TEST CANNONDALE MOTERRA NEO CARBON 2

24 czerwca, 2021 / seba

Pierdolo

“Panie – ale po co/ na co to Panu to to”

“Daj se Pan spokój i przestań cudować”

 

Od pewnego czasu jak tylko wchodzę do ThirtyThree, to w oczy rzuca się caaaała ściana sklepu w elektrykach – duże, małe, brzydkie, ładne, kolorowe, czarne – cała rozpiętość… no z tymi ładnymi to przesada, bo o rowerze z baterią doklejoną do dolnej rury głównego trójkąta i silnikiem przy suporcie można powiedzieć wszystko, ale nie to, że jest ładny 🙂 Oczywiście nie omieszkałem podzielić się moimi spostrzeżeniami z Maćkiem, który z bezczelnym uśmiechem na ustach odpowiedział jednym zdaniem: 

“Taaaak, to wiesz co Seba… pojeździj sobie na nim z miesiąc i pogadamy…” i tak to się zaczęło.

Rzeczony przedmiot pożądania.

Do zabawy dostałem Cannondale Moterrę 2 w mało oczojebnym szarym malowaniu, za to mającą po 160mm skoku, silnik bosha 4 gen. oraz Zeba na przedzie 🙂 i zamierzałem przez kolejne 4 tygodnie znaleźć odpowiedź na pytanie, czy w ogóle i jeśli tak, to po co taki rower jest mi potrzebny.

Moje wymagania są dość proste – jestem ojcem 9-letniego Knurka, z którym minimum raz w tygodniu śmigam po ścieżkach, poza tym staram się 1 dzień w tygodniu spędzić w siodle sam – za to intensywnie :), co w praktyce oznacza, że najczęściej mam do dyspozycji max 4h jazdy w niedzielę i chcę je przeznaczyć na maksymalną ilość zjazdów po fajnych ścieżkach. 

Do Moterry podszedłem raczej sceptycznie – bo to takie nieforemne, ciężkie i w ogóle… ale po pierwszym podjeździe już coś w głowie zaczęło mi się zmieniać… okazało się, że zaoszczędziłem ok 50% czasu :D. Z podobnymi wątpliwościami podszedłem do pierwszych zjazdów – powoli i zachowawczo… ale ALEEEEEE po paru minutach zacząłem zacieszać jak małe dziecko, które dobiera się do pudełka żelek albo jak Dannika przed ostrą akcją :). Rower idzie w dół aż miło, połyka nierówności tak samo jak klasyczna endurówa, a zarazem jest bardzo stabilny. Podczas skakania / zjeżdżalnia, dropów jest to bardzo odczuwalne. Należy przyzwyczaić się do odrobinę innego wchodzenia w zakręty – jest ono bardziej siłowe, trzeba inicjować je szybciej. Po 2-3 zjazdach nie stanowi to żadnego problemu – staje się naturalne.

Wklejanie się w bandy i wchodzenie w zakręty wymaga większej siły

W trzy godziny na Ninerze udaje mi się zrobić mniej więcej 3 Ślężańskie klasyki, na elektryku zrobiłem 7 zjazdów i miałem dość. Następnego poranka potrzebowałem z 10 min, aby zebrać się w sobie i wstać z łóżka. Co ciekawsze – mit jazdy na elektryku, aby nie zmęczyć się za bardzo, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Dla mnie wyjazdy na Moterze zawsze były o wiele bardziej wymagające fizycznie – nie tylko dla nóg, ale i dla górnej części ciała.

Sprzętowo

Cannondale przygotował cztery wersje elektryka do enduro, z czego dwie najwyższe wyposażył w przedni trójkąt z węgla i Zeba na przedzie.

Chłopakiiiii ale ten amołtyzatoł fajnie chodzi!!

Do dyspozycji mamy 160 mm skoku i klasyczny 4-zawias. Za tylną amortyzację w naszym modelu odpowiada RockShox Deluxe R który działa bardzo poprawnie.

Amołtyzatoł poddupny.

Wyposażono go w mix GX’a (przerzutka i kaseta) i NX’a (manetka i łańcuch). Na obręcze WTB ST i29 TCS wsadzono Assegaia i i DHR’a II w szerokości 2,6 i sensownej mieszance. Za hamowanie odpowiadają 4-tłoczkowe Margury MT5… i to jest oprócz manetki jedna z niewielu rzeczy, które od razu bym wymienił (dla własnego bezpieczeństwa).

Centrum sterowania rzeczywistością.

Gejometrion

Tu oddaję głos naszemu naczelnemu ekspertowi od kątów, stopni oraz długości – Michasiowi.

Posiadam Moterrę 2 w rozmiarze XL. Nie znam się na testowaniu rowerów, to mogę ją tylko porównać do Ibisa Ripmo 1 XL, którego też posiadam.

Mam 189 wzrostu i według mnie moje Ripmo jest mi trochę za małe. Moterra jest w sam raz, choć mogła by być i większa.

Warto tu wspomnieć, że w Moterrę wchodzi mi sztyca Bike Yoke Rivive 185 mm. Jest szansa, że 213 mm też wejdzie. Jak będę miał czas, to kiedyś to sprawdzę.

Reach oba rowery mają taki sam, Moterra ma około 2 cm większy rozstaw osi. Kąt główki jest praktycznie taki sam w obu rowerach.

Różnica w wielkości polega na tym, że w Ripmo da się przesunąć siodełko bardziej do przodu, by mniej kłaść się na kierze na podjazdach. W wyniku tego odległość siodełko – kierownica jest mniejsza. Moterra a łagodniejszy kąt podsiodłówki, więc siodełko jest dalej od kierownicy i rower robi wrażenie większego.

Moterrą lepiej zjeżdża mi się ścianki i jej dodatkowe 2 cm rozstawu osi są dla mnie zdecydowanie na plus.

Wkład suportu jest 1 cm wyżej niż w Ripmo, a kitowa korba ma tylko 160 mm długości. Dzięki temu prawie nie walę pedałami o kamienie przy kręceniu korbą. Za to siedzę bardzo wysoko. Kiedy piszę ten tekst, Moterra jest w 33 i Chłopaki wymieniają mi korbę na 175 mm. Dzięki temu będę mógł obniżyć siodełko o jakieś 15 mm i myślę, że pozycja będzie jeszcze wygodniejsza, a pedałowanie bardziej efektywne.

Przy podjeżdżaniu przód ma tendencję do odrywania się od ziemi. Na elektryku podjeżdża się stromsze sztajfy niż na analogu i efekt podrywania przedniego koła mogli by poprawić. Podrywanie przodu nie przeszkodziło mi jednak we wjechaniu na Stożek Wielki – da się.

Nie odczuwam by Moterra skręcała gorzej niż Ripmo, mimo większego rozstawu osi i dłuższych tylnych widełek.

Oddaję głos do studia. 🙂

Koń Michał w wersji przykorbowej – dołączonej do roweru.

Podjazdy

Mamy 4 tryby pracy wspomagania elektrycznego: Eco, Tour, EMTB, Turbo  – dla mnie ulubionym trybem był Tour – idealne połączenie pomiędzy wspomaganiem a wydajnością baterii. No chyba, że trzeba było wciągnąć na górę 3 dzieciaków – wtedy wjeżdzał tryb Turbo-Nakurwix i zrobiło się miło. Super hiper doładowanie elektryczne ku mojemu zaskoczeniu nie skłania do opierdzielania się na podjazdach – przeciwnie – zaczynasz się bawić i dociskasz jeszcze mocniej i z bananem na twarzy wbijasz się na sekcje, które wcześniej nie budziły entuzjazmu, a wręcz przeciwnie. Przy moich 175cm wzrostu rower w rozmiarze M nie jest krótki i pozycja przy podjeżdżaniu nie powoduje bólu pleców.

Podjeżdżanie w trybie trail jest bardzo przyjemne i cieszy!

Zjazdy

Pierwsza rada, jaką otrzymałem odbierając rower, to “na zjazdach wyłączasz silnik, aby nie było buby” – i tego się trzymałem. Zaraz po tym wjechał zachwyt nad jakością pracy Zjeba i zestrojenia zawieszenia. Moterrka szybko się rozpędza i leci w dół bardzo stabilnie. Żwawo pokonuje nierówności. Przez przeszkody przelatuje jak czołg. Do skręcania trzeba się przyzwyczaić – ale pracujemy na rowerze, który jest ok. 8kg cięższy od tego, na czym jeździmy na standardowo. 

Bziuuuuuuu!!!

 

Podsumowanie

Do momentu posadzenia swojej dupy na Moterze miałem w głowie obraz elektryka jako zabawki dla osoby, która nie ma formy i jeździ dość mało. Po paru tygodniach zabawy na nim znajduję się po przeciwnej stronie barykady – wydaje mi się, że odnalazłem rower, który idealnie wpasowuje się w moje potrzeby. Nigdy po 3 godzinach intensywnej jazdy nie byłem tak wyjeżdżony i zajechany. Aby czerpać fun na zjazdach, rider musi włożyć znacznie więcej wysiłku. Jeśli masz dzieciaka to elektryk też sprawdzi się idealnie – czekasz, aż przestanie dawać radę na podjeździe (nie mylić z tym, jak zaczyna marudzić!) i dalej jesteś w stanie zrobić jeszcze z 2 zjazdy, wciągając go na lince.

Elektryk nadaje się idealnie do wciągania dzieci! Nawet tych po 40 roku życia 😉

Z 2 strony elektryk nigdy nie zastąpi mi jazdy na zwykłym rowerze… będzie zawsze bardzo fajnym dodatkiem – czy to w miejscach, gdzie trzeba poczekać na tarpana, czy też podczas wypadów, kiedy mam bardzo ograniczony czas, a dalej chcę się wyjeździć.

Jak tu zjechać i nie trafić w drzewo.

Ten konkretny model kosztuje niewiele ponad 30k i tak naprawdę niewiele bym w nim wymieniał. Hamulce Magury MT5 nie mają takiej modulacji i mocy, do jakiej jestem przyzwyczajony, manetka NX’a nie oferuje wrzucania i zrzucania większej ilości przełożeń. Poza tym nic tylko wsiadać i jeździć.

zdjęcia: Łukasz Kopaczyński

tekst: Sebastian Bugajski / Michał Daszkiewicz

Dodaj komentarz

Czytaj także

Ślężing

8 marca, 2017 / Krolik