamy w Jabłonkach i dajemy się prowadzić na Łopiennik (1069 m n.p.m.). W wielu miejscach ze względu na nachylenie terenu, powalone drzewa czy głazy nie da się jechać i po prostu zostaje wypych lub wnoszenie roweru na barkach. Zostawiamy tam wiele potu ale okolice są przepiękne a widoki warte każdej kropli potu.

Prawie jak we w Kanadzie.

Odbijamy w lewo na niebieski szlak Łopiennik – Berdo. 2 kilometry zjazdu i następne 3 lekko pod górę ale znowu traską, taką trochę xc, up&down, aż do sztytu Durnej. Ogólnie zjeżdżamy o 200 m niżej by znowu wspiąć się o 100. Teraz zostaje siedmiokilometrowy zjazd w kierunku Baligrodu.

I pivocik ciach.

Trasa kończy się zjazdem, na który wpychaliśmy podczas pierwszego tripa. Zdecydowanie lepiej robić ją w tym kierunku, chociaż i tak jest sporo wpychania. 500m w dół z niewielką ilością krótkich podjazdów, trasa ładna i dość łatwa, dająca dużo przyjemności z jazdy. Do Baligrodu udajemy się jeszcze na żarełko po po drodzę do auta nic nie będzie. Po żarełku wracamy asfaltem do wozu.

 

Jazda po Bieszczadach jest zgoła odmienna od tego co mamy pod nosem (Sudety). Szlak zazwyczaj wiedzie przez kilka szczytów, od progu wita nas sowitym podjazdem lub – nie rzadko – wypychem. Później, gdy wydaje nam się, że już będzie tylko w dół, po drodze pojawia się kilka “pryszczy” wprowadzające nas szybko w beztlen. Generalnie na każdej wycieczce zdecydowanie towarzyszyło nam uczucie, że cały czas podjeżdżamy. Warto uzupełnić przenośny paśnik bo schronisk po drodze nie ma. W strategicznych miejscowościach nie ma problemu z jedzeniem.

Wycieczki można urozmaicić o odcinki specjalne z MTB enduro series Baligród (GPX) jeśli da się je jeszcze znaleźć.

Sowie, Głuszyca, Mieroszów

Rejon ciekawy i blisko Wrocławia. Sporo militarnych zabytków i kawał historii….ale tu o tym pisać nie będziemy. Wrzucimy Wam listę zjazdów i zaproponujemy kilka tripów. Będzie raczej syto. Wszystkie trzy rejony są tak blisko siebie, że praktycznie każda wycieczka może zahaczyć o każdą z tych miejscówek. Opisujemy całość w podziale na trzy bo tak było łatwiej malować po mapach.  Nie bez znaczenia jest to, że można tam dojechać z Wrocławia w godzinę. Trudno się więc dziwić, że to miejsce zawierające dwa najciekawsze produkty rowerowe w Polsce:

Tras Enduro Srebrna Góra

Strefa MTB Sudety

Najpierw opisujemy każdy z rejonów, po prostu wylistowując wszystkie znane nam sensowne zjazdy. Na końcu artykułu macie propozycje wycieczek je łączących.

Trasy wizualizujemy na dwóch mapach, które warto kupić je jadąc w te rejony. Enduro bez mapy to enduro bez mapy.

Sudety Środkowe

Góry Sowie

Góry Sowie -lista zjazdów

Góry Sowie to dla nas głównie masyw Wielkiej Sowy. Zazwyczaj po prostu pojawiamy się w okolicy i na różne sposoby wjeżdżamy na i zjeżdżamy z Wielkiej Sowy. Większość tych zjazdów jest do siebie podobna. Są to dość szerokie drogi wysypane kamieniami. Coś jak w Beskidzie Żywieckim. Różnica – na plus – polega na tym, że pobocze tych dróg jest osadzone znacznie wyżej , jest korzeniste i można nim jechać i zeskakiwać na środek drogi. Sporo jest też pieńków, z których super się wybija. Podjazdy są bardzo dostępne, zwłaszcza czerwony z Koziego siodła lub fioletowy szlak rowerowy.

Młoda łania na ambonie.

Wielka Sowa – czerwony szlak do schroniska Sowa, potem zielony do Sokolca

Trudność: Średni

Długość: 2,5km

Deniwelacja: 300m

Z Sowy są dwa czerwone zjazdy więc nie popieprzcie ich i nie zjeżdżajcie do Koziego Siodła. Jedziecie do Schroniska Sowa. Szlak to typowa rąbanka i pozornie nic ciekawego….ale, ale!… jeśli będziecie się trzymać lewej strony to zobaczycie, że przez 70% zjazdu towarzyszy Wam z wijący się singiel z korzeniami jak anakondy. Wije się on tak, że czasami trzeba zwalniać do zera. Warto się go trzymać. Kiedy macie ochotę możecie zdropić z niego na drogę by potem znów na niego wpaść. I pamiętajcie: jeśli się Wam wydaje, że go nie ma, to nie prawda! On zawsze gdzieś tam jest.

Jadąc powoli, po prostu Was wytrzęsie, jeśli jedziecie szybko, trzeba się napracować by przeskakiwać pieńki i korzenie, a do tego się mieścić w zakrętach. Singiel znika dopiero w momencie, w którym odbijecie w lewo, w kierunku schronu  – w drogę, która idzie wąwozem obfitym w miejsca do wybijania się.

Od schroniska zmieniacie szlak i wskakujecie na zielony. Jedziecie wąskim, szybkim singlem w trawie. Czycha  tam troszkę niespodzianek. Można wycedzić w conieco leżące tu i ówdzie. Zjazd się kończy zjawiskowym widokowo otwarciem na dolinę. Jedno z ładniejszych miejsc w tych górach.

 

Wykaz zjazdów.

Wielka Sowa – niebieski do Starej Jodły

Trudność: Średni / Miejscami trudny

Długość: 2,5km

Deniwelacja: 330m

Ciężko na niego trafić. Dobrze obserwujcie oznaczenia na szczycie. Początkowo jest to singiel wijący się niczym w labiryncie ze świerkówm gdzie jest sporo zwalonych drzew, przez które trzeba przenosić rower. Po jakimś czasie drzewa zaczynają być wkurzające, ale akurat wtedy się kończą 🙂 Trasa zmienia się w singiel, który potem leci przez polanę, wijąc się tak, że Was nie spowalnia. Na końcu wpadacie w las, gdzie walicie wymytą drogą. Miejscami wymycie jest tak mocne, że obok  jest 2m rów w który nie chcecie wpaść…a ściąga w jego kierunku, zwłaszcza na szybko i po deszczu.

 

Wielka Sowa niebieskim do przełęczy Walimskiej

Trudność: Łatwy, szybki

Długość: 2,5km

Deniwelacja: 330m

Początkowo rzygowaty szuter, potem odbicie w prawo i lecimy szeroką drogą z wąwozem, dropikami i kamyczkami do wybijania się. Jeśli lecicie szybko >45kmh to jest na prawdę fajnie.

Przykład pokonywania zjazdu.

Mała Sowa – żółtym do Walimia

Trudność: Łatwy, szybki

Długość: 2,5km

Deniwelacja: 150m

Nie zjeżdżajcie do samego Walimia ale do trzeciego skrzyżowania z drogą. Potem nie ma sensu jechać a i powrót nieciekawy. Co tu dużo pisać..bałaganik. Szeroko, dużo luźnego i jeszcze więcej luźnego. Da się po bokach wybrać linie bez luźnego, ale za to przez korzenie i pieńki, z których cudownie się skacze.

 

Kozia Równia – czerwonym do Przełęczy Jugowskiej

Trudność: Średni

Długość: 2,5km

Deniwelacja: 250m

Bardzo podobny jak żółty z Małej Sowy do Walimia. Szeroko, po bokach korzenie. Kapitalnie się wjeżdża na boczne sekcje i z nich skacze. A to dlatego, że główna część drogi jest osadzona znacznie niżej i jedzie się jakby wąwozem. Po bokach nie brakuje też korzeni po których pięknie się leci.

Czasem aż rozmazuje się obraz.

 

Kalenica w obu kierunkach

Trudność: Średni

Długość: 1km

Deniwelacja: 100m

W kierunku Koziego Siodła. Charakter typowy, jak wszystkiego wokół Wielkiej Sowy. Czyli szeroko, korzeniasto i szybko. W środkowej części przechodzi to w wąski singiel w krzakach. Ciągle jest szybko.

W przeciwną stronę podobnie, ale bez krzaków, czyli szybko i korzeniasto.

 

Popielak w obu kierunkach.

Trudność: Średni

Długość: 1km

Deniwelacja: 100m

W kierunku Bielawy jedziemy wąską ścieżką, która jest miejscami wypłukana. Na górze są korzenie, za to potem gładko, wąsko z rowem wypłukanym przez wodę, do którego ściąga, że hoho. Spokojnie jak wpadniecie to przeżyjecie 🙂

W przeciwnym kierunku, czyli Kalenicy – standard. Korzenie i możliwość slalomowania między drzewami. Wszędzie ściółka więc naprawdę niezłe trzymanie.

W drużynie jest raźniej.

Zimna Polana – Trzy Buki żółty szlak
Trudność: Średni
Długość: 5km
Deniwelacja: 200m

Zjeżdżając z Kalenicy w stronę Bielawy mamy 5km klasycznego w tych górach zjazdu czyli szybko, z kamieniami i korzeniami. Na Zimnej Polanie trzeba skręcić w prawo i trzymać się żółtego szlaku do Trzech Buków. Zaczyna się szeroko z luźnymi kamieniami by po przecięciu drogi zmienić się w wąwóz, który, niezależnie od pory roku, zawsze jest przykryty dywanem liści (taki klimat, jak kałuża przed Sową 😉 Tu trzeba uważać. Następnie przecina się małą polankę i znowu wpada w wąwóz, w połowie którego pojawia nam się po prawej piękny, naturalnie wytyczony singiel.  Jest gdzie się wybić, są korzenie, a momentami jest tak wąsko, że można zahaczyć kierą o drzewo. Tak wpada się na Trzy Buki.

 

Dzikus – POLECAMY !!
Trudność: Łatwy, ale za to jaki za..isty
Długość: 1,5km
Deniwelacja: 100m

No i właśnie…Do tej pory na Trzech Bukach kończył się fun i do Leśnego Dworku trzeba było zjeżdżać szutrem ostatnie 2km. Otóż jest alternatywny singiel i to nie byle jaki! Nie wiemy kiedy dokładnie powstał Dzikus, ani spod czyjej łopaty wyszedł, ale wiemy na pewno, że ktoś odwalił kawał świetnej roboty. Ścieżka zaczyna się tuż przed Trzema Bukami po prawej stronie. Jest ciężko go zauważyć więc miejcie się na baczności!! Poniżej załączamy segmenty ze stravy. Po około 700m przecina szuter (koniec jej pierwszej części) i dalej wije się po drugiej stronie drogi. Mamy tu hopki, bandy, nawet gapy przez strumyk, i przede wszystkim non stop flow. Uwaga! można tu napotkać dziki 😉



 

Rozdroże pod Moszną – niebieskim do Walimia

Trudność: Łatwy
Długość: 2,5km
Deniwelacja: 150m

Łatwy szybki i przyjemny. Jest wąwóz, jest się z czego wybić. Mamy korzenie. Zjazd nie jest wybitny. Choć w sumie nawet niewybitne zjazdy potrafią być ciekawe. Wszystko jest kwestią prędkości.

Lesistej Wielkiej

Dzięki Dominik Sowa za podesłanie opisu !!

Trudność: Średni
Długość: 1km
Deniwelacja: 150m

Trzeba jechać czerwonym pieszym w kierunku Sokołowska. Na początku wspólnie z Czarnym rowerowym Strefy MTB Sudety ” Czarna Mieroszów ” w kierunku Unisław Śląski. Na pierwszym skrzyżowaniu  Czarny skręci w lewo, natomiast czerwony przetnie skrzyżowanie na wprost. Po około 200-300 m gdy dojedziemy do skrzyżowanie typu T i wydawałoby się, że intuicyjnie powinno się skręcić w lewo, trzeba skręcić prawo. Po około 150-200 metrach trzeba jechać czujnie i obserwować oznaczenia na drzewach, ponieważ szlak ostro skręca w lewo, ostro w dół.
Zjazd zaczyna się od godnego nastromienia okraszonego kilkoma agrafkami. Następny odcinek jest już łagodniejszy i bez agrafek. Po przejechaniu przez niezalesionych odcinek wjeżdżamy ponownie w las gdzie ponownie mamy do czynienia z agrafkami. Późnej łagodniej i prościej. Dojeżdżamy do Czarnego Stefy MTB, skręcamy w lewo, przejeżdżamy koło Pensjonatu Eden i dojeżdżamy do drogi nr 35 ( Wałbrzych – Mieroszów )

 

Głuszyca – Góry Suche – lista zjazdów

Okolice raczej typowo XC. Sporo krótkich lecz stromych podjazdów. Wkońcu to kolebka Strefa MTB Sudety. Sporo też szutrów trawersujących, którymi można omijać mocne podjazdy. Góry ciekawe bez dwóch zdań. Jeśli oleje się szutry, sporo szlaków jest singlowych. Nie jest problemem narypać tu 2000m przewyższeń. Można tu zaczynać, by przemieścić się w okolice Sokołowska lub Wielkiej Sowy.  Oprócz XC jest tu trochę zjazdów, przy których niejeden endurak się napoci 🙂

Wykaz zjazdów.

Ruprechticky Spicak – szlak zielony

Trudność: Średni / Trudny na szybko

Długość: 1km

Deniwelacja: 150m

Początkowo dość zdradliwy singiel w trawie. Zdradliwy bo singiel jest jakieś 20-30cm poniżej trawy po bokach. Można wycedzić pedałem a potem OTB. Zasadniczo jest dość stromawo, czasem można przytrzeć jajcem o oponę. Dlatego zawsze noście obcisłe majtki pod luźnymi spodenkami!! Nie widać wzwodów i jaj sobie nie urwiecie. Zwłaszcza dotyczy to tych mniej doświadczonych.  Potem robi się szerzej, ziemniej i stromiej. Łatwo rozwinąć czwartą nadświetlną. A giąć pałki nie ma co, bo sporo korzeni, drzew, wypłukań a do tego czasem się stok zagina tak, że nie widać co jest za przełomem. Bez dwóch zdań mega ciekawy zjazd.

 

Zielony do Spicaka od Pogranicznej

Trudność: Łatwy / Średni na szybko

Długość: n/d

Deniwelacja: kilka górek po 30-50m

Interwały, interwały, interwały. Strome podjazdy (jednego nigdy do końca nie wjechaliśmy). Trzy znaczące szczyty, reszta mniejsza. Ciekawe single z  każdego z nich, czasem mega szybko i stromo. Jeśli śpicie w Agroturystyka Pograniczna,  to zdecydowanie warto tędy jechać gdziekolwiek dalej.

Czasem trzeba też wepchnąć.

 

Rybnicki Grzbiet – singiel – szlak zielony

Trudność: Łatwy

Długość: 4

Deniwelacja: 300m

Szybki i ciekawy, trawersujący singiel. Pierwsze 60% to dzida w dół z dokręcaniem, końcówka to agrafki i korzenno kamienny bałaganik.

 

Z ruin zamku Rogowiec – szlak niebieski

Trudność: Średni / Trochę trudny

Długość: 1km

Deniwelacja: 250m

Początkowo bardzo wąski trawers na stromym zboczu. Łatwo się obsunąć. Wkoło ciemno. Potem techniczne śliskie i mocno kamieniste ścieżki. Sporo funu po deszczu. Kończycie na drodze szutrowej. Dobrze do samego dołu nie walić szutrem, pojechać na dziko w dół. Po prostu w tej okolicy szukajcie miejsca gdzie las się przerzedza i dzida w dół !!

Dzida.

 

Waligóra – żółty pieszy szlak do Andrzejówki.

Trudność: Trudny w ch..

Długość: 1km

Deniwelacja: 200m

Ołłłłł yeah. Apogeum pornografii. Można oczywiście zjechać singlem z owej góry i jest to miłe,…….. ale my go używamy do …… podjazdu aby zjechać pieszym żółtym. Zaczyna się czymś stromym po korzeniach, który jest coraz stromszy,  zaczyna się wić i dropić. Potem jest tylko gorzej. Dropy robią się większe, trakcję utrudnia morze melafiru czy innego kalafiora a w dodatku trzeba agrafkować. Nie udało się nam tego jeszcze zjechać bez glebienia. Miłej zabawy !!

Włodarz do Walimia – niebieskim

Trudność: Łatwy

Długość: 3km

Deniwelacja: 200m

Długo i fajnie. Szybko, jest wąwóz, kamienie, korzenie. Raczej gładko i skocznie. Jest flow

Czasem pojawiają się trawy.

 

Z Klina – szlak czerwony

Trudność: Łatwy

Długość: 1,5km

Deniwelacja: 100m

Piękny wijący się singiel. Czasem stromo. Żadnej pornografii. Szybko, lesiście. Ech..pięknie.

Sokołowsko (Mieroszów)- lista zjazdów

Sokołowsko – urokliwa mieścina zdrojowa otoczona górami. Wszystkie szczyty sprowadzają do niej. W mieścince kuracjusze nie są świadomi jaki potencjał mają okoliczne szczyty. Praktycznie każdy daje wielką radość z jazdy. Teren jest też wielce różnorodny. Ma zjazdy ziemne, korzenne, melafir, porno stromizny, dropy. Czego dusza zapragnie !! Polecamy. Na koniec dnia koniecznie żarcie w kawiarence. Niestety tylko za gotówkę, ale warto!! Wszystkie zjazdy dookoła Sokołowska były umiejscowione w trasach zawodów EMTB.  Zawody startowały z Mieroszowa dlatego większość osób będzie je kojarzyć z Mieroszowem. Niesłusznie w Mieroszowie były tylko dwa pierwsze OSy w dodatku zupełnie nie warte uwagi. Skupmy się zatem na Sokołowsku i jego okolicach.

 

Suchawa – niebieski szlak 

Trudność: Średni / Trudny

Długość: 1km

Deniwelacja: 150m

Niebieskim szlakiem wjeżdżamy całkiem komfortowo i w miłej atmosferze a potem w dół w kierunku Włostowej i Kostrzyny. Jest stromo, kręto, singlowo, ziemiście i korzeniasto. Wkoło rzadki las i wszędzie borówki. Piękna panorama na okolice. Jak dla mnie najpiękniejszy zjazd w całym rejonie. Mało ludzi, zielono i trudno technicznie. Malina !!

 

Wykaz zjazdów.

Włostowa – niebieski szlak do Sokołowska

Trudność:  Trudny

Długość: 2km

Deniwelacja: 200m

Klasyk. jedziemy w kierunku Sokołowska. Początkowo singiel w zagajniku i trawach, wijący się nieznaczne. Aż chce się przycisnąć. Wpadamy w ciemny las. W nim robi się szeroko, trakcja taka sobie. Łatwo się rozpędzić. Jak pojedziecie szybko – nie wyhamujecie. Szybka jazda sprowadza się tam do tego że miota Wami po 1m w każdą stronę ze względu na luźne podłoże. Do tego dropik. Dropik prosty ale po nim się jeszcze bardziej rozpędza. Jeśli nie możecie zahamować nie walczcie. Zjedźcie na sam dół i skupcie się na kierowaniu. Go with the flow. Potem przekraczacie drogę, 200m po płaskim i wpadacie w legendarną część. Najpierw zakręt w stromym terenie, przez skałkę a potem melafir. Skalna rynna wypełniona kamyczkami. Działa to jak łożysko. Nie hamujemy tu przodem, skręcajcie przez pochylanie i delektujecie się brakiem kontroli nad rowerem. Jest cudnie, jak jazda w puchu. Zwłaszcza w lipcu kiedy wkoło kwitną fioletowe kwiaty. Na koniec ziemna ścieżka z korzeniami i zakrętami, high speed i przyjemność. Ostatni zjazd asfaltem prowadzi do Sokołowska do kawiarenki na super obiad.

Zamek Radosno – szlak żółty

Trudność:  Trudny

Długość: 1km

Deniwelacja: 150m

Początkowo dość płaski singiel. Dojeżdżamy do ruin zamku. Tam wnoszenie. Spokojnie raptem 10m. I zjazd. Stromo, kręto, są korzenie i drzewa. Trakcje upośledzają małe kamyczki kiedy jest sucho a kiedy jest mokro gliniana nawierzchnia. Czyli zawsze się tam lata. Drzewa są w apeksach zakrętów.  Mimo to jest radocha. Na końcu jazda wzdłuż strumienia. Co jakiś czas trzeba kluczyć między kamieniami. Uwaga na pokrzywy. Był to jeden z Osów emtb.

Zielony rower łatwo zgubić jest w trawie.

Garbatka – niebieski

Trudność: Trudny

Długość: 1km

Deniwelacja: 150m

Ostatni OS na zawodach emtb. Wszyscy nazywali go trasą z kamieniem.  Szkoda że kończy się w takim miejscu, że trzeba sporo wracać. Jest sens tam jechać jeśli kończycie w Mieroszowie. Typowy grzbietowy singiel. W pewnym momencie robi się stromiej i trzeba zjechać stromy trawers po skałce. Mało kto to zjeżdzał na zawodach choć jest to relatywnie proste. Ustawcie się i nie hamujcie!! Potem kawałek płaskiego i stromy, sypko ziemna rynna. Leci się nią jak na zjeżdżalni. Szybko i zamaszyście. Jak dla nas jeden z ciekawszych zjazdów. Lubimy go, bo jest szybko, jest flow i trochę pornografii.

Stożek wielki – szlak żółty

Trudność: Bardzo Trudny

Długość: 1,5km

Deniwelacja: 200m

Kolejna pornografia. Zaczyna się stromym zjazdem. Nie zatrzymasz się na nim więc nawet nie próbuj. Skup się aby na jego końcu wyrobić w zakręt w lewo. Pochyl rower w lewo, biodra w prawo i skręcaj. Teraz czeka Cię trawersujący, dość wymagający singiel. Klimat jak w lesie deszczowym. Kilka agrafek i wpadasz w morze melafiru. Do tego masz dropa przed sobą. Za nim jeszcze trochę trawersowania melafiru i znów ziemny singiel którym trzeba walić szybko i między drzewami. Mając kierę 800 łatwo tam o coś zahaczyć. Jest pięknie i trudno. Na prawde trudno go szybko zjechac bez gleby.

Na wycieczkę najlepiej wziąć kolegę lub koleżankę z apetycznym zadkiem.

Tripy

Z powyżej opisanych kawałków poskładaliśmy kilka tripów. Walory każdego ze zjazdów zostały opisane powyżej więc już tego nie robiliśmy w tym miejscu.

Głuszyca Górna – Zielonym na Spicak – Suchawa – Kostrzyna – Włostowa – Zamek Radosno – Andrzejówka – Zamek Rogowiec – Wjazd na Rybnicki Grzbiet – Głuszyca

Długość: 45km

Deniwelacja: 1800m

Trudność: Trudny / B.trudny

Zaczynamy w Pogranicznej w Głuszycy Górnej.  Jedziemy w górę asfaltem do grzbietu granicznego. Częściowo jest to czerwony szlak rowerowy, częściowo żółty. Docieramy do grzbietu i przesiadka na zielony. Czeka nas interwałowy singiel i prawie cały czas jazda ostro w górę, ostro w dół. Każdy zjazd jest spoko. Jeśli jesteście leniwi, możecie interwały ominąć szutrem i pojechać zielonym rowerowym. Musicie tylko potem jakoś dobić się do Spicaka. W ten sposób dobijemy do niebieskiego szlaku, który w przeciwieństwie do zielonego wtrawersowuje Was na Spicaka. Sporą część da się jechać ale na końcu i tak trzeba wrypać rower na plecy. Dobra – ochraniacze i dzida w dół zielonym w kierunku przełęczy pod Spicakiem. Stamtąd czarnym szlakiem do polany z ławką. Możecie coś pochłonąć, podelektować się malowaniem ławki farbą olejną, a następnie pojechać niebieskim szlakiem na Suchawę. Wjazd jest sympatyczny, zjazd sympatyczniejszy. Nasz ulubiony. Po zjeździe możecie dymać dalej niebieskim i wnosić na Kostrzynę a potem na Włostową, albo przeskoczyć na szuter który trawersuje Kostrzynę od południa, dobić do żółtego szlaku i nim wjechać na Włostową. Na szczycie w trawie szukacie niebieskiego szlaku i dzida do Sokołowska. To najdłużdzy i najtrudniejszy kondycyjnie szlak w okolicy. Heble będą się palić !! 🙂

Trip #1

Przejeżdżacie przez Sokołowsko,  potem przeskok na czerwony rowerowy i jedziecie w kierunku ruin Zamku Radosno. Z niego zjazd żółtym. Uwaga na drzewa które kłują w oczy 🙂 Teraz czeka Was podjazd do Andrzejówki. Pojedziecie szutrem, którym idzie szlak niebieski, zielony, żółty. To jest szuter ale stromy i jeśli myślicie, że za pierwszym zakrętem będzie mniej stromo to się mylicie 🙂 – będzie bardziej stromo!! W Andrzejówce popas. Zejdzie Wam ze 40min 🙁 I jedziemy dalej. Żółtym do ruin zamku Rogowiec. Tam przesiadka na niebieski i wymagający trawers w dół. Gdy dojedziecie do szutru, pojedźcie nim kawałek, szukajcie mało gęstego lasu po lewej i gdy go znajdziecie walcie na dziko w dół do drogi. Szkoda marnować wysokość na jazdę szutrami.

Jeśli pojechaliście szutrem to już do końca wycieczki jedźcie zielonym rowerowym. Jeśli pojechaliście na szagę to wróćcie szosą to 500m do zielonego rowerowego. Wjedziecie nim na górę. Będzie troszkę kręcenia a potem w dół również tymże  zielonym rowerowym. Zjechaliście przy źródełku do drogi. Przesiadka na czarny rowerowy i przez Grzmiącą i łąki dobijacie do czerwonego rowerowego. Nim obok pięknego starego kamieniołomu dojedziecie do Pogranicznej. W kamieniołomie warto wykąpać cycki 🙂

 

Wielka Sowa – trasy SGR przez Kalenicę

Długość: 35km

Deniwelacja: 1200m

Trudność: Łatwy

Trip nawigacyjnie prosty tak bardzo, że nie ma co opisywać. Zaczynacie na Wielkiej Sowie. Z niej czerwonym do Koziego Siodła. I tym czerwonym jedziecie do samego końca 🙂 Sporo będzie twardych podjazdów. Jak dla nas da się wjechać wszystkie. Wymiękliśmy tylko w 75% podjazdu na Popielak. W ten sposób dotrzecie do startu trasy D w Srebrnej Górze. Hint jaki Wam możemy dać, to dogadajcie się z chłopakami z Tras Enduro Srebrna Góra żeby Was podrzucili. Taki kurs kosztuje 100PLN, bus zabiera 5-8 osób wiec wychodzi po podziale śmiesznie tanio. Wywalą Was na Sowiej Przełęczy – trzeba się jedynie wcześniej z chłopakami umówić.

Wielka Sowa razy milion 🙂

Długość: 40km

Deniwelacja: 1500m

Trudność: Łatwy

Czasem robimy dość absurdalnego tripa. Zdarza nam się po prostu podjeżdżać na Sowę wiele razy by zjechać za każdym razem inaczej. Podjazdy też są różne. Zaczynamy w Bielawie koło Leśnego Dworku. Podjazd niebieskim rowerowym na górę do Przełęczy Jugowskiej. Stamtąd przez Kozie Siodło na Sowę. Polecamy szuterek czyli czarny rowerowy. Z Sowy zjazd czerwonym przez schronisko Sowa a potem zielony do Sokolca. Kiedy dotrzecie do drogi, odbijacie w lewo i czarnym wracacie na Kozie Siodło. Znów podjazd na Sowę i tym razem zjeżdżacie żółtym w kierunku Walimia. Przy trzecim skrzyżowaniu z szutrem kończycie zjazd i wracacie. Jedziecie szutrem w lewo. Po 1,5km macie ostre odbicie szutra w lewo i dojeżdżacie do fioletowego szlaku. Nim do góry do samej Sowy. Tym razem z Sowy pojedziemy niebieskim do Starej Jodły. Stamtąd dalej niebieskim (Ruska Droga) dobijacie do szosy i albo nią dymacie do przełęczy Jugowskiej albo przesiadka na czerwoną kropkowaną Ścieżkę im. A. Grabowskiego i jesteście na Kozim Siodle. Wjazd na Sowę i zjazd Niebieskim w kierunku przełęczy Walimskiej. Powrót na Sowę fioletowym. Z Sowy czerwony na Kozie Siodło i ciągle czerwonym do Przełęczy Jugowskiej. Jak nie jesteście jeszcze zdechli to wspinacie się czerwonym przez Rymarz na Zimną Polanę i dalej żółtym szlakiem, gdzie tuż przed Trzema Bukami odbijacie w prawo i lecicie Dzikusem do samego Leśnego Dworka. Pamiętajcie, że ścieżka ciągnie się dalej po drugiej stronie szutrowej drogi. Jeśli jednak nie chce Wam się już podjeżdżać to możecie ominąć Rymarz i z Przełęczy Jugowskiej ruszyć niebieskim w stronę Bielawy tylko zamiast skręcić w lewo jedźcie prosto a po ok 300m przetniecie żółty z Zimnej Polany na Trzy Buki.

Tour de Sokołowsko

Długość: 35km

Deniwelacja: 1700m

Trudność: Łatwy

Wycieczka to dość absurdalna. Objechaliśmy wszystkie OSy z zawodów, niektóre dwa razy i jeszcze pyknęliśmy Waligóre. Do dziś nie wiemy co nam strzeliło do łba aby rypać dwa razy pod rząd Stożek i Garbatke. No ale stało się więc jedziemy 🙂

Sporo poruszaliśmy się poza szlakami, więc albo jedźcie tego tripa z naszym śladem albo z mapą patrząc się na ścieżki, na niej oznaczone. Nie będziemy pisać za którym drzewem gdzie skręcić. Raczej będą padały stwierdzenia typu: musisz dobić do takiego czy innego szlaku.

Możecie robić je po jednym razie. Taki tez będzie opis. Zaczynamy w Sokołowsku. Żółtym lecimy na Stożek Wielki. Można częściowo użyć szutra (tak my jechaliśmy i jest na śladzie poniżej). W międzyczasie będziecie jechać obok odbicia na OS4 z zawodów. Możecie się tam wstrzelić choć ciężko to jechać nie mając śladu, albo nie wiedząc gdzie skręcić. Na poniższym śladzie to macie, ale jeśli jedziecie z mapą, jedźcie na Stożek od razu. Koncówka na Stożek Wielki to ok 10min iścia z rowerem na plecach. Na górze warto chwilę odsapnąć bo to co się za chwilę wydarzy będzie jak gangbang ze stadem afroamerykanerów. Pierwsza ścianka już ryje lekko bańkę a wbrew pozorom nie jest to najtrudniejszy element tej trasy. Ale o wrażeniach było wyżej. Zakładamy, że przeżyliście i chcecie jechać dalej. Kierujcie się w stronę Sokołowska i ulicą Parkową walicie na południe. Po ok 1km od centrum Sokołowska odbijacie w prawo w kierunku Garbatki. Dobijacie do niebieskiego szlaku, gramolicie się nim na Garbate i zjeżdżacie 🙂 Dojeżdżacie w pewnym momencie do drogi. Na niej w lewo i do góry. Albo przeskok do Kowalowej i żółtym do Sokołowska z powrotem. My dobiliśmy do zielonego granicznego i nim przez przełęcz pod Spicakiem udaliśmy się na Waligórę. Na niej zakładamy pampersy, wyłączamy mózg i jedziemy w dół. Będzie syto. Nigdzie nie jest syciej 🙂 Przeżyliście ? Jak tak to czas żreć w Andrzejówce. Stamtąd się rozpędzacie i zjeżdżacie żółtym do zamku Radosno. Tu czeka Was miły zjazd z lekkim wchodzeniem. Ładujemy się na niebieski szlak i dymamy na Suchawę a potem na Włostową. Było miło co nie ?? Teraz obiad w Kawiarence i do domu !!

 

Czarny bór – tour de Sowie (Trasa Dominika Sowy za którą dziękujemy)

Długość: 35km

Deniwelacja: 1700m

Trudność: Sredni

Zaczynamy w centum Czarnego Boru, koło kościoła. Jedziemy w kierunku drogi nr 367 następnie skręcamy w prawo w kierunku Wałbrzycha. Po przejechaniu przez most na rzece Lesk skręcamy w prawo na drogę z kostki betonowej ?i jedziemy nią aż do skrzyżowania typu T gdzie skręcamy w lewo, a następnie w prawo na kolejnym skrzyżowani typu T. Jedziemy wzdłuż rzeki aż do momentu kiedy musimy wjechać na drogę asfaltową?. Po przejechaniu koło 100m asfaltem, skręcamy w prawo i trzymając się lewej strony dojeżdżamy do skrzyżowania typu T, na którym skręcamy w lewo. Następnie dojeżdżamy do końca asfaltu, teraz już szutrem ( nareszcie )??zaczynamy się wspinać na nie wielką ale w końcówce sztywną ” przełęcz “, na której skręcamy w prawo. Jedziemy lasem trzymając się lewej strony aż do momentu wyjechania z lasu, po drodze mamy kilka sztywnych podjazdów i szybkich zjazdów. Po dojechaniu do polany skręcamy w prawo i tak jak droga prowadzi jedziemy aż doradzimy do zalewu, który objeżdżamy mając go po lewej stronie. Można również jadąc droga w lesie i widząc zalew w dole, zjechać nieźle nachylonym terenem do zalewu. Po dojechaniu do drogi z płyt betonowych zobaczymy tablicę informacyjną z mapą, która przedstawi tzw. Trasę Widokową. Zaczynamy tą trasę zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Na początku po zajechaniu z płyt betonowych i skręcie w prawo będziemy mieli trochę podjazdów, po czym nasza droga się wypłaszczy. Jadąc Widokową przejedziemy, koło Dzikowca Małego, Dzikowca, Sokółki, Polanki, Wysokiej i Strachonia mijając je po lewej stronie. Następnie dojedziemy do skrzyżowania  w lewo na Lesistą Wielką ( sztywny krótki podjazd bezpośrednio za nim skręcamy w prawo ). Jadąc cały czas pod górę dojedziemy do szczytu Lesistej Wielkiej – 851. Tutaj zaczynamy przyjemny zjazd.  Po dojechaniu do Sokołowska ( centrum, w którym znajdujemy oznaczenia szlaków ) wybieramy jedną z opcji wjazdu na Andrzejówkę. Nasz wybór to czerwony szlak Strefy MTB Sudety. Dojeżdżamy do schroniska Andrzejówka 805, mamy sporo możliwości katowania okolicznych mega nastromionych gór. Nasz wybór pada na następująca kolejność: Ruiny Zamku Radosno, Suchawa i Włostowa. Ich opisy powyżej.

Następnie po dojechaniu do Sokołowska ( centum ) skręcamy w prawo na zielony szlak w kierunku Unisławia Śląskiego, po dojechaniu do drogi nr 35 skręcamy w lewo, po przejeździe pod wiaduktem kolejowym skręcamy w prawo dalej jadąc zielonym szlakiem dojeżdżamy do Polanki oraz Trasy Widokowej ( tej, którą wcześniej jechaliśmy ) Teraz możemy albo skręcić w lewo lub w prawo. Jadąc w prawo wrócimy nad zalew trasą, którą wcześniej podjeżdżaliśmy, jadąc w lewo ponownie przejdziemy w okolicach wjazdu na Lesistą Wielką, który ominiemy i na kolejnym skrzyżowaniu skręcimy ostro w prawo. W tym momencie zaczynamy zjazd w kierunku zalewu. Po dojechaniu do zalewu wracamy do Czarnego Boru trasą, która wcześniej pokonaliśmy.

Oczywiście trasę można zaczynać np. Na końcu asfaltu na tzw. Ptasim Śpiewie w okolicach extra agroturystyki ” Ptasi Śpiew”, gdzie można skorzystać z eleganckiej bazy noclegowej za godziwe dutki. Można również rozpocząć tripa nad zalewem, w którym można po jeździe wymoczyć ” małe co nieco”.

Warto wrócić na Andrzejówkę i eksplorować pozostałe szczyty, jest ich całkiem sporo.

Trasy strefy MTB Sudety – Nasza ulubiona Zielona Głuszyca

Co tu dużo pisać. Wejdź tu: Strefa MTB Sudety i popatrz 🙂

 

Wszystkie etapy z MTB Trilogy

… a zwłaszcza pierwszy bo prowadzi przez opisywane regiony 🙂 Każdy z etapów jest mega syty. Nam ich przejechanie zajmowało 8-10h ciągłej jazdy na zawodach. Jechaliśmy na lekko i żarliśmy na bufetach. Jazda z plecakiem może być wyzwaniem. Do tego często prowadzi wytyczanymi na zawody dzikimi singlami więc jeśli macie słaby GPS to możecie mieć problemy nawigacyjne. Nie mniej jednak, ciągle Wam polecamy.

etap 1

etap 2

etap 3

Baza noclegowa i pokarm

 

Agroturystyka Pograniczna.

Ich FB

Nocleg sprawdzony. Właściciel sam dużo jeździ, biega trailowo, wspina się, skituruje. Pozytywny koleś, czasem możecie go namówić na guidowanie. Uwaga bo nas zajechał 🙂

Standard super. Można myć rowery, jest gdzie je zostawiać, jest smar, jest miejsce na bachory. Są mapki.

 

Kawiarenka Smaków w Sokołowsku

Kapitalne miejsce. Włoskie żarcie. Czadowe pizze, makarony z truflami. Makaron najwyższych lotów. Czeskie piwo, świetne cappucino, a na deser tort bezowy z owocami który przyprawi Was o orgazm. Aha sałaty też kapitalne. A jakieś minusy ?? Jest jeden – weźcie gotówkę bo inaczej nic nie zjecie 🙂

 

Andrzejówka

Typowe polskie żarcie. Schabowy, gulasze, pierogi, naleśniory. Wszystko raczej na piątkę i dużo. Czeskie piwo. Można płacić kartą. Zawsze wpizdylion ludzi i troszkę się czeka w kolejce. Sporo też Andżel i Sebixów i innych dresów z racji dobrej dostępności i tego, że góry są teraz dżezzy.

 

Pałac Jugowice

Jeśli chcecie luksusu, masażu, sauny i macie wolne trzy do pięciu stów za noc możecie tam się pojawić. Miejscówka mało turystyczna, ale jako spa mega spoko. Sauny na dworze, dobra restauracja i spory wybór win zachęcają. Jest to ciekawy odnowiony folwark. Z zewnątrz wygląda właśnie folwarcznie, w środku to ciekawe, minimalistyczne wnętrza.

 

 

Śnieżnik – tips and trips

Śnieżnik jest bez wątpienia miejscówką, którą każdy miłośnik MTB powinien zaliczyć kilka razy.

Można śmiało powiedzieć, że Śnieżnik jest naszą ulubioną miejscówką na Dolnym Śląsku. Na jego atrakcyjność składa się kilka składników. Jest wysoko, więc zjazdy są dłuższe niż gdziekolwiek indziej na Dolnym Śląsku. Niektóre nieprzerwane zjazdy dochodzą do 800m deniwelacji. Wypas, co nie ??  Nastromienie jest słuszne.

Mamy tu mieszankę singli, skał, korzeni – taką, że nie można się nudzić a ręce czasem trzeba po zjeździe odklejać z kierownicy, tak przykurczają się mięśnie 🙂 Całość okraszona jest niesamowitymi widokami.

Większość wierzchołków w okolicy jest już na tyle wysoka, że pojawia się kosodrzewina.

Ta górka jest dość kapryśna pogodowo. Czasem jest tam zimno i wieje nawet w gorące letnie miesiące. Jesienią niemal zawsze jest pizgawa. Ale kiedy już pogoda się uda i jest pewna, zdecydowanie warto ruszyć dupsko.

Trzy najciekawsze szczyty w okolicy to Śnieżnik i Trójmorski Wierch. Oczywiście jest też Czarna Góra z wyciągiem i trasami DH jak również swoją drugą stroną – stroną już bardziej enduro.

Poniższy edit to tylko drobny wycinek tego, co oferuje okolica.

Na filmie pierwszy dzień, to jazda zielonym ze Śnieżnika w kierunku przełęczy Płoszyna, potem zabawy na Mokrym Grzbiecie. Drugi to jazda na Trójmorski Wierch.

 

Poniżej opisujemy trasy posiłkując się wizualizacjami na mapce Compassu i zalecamy ją Wam kupić. Lekko bez sensu jechać w góry bez mapy 🙂

 

Tripy:

Proponujemy trzy tripy. Opisy poniżej. Jest wśród nich jeden syty i dwa średnie. Uważamy, że każdy znajdzie coś dla siebie.

 

Międzygórze – Schronisko pod Śnieżnikiem – Śnieżnik – Przełęcz Płoszyna – Dolni Morava – Snieżnik – Schronisko – Międzygórze

Długość: 60km

Deniwelacja: 2300m

Trudność: Średnio Trudna – Trudna

Żarełko: Schron pod Śnieżnikiem / Przełęcz Płoszyna (tylko w wakacje) / Górna stacja wyciągu w Dolni Moravie / Dolni Morava

Ślad przypomina głowę łosia z porożem lub członka z rozbieganymi jądrami.

Opis:

Trasa raczej z serii sytych i kondycyjnie i technicznie. Mamy na niej mocne zjazdy i podjazdy. Zaczynamy z Międzygórza. Podjazd niebieskim rowerowym szlakiem  pod schronisko, potem wnosimy/wjeżdżamy na szczyt Śnieżnika. Stamtąd zjazd zielonym w kierunku przełęczy Płoszyna. Co tu dużo pisać. Techniczny singiel pośród kosówki. Wąsko, czasem stromo. Mamy dropy z kamieni, progi zieme, trawersy, korzenie niczym anakondy. A wszystko w pięknych widokach – dookoła góry, żadnych miast i wsi. Potem powrót czerwonym w kierunku Śnieżnika, aż do rozdroża pod Śnieżnikiem. Szutrem robimy szybko wysokość i dystans. Na rozdrożu przeskok na niebieski szlak, idący przez mokry grzbiet. Mamy tu techniczny interwał po kamiennej ścieżce. Da się jechać, ale wysysa to troszkę sił. Do tego przez jakieś 500m mamy torfowisko i trzeba uważać na kałuże bo można wpaść po osie a czasem jaja. Za szczytem Podbelka z niebieskiego przeskakujemy na zielony by znów wpaść na inny niebieski. Ów zielony jest mega przyjemnym singlem kolo potoku. Jest też gdzie wycedzić. Dojeżdżacie do górnej stacji wyciągu z Dolni Moravy. Teraz zjazd bikeparkiem do Moravy i moooooozolny pozjazd żółtym do Sedla Pod Kralickim Sneżnikiem. Potem wypych na Śnieżnik (można jechać ale to jest moment 45km na liczniku, kiedy my już pchamy). Ze Śnieżnika zjazd zielonym do schronu a od schronu czerwonym do Międzygórza. Och co to jest za zjazd. Singla nie ma ale jest szeroko a skały i korzenie generują tu przepiękne trudności. Można skakać, dropić, kluczyć i jest ciągła dzida. Uwaga na węże. Czają się wszędzie.

Track do pobrania:

GPX

 

Międzygórze – Schronisko pod Śnieżnikiem – Trójmorski Wierch – Śnieżnik – Międzygórze

Długość: 40km

Deniwelacja: 1200m

Trudność: Średnio Trudna – Trudna

Żarełko: Schron pod Śnieżnikiem /  Dolni Morava – trzeba by zjechać dodatkowe 200m

Śnieżnik MTB Trasy Śnieżnik Enduro Opisy
Krótszy wariant sprawdza się w sytuacji gdy co 15min otrzymujemy wiadomość od żony pt. “kiedy będziesz”.

Opis: Nawigacja jest tu trywialna. Wjazd do Schroniska pod Śnieżnikiem czyli z Międzygórza niebieskim szlakiem do przełęczy pod Śnieżnikiem, potem żółtym do schronu. Tam przesiadka na zielony i jazda nim aż do Trójmorskiego wierchu. Będzie to singiel z interwałem. Daje to w dupsko. Po drodze czeka nas jazda po gruzowiskach, na których mniej doświadczeni mogą prowadzić. Widoki piękne i jazda też piękna. Na trójmorskim wieża widokowa, foty i dzida w dół czymś niesamowitym. 100% pure flow. Ech. Potem teleport do czerwonego szlaku i dymanie a szczyt Śnieżnika. Idzie to mega szybko ponieważ jest to śćieżka dla biegówek. Na koniec staje dęba, ale wszystko do zrobienia w siodle. Po około 40 min jesteście na Śnieżniku i stamtąd dzida zielonym do schronu a od schronu czerwonym do Międzygórza. Walory czerwonego opisaliśmy powyżej więc tu nie będziemy się ślinić 🙂

Track do pobrania:

GPX

 

Międzygórze – Schronisko pod Śnieżnikiem – Śnieżnik -Graniczny stok – Anakondy-Kladskie Sedlo –  Śnieżnik – Żmijowiec – Czarna Góra – Ogród Bajek – Międzygórze

Długość: 40km

Deniwelacja: 1500m

Trudność: Średnio Trudna – Trudna

Żarełko: Schron pod Śnieżnikiem

 

Decydując się na ten trip, z uwagi na wyżej wspomniane smsy lepiej wyłączyć telefon lub uruchomić tryb samolotowy.

Opis: Trasa kapitalna widokowo i zawiera w sobie chyba najtrudniejsze technicznie elementy w rejonie (Anakondy i ścianka na zielonym z Czarnej Góry) Podjazd z Międzygórza niebieskim rowerowym do schroniska pod Śnieżnikeim a potem wnoszonko na szczyt Śnieżnika. Zjazd zielonym do Hranicni Hora (tam gdzxie zielony spotyka się z żółtym do Kamienicy). Walory zielonego opisaliśmy powyżej, ale zasadniczo jest singlowo, technicznie, czasem szybko z pięknymi widokami. Potem przeskok na czerwony i wjazd na Śnieżnik. Z niego zjazd do Schroniska i czerwonym przez Żmijowiec do Czarnej Góry. Dystans robimy szybko, widoki przepiękne. Kiedyś tu było lepiej i węziej –  zanim nadleśnictwo wyrównało te trasę. Na przełęczy Żmijowa Polana przeskok na zielony szlak rowerowy i po chwili kręcimy asfaltem na szczyt Czarnej Góry. Kiedy skonczy sie asfalt, idziemy wydeptaną scieżką wzdłóż ogrodzenia stacji nadawczej i a potem gramolimy się na szczyt. Tam zakładamy ochraniacze i dzida w dół zielonym. Będzie tam wszystko. Dropy, rockgardeny, syte rockgardeny takie, że większość się zastanowi ze 3 razy czy nie zejść z roweru. Hopki z kamieni. Będzie też flow. No i jedna ścianka co ryje beret, ale jest zupełnie zjeżdżalna. Jeśli nie jesteś pewna/pewien to jej nie jedź bo gleba może boleć. No cudo po prostu. Teleport na żółty koło Marii Śnieżnej i jesteście w Międzygórzu.

Track do pobrania:

GPX

 

Zjazdy:

Spróbowaliśmy opisać naszym zdaniem ciekawe zjazdy. Pewnie nie wyczerpujemy 100% opcji i oceny są subiektywne. Numerek na mapce, odpowiada opisowi. Zasadniczo jeśli planujecie wycieczkę to możecie te zjazdy w niej uwzględniać. Większość z nich jest włączona do powyższych wycieczek.

Śnieżnik MTB Trasy Śnieżnik Enduro Opisy
Mapka z zaznaczonymi samymi zjazdami. Jest tego trochę.

1 – Zielony z Czarnej Góry w kierunku Marii Śnieżnej

Długość: 3km

Deniwelacja: 400m

Trudność: Trudny, miejscami bardzo trudny

Opis: Początek stromy po dużych kamieniach i głazach. Czasem niektórzy mogą na nich wymięknąć. Potem przechodzi w czujny singiel z kamieniami i korzeniami. Można się nieźle rozpędzić, ale snejki tylko czekają by wgryźć się Wam w koło. W dolnej części mega techniczna i stroma ścianka, która niejednemu zryła bańkę. kiedy już się wykuma na niej linie przejazdu – jest nawet prosta. Kończy się przy parkingu koło Marii Śnieżnej. Można potem przesiąść się na żółty do Międzygórza który jest rownież przyjemny.

2 – Zielony ze Śnieżnika a potem Czerwony do Międzygórza

Długość: 4km

Deniwelacja: 700m !!

Trudność: Średni

Opis: Zjazd zielonym w kierunku schronu. Szeroko, wiele wariantów, sporo kamieni z których można skakać. Przy kopule szczytowej raczej czujnie i bez flow, w dalszej części korzenie i kamienny flow. Milion miejsc do skakania. Od schroniska czerwony. szlak pieszy. Bardzo szybki i techniczny. Dużo kamieni, skał, grubaśne korzenie. Wszystkie poukładane tak, że można piecować. Poezja. Jest to wisienka na torcie całego masywu. Malo jest tras z takimi trudnościami i jednocześnie pozwalających grzać. No i do tego mamy 700m deniwelacji wykorzystanej niemal w 100%.

3 – Zielony ze szczytu Śnieżnika w kierunku przełęczy Płoszyna

Długość: 4km

Deniwelacja: 600m – interwałowy, są po drodze 3 szczyty

Trudność: Średni

Opis: Singiel z korzeniami i kamieniami. Wije się pośród kosówki. Czasami jest dość stromo i trawa przykrywa niespodzianki. Kawałek płaskim borówkowiskiem by przejść znów w wijącą się w niebanalny sposób ścieżkę jadącą raz grzbietem a raz rowem by w końcu dotrzeć do lasu pełnego korzeni i anakond. Jaka tam jest zabawa zwłaszcza po deszczu :).  Potem wpadamy na interwał jadący przez 3 szczyty. Z każdego zjazd jest inny. Najciekawszy z drugiego – flow z muldami i hopami. Polecamy!! A na przełęczy Płoszyna czeka smażeny syr z frytami !! Ale tylko w wakacje.

4 – Żółty ze Śnieżnika w kierunku Dolni Morava

Długość: 2km

Deniwelacja: 500m

Trudność: Łatwo – Średni

Opis: Trawiasta ścieżka z korzeniami, miejscami stromo. Nic dodać nic ująć. Miło się nią jedzie i mocno ślizga 🙂 Jadąc szybko można wylecieć poza traskę niczym kuna w rabarbar.

5 – Zielony z Małego Śnieżnika w kierunku Trójmorskiego Wierchu

Długość: 2km

Deniwelacja: 250m

Trudność: Łatwy, miejscami b. trudny

Opis: Coś jak początek zjazdu z Czarnej. Wpierw miejsca gdzie jedzie się poprzez rozsypane skały wielkości telewizorów – da się wszystkie przejechać. Ciężko nie urwać przerzutki 🙂 albo przynajmniej nie skrzywić haka. Potem singiel i flow 🙂

6 – Zielony z Trójmorskiego Wierchu

Długość: 1,5km

Deniwelacja: 200m

Trudność: Łatwy, Szybki

Opis: Flow, Flow, Szybko, Flow Flow, muldy, korzenie do skakania, Flow, cudo, Flow :). 50 km/h nie jest trudne do osiągnięcia 🙂

7 – Niebieski / zielony z Podbbelky

Długość: 1,5km

Deniwelacja: 200m

Trudność: Łatwy

8 – Bikeparki w Dolni Morava oraz  Czarnej Górze

Opisy można znaleźć gdzie indziej 🙂

Czarna Góra

Dolni Morava

 

Trasy w masywie Ślęży i Raduni

Opisy tras i ślady masywów Ślęży i Raduni. Chcesz pojeździć, ale nie wiesz gdzie – poczytaj.

Nie chce Ci się czytać i nie potrzebujesz GPX? Zrobiliśmy mapę, którą śmiało możesz drukować:

Mapa – przód

Mapa – tył

Trasy są też na trialforks i można smialo na tej podstawie pośmigać. Zmontowaliśmy tam tez kilka przykładowych tripów więc macie tam gotowe wycieczki.

Do niedawna możliwe było jeżdżenie ze szczytu Raduni i trasy te były ciekawe. Jednak ponieważ szczyt objęty jest terenem rezerwatu, prosimy, nie jeździjcie tam. Dotyczy to zarówno poszanowania gatunków roślin i ptaków, jak i niepisanej umowy z Nadleśnictwem.

Ślęża

OS1

Długość: 3km  Deniwelacja: 400m  Kondycja: Trudna  Trudność: Średnia

Klasyk. Około 400m deniwelacji. Początek to typowa Ślężańska rąbanka, w środkowej części szybka jazda rynną a na końcu wijący się singiel z przyjemnym flow. Po drodze jest dość prosta ścianka. Całość trwa około 7 min, więc to najdłuższy zjazd na tej górze.

GPX

Czerwony do Sulistrowiczek

Długość: 3km  Deniwelacja: 400m  Kondycja: Trudna  Trudność: Średni

Na skrzyżowaniu z Czarnym Szlakiem nie skręcamy w lewo, na singla, a jedziemy dalej szlakiem czerwonym. Na początku jest szybko i szeroko. W końcu dojeżdżamy do zwężenia, gdzie zaczyna się fajna sekcja góra-dół. Od tego miejsca szlak jest wąski i bardzo kamienisty. Trasa kończy się gdy dojedziemy do ławeczki po naszej lewej ręce, wtedy najlepiej skręcić w prawo i tym sposobem wrócić na Przełęcz Tąpdała.

OS 2

Długość: 2km  Deniwelacja: 200m  Kondycja: Trudna  Trudność: B. trudny

Z uwagi na jego trudność rzadko uczęszczany. Startuje z przecięcia Ścieżki pod Skałami i niebieskiego szlaku spod wieży widokowej na Ślęży. Sekcja do Drogi Piotra Włosta trudnością przypomina górną część Czerwonego do Sulistrowiczek. Na Drodze Piotra Włosta skręcamy w lewo i jedziemy nią aż szlak niebieski odbije lekko w prawo. Po szybkim łagodnym zjeździe czeka nas krótki lecz dość sztywny podjazd. Jesteśmy w rejonie Polany z Dębem i skręcamy w prawo. Po kawałku płaskiego odcinka znajdziemy się znowu na niebieskim szlaku. Tu zaczyna się najtrudniejsza część trasy zawodów EMTB ze Ślęży. Wjeżdżamy w szeroki rock garden za którym czai się “ścianka”. Sekcja za ścianką jest trudniejsza niż sama ścianka. To bardzo nierówny rock garden z minimalnym spadkiem. Po nim trasa znowu staje się tak łatwa jak górna część Czerwonego do Sulistrowiczek, by w końcu zamienić się w ziemny lej wypełniony liśćmi.

 

Niebieski ze szczytu Ślęży na północ

Długość: 2km  Deniwelacja: 80m  Kondycja: Trudna  Trudność: Trudny

Ruszamy spod schroniska czerwonym szlakiem na Sobotel. Po dosłownie kilku metrach odbijamy w lewo na niebieski szlak. Początek jest ciasny i dość kwadratowy bez flow z kaskadą telewizorów w roli głównej. W środkowej części eksponowane zwężenie. Czym niżej tym łatwiej i szybciej. Tak bawimy się aż do Drogi Piotra Włosta. To koniec naszej zabawy ze szlakiem niebieskim. Teraz można skręcić w lewo, na południe w stronę startu Dolce Vity, albo w prawo, na północ by wdrapać się na Wieżycę, na którą prowadzi wymagający podjazd, a właściwie dla większości jest to wypych. Ze szczytu Wieżycy zjeżdżamy na północ, na Przełęcz Pod Wieżycą, po pozostałości poniemieckich schodów. Zjazd jest bardzo szybki i obficie kamienisty.

GPX

 

Dolce Vita

Długość: 2km  Deniwelacja: 150m  Kondycja: Trudna  Trudność: Średnio – Łatwy

Na start Dolce Vity dotrzemy Drogą Piotra Włosta przykładowo z Polany z Dębem, albo z końca opisanego wyżej zjazdu niebieskim szlakiem.

W górnej części Dolce Vita ma dwie odnogi. Południową – trudniejszą i północną – łatwiejszą. Południowa zaczyna się dropem, którego nie da się po prostu zjechać. Trzeba go skoczyć lub objechać. W dalszej części jest jeszcze jeden mały “drop” i kilka ciasnych miejsc. Po pierwszym przecięciu z drogą ścieżka robi się bardziej ziemista i dużo łatwiejsza, dająca dużo radochy z jazdy nawet początkującym. W dolnej części mamy już samą ziemię, zaskakujące, naturalne sekcje góra dół i bandy jak na amerykańskich filmach o rowerach.

GPX

Poniżej film z przejazdu:

Zjazd z Wieżycy

Długość: 500m  Deniwelacja: 100m  Kondycja: Średnia  Trudność: Trudny

GPX

 

Wzdłuż żółtego

Długość: 500m  Deniwelacja: 100m  Kondycja: Średnia  Trudność: Łatwy

Z Polany z Dębem możemy zjechać na Przełęcz Tąpadła wzdłuż żółtego szlaku, po jego zachodniej stronie. Nie do końca jest to singiel, bo górna część daje bardzo wiele opcji przejazdu. W końcu łączą się w jedną ścieżkę na której nawet początkujący mogą sobie poskakać.

GPX

Radunia

Świńkołaj

Długość: 1km  Deniwelacja: 150m  Kondycja: Średni  Trudność: Trudny

Trasa rodem z zawodów enduro. Trawersy, kamienie, trudno się skręca, czasem jest stromo. w dodatku zaczyna sie lekkim podjazdem. Jeśli chcecie kręcić KOMa, możecie być pewni, że w trudności wpadniecie na bezdechu i odcięciu. Ciężko się na niej zabić, trudno nie jest jeśli jedziecie wolno. Każdy przejedzie. Bardzo trudno jest ją przejechać szybko i czysto. Miłej zabawy. Aha póki co powrót z niej wymaga wrócenia się 150m trasą do drogi. To co fajne dojazd do niej, zjazd i powrót na parking zajmują 15-20 min.

OS 3

Długość: 2,5km  Deniwelacja: 150m  Kondycja: Trudny  Trudność: Średnio-Łatwy

Z szutrówy prowadzącej do szczytu Raduni odbijamy w prawo. Czeka nas krótki zjazd do przełączki przed pagórem z którego startował OS 3. Większość wepcha na pagór, choć może uda Ci się podjechać jak masz nogę z kryptonitu.

Zaczynamy dość stromym, łatwym zjazdem do kolejnej przełączki z której usypaliśmy dla Was podjeżdżalną linię. Na zawodach jej nie było i chyba wszyscy tam podpychali. Podjeżdżalną linią wdrapujemy się na grzbiet, który łagodnie opada w dół. Da się tu fajnie poskakać. W końcu docieramy do podjazdu po którym czeka nas szeroki i szybki zjazd do kolejnego wypłaszczenia. Tu skręcamy w prawo i po 50 metrach, po prawej ręce mamy wygrodzoną metalową siatką, dawną kopalnię chromitu.

Przy kopalni skręcamy w lewo i zaczynamy lustrować prawą stronę naszej ścieżki, bo skręt którego się spodziewamy jest słabo widoczny. Jak już na niego trafimy, czeka nas ziemny zjazd pomiędzy drzewami który przeradza się w pochylony w lewo trawers. To jedna z nielicznych tego typu atrakcji w Masywie Raduni. Po trawersie ścieżka skręca w lewo, rozszerza się i doprowadza nas do płaskiej polany, na której był koniec OS 3.

Na Przełęcz Tąpadła wracamy skręcając w prawo. Jeśli w pewnym momencie oszczeka Was stado psów z domu położonego po prawej stronie od Waszej ścieżki, to znaczy, że jedziecie dobrze. Teraz trzeba się trzymać żółtego szlaku, który doprowadzi Was nad samą Przełęcz Tąpadła.

GPX

 

OS 4

Długość: 1,7km  Deniwelacja: 180m  Kondycja: Średnia  Trudność: Łatwy

Zaczyna się szeroką rynną z kamieniami na której można rozwinąć naprawdę dużą prędkość. Na końcu rynny skręcamy w lewo i redukujemy bieg, bo czekają nas dwie bariery skalne bez spadku, na których trzeba dokręcić.

Następnie czeka nas singiel o małej różnicy nachyleń. W 1/3 jego długości możemy odbić na Tajemnego. Jeśli tego nie zrobimy, dojedziemy grzbietem aż do zakrętu w lewo, na ściankę z brzózkami. Za ścianką mamy wypłaszczenie ze skrzyżowaniem, tu skręcamy w lewo. Zaraz zacznie się Świerkowy. Ziemny singiel wije się między drzewami i wyprowadza nas na 3 dropy z których pierwszy jest najwyższy. Wszystkie da się zjechać bez skakania. Następnie mamy sztuczny rock garden i luźną ściankę, za którą singiel znów wije się między drzewami aż do szerokiej drogi, którą jedziemy w dół do skrzyżowania w kolejną szeroką drogą, skręcamy w prawo i dojeżdżamy do Łąki Sulistrowickiej. To koniec OS 4. Możemy teraz pojechać na wschód, na Suliwoods KROSS TRAIL, albo na zachód, do Przełęczy Tąpadła.

GPX

 

Gangster

Gdy już zjedziemy Niebieskim z Raduni, skręcamy w prawo i już po kilkudziesięciu metrach mamy zakręt naszego trawersu w prawo i dokładnie na tym zakręcie wypatrujemy startu Gangstera, który odbija z trawersu w lewo i jak to najczęściej przy zjazdach bywa, w dół.

Początek jest luźny i kamienisty. Dalej jest ziemnie. W paru miejscach można fajnie zapompować. Zjazd kończy się ścianką, która jest bardziej straszna niż trudna. Najbezpieczniej na niej puścić heble – na dole jest dużo miejsca na wyhamowanie. Ścianka ma chickena z prawej. Chicken wydaje się od niej trudniejszy.

GPX

 

Tajemny

Odbija w prawo z grzbietowego odcinka OS 4. Zaczyna się łatwą ścianką w połowie której można zrobić zygzak prawo – lewo. Następnie, po przecięciu szerokiej i nieuczęszczanej drogi jedziemy singlem w lewo. Tajmeny to dużo ziemi, trochę band i sekcji góra-dół przy przecinaniu strumienia. Jest gdzie pompować.

Świerkowa

To dolna część OS 4 z 2015 roku. Patrzcie wyżej 🙂

Suliwoods KROSS TRAIL

Fajna ścieżka – fajny flow. Można poskakać. Klimaty jak na singletreku pod smrkiem.

Został ładnie opisany tutaj: http://www.suliwoods.pl/

 

 

Baza noclegowa:

Agroturystyka Sady pod Ślężą

Miejsce położone na najbardziej nasłonecznionym, południowo-zachodnim zboczu góry swobodnie można nazwać Ślężańską Toskanią. Jest świetną bazą wypadowa na wycieczki rowerem górskim lub trekkingowym. Przełęcz Tąpadła osiągniesz czarnym szlakiem w 20-30 minut. Stamtąd zaczynają się dojazdy na najlepsze lokalne trasy. Z przełęczy Tąpadłą do agroturystyki powrócisz trasą Dolce Vita lub czarnym szlakiem pieszo-rowerowym.

W agroturystyce bez obaw możesz zostawić szczęśliwą rodzinkę, na hektarowej działce mamy plac zabaw dla dzieci czy leżaczki do podziwiania panoramy. Jest też miejsce na wieczorne ognisko.

Zimowa jazda w Maladze

No to stało się. Chwila rozkminy gdzie by tu polecieć. Początkowo miała by Teneryfa i wylot z Wro. Krótka obczajka cen biletów i opcji i pojawia się:

Tyy a Malaga …

…nooo Malaga

To lecimy. 90 pln za bilety + 570 za przewóz bajka w RyanAir.

Potem przeszukanie Stravy i TrialForks w poszukiwaniu tras. Wybór pada na Benalmadena (od Malagi oddalona o 15 min kolejka). Jest tam gdzie jeździć i jest (o dziwo) Gondola. Potem okaze sie, że gondola podlegać będzie konserwacji przez cały nasz pobyt aleco tam. Nocleg znajdujemy blisko Gondoli na AirBnb. Mega przestronne mieszkanie 60m2 z tarasem o tym samym rozmiarze za 120 pln za dobe. No śmiech.

Z lotniska kolejka jedzie wzdłuż wybrzeża. Za 2e mamy pociąg do Benalmadeny.

Widoczki wynagradzają całkiem wymagający podjazd.

 

Nad miasteczkiem gory. Niby niewielkie – 600mnpm. No ale zjeżdża sie prawie nad morze 🙂 Łatw

 

o dostępne (50 min w siodle z domu do szczytu) są dwie. Ilość ścieżek wystarcza na tydzień smigania. Każdą sie robi 2-3 razy. My śmigaliśmy na około 4. Pewnie z 10 zostało na następny raz. I mówimy tu o najbliższej okolicy.

Stwierdziliśmy, że dwa pierwsze dni pośmigamy z guide. Wybór pada na http://switch-backs.com.

Pomyśleliśmy, że może powiedza nam gdzie jeszcze jeździć. Uwaga – tras z ich listy nie znajdziecie na portalach trasowych bo te opisane są tam po hiszpańsku.

Dostępne trasy po stronie Benalmadeny i zjeżdżające do morza tu:

Trasy w Benalmadena

Ta fioletowa: “Arroyo de la Miel – Lobo” to piękna asfaltowa podjazdówka. Wzdłuż do niej idzie singiel, który często się z nią przeplata. Lokalesi zadbali by dropów i podwójnych na nim nie zabrakło. Trzeba uważać by wylatując na drogę nie dupnąć się z jakimś szosowcem lub XC który pociska w dół 60kmh.

Jest co zjeżdżać.

Każda z zaznaczonych tu tras jest fantastyczna zjazdowo. Jazda typowo śródziemnomorska. Stałe kamienie, skałki, single, agrafki. Więcej niż gdzie indziej piachu na agrawkach. Jest to super. Pozwala wchodzić w nie efektownymi wirażami. Mało beskidzkich stromizn.

Po drugiej stronie masywu jest analogiczna ilość tras. Każda wielce ciekawe, niektóre obfitujące w niespodzianki jak metrowe dropy i double nad strumyczkami. te ciężej znaleźć na stravie itd.

Linki do aktywnosci:

Na trasach najczęściej jest sucho, chyba że akurat jest mokro.

Warto skorzystać z guide. Michael – właściciel SwitchBacks jest mega mocny. Gość koło 50. Kanadyjczyk mieszkający na miejscu od 15 lat. Jeździ świetnie, kapitalnie tłumaczy. 5-6 metrowe gapy wciąga na śniadanie i świetnie potrafi pracować jako trener. Jego jeden dzień guidowania to 50 euro. Pakiet tygodniowy all-inclusive to juz 1000euro choc uważam, że byłyby to swietnie wydane pieniądze. W jego chatce akurat kiedy byliśmy mieszkało dwóch factory riderów z Ibisa
a tydzień wcześniej cały YT Mob wiec jest to gość znany w światku.

Pogoda to 20 stopni i przeważnie słońce. Zazwyczaj wieje – też na podjazdach :(. Dzięki asfaltowym podjazdom robienie dziennie 1500-2000m nie jest problemem.

Andaluzja jest hiszpańskim zagłębiem owoców morza.  Nie mogliśmy sobie odmawiać gotowania ich na różne sposoby. Zawsze były świetne. W sklepach wielki wybór win z Riohy co nas cieszy bo bardzo je lubimy. Zwłaszcza Crianzę która jest w przystępnych cenach.

Myślę że miejscówka warta polecenia. Zimą na pewno. 40 stopni latem i tłumy turystów zniechęcają. A w pobliżu góry Sierra Nevada. Ale to już zupełnie inna bajka. Wysokości dochodzące do 4000m i kosmiczne zjazdy. Ponoć jest tam jeden zjazd co ma 100km. W ciągu dnia robi sie 5000m zjazdów i 2000m podjazdów. Jest szansa, że go jeszcze w te wakacje pykniemy. Nie możemy się doczekać. Warto wspomnieć że całe okolice Malagi są pagórowate. Z naszych doświadczeń wynika, że każdy turystyczny szlak jest zjeżdżalny i daje tony zabawy.